Życiorys
Nazywam się Din Horget.
„...konni, mnóstwo konnych, ogień, ogień wszędzie, trawi wszystko dookoła... ludzie biegają w panice... i ja, ja na środku wszystkiego, wtulony w miękki płaszcz matki, przerażony, sparaliżowany strachem... świst bełtów, brzdęk metalu, zewsząd słowa mężczyzny: Uciekaj! Din, uciekaj! Synu! - powtarzane do ostatniego tchnienia. Nagle upadam, przytłoczony ciałem pięknej, jasnowłosej kobiety, i wszystko zrozumiałem...
Mamo, mamo! Nieee...”
Sny... ciągle te same, choć minęło od tego czasu z dwadzieścia lat. Dwadzieścia lat odkąd wuj Zigan przyjął mnie pod swój dach. Choć pamiętam tamte wydarzenia jak przez mgłę, wiem, że okazał się jedynym człowiekiem dobrego serca. Mało jest takich, którzy przyjmą sześciolatka pod swój dach, szczególnie w społeczeństwie tak zamkniętym i nieufnym jak Tin-hen. W dodatku sześciolatka tak różniącego się od reszty rówieśników.
Od początku w społeczności Tesijczyków byłem traktowany inaczej, żeby nie powiedzieć: gorzej. Zawsze dostawało mi się więcej kary niż innym, a często winę za byle jakie przewinienie przypisywano właśnie mnie. Cóż, jasnowłosy chłopiec bez korzeni i rodziny musiał być traktowany jak mięso gorszego gatunku.
Na szczęście nie trwało to aż tak długo, bo już w wieku ośmiu lat, za wstawiennictwem wuja Zigana, pozwolono mi wziąć udział w szkoleniu posługiwania się starożytną techniką władania mieczem Ken-to.
Wuj Zigan od początku kazał mi mówić do siebie „wujku”. Zawsze powtarzał, że mam naturalny talent do posługiwania się tą bronią i nie mylił się, gdyż z czasem osiągałem lepsze wyniki niż pozostali uczniowie, co napawało go dumą. Wujowi zawdzięczam praktycznie wszystko, co osiągnąłem, i to on przekazywał mi wszystko, czego sam nauczył się przez tyle lat.
Zawsze zastanawiałem się, dlaczego to robi. Dlaczego zdradza tajniki swojego rodu mnie, przybłędzie? Ja nawet nie należałem do wrogiego klanu. Byłem w ich oczach kimś gorszym, nikim. Jednak wuj Zigan dzielił się ze mną wszelką wiedzą, zaczynając od podstaw pisania, przez tajniki tropienia, aż po posługiwanie się mieczem Ken-to.
Pewnego razu otrzymałem odpowiedź. Okazało się, że wuj miał trzech synów, jednak wszyscy już nie żyli. Najważniejsze dla każdego mistrza jest przekazanie wiedzy, aby tradycja i techniki walki nie umarły razem z nim.
I oto stoję nad grobem wuja... Dwadzieścia lat, szmat czasu, wuju. Nie wiem dlaczego, ale nigdy nie byłem ciekaw, skąd pochodzę i kim jestem. Imię Din ze snów całkowicie mi wystarczało. Może to dzięki wujowi i jego trosce. W zasadzie, jeśli cofnąć się w czasie, to nie zaznałem w Tin-hen prawdziwego cierpienia. Braku zrozumienia, pogardy, niechęci - tak. Ale nie doznałem szczególnie podłego traktowania i myślę, że wszystko to zawdzięczam wujowi.
Otrzymałem nawet od miejscowych przezwisko: Horget, co w ich języku oznacza znajdę. Potraktuję to jako dobry znak.
Przed śmiercią wuj wezwał mnie do siebie i przekazał mi jedyną rzecz, która należała do mnie: złoty łańcuszek z medalikiem w kształcie jednorożca. Miałem go na szyi, kiedy wuj mnie znalazł, jakieś dziesięć kilometrów na południe od Tin-hen.
Powiedział mi jeszcze jedną rzecz:
„To jedyny ślad twoich korzeni. Poszukaj ich, bo każdy wojownik musi znać swoje korzenie, musi wiedzieć, skąd i dokąd podąża”.
Czy chcę wiedzieć? Jeszcze tego nie wiem. Ale jedno jest pewne: czas zrobić coś z własnym życiem.