Gdy tylko doszedłem do siebie, opuściliśmy jaskinię i ruszyliśmy w drogę powrotną. Po drodze opowiedziałem moim kompanom kim był Rigiak – legendarny Kowal Mrozu. Opowiedziałem im również o przedmiotach jakie stworzył i tym najszczególniejszym pośród nich – Buławie Władzy. Buławą tą włada teraz Namiru Ged – najwyższy kapłan Lorsha na Ziemiach Mrozu.
Po przybyciu do karczmy odpoczęliśmy trochę i rozpoczęliśmy analizę tekstu, który każdy z nas miał wyryty w głowie. O ile początkowo nieco przeraziła mnie ilość informacji koniecznych do zrozumienia tekstu, to jednak w trakcie rozmowy okazało się, że wspólnymi siłami potrafimy rozszyfrować większość zagadnień.
Z tego co udało nam się dowiedzieć, okazało się, że w pierwszej kolejności musimy zdobyć żelazodrzewo. Ziriel powiedziała nam że roślina ta rośnie w Śpiącym Lesie, którym opiekują się druidzi Klanu Śpiącego Kamienia.
Kolejnym krokiem jest zdobycie materiału, z którego słyną Lehgarowie, czyli azurytu.
Po okuciu drzewca muszę zdobyć materiał na płótno, a nie są nim zwykłe nici, lecz nitki z pajęczyny Jeerheny. Ziriel tu opowiedziała nam historię tej elfki, która za karę została przeklęta przez elfy i stała się ogromnym pająkiem. Czynem, którego konsekwencje były tak straszne, było uprawnianie magii nekromanckiej przez tą elfkę.
Po zdobyciu nici musimy udać się do „mistrza nad mistrzami”, aby ducha wlał w sztandar… Naszym kolejnym przystankiem musi być Paddar, gdyż tam żyje ta „co Srebrną Igłą włada”. Dotychczasowe dzieło powinienem skuć razem obręczami z mitrylu.
Ostatnim miejscem, do którego muszę się udać są Góry Czerwone, w których przebywa ten „co Dahijskim Monarchą go zwą”, a gdy będę na miejscu muszę zabić tego przywódcę trolli, tak aby krew z serca trolla spłynęła po mojej ręce na ukończony sztandar. Po tym czynie muszę rozpocząć modły do Lorsha o błogosławieństwo oraz muszę podarować mu prochy mojego syna.
Wiedziałem, że nie będzie łatwo zdobyć te składniki, ale nie martwiło mnie to wcale. Z pomocą Lorsha zdobędę wszystko, a przed Ogonem Diabła stanę trzymając sztandar w blasku słońca…
Jednak zanim uda mi się to wszystko zrobić, musimy zająć sie tym po co przybyliśmy do Miasta Mgieł. Naszym priorytetem teraz było zidentyfikowanie Amuletu Wody i poznanie jego wszystkich właściwości. Gdy omawialiśmy konieczność zakupu wymaganych przez czar pereł, wtrącił się Nandin i zaproponował, aby to on zidentyfikował amulet. Uzasadnił to faktem, że może sprawdzić swoje możliwości na amulecie Ziemi i jeżeli uda mu się poprawnie poznać jego cechy, to będziemy mieli większą pewność, że poprawnie zidentyfikował Amulet Wody. W duchu zgadzałem się z jego tokiem myślenia, jednak nie mogłem na to pozwolić. To Radagast wraz z nami zdobył Amulet Wody i on jako sługa Lorsha powinien się tym zająć. Widziałem ogniki wściekłości na twarzy Nandina, gdy to mówiłem, ale nie przejąłem się tym – ten elf jeszcze będzie miał okazję, aby się wykazać i zdobyć moje zaufanie, bądź też nie…
Postanowiliśmy udać się do Tanako, aby zdobyć informacje, gdzie można kupić najlepszej jakości perły oraz mitryl i azuryt , który potrzebny jest do stworzenia Sztandaru. Przed domem Tanako wydarzyła się sytuacja, która mnie nieco zasmuciła, a mianowicie Yoshi przed wejściem do domu Tanako odegrał pewną scenkę, w której krzyczał coś o tym, iż nie jesteśmy tu już mile widziani. Oznaczało to tyle, że sytuacja naszego byłego gospodarza nie jest zbyt ciekawa. W trakcie swojego "przedstawienia" Yoshi szepnął nam, że spotka się z nami wieczorem w karczmie.
Ponieważ nie mieliśmy nic do stracenia, poszliśmy do Idżi Khana, aby sprawdzić czy on nie ma takich pereł jakie potrzebujemy. Mag miał trzy perły i ta, która według Nandina nadawała się najlepiej, kosztowała 19 centarów. Postanowiliśmy poczekać na spotkanie z Yoshim i po rozmowie z nim zdecydować u kogo kupić perły. Wieczorem dyskutowaliśmy na temat naszych dalszych poczynań.
W trakcie naszej rozmowy do pokoju przyszedł jeden z pomocników karczmarza i przyniósł nam wino od właściciela – dla stałych gości karczmy. Nie zwróciliśmy na ten fakt zbytniej uwagi i to był błąd…
Przed północą usłyszeliśmy hałas za oknem i gdy ostrożnie sie do niego zbliżyliśmy, okazało się, że z dachu do naszego pokoju zszedł po linie Yoshi. Zapytałem go od razu o interesujące nas przedmioty i dowiedzieliśmy się, gdzie możemy nabyć te rzadkie metale. Odnośnie perły informacje nie były już tak ciekawe i najlepszym wyjściem okazało się kupienie perły od Idżi Khana. Jednak to nie było wszystko co chciał nam przekazać pomocnik Tanako. Okazało się, że w mieście jest już Mordrokk i będziemy mogli się z nim spotkać. Tym razem jednak klan Tanako nie może zapewnić nam ochrony. Spotkanie zostało umówione za 10 dni o północy na przystani. Po przekazaniu tych informacji Yoshi ostrzegł nas jeszcze, abyśmy byli ostrożni, gdyż ktoś nas obserwuje w mieście. Po tym wszystkim Yoshi wrócił tą samą drogą, którą się u nas zjawił.
Razem z resztą drużyny jeszcze jakiś czas rozmawialiśmy na temat usłyszanych informacji...
Ocknąłem się, stojąc po brodę w wodzie, naprzeciw dziwnej, olbrzymiej rośliny, której ogromna łodyga wystawała z tafli wody. Z letargu wyrwał mnie krzyk Ziriel, która próbowała mnie zatrzymać. Gdy tylko doszedłem do siebie, natychmiast zawróciłem na brzeg. Gdy się rozejrzeliśmy, okazało się, że znajdujemy się w jakimś dziwnym miejscu. Dookoła nas pełno było podobnych bajorek, z których wystawały pojedyncze łodygi. Na niebie nie było słońca, ani też innych znanych nam gwiazd. Radagast po chwili próbował rzucać jakieś czary, jednak nie zauważyłem żadnego skutku. Domyślałem się, że znów zostaliśmy poddani jakieś magii. „Jak ja nie cierpię takich sytuacji” – pomyślałem, nie odzywając się do drużyny. Po raz kolejny ktoś bawi się naszym życiem, wtrącając nas w tą dziwną sytuację. Nie pozostało nam nic innego jak poszukać wyjścia, jednak zanim ruszyliśmy, coś mnie tknęło i odwróciłem się w kierunku bajora, do którego wszedłem wcześniej w transie.
Pomodliłem się do Lorsha i skupiłem moją moc na bajorze. Już po chwili cała woda, która w nim była, zamieniła się w pył… Naszym oczom ukazała się ta roślina w całej okazałości – tuż pod powierzchnią wody miała ona ogromne szczęki, gotowe pożreć człowieka, który by się do nich zbliżył. Już wiedziałem co by mnie czekało, gdyby nie Ziriel. Nasza elfka znalazła ślad, który nas tu przyprowadził, więc ruszyliśmy wzdłuż niego. Omijaliśmy kolejne bajorka, jednak krajobraz się nie zmieniał, co nieco uśpiło naszą czujność.
W pewnej chwili coś uderzyło w Dina z taką siłą, że odrzuciło go na kilka metrów. Instynktownie odsunąłem się od wroga i rozpocząłem modlitwę. Naprzeciw nas stała ogromna istota mierząca z 3-4 metry wysokości, dzierżąca w dłoni włócznię oraz posiadająca odstające od swego ciała dziwne macki wychodzące z brzucha. O zastosowaniu tych macek przekonał się Radagast, gdyż wyfrunęły w jego kierunku. Tak jak sie można było tego spodziewać, chuderlawy mag nie zdążył uskoczyć i po chwili leżał sparaliżowany na ziemi. Jakby tego było mało, z pobliskich bajor wyszły na brzeg dziwne istoty, które miotały w naszym kierunku ogniste pociski. Walka była bardzo zacięta i długo nie mogliśmy zdobyć przewagi, jednak po pewnym czasie udało mi się wymierzyć dwa potężne ciosy w nogę przeciwnika, którą odciąłem. To był koniec tej istoty. Chwilę później moi kompani dokończyli uśmiercać miotające kulami potwory.
Zaintrygowała mnie ta włócznia, którą posługiwał się ten potwór i wszedłem do wody, aby jej poszukać, jednak nigdzie jej nie było widać. Po pewnym czasie postanowiłem skorzystać z pomocy Lorsha i osuszyłem to jezioro. Moje zacięcie opłaciło się, gdyż znalazłem interesujący mnie przedmiot. Z nowym nabytkiem w ręku ruszyliśmy dalej swoimi śladami, jednak Nandin cały czas nas popędzał, gdyż zdołał wychwycić dziwny głos, który wzywał przebywające tu istoty, aby nas dorwały. Po kilku minutach, może kilku godzinach, nie byłem w stanie określić prawidłowo biegnącego czasu, przed nami pojawiła się brama. Gdy się do niej zbliżyliśmy, tuż za nią zobaczyliśmy nasz pokój w karczmie, jednak, gdy tylko podszedłem do niej z włócznią, między nami ,a bramą pojawiła się krata z kości, nie pozwalająca się nam przedostać. Nie chciałem odpuścić, więc przecisnąłem włócznię pomiędzy kratami w nadziei, że jak już będzie poza światem, przestanie na niego oddziaływać. Niestety to był mój błąd, gdyż włócznia spadła w naszym pokoju, a kraty nie opuściły się. Radagast musiał użyć jednej ze swoich sztuczek, aby przywołać włócznię powrotem. Zrezygnowany zostawiłem włócznię po tej stronie i wszyscy przekroczyliśmy bramę. Gdy tylko odzyskaliśmy świadomość, brama za nami zaczęła znikać, a my znajdowaliśmy się w swoim pokoju. Rozejrzeliśmy się po nim i naszym oczom ukazał się stłuczony dzban od sługi karczmarza oraz włócznia, która leżała w kącie pokoju. Niedługo później wyjaśniliśmy z karczmarzem sprawę dzbana i okazało się, że to nie on nam go wysłał, a jakby tego było mało, nie było nas przez 9 dni. Jutro mieliśmy się spotkać z Mordrokkiem, a dalej nie wiedzieliśmy jakie moce posiada Amulet Wody. Czym prędzej pozbieraliśmy się i zorganizowaliśmy Radagastowi warunki do identyfikacji.
Następnego dnia weszliśmy do pokoju, który wynajęliśmy w tym celu w karczmie i zastaliśmy tam leżącego maga. Gdy go docuciliśmy, okazało się, że identyfikacja się powiodła, a amulet posiada interesujące moce. Po wypowiedzeniu słów w języku Zanzibarru, noszące go osoba może poruszać się pod wodą jakby było to jej naturalne środowisko, ponadto jest odporna na ciosy. Drugą, ciekawszą cechą, była moc wywoływania sztormów na morzu. Ponadto przy zetknięciu Amuletów Wody i Ziemi, w pewnym promieniu przestawała działać magia ochronna. Wiedza ta musiała nam wystarczyć na spotkanie z Mordrokkiem.
Radagast zdołał nieco odpocząć i tuż przed zmierzchem poszliśmy na przystań. Zgodnie z informacjami od Yoshiego przed północą do drewnianego pomostu dobiła łódź z kilkunastoma wojownikami i Mordrokkiem. Po krótkim powitaniu rozpoczęliśmy z Mordrokkiem wymianę informacji. Mordrokk był wyraźnie ucieszony faktem, iż zdobyliśmy Amulet Wody i chciał go od razu zobaczyć. Byłem na to przygotowany, więc wysłałem Ziriel, aby mu go pokazała. Jednak nie przewidziałem, że Mordrokk poprosi mnie również o drugi amulet. Biłem się z myślami co zrobić, z jednej strony nie ufałem mu za grosz, z drugiej nie widziałem korzyści z wykiwania nas teraz. Postanowiłem zaryzykować i podałem Mordrokkowi Amulet. Serce zabiło mi panicznie, gdy ten wyciągnął z płaszcza dwa kolejne amulety. W myślach krzyczałem, że mamy wszystkie, jednak na zewnątrz musiałem zachować spokój. Przez chwilę mignął mi obraz jak przecinam tego człowieka na pół i zabieram amulety, jednak zdawałem sobie sprawę, że nie tędy droga. Nasza dalsza rozmowa dotyczyła wyprawy. Mordrokk powiedział, że potrzebuje jeszcze roku czasu na przygotowanie się do wyprawy, co zresztą zgadzało się z naszymi planami. Zanim jednak się rozeszliśmy, poruszyłem jeszcze jedną kwestię, a mianowicie podziału łupów. Od razu zaznaczyłem, że jeżeli znajdziemy Kryształ Kyriana, to trafi on w moje ręce. Propozycja, którą przedstawił mi Mordrokk nie była rewelacyjna, zaproponował podział 90 do 10. Nie chciałem pochopnie podejmować decyzji, więc powiedziałem, iż się nad tym zastanowię i zaproponowałem drugie spotkanie.
Tak więc mieliśmy 7 dni na przedyskutowanie naszego stanowiska…