Po powrocie rozpętała się prawdziwa burza… Moi kompani przekrzykiwali się jeden przez drugiego narzekając na zaproponowane warunki. Musiałem to trochę uspokoić, więc zaproponowałem, aby każdy podał minimalną i maksymalną ofertę na jaką jest w stanie się zgodzić. Spory problem był z ustaleniem czy chcemy zrezygnować z amuletów wody i ziemi, ale po kilku godzinach i w tym temacie doszliśmy do porozumienia. Cała nasza rozmowa trwała kilka godzin, jednak mnie najbardziej martwiło ogólne przesłanie jakie z niej płynęło. Prawie cała drużyna oszalała na punkcie bogactwa jakie tam znajdziemy w Ogonie Diabła i przesłoniło ono nasz prawdziwy cel, jakim jest znalezienie kryształu Kyriana i zabicie Randalfa…
Zmartwiło mnie to i po tym dniu musiałem zrewidować moje spojrzenie na moich towarzyszy, widać nie zdają oni sobie sprawy z powagi zadania, w którym uczestniczą. Rankiem nieco ochłonąłem i ze spokojem i chłodną kalkulacją rozpocząłem realizowanie mojego najbliższego celu, jakim było stworzenie Sztandaru. Rozpocząłem od odwiedzenia lokalnych kowali i sprawdzeniu dostępności rudy azurytu i mitrylu. Ku mojemu zaskoczeniu tutejszy kowal, krasnolud Gregor, miał rudę azurytu, a dzięki Ziriel, która udała się do niego ze mną, udało mi się ją odkupić po przystępnej cenie. Ziriel sprzedała temu kowalowi podczas naszego ostatniego pobytu elfią kolczugę, dlatego kowal dobrze ją wspominał i podał nam nazwisko kupca, który w Paddar zajmuje się sprowadzaniem mitrylu od krasnoludów z zachodnich królestw.
Z niecierpliwością oczekiwaliśmy spotkania z Mordokiem i gdy nadszedł czas, w pełni przygotowani, poszliśmy uzgadniać warunki wyprawy. Aby nieco wybić go z tropu wpadłem na pomysł, aby zabrać ze sobą dzban wina „Pontimus” oraz stolik i dwa krzesła. Gdy tylko Mordrokk pojawił się na przystani, zaprosiłem go do stołu i sam wygodnie się przy nim rozsiadłem. Nalałem nam po kielichu wina i rozpoczęliśmy negocjacje. Mordrokk upierał się, że on zabierze ze sobą amulety zanzibarskie i widziałem, że nie ma szans na zmianę tego warunku, więc starałem się wynegocjować jak największą pulę ze znalezionych skarbów. Koniec końców stanęło na tym, że dostaniemy dwadzieścia pięć procent skarbu, oddamy amulety, a weźmiemy kryształ Kyriana. Dodatkowo do Góry Diabła mamy przyprowadzić ze sobą około dwudziestu ludzi pomocnych w eksplorowaniu pomieszczeń.
Ponieważ wszystko co mieliśmy do zrobienia w Mieście Mgieł zrobiliśmy, czym prędzej opuściliśmy miasto i ruszyliśmy do Dirdighen. Po drodze ustaliliśmy nasze następne działania. Ziriel miała udać się do Lerdeonu, aby zasięgnąć informacji na temat Śpiącego Lasu, Jeerheny i trolli. Ja musiałem porozmawiać z kapłanami, aby sprawdzić na jakie wsparcie możemy liczyć. Natomiast Din i Radagast oddawali się błogiemu lenistwu.
Ziriel zniknęła na prawie dwa tygodnie, jednak informacje jakie ze sobą przyniosła były tego warte. Po pierwsze dowiedziała się sporo na temat druidów zamieszkujących Śpiący Las, a nawet więcej, ponieważ dowiedziała się, że niedawno druidzi poprosili elfy z Lerdeonu o pomoc w pewnej sprawie. Chodziło o nękającego ich od jakiegoś czasu potwora. Śpiący Las w wyniku eksperymentów zanzibarskiej magiczki Delidii jest bardzo zniszczony i zwierzęta z tego lasu często zamienione zostały w różnego rodzaju potwory. Jeden z nich od kilku tygodni atakuje druidów i spowodował śmierć kilku z nich. To była świetna okazja dla nas, aby zyskać sympatię druidów i zdobyć od nich potrzebne żelazodrzewo.
Ziriel dowiedziała się jeszcze kilku informacji na temat Jeerheny i orków. Przeklęta czarowniczka Jeerhena, która kiedyś była elfką, grasuje w północno-wschodniej części Lerdeonu. Jeerhena przez dziesiątki lat stworzyła ogromną liczbę mniejszych, lecz bardzo niebezpiecznych pajęczaków, które dodatkowo dysponują przeróżnymi mocami. Elfowie czasami zapuszczają się w te tereny, aby powstrzymać ich ekspansję, jednak zawsze są wyposażeni w mikstury uodparniające na trucizny, które sami wytwarzają. Dodatkowym problemem jest to, iż Jeerhena została przeklęta z powodu uprawiania magii nekromancji, a co za tym idzie, można na jej terenach spodziewać się nieumarłych. Jeżeli zaś chodzi o orki, to jeden z elfów, z którym rozmawiała Ziriel, zaproponował, abyśmy udali się w te tereny z elfim przewodnikiem, który mógłby wspomóc nas w znalezieniu odpowiedniego szczepu.
Ja natomiast, po konsultacjach z kapłanami, nie przyniosłem tak dobrych wieści. Z moich rozmów wynikło tylko tyle, że muszę udać się do Świątyni Wilków zanim wyruszę na wyprawę. Jest to konieczny warunek, aby świątynia zgodziła udzielić się mi wsparcia w postaci wojowników.
Ustaliliśmy, że nie ma na co czekać i czym prędzej skierowaliśmy nasze kroki w kierunku Śpiącego Lasu.