Kronika

Kroniki XXI: Wizja Arianne i Inicjacja Gotreka

Ranny Goth budzi się po przywołaniu i coraz ostrzej widzi bunt Gotreka wobec ojcowskiej władzy. Wspólna wizja rzezi kapłanek Arianne prowadzi do poszukiwań medalionów, a pojedynek ojca z synem staje się inicjacją Gotreka i próbą wiary samego Gotha.

2.05.2026 • Cad • Goth un Nathrek • Kroniki Gotha

Ocknąłem się na jakichś noszach przytroczonych do konia. Nie bardzo pamiętałem co się stało, ale ból, który czułem, przy każdym podskoku na nierównościach, skutecznie odbierał mi ochotę do rozmów. Podsłuchałem jedynie jak Gotrek opowiadał, że prawdopodobnie mag, który nas przywołał, użył potężnej wersji czaru „Przywołania Potwora” i magia wybrała nas do wypełnienia rozkazu. Dziwne znaleźć się w sytuacji przywoływanych potworów…

Po kilku godzinach podróży, które spędziłem na noszach przytroczonych do konia, zauważyłem że wszędzie wokół nas pojawiają się pasemka mgły. Był to znak, że zbliżamy się do Doliny Mgieł i samego Miasta. Jednak podróż stawała się z każdą chwilą podczas której mgła gęstniała coraz trudniejsza. Pod wieczór postanowiliśmy się zatrzymać, aby się zastanowić, czy nie przeczekać tych złych warunków.

Podczas rozmowy dowiedziałem się, że Gotrek i Radagast użyli swoich czarów, aby wyciągnąć ze mnie bełt i zatamować krwotok, który przy jego wyciąganiu powstał. Co ciekawe podobno Adam używając telekinezy wyciągnął bełt z mojego ciała. Jako że nadal byłem wykończony nie bardzo przysłuchiwałem się rozmowie, ale zastanowił mnie ten fakt i kazałem im przyjrzeć się bliżej naszemu towarzyszowi.

Gotrek bardzo się oburzył, gdy powiedziałem, że fakt, iż nadal żyję, jest wolą Lorsha. Z dziwnym błyskiem w oku powiedział, że to zasługa jego i Radagasta, jednak ja wiem, że to Lorsh postanowił, iż nie jestem gotów, aby stanąć w jego szeregach. Z drugiej strony niepokojące dla mnie stało się jego zachowanie. Coraz częściej zapominał o szacunku gdy zwracał się do mnie, a czasami odzywał się wręcz jak do równego sobie. Pomyślałem wtedy, że muszę w najbliższej przyszłości coś z tym zrobić, aby określić jego aktualną pozycję w rodzinie.

Podczas dalszej podróży mgła nasiliła się nienaturalnie, a dyskusja odnośnie naszej dalszej podróży znudziła mnie kompletnie. Ziriel, gdy zobaczyła co się dzieje, jak zwykle chciała się wycofać, ale na szczęście nikt więcej nie poparł jej pomysłu i powoli poruszaliśmy się dalej. Mgła była tak gęsta, że widoczność ograniczała się do głowy konia, na którym się jechało. Po kilku godzinach postanowiliśmy rozbić obóz, dalsza podróż w takich warunkach nie miała sensu.

W nocy przyśniła nam się wszystkim niezwykła i bardzo realna wizja. W tym śnie wyruszyliśmy z samego rana, w gęstej jak mleko mgle, w dalszą podróż i na swej drodze natknęliśmy się na niewielką wioskę. Co jeszcze dziwniejsze w wiosce tej znajdowała się kaplica bogini Arianne. Kapłanki, gdy tylko podjechaliśmy pod drzwi, zaprosiły nas do środka. Jako że nie czułem się najlepiej, poprosiłem Gotreka, aby pomógł mi wejść do kaplicy jednak ten nawet się nie oglądając za siebie rzekł, aby Lorsh mi pomógł. Poczułem się jak rażony piorunem, członkowie naszej drużyny spojrzeli po sobie, a Ziriel podeszła, aby mi pomóc. W tym momencie wiedziałem, że nadszedł czas próby dla Gotreka. Jednak ta chwila musiała jeszcze poczekać.

W kaplicy udałem się wraz z kapłankami do osobnego pomieszczenia, gdzie wzywały one moc Arianne, aby uleczyć mnie i także rannego Gotreka. Nie wiem ile czasu to trwało, ponieważ ich modlitwy uśpiły nas, jednak, gdy się ocknąłem, poczułem, że moje rany zostały wyleczone.

Spotkaliśmy się z resztą drużyny w głównej części kaplicy, gdzie dowiedzieliśmy się, że jedyną zapłatą jakiej kapłanki od nas oczekują, jest nasz udział w uczcie dziękczynnej. Podczas rozmowy z kapłankami dowiedzieliśmy się jeszcze kilku nieco intrygujących rzeczy. Kapłanki, które zresztą jak zauważyłem nosiły symbol przynależności do świątyni Trzech Koron, który nie istniał od kilkuset lat, twierdziły że Pan Wieży rozkazał zabić wszystkich kapłanów w mieście. W tym celu podstępnie zwołano naradę kapłanów, na których stawili się przedstawiciele wszystkich religii obecnych w mieście. Na samej naradzie doszło do wielkiego mordu, gdzie wszyscy kapłani zostali zabici przez żołnierzy Pana Wieży. Wierni, którzy zostali w mieście, pozbawieni swoich pasterzy, albo wypierali się swojej wiary, albo ginęli od ciosów żołnierzy.

Po dwóch latach od tego haniebnego wydarzenia, świątynia Trzech Koron wysłała kapłanki Arianne w okolice Miasta Mgieł, aby leczyły i pomagały osobom chorym i rannym, ponieważ represje w mieście trwały nadal. Jednak osada z każdym dniem się rozrastała o ludzi, którym pomogły kapłanki i którzy nie chcieli wracać pod rządy Pana Wieży. Cała ta historia wydała mi się nieco nieprawdopodobna, niemożliwe aby takie wydarzenia mogły się wydarzyć bez wiedzy kapłanów Lorsha, jednak postanowiłem dalej obserwować co się stanie.

Niedługo potem rozpoczęła się wieczerza, stoły zastawione były pustymi półmiskami, a przy każdym z nich zasiadali mieszkańcy wioski. Wieczerza rozpoczęła się od modlitwy błagalnej do Arianne. Przyglądałem się temu z boku oczekując na rozwój wydarzeń i rzeczywiście już po chwili stało się coś nieoczekiwanego.

Z mgły, która otaczała osadę, wyłoniło się kilkudziesięciu wojowników na koniach z wyszytym symbolem Wieży. Rozpoczęła się rzeź, bezbronni mieszkańcy wioski padali pod ciosami żołnierzy. Krzyknąłem do drużyny, aby zebrali się koło mnie i abyśmy postarali się dostać do naszych koni. Jednak żołnierze nie zwracali na nas w ogóle uwagi i gdy próbowałem jednego z nich ściągnąć z konia, ten przejechał przeze mnie niczym przez powietrze. Zrozumiałem, że w tej chwili jesteśmy jedynie widzami, a to co zobaczyliśmy napawało mnie gniewem. Po zabiciu mieszkańców wioski kapłanki zostały obdarte z szat, a następnie kolejno gwałcone, a gdy już żołnierze zaspokoili swoją żądzę, również kolejno ginęły od ciosów miecza. Po chwili przy życiu została tylko jedna z nich, ta która nas ugościła, Wysoka Kapłanka. Żołnierze zerwali z ciał kapłanek święte medaliony przedstawiające symbol boginie Arianne i trzech z nich założyło go sobie na szyję.

Patrzyłem w gniewie co się stanie, ponieważ byłem pewien, że takie świętokradztwo nie ujdzie im na sucho, nawet przy tak łagodnej bogini jaką jest Arianne. I już po chwili jeden z żołnierzy z medalionem padł na ziemię z roztrzaskaną czaszką. Jak się okazało jego kompanowi wystrzeliła kusza trafiając go dokładnie w skroń. Chwilę później drugi z żołnierzy rozdarł się na całe gardło, chwytając się za głowę. Mogę sobie tylko wyobrazić co szeptała mu w tym momencie Arianne do ucha… Drugi z żołnierzy uciekł do lasu cały czas krzycząc. Trzeci żołnierz, który zabrał amulet świątynny, natychmiast ściągnął medalion z szyi. Dowódca żołnierzy, widząc co się dzieje, podszedł do pozostałej przy życiu kapłanki i zerwał jej z szyi medalion, jednocześnie mówiąc, że niedługo zawiśnie on w nowopowstałej świątyni Pana Wieży. Jednak nie założył go, tylko schował za pazuchę i dobił konającą kobietę. Ta ostatnimi siłami spojrzała na mnie i powiedziała „Pomóż nam Goth”, po czym umarła.

Tak zakończyła się nasza wizja i obudziliśmy się w obozowisku, skąd wyruszyliśmy w naszym śnie. Nasze rany jednak zostały naprawdę wyleczone. Gdy tylko spojrzeliśmy po sobie, wiedzieliśmy, że każdy z nas pamięta wydarzenia z nocy.

Postanowiliśmy sprawdzić czy rzeczywiście ta osada znajduje się w pobliżu, jednak zanim wyruszyliśmy, musiałem wyjaśnić z Gotrekiem jego wcześniejsze zachowanie. Po krótkiej wymianie zdań widziałem, że Gotrek boi się stanąć naprzeciw mnie do walki, jednak nie miałem zamiaru tym razem mu odpuścić. Zdecydowałem że albo stanie się mężczyzną, albo umrze.

Rozpocząłem modlitwę do Lorsha o rozstrzygnięcie tej walki, po czym wsiadłem na koń i ruszyłem w stronę Gotreka. Ten ruszył galopem przed siebie, starając się ode mnie oddalić. Wiedziałem, że jego celem jest walka na odległość, na co nie mogłem sobie pozwolić, więc spiąłem swojego konia do pościgu. Walka była zacięta jednak w decydującym momencie moja modlitwa do Lorsha o wyleczenie moich ran nie przyniosła skutku, spojrzałem w kierunku nieba i uśmiechnąłem się. Wiedziałem co to oznacza, jednak walczyłem do samego końca, wierząc w mądrość mojego Boga. Po jednym z czarów Gotreka nie byłem w stania utrzymać się na koniu i padłem na ziemię.

Gdy się ocknąłem, znajdowałem się w kaplicy Arianne z naszej wizji. Moje ciało przepełniał ból, ale również duma z faktu, że moja nadzieja na przedłużenie rodu Nathreków jest właściwie ulokowana. Pogratulowałem Gotrekowi dobrej walki i oznajmiłem mu, że od teraz stał się wojownikiem i mężczyzną. Jednocześnie przypomniałem mu, że teraz jeszcze większą wagę musi przywiązywać do wiary w Lorsha. Jako że ja nie czułem się na siłach, reszta drużyny wyruszyła przeszukać pobliską okolicę. Ja ten czas poświęciłem na modlitwę o swoje zdrowie i przyszłość i rozsądek dla Gotreka.

Po jakimś czasie poczułem przypływ sił i byłem w stanie opuścić kaplicę i pomóc kompanom w ich poszukiwaniach. Gdy do nich podszedłem okazało się, że szukają niedaleko stawu ciała jednego z żołnierzy z naszej wizji, który zginął od bełtu. Pamiętaliśmy, że dowódca żołnierzy kazał wrzucić jego ciało do wody. Przechadzałem się starając się coś wypatrzeć, gdy poczułem wibrowanie mojego amuletu. Natychmiast się zatrzymałem i kazałem im kopać w tym miejscu.

Znak od Lorsha pozwolił nam znaleźć jedno z ciał, przy którym był medalion przedstawiający gołębia, czyli znak Arianne. Odnieśliśmy medalion do kaplicy i gdy znaleźliśmy się z nim w środku, ołtarz zalśnił łagodną, błękitną poświatą. Położyliśmy medalion na ołtarzu, a naszym oczom ukazał się widok ćwiartki drzwi unoszących się w powietrzu. Domyśliliśmy się, że musimy skompletować wszystkie cztery części, aby drzwi okazały się w całości. Niezwłocznie rozpoczęliśmy dalsze poszukiwania.

Gdy mgła nieco opadła, zauważyliśmy w oddali dym z ognisk. Postanowiliśmy sprawdzić co się tam znajduje i gdy dotarliśmy w te miejsce okazało się, że jest to niewielka wioska. Skierowaliśmy nasze kroki do karczmy, gdzie zasięgnęliśmy nieco języka. Okazało się, że nie jesteśmy pierwszymi, którzy interesowali się medalionami. Gospodarz powiedział, że przed nami był tutaj wojownik z takim właśnie medalionem, który wyruszył na pobliskie bagna, aby walczyć z jakimś stworem, który napadał na mieszkańców wioski. Po przepytaniu jeszcze kilku osób, między innymi niejakiego Johana bez nogi, którą stracił, gdy zaatakowała go bestia, nakreśliliśmy sobie wydarzenia, które mają i miały tu miejsce. Najprawdopodobniej ten wojownik również przybył tutaj, aby ukoić dusze kapłanek, jednak jego misja nie powiodła się. Zginął od ran jakie zadała mu bestia i został pochowany na pobliskim cmentarzu.

Postanowiliśmy najpierw udać się w stronę bagien, a później, o ile wystarczy czasu sprawdzić ciało wojownika na cmentarzu. Wieśniacy ostrzegli nas, że w lesie żyje zielarka, które według nich oddaje się bestii w zamian za pozostawienie jej przy życiu przez potwora. Nie uwierzyliśmy im oczywiście w te bzdury, jednak głupotą byłoby nie sprawdzić czy nie widziała czegoś, mieszkając w lesie.

Rozmowa z zielarką była dosyć dziwna, ale udało nam się dowiedzieć od niej, że rzeczywiście jakiś stwór grasuje niedaleko bagien. W zamian za noc spędzoną z Gotrekiem obiecała powiedzieć nam, gdzie dokładnie możemy spotkać potwora. Przystaliśmy na ten układ i zielarka wskazała nam miejsce, gdzie możemy spotkać bestię.

Po przybyciu na miejsce rozejrzeliśmy się i przygotowaliśmy się do walki. Niedługo przed zmierzchem doczekaliśmy się naszego przeciwnika. Bestia była ogromna, miała prawie 3 metry wysokości i przypominała Jaszczuroczłowieka. Gdy tylko weszła na polanę ruszyliśmy do ataku. Zaszarżowałem na nią wściekle i starałem się zwrócić jej uwagę na mnie, aby osłonić resztę drużyny. Jednak już po pierwszych dwóch ciosach wiedziałem, że stwór posiada nadludzką siłę. Tylko dzięki mojej mocnej zbroi przeżyłem te uderzenia i zorientowałem się, że muszę skorzystać z mocy Amuletu, aby wytrzymać i przeżyć. Wypowiedziałem słowa w języku Zanzibarru, po czym poczułem pierwszą falę bólu, kiedy Amulet zaczął czerpać moje życie. Jednak nie poddawałem się zdając sobie sprawę, że to nie koniec. Walka trwała jeszcze kilka chwil, ponieważ Ziriel udało się trafić bestię w czaszkę rozłupując ją przy okazji.

Gdy tylko walka się skończyła, rozpocząłem modlitwy do Lorsha, zdając sobie sprawę, że ból, który poczułem na początku użycia Amuletu jest tylko początkiem… Tak też się stało, jak tylko zakończyłem modlitwy, me ciało zostało praktycznie rozdarte od środka. Nie wiem co by się stało, gdybym wcześniej nie pomodlił się do Lorsha, ale najprawdopodobniej nie przeżyłbym tego. Całe ciało miałem pokryte ranami i czułem dokładnie swoje lata. Jednak nie mogłem okazać słabości, więc zawróciliśmy do wioski. Okazało się, że bestia miała wrośnięty w pierś medalion Arianne. To nas tylko upewniło w naszych przypuszczeniach – bestia była kiedyś żołnierzem Pana Wieży. Żołnierz ten założył naszyjnik kapłański i moc bogini spowodowała u niego panikę, ucieczkę do lasu, a później, przez setki kolejnych lat, straszną klątwę i przemianę potwora. Radagast dzielnie wykroił amulet z piersi jaszczura i w ten sposób wykonaliśmy połowę zadania. Nie wiemy tylko jaki udział w tym wszystkim miała wiedźma z bagien i skąd wiedziała, że w tym miejscu można spotkać bestię…

Gotrek udał się do zielarki, a my do kaplicy. Następnego dnia wybraliśmy się do sołtysa, który obiecał nam za ubicie bestii ucztę i dziewki. Byłem wykończony więc pozwoliłem sobie na jeden dzień odpoczynku… Rankiem udaliśmy się na cmentarz, gdzie zgodnie z naszymi przewidywaniami odkopaliśmy ciało wojownika, a przy nim był trzeci medalion. Wojownik musiał znaleźć amulet, gdzieś daleko stąd – być może sama Arianne wskazała mu miejsce jego przechowywania i kazała znaleźć pozostałe. Nigdy tego już się nie dowiemy. Zanieśliśmy wszystkie trzy medaliony do kaplicy, gdzie ukazały nam się już trzy ćwiartki drzwi. Po rozmowie postanowiliśmy, że zabierzemy wszystkie amulety ze sobą i gdy zdobędziemy czwarty wrócimy tu i mam nadzieję przyniesiemy ukojenie kapłankom…