Radagast musiał pożyczyć od Nandina kilka składników do czarów, gdyż złodzieje skradli mu wszystko. Wykazał się chociaż taką przytomnością umysłu, że dowiedział się gdzie trafiły jego przedmioty. Ponieważ okradziono go w Urwisku, cała jego własność trafiła do Dziadka, który jest przywódcą w tej dzielnicy Pozamiasta. Ruszyliśmy na miejsce w pośpiechu opracowując plan działania. Din był ciągle zbyt słaby, więc został w gospodzie. Ja byłem mocno wzburzony, więc najchętniej spaliłbym tą karczmę, w której przesiadywał Dziadek, jednak zdawałem sobie sprawę z tego, że nie jest to rozwiązanie. Ustaliliśmy, że spróbujemy dogadać się z nim i odzyskać pokojowo amulet. Do prowadzenia naszej rozmowy wyznaczyłem Ziriel, gdyż tylko jej mogłem ufać, że nie palnie czegoś głupiego podczas rozmowy. Mój wybór był trafny, gdyż kilkadziesiąt minut później wyszliśmy z karczmy z informacjami gdzie znajdziemy amulet. Odebranie go kosztowało nas w sumie około 20 centarów, ale obyło się bez rozlewu krwi. Po powrocie do karczmy postanowiłem, że czas porozmawiać z magiem na temat jego zachowania.
Ragadast wielce się zdziwił, gdy zapytałem go jaką pokutę zamierza sobie wyznaczyć, aby zadośćuczynić czynom, których był autorem. Wiedziałem, że jest do dla niego nowa sytuacja, więc wytłumaczyłem mu dla mnie oczywistą sprawę, jaką jest konieczność ponoszenia konsekwencji swoich czynów, które mogły doprowadzić do przerwania naszej świętej misji. Dałem mu czas do rana, aby sam wyznaczył sobie pokutę. Rankiem zapytałem go do jakich doszedł wniosków i Radagast oznajmij, iż zdaje sobie sprawę z tego jak zawalił i postanowił nie prosić Lorsha o wsparcie do momentu, gdy uznam że odkupił swe winy. Aby była jasność wytłumaczyłem mu jeszcze, aby nie liczył na to, że zlituję się nad nim, jeżeli nie będzie na to zasługiwał. Jednak uważałem, że nie rozwiązuje to sprawy i nie jest to wystarczająca pokuta, gdyż wszystkie problemy wynikały z jego nadmiernej niezależności. Aby dać mu lekcję pokory oznajmiłem, iż od tego momentu Radagast musi wypełniać wszystkie polecenia jakie przekaże mu… Ziriel. Dziać się tak ma do momentu, aż wejdziemy do Ogonu Diabła.
Po tej rozmowie nie wracaliśmy do tego tematu więcej. Odczekaliśmy jeszcze kilka dni i gdy Din mógł wyruszyć, kupiliśmy prowiant i ruszyliśmy w kierunku Góry Gromu, na tak zwaną Ciemną Ścieżkę. Góra Gromu ma ponoć dwa podejścia. Jedno to Jasna Ścieżka, gdzie mieszkańcy miasta pielgrzymują co jakiś czas i na górze oddają cześć i modły Władcy Mgieł. Drugie podejście to Ciemna Ścieżka, która prowadzi na szczyt z drugiej strony góry – to niebezpieczny i stromy szlak, którego strzegą ponoć Gwardziści Zanzibarru, duchy żołnierzy pokonanych przez Władcę Mgieł 800 lat temu. Nasza podróż przebiegała spokojnie, jednak samo podejście pod górę, po słabo uczęszczanym szlaku, nie należało do przyjemnych i lekkich. Dla mnie jednak to było jak stąpanie po chmurach, gdyż wiedziałem, że każdy krok przybliża mnie do celu – Sztandaru Natreków.
W połowie drogi szlak pokryła gęsta mgła i ta mgła właśnie zasłoniła naszych przeciwników. Niespodziewanie ze mgły wyłoniło się naprzeciw nam sześciu wojowników w zbrojach płytowych. Z początku myślałem, że są do duchy, więc chwyciłem medalion i zmówiłem słowa odesłania. Moja modlitwa jednak zlała się z pierwszymi dźwiękami walki. Radagast wzniósł się w powietrze, aby stamtąd razić wrogów. Walka była dla mnie bardzo ciężka, musiałem dbać, aby wojownicy nie przedarli się do Nandina, który czarował za moimi plecami, a jednocześnie robiłem wszystko, by powalić moich wrogów. Z biegiem czasu widziałem, że brakuje mi sił – kolejne ciosy trafiły mnie w odsłonięte miejsca, jakiś mag trafił mnie błyskawicą i mgła rozmazywała mi obraz…
Ocknąłem się w jaskini, gdzie wokół mnie zebrana była grupa towarzyszy. Dowiedziałem się, że po walce przed nami pojawiła się jakaś postać, która nakazała mi wstać i iść. Doszliśmy do jaskini, gdzie palił się czerwono-niebieski ogień, a cała drużyna usiadła jak w transie wokół niego. Potem wszyscy usłyszeli głos, który kazał zapisać na pergaminie sposób na stworzenie Sztandaru. Gdy spojrzałem na swoją dłoń, okazało się, że mam w niej ten pergamin. Szybko rzuciłem na niego wzrokiem i przepełniła mnie radość. Teraz już wiem jak stworzyć moje dzieło.
„Aby łaska spłynęła na to czego pragniesz, trzeba ci drzewa co żelazem jest.
Gdy uchwyt już będzie gotowy, mus jest, abyś okuł go własnoręcznie tym, z czego Lehgarowie żyją.
W następnym kroku lnu, ani jedwabiu ci nie trza – albowiem nic takich szkód nie wyrządzi,
jak brak wiary i skąpstwo. Do Jeerheny ci trza, co Feliniasa Turkeza żywot zakończyła.
Jeno tam znajdziesz materiał godny twego rodu. Zaprawdę powiem ci tak: znajdź następnie mistrza
nad mistrzami, co ducha wleje w sztandar i na płótno go przeniesie. Idź z tym dalej do tej
co Srebrną Igłą włada, a żyje w mieście tego co złoty czepiec i złote berło nosi.
Dzieło to następnie połączyć trza z tym, co żeś wykuł, obręczami specjalnymi.
Nie zapomnij tedy, coby obręcze z minerału były co Mały lud z niego słynie. A gdy już to uczynisz,
prawie gotowe dzieło twe będzie. Prawie. Bo jeszcze trza ci jednego: krwi tego,
co Dahijskim Monarchą go zwą. Serce jego przebij tak, coby dzieło Srebrnej Igły
i twojej ręki spłynęło krwią owego Monarchy.
A gdy to uczynisz zacznij modły póki krew jest ciepła, inaczej wszystko stracone.
Nie zapomnij tedy do tego wszystkiego dodać tego co z ciebie pochodzi,
czego na tym świecie już nie zastaniesz, a co kiedyś było ci bardzo drogie.
Jeśliś zrobił wszystko dobrze co żem ci powiedział to nagrodę otrzymasz i dzieło ukończysz.
Jeśli nie, śmierć jeno dostaniesz albo coś gorszego. Takom rzekł ci ja, Rigiak, Kowal Mrozu.” *