Kronika

Kroniki XX: Przywołanie Potwora

Odpoczynek po podziemiach Hamnossa przynosi opowieść o Władcy Wieży, wojnie z Zanzibarrem i mgle wokół Miasta Mgieł. Nim drużyna dotrze do celu, potężna magia wyrywa Gotha z traktu i rzuca go w rolę przywołanego narzędzia na cudzym polu bitwy.

2.05.2026 • Cad • Goth un Nathrek • Kroniki Gotha

W sumie nie wyglądało to tak strasznie. Oprócz Radagasta reszta drużyny trzymała się całkiem nieźle. Jednak postanowiłem, że przeczekamy kilka dni, podczas których Radagast postara się dojść do siebie. Dni spędzone przy strumieniu upływały spokojnie, a jedyną osobą, którą spotkaliśmy, był pewien historyk o imieniu Morgen. Był to wykształcony człowiek, który wieczorem opowiedział nam nieco historii tego regionu. Dowiedzieliśmy się o wojnie jaka miała tu miejsce ponad 400 lat temu pomiędzy magami Zanzibarru, a nieznanym nam Panem Wieży. Mówił o potężnym czarze, którego efektem była mgła, która do dzisiaj otacza doliny wokół Miasta Mgieł. Zresztą właśnie od tej mgły miasto wzięło swą nazwę. Dowiedzieliśmy się jeszcze o wręcz boskim stosunku mieszkańców wobec Pana Wieży, który ponoć czasu wojny nie opuścił wieży. Nie wiadomo czy Władca istnieje, ale w mieście mało kto zbliża się do czarnego jeziora i wyspy, na której stoi Wieża.

Po kilku dniach wyruszyliśmy w dalszą podróż. Podejrzewaliśmy, że do samego miasta mamy jeszcze około siedmiu, może dziesięciu dni, jednak nie dane nam było dotrzeć do celu w tym czasie. Gdy spokojnie przemierzaliśmy szlak w pewnym momencie droga przed nami przyspieszyła. Pomimo tego, że staraliśmy się zatrzymać, droga i cały teren wokół nas zaczął się poruszać w szalonym tempie. Nie wiedzieliśmy co się dzieje, jednak nie mogliśmy niczego zrobić. Pomyślałem, że jesteśmy pod wpływem jakiegoś nieznanego mi efektu magicznego i po chwili okazało się, że mam rację, ponieważ teren wokół nas zaczął zwalniać, a my stanęliśmy przed dwoma dziwnymi osobami. Jeden z nich najprawdopodobniej był magiem, który nas tam sprowadził, ponieważ moc bijąca od niego była wręcz niesamowita. Po chwili osobnik ten głosem niczym grom wydał nam rozkaz „Biegnijcie na wzgórze i zabijcie wszystkich, których tam spotkacie. Ruszać!”. Ja i moi towarzysze wiedzieliśmy, że nie możemy oprzeć się mocy tego rozkazu i musieliśmy wykonać polecenie. Obejrzałem się na resztę towarzyszy, a oni również natychmiast się odwrócili i ruszyliśmy do ataku.

Wzgórze, pod które nas przywołano, pokryte było ruinami jakichś budowli, a wśród nich poukrywana była grupa krasnoludów. Mag, który nas przywołał, został za nami, ukryty za drzewami, które porastały dół wzniesienia. Gdy tylko ruszyliśmy do ataku krasnoludy przywitały nas salwą bełtów. Jednak przez cały czas słyszałem w głowie rozkaz popychający mnie do przodu. Wbiegliśmy wraz z Gotrekiem jako pierwsi na wzgórze, gdzie starliśmy się z kilkoma krasnoludami w zbrojach płytowych. Mimo że nie wiedzieliśmy o co chodzi to walczyliśmy. Rozkaz grzmiał nam w uszach. Po wymianie kilku ciosów wiedziałem, że nasi przeciwnicty to nie nowicjusze – walczyli zaciekle i z dużym doświadczeniem. Tego dnia szczęście mnie opuściło, po kilku chwilach walki poczułem paraliżujący ból i pociemniało mi w oczach. Padając na ziemię zobaczyłem jeszcze zagłębiony w moim boku, prawie po lotkę, bełt z kuszy…