Kronika

Kroniki XLIII: Negocjacje

Negocjacje z Mordrokkiem zmuszają drużynę do podziału skarbów, ustalenia prawa do Kryształu Kyriana i nazwania własnych lęków. Radagast patrzy, jak święty cel Gotha zderza się z pragmatyzmem reszty kompanii i planem zdobycia składników sztandaru.

1.05.2026 • Bast • Radagast • Kroniki Radagasta

Ranek zaczął się spokojnie, jednak burzliwie zakończył, przenosząc nas do godzin południowych… Tyle bowiem zajęły nam rozmowy o podziale skarbów, samej misji i oddaniu amuletów Mordrokowi. Z czasem rozmowa przeobraziła się w kłótnię, ale stało się to normalnym, niezaprzeczalnym faktem w naszej drużynie, że dłużej nie możemy ze sobą rozmawiać, a tylko kłócić się i przekrzykiwać argumentami.

Zaczęło się spokojnie i każdy podał swoją propozycję podziału skarbu. Jedna dotyczyła wartości wyjściowej, od której Goth miał zacząć negocjacje, a kolejna była tylko złudną nadzieją, na którą liczyliśmy, że Mordrokk się zgodzi… Taką ostateczną wartością, poniżej której nie mieliśmy brać udziału w wyprawie do Ogonu Diabła… Oczywiście i tak pewnikiem poszlibyśmy i ostatecznie musielibyśmy przystać na jego warunki, ale najważniejszy w negocjacjach jest zawsze blef, który brzmiący autentycznie, podnosi wartość argumentów. I tak po burzliwej dyspucie i wysłuchaniu wszystkich uzgodniliśmy obie wartości. Mnie osobiście i ze względu na olbrzymią moc, zależało, by nie oddawać Mordrokkowi Amuletów, ponieważ mając wszystkie cztery, mógłby posiąść niewyobrażalną moc i potęgę, nie wspominając o tym, iż nie poznaliśmy mocy dwóch pozostałych amuletów. Druga sprawa to fakt, iż nie raz moc Amuletu Ziemi uratowała życie jednemu z nas i w kolejnych wyprawach mogłyby się zwyczajnie przydać. A ostatnią, najważniejszą rzeczą była ich wartość, w kategoriach magii, ich właściwości i możliwości… Ten fakt niestety najmniej przemawiał do moich ignoranckich kompanów, ale nie pierwszy raz pokazali się z tej strony, traktując magię jak kuglarstwo!

Poddałem się i ostatecznie uzgodniliśmy obie wartości. Wyjściową wartością negocjacji podziału skarbu było zatrzymanie przez nas dwóch Amuletów, bezwzględnie Kryształu Kyriana i 10% znaleźnego skarbu. W innym przypadku możemy ulec Mordrokowi i oddać mu Amulety, ale wówczas znaleźne wzrasta do 25% i my jako pierwsi dzielimy skarb. Kolejną sprawą, którą poruszyliśmy, a która totalnie rozbiła naszą spokojną rozmowę i wywołała kłótnię, była kwestia wojowników Lorsha, którzy mieliby z nami wyruszyć…

Goth dość nieoczekiwanie wyjaśnił nam, że musielibyśmy zapłacić za wojowników ze świątyni! Przyznam, że ręce mi opadły, gdy to usłyszałem… Kapłan niewzruszenie, niczym nie skrępowany, tłumaczył, że mimo iż Kryształ Kyriana i wyprawa do Ogona Diabła jest ważna dla jego kościoła, to nie przyzna nam pomocy pod postacią wojowników, bez opłaty!!! Zaczęliśmy z niedowierzaniem wypytywać, dlaczego…?! Po dłuższej rozmowie i naciskaniu kapłana, okazało się bowiem, że to nie jest misja kościoła i jego wola na „odzyskanie” Kryształu, a tylko misja Gotha i JEGO chęć zdobycia przedmiotu!!! Bo gdyby tak nie było i Kryształ byłby tak ważny dla świątyni, jak cały czas mamił nas kapłan, to nie wyobrażam sobie, aby w ramach pomocy nie udostępnił nam oddziału dla jego odzyskania…! A tu nagle okazuje się, że tak na dobrą sprawę, to nie misja kościoła, tylko Gotha! To dla kapłana, jego ambicji i spełnienia osobistych marzeń, wzniesienia się w hierarchii kościoła i możliwego awansu, od miesięcy narażamy życie dla zdobycia Kryształu! Goth oczywiście zaprzeczał, wyzywając nas od niewiernych i chciwych, którzy podążają do Ogona tylko dla skarbów… Nie umiał jednak skontrować faktu, że zanim dowiedzieliśmy się o Krysztale, który prawdopodobnie mógłby się tam znajdować, to cała nasza podróż, wraz z moim dołączeniem do drużyny, polegała tylko na wejściu do Ogona i splądrowaniu go ze skarbów…! Tak więc nasz kapłan okazał się hipokrytą, który tylko mamił nas misją dla kościoła, a w rzeczywistości zdobycie Kryształu, jest i zawsze było jego prywatą! Na to zgodzić się nie mogliśmy i nie zrobiliśmy tego. Osobiście poparłem Nandina i powiedziałem, że w takim razie za płatną protekcję kościoła nie zapłacę… Może nawet bym się zgodził, ale fakt, iż cały czas Goth nas oszukiwał bardzo mnie zezłościł…

Wraz z kłótnią o „spełnienie marzeń Gotha” i zapłacie za wojowników ze świątyni, podczas misji tak „ważnej” dla kościoła Lorsha, powstała kolejna różnica zdań… Nandin oświadczył, że nie wykona pergaminów dla Ziriel, ponieważ, jako najemnik w drużynie, nie będzie ponosił osobistych kosztów! Jako najemnik, bo tak ponoć został przyjęty do nas i Goth o tym wiedział, ma dostawać zapłatę za swoje „usługi i pomoc”, a nie wkładać pieniądze w wyprawę… Kapłan się oburzył, ale obiektywnie musiałem się zgodzić z elfem, którego argumentacje w tej sytuacji były jasne i logiczne… Ziriel nie pozostało nic innego jak podróż konno do Leredeonu…

Na zakończenie postanowiliśmy, że jeszcze przed wyruszeniem z miasta znajdziemy jegomościa, który dostarczył nam dzban z winem. Posługiwacz nazywał się Johan i ponoć można go spotkać w gospodzie „Szklana Kula”. Goth i Ziriel udali się więc do kowala, a później na poszukiwanie Johana, ja wraz z Dinem postanowiłem wrócić do „handlarza”, od którego odzyskałem skradzione mi rzeczy, a Nandin pozostał w karczmie.

W milczeniu dotarliśmy do obskurnego sklepiku. Niestety zostałem przywitany naładowaną kuszą i groźbą, więc spokojnie opuściłem sklep handlarza… Gdyby nie czarna mgła ostatnich wydarzeń, która całkowicie pogrążyła moją osobę w kompaniji, pokazałbym sklepikarzowi, ile wart jest jego naładowana broń…! Postanowiłem nie tracić nadziei na napełnienie swej pustej i podniszczonej sakiewki, więc udałem się do Idżi-Khana. Miałem szczere chęci wymazania swego negatywnego wizerunku w oczach tesijskiego kupca, jednak mimo przeprosin i ciepłych słów, „odesłał mnie z kwitkiem”, tłumacząc nie odgadnięcie zagadki, okłamywaniem go i próbą oszustwa?! Zrezygnowany wróciłem z Dinem do gospody. Nandin wychwycił mój zły humor i po krótkiej rozmowie doszliśmy do porozumienia w sprawie wymiany zaklęć. Muszę przyznać, że zrobiłem to niechętnie, ale jego skromna oferta wydała mi się i tak pociągająca i kusząca…

Po kilku następnych chwilach do pokoju wrócili Goth i Ziriel. Opowiedzieli, jak to w Dzielnicy Raików, zbrojmistrz, krasnolud Gregor sprzedał im 2 kilogramy Azurytu, który potrzebujemy do stworzenia okuć do sztandaru. Niestety Mitrylu krasnolud nie posiadał, ale zostawił im „namiary” na swego kuzyna Breoxa w Paddar, który zajmuje się sprowadzaniem owego kruszcu z zachodu. Możemy go spotkać na Głównym Placu Handlowym. Potem Ziriel opowiedziała zajście, jakiego doświadczyli w „Szklanej Kuli”… Natrafili na Johana, który, gdy tylko ich zobaczył, uciekł z karczmy. Elfka dogoniła go w jednej z uliczek miasta i solidnie „przycisnęła” za pomocą swoich sztyletów…


„Nie mogę powiedzieć!” – Johan z przerażeniem patrzał w głąb wielkich, pięknych, elfich oczu. Nie dostrzegł jednak litości i miłosierdzia, a bezwzględność i wyrafinowanie. Ziriel mocniej przycisnęła wystraszonego mężczyznę do muru, a chłodne ostrze jej sztyletu nacięło skórę na spoconej szyi Johana. „Wieża! Dwie Wieże!” – Johan z bólem wykrzyczał tajemnicze słowa, po czym skulił się, krzyżując ręce na klatce piersiowej. Ziriel odsunęła się od mężczyzny, który jęcząc z bólu dłońmi zerwał swą koszulę… Jego pierś płonęła, a ogniste ślady rysowały się na odpowiedni, przemyślany kształt. Johan podniósł spoconą i wykrzywioną z bólu twarz, po czym spojrzał ostatni raz, na swych „oprawców”. Sztywny i powykrzywiany, upadł na ziemię… Nie było w nim już życia…”


Powiedziałem im, że ów symbol Geas - Symbol Tajemnicy to tzw. geas, Symbol Tajemnicy, nakładany przez bardzo potężnych magów, którego „próba przełamania”, zdradzenie owej tajemnicy, wywołuje u ofiary śmierć… Drugim skojarzeniem podzieliła się Ziriel, która wymawiane przez Johana słowa („Wieża i Dwie Wieże), powiązała z tatuażem gościa pana Tanako, Dekona von Birnakk. Strasznie podejrzana i tajemnicza sprawa, zważając na fakt, iż hrabia Dekon „nieprzyjaźnie” obserwował naszą drużynę…

W końcu ustaliliśmy, że Din w tesijskim języku napisze do Yoshiego list i poprosi o spotkanie z nami. Kolejnego dnia poprosiłem Nandina, aby dla mnie udał się do Idżi-Khana i spróbował sprzedać czar. Ku mojemu zdumieniu elf zgodził się… Jeszcze tego południa wrócił z jedyną propozycją od tesijskiego kupca: wymiana czaru za inny, z dopłatą kilku centarów… Nie byłem zadowolony, ale „darowanemu koniowi nie patrzy się w zęby”, więc zgodziłem się i zaraz przystąpiłem do tworzenia formuły swego zaklęcia.

Wieczorem zjawił się u nas Yoshi. Opowiedzieliśmy mu o dzbanie i Johanie, i o tym, że przedmiot otrzymaliśmy prawdopodobnie od człowieka z herbem wieży i dwóch wież, rodu von Birnakk. Yoshi słuchał uważnie i powiedział, że hrabia Dekon jest u nich, jako wysłannik kogoś, „kto zna się na duszach”… Całkiem możliwe, że jakiegoś nekromanty lub demonologa. Tesijczyk dodał, że powinniśmy się wyprowadzić z tej karczmy, a najlepiej z miasta! Jest pewien, że ów mag, „który rozkazuje demonom” jest zły, a my w jakiś sposób mu zaszkodziliśmy lub też skrzywdzili…! Sam Yoshi ogłosił, że Dekonowi nie ufa, bo wygląda mu na złego człowieka, ale pan Tanako jest innego zdania, a słudze nie wolno się sprzeciwiać… Powiedział nam, że już więcej się z nami nie spotka, dla naszego i swojego bezpieczeństwa, bo „sprawy” wokół nas zaczynają tajemniczo i podejrzanie gęstnieć… Spotkanie zakończyło się, a my zaczęliśmy się zastanawiać i składać fakty odnośnie „demonologa”.

W końcu składając zebrane kawałeczki układanki doszliśmy do wspólnych wniosków. Mag, któremu „podpadliśmy” mógłby być tym, z którego sługą mieliśmy już zatarcie w Wysokiej Wieży! Wówczas odzyskiwaliśmy Teresę, córkę pewnego barona, która porwana trafiła na nielegalną licytację i została wykupiona przez niejakiego „Pana Nocy”… Tam, w piwnicach jednej z kamienic, zabiliśmy tego kupca, „Pana Nocy” i starliśmy się z potężnym demonem, którego przez lustro-komunikator przyzywał ów „władca-demonolog”! Po ciężkiej walce mag wzywał kolejną bestię i wtedy to zbiłem lustro. Słyszeliśmy jeszcze wykrzyczane słowa z niezbadanego miejsca: „…Ona należy do mnie!” Wiemy też, że mogliśmy być widoczni dla demonologa, a na pewno przeszkodziliśmy mu w większym planie, odbijając Teresę i zabijając jego sługę. Jednym słowem mocno mu „podpadliśmy”…

Rankiem przeprowadziliśmy się do gospody „Pod Pełną Beczką”, na obrzeżach Dzielnicy Raików. Całymi dniami poświęcałem się nauce nowych czarów, aż przyszedł dzień spotkania z Mordrokiem. Goth wymyślił, że weźmie ze sobą stół, taborety i wino, żeby negocjacje wyglądały na bardziej „cywilizowane” i spokojniejsze… Nie będę tego komentował, bo kapłan nie pierwszy i ostatni raz zaskoczył nas idiotyzmem…

Przed północą poszliśmy na przystań. Zanim doszliśmy utkałem „Eteralny Pancerz” i upewniłem się, że mam wszystkie, potrzebne na tą chwilę składniki. Jednak zdziwiliśmy się, kiedy pośród gęstej mgły dostrzegliśmy świtę Mordroka i samego zainteresowanego negocjacjami, którzy już na nas czekali… Wyraz ich min na widok Gotha rozkładającego stół i taborety, a następnie nalewającego puchary winem, był… Hmm… Nie do opisania…

Pierwej Goth przywitał się dyplomatycznie i poczęstował Mordroka winem. Następnie zapytał go o glejt prawiący o demonie Reizermaranie i niestety Mordrokk nic nowego nam o tym nie powiedział…! Zbrojny stwierdził to, co wiedzieliśmy już wcześniej i wynikało z samego pergaminu, a mianowicie, że ów demon będzie strzegł grobowca i prawdopodobnie nie pozostanie nam nic innego, jak walka z nim…! Innym, zaskakującym tym razem faktem, było poinformowanie nas, o wartości Kryształu Kyriana, o którym Mordrokk wiele się dowiedział… Zacząłem mieć wrażenie, że w tym momencie negocjacje znacznie się utrudnią na naszą niekorzyść, gdyż faktycznie wartość artefaktu od strony magii i jego właściwości była ogromna. To mogło przeważyć szalę podziału skarbu na korzyść Mordroka, ale Goth spokojnie wyperswadował mu cel naszej misji i jej „wartości” dla kościoła Lorsha. Zbrojny spokojnie przyjął wytłumaczenie i zaznaczył, iż mimo, że nie jest zadowolony z tego faktu, wcześniejszej obietnicy nie zmieni i pozwoli nam zabrać Klejnot.

W końcu obaj przeszli do konkretów… Goth zaproponował naszą stawkę wyjściową, jednak Mordrokk nacisnął na chęć otrzymania Amuletów, więc kapłan wedle umowy zgodził się, ale za podział końcowy… 25% skarbu dla nas, Kryształ Kyriana i pierwszeństwo w podziale. Mordrokk nie zastanawiał się długo i przystał na to pod warunkiem, że my również weźmiemy ze sobą odpowiednich ludzi…! Mało tego zażądał Amuletów zaraz po przejściu przez czwartą bramę, ale na to Goth się nie zgodził. Kapłan spokojnie zaproponował 25 zbrojnych i Amulety po wyjściu z Ogona Diabła, tłumacząc, że pułapki działają w obie strony, więc bezpieczniej dla wszystkich będzie, jeśli dalej będziemy mieć po dwa amulety…

Napięcie rosło, a ja zastanawiałem się, kiedy wojownik da rozkaz do ataku. Na szczęście dla wszystkich Mordrokk przystał na wszystkie warunki i na koniec wyciągnął zza pazuchy dwie obręcze… Powiedział spokojnie, że są to obręcze dla posiadaczy Amuletów, które Ci mają nosić, żeby w razie ich „wypadku”, On mógł namierzyć ich i odebrać Amulety…!!! Od razu mi to podpadło i wydało się mocno podejrzane, choć Mordrokk skutecznie i logicznie tłumaczył fakt, iż nie ma zamiaru poświęcać wyprawy, skoro przez ponad rok nie będziemy mieli ze sobą kontaktu, a wszystko zdarzyć się może… Ponoć zwyczajnie chodziło mu o nie zgubienie Amuletów, a same bransolety mają cechy „tylko” namierzające… Na koniec uzgodniliśmy termin spotkania, który wypadnie na 21 marca przyszłego roku, przed Ogonem Diabła. Po północy wróciliśmy do gospody.

Od razu podjąłem temat bransolet i ich podejrzanego przeznaczenia… Rzuciłem „Wykrycie Magii” i okazało się, że obie emanują magią sprowadzań, przywołań, co totalnie nie pasowało do opisu ich działania jaki przedstawił nam Mordrokk! Odradziłem Gothowi i Ziriel zakładanie ich, do czasu, aż nie zbadamy ich dokładniej, albo zaproponowałem oddanie Amuletów Dinowi. Jednak oboje nie posłuchali… Kolejnego dnia zakupiliśmy prowiant i wyruszyliśmy w trasę do Dirdighen.

Podróż trwała dziesięć spokojnych i ciepłych dni. Rad byłem, że w końcu nastało lato, a zaspy śniegu spłynęły pod ziemię. Ulokowaliśmy się w tym samym miejscu, co zwykle, i ustaliliśmy, że kolejnego dnia Nandin i Ziriel wyruszą do Leredeonu. Wymieniliśmy się jeszcze z elfem formułami czarów, ażeby móc przez tę chwilę wolnego czasu wzbogacić się o dodatkowy „arsenał”. Kapłan jak zwykle przeprowadził się do świątyni, a ja wraz z Dinem zamieszkaliśmy w karczmie. Spokojnie czekaliśmy na powrót elfów…