Ustaliliśmy, że Ziriel pójdzie do Adriana i wypyta go o Toriela, a my sami postanowiliśmy poczekać do wieczora, na spotkanie ze strażnikiem. Adrian zjawił się o umówionej godzinie, więc zaczęliśmy go wypytywać. Śmierć Perreza poruszyła miasto, ale straż zwaliła to na bliżej nieokreślone porachunki gangsterskie, i mimo iż może być prowadzone śledztwo, to całkiem prawdopodobne, że nic z tego nie będzie. Zapytaliśmy o Toriela i karczmę „Wesoły Wisielec”. Oberża ta jest miejscem schadzek kontaktów tajnych służb królewskich, prawdopodobnie jest pod ciągłą obserwacją i nie wiadomo nigdy, który z gości to kapuś, czy szpieg, a który zwykły klient. Z wieści z półświatka wiadomo, że na trop Toriela może nakierować nas niejaki Minotaur, gość, który żyje z wymuszeń i prostytucji w dzielnicy Doków… Tego wieczora już więcej od Adriana się nie dowiedzieliśmy, ale umówiliśmy się na następny dzień z nadzieją, że przekaże nam jakieś szersze informacje. Ustaliliśmy, że Din i Adam udadzą się do Wisielca, udając podróżnych, po to, by wyśledzić Toriela i jego codzienne czynności w tej oberży. My natomiast postanowiliśmy poszukać Minotaura i troszkę go przycisnąć…
Kolejna z zapytanych o Minotaura dziwek wskazała nam gospodę „Pod Labiryntem”. Zapytany karczmarz powiedział, żebyśmy poczekali, a na pewno się tutaj zjawi. Kiedy przyszedł, okazało się, że ksywka, pod którą jest znany, jest nie bez znaczenia. Był wielki i obleśny, tak więc Goth postanowił wpierw sam z nim porozmawiać. Po kilku chwilach obserwacji stolika, przy którym siedzieli, Goth i Minotaur wstali i wyszli z karczmy. Przechodząc obok kapłan dał nam do zrozumienia, żebyśmy nie wychodzili za nimi, ale zaraz po ich wyjściu czterech podejrzanych typów, prawdopodobnie ludzi Minotaura, ruszyło za nimi. Długo z Ziriel się nie zastanawialiśmy i też opuściliśmy karczmę. Zaraz po naszym wyjściu wpadł na nas rozwścieczony Minotaur, który wrócił do karczmy. Patrząc za nim, zdziwieni, poczekaliśmy na Gotha. Okazało się, że kapłan niczego się nie dowiedział, a tylko rozdrażnił Minotaura pytaniem o Toriela. Postanowiliśmy z Ziriel zostać i obserwować jegomościa, a Goth wrócił do naszej karczmy.
Po kilkudziesięciu minutach przebywania w zatłoczonej tawernie, Minotaur wezwał młodego chłopca, wręczył mu zapisaną kartkę i odesłał. Ziriel wyszła za nim, a ja pozostałem na obserwacji Minotaura. Mijały godziny, a ja stawałem się coraz słabszy i śpiący. Grubo po dwunastej w nocy postanowiłem wrócić do naszego pokoju. Okazało się, że Ziriel i Goth wychodzą z powrotem, a ja mimo chęci udałem się z nimi. Po drodze wojowniczka powiedziała mi, że zabiła młodzieńca i odzyskała wiadomość, którą miał dostarczyć. Opisany był w niej Goth, który wypytuje o Toriela, a na odwrocie wiadomości zapisane było jedno słowo: „Leirot”, niestety jeszcze wtedy nie wiedzieliśmy, co ono oznacza…
Stanęliśmy na placu obserwując karczmę „Pod Labiryntem”. Przez długi czas tej mroźnej nocy, byliśmy świadkami schadzek kilkunastu marynarzy i ich pijackich wybryków, ale cierpliwie czekaliśmy na „niego”. Kiedy wyszedł z kilkoma kolegami, Ziriel udała się za nimi, a my cierpliwie czekaliśmy na jej powrót. Po czterech godzinach z rezygnacją wróciliśmy do swojego pokoju. O dziwo Ziriel już na nas czekała… Śledziła Minotaura, aż do gospody „Pod Bazyliszkiem”, z której już nie wyszedł. Po kilkudziesięciu męczących minutach rozmowy o ostatnich wydarzeniach i naszym śledztwie zorientowaliśmy się, że wiadomość od Minotaura miała dotrzeć do samego Toriela. Słowo „Leirot” czytane od tyłu dało nam taką odpowiedź. Troszkę źle się stało, że nasza wojowniczka postanowiła ukatrupić kuriera, bo tak wiedzielibyśmy, gdzie nasz „cel” przebywa…
Późnym popołudniem, po ciężkiej nocy, do pokoju przyszli Adam z Dinem. Wyśledzili Toriela i zorientowali się, że przychodzi do gospody „Wesoły Wisielec” odbierać i zostawiać tajne wiadomości, które sprytnie wraz z oberżystą zostawiają na spodach kufli. Długo spiskowaliśmy kolejny plan, którego celem był sam Toriel…
Wieczorem przyszedł Adrian. Poinformował nas o jakimś „Pakcie Przyjaźni” pomiędzy Erdor, a Gerdenburgiem, ale nic z tego nie zdołaliśmy połączyć… Po dziewiątej Ziriel poszła do Wisielca na fikcyjne interesy z Adamem i Dinem, żeby ci pokazali jej jak wygląda Toriel. Tymczasem ja i Goth czekaliśmy na zewnątrz. Po kilkunastu minutach wróciła do nas Ziriel, i cała trójka rozstawiła się na odpowiednich miejscach. Toriel jednak zaskoczył nas i po wyjściu wszedł na konia i powoli odjechał. Byliśmy tak zdezorientowani i rozbici, że nutka paniki przysłoniła nam zdrowy rozsądek. Goth i Ziriel ruszyli za nim biegiem, a ja ledwo dysząc zostałem w tyle. Postanowiłem zaczekać na Dina i Adama, przed Wisielcem. Byłem tak zdyszany, że zapomniałem o magii i moich możliwościach, w tego typu pościgu… Ale cóż, stało się… Kompletnie wykończeni wróciliśmy do karczmy. Tam kapłan i wojowniczka powiedzieli, że Toriel udał się pod jakąś willę, gdzie czekało na niego kilkudziesięciu królewskich żołnierzy. Tam wtargnęli do środka i siłą wyprowadzili jakiegoś mieszczanina. Po tym Toriel udał się do zamku… Po długiej kłótni, której ani mi się nie chce, ani nie mam przyjemności opisywać, ustaliliśmy plan działania, na kolejny wieczór.
Wieczorem ja, Goth i Din zabraliśmy konie i udaliśmy się na miejsce. Adam i Ziriel mieli za zadanie pieszo śledzić Toriela, a my konno za nimi. Wszyscy byliśmy gotowi, kiedy Toriel wyszedł, wsiadł na konia i odjechał. Kilka minut kluczył ulicami, aż w końcu zatrzymał się na końcu jednej z nich, na małym placu, rozświetlonym tylko dwiema latarniami. Konia pozostawił przed budynkiem, a sam wszedł do jednej z kamienic. Wiedzieliśmy, że czasu na zastanawianie nie mamy zbyt wiele, mimo to, jak zwykle zdążyliśmy się mocno pokłócić, o to, co dalej…? Jedni chcieli czaić się na dachach domów, które bynajmniej nie były pustostanami. Inni próbowali przekonać, że włamanie do sklepiku, czy też mieszkania w tej uliczce, którą będzie wracał, pozwoli na zaskoczenie go od tyłu… Jednym słowem kompletny debilizm i nieopanowanie w obliczu braku czasu… W końcu powiedziałem, że najlepszym w tej sytuacji będzie wtargnięcie do środka i improwizacja…
Dalej nie zastanawialiśmy się dłużej i kłótnia szybko ustała. Ziriel zręcznie otwarła zamek, a Goth wtargnął do środka. Wszyscy weszliśmy za nim i zaczęliśmy nasłuchiwać odgłosów w sieni, w której staliśmy. Wcześniej przygotowałem sobie i utkałem dwa czary, które miały pomóc w szybszym ujęciu Toriela. Ziriel wycofała się na koniec uliczki, gdzie zostawiliśmy nasze konie. Adam został w sieni, a nasza trójka powoli ruszyła schodami, którymi poprowadził nas kapłan. Tuż przy samej górze drogę zastąpił nam człowiek, który jak tylko nas zobaczył wbiegł do jednego z pokoi. Tu zaczęła się zabawa, ponieważ jak się okazało, Toriel zwyczajnie przyjechał do jakiejś dziwki z chęcią podupczenia, a my brutalnie przerwaliśmy jego grzeszne zabawy…
Pośpiesznie wbiegliśmy do pokoju za naszym celem. Ten zeskoczył z okna po przeciwnej stronie budynku i rzucił się do ucieczki. Goth niczym wielki, niezgrabny, acz skoczny niedźwiedź wyskoczył za nim. Próbowałem jeszcze zranić uciekającego czarem, ale był już za daleko. Zostaliśmy z Dinem w pokoju, a dziwka wyła i darła się w niebogłosy. Zbiegłem do Adama krzycząc do Dina, żeby ją uciszył, ale ten idiota przeszukiwał rzeczy Toriela, które uciekinier zostawił w pośpiechu, zamiast pieprznąć ladacznicę przez łeb! Szkoda dalszych słów…
Na dole nie było nikogo, więc wybiegłem na placyk. Dopadłem konia Toriela i zacząłem przeszukiwać jego juki. W międzyczasie zbiegł Din ze skradzionymi rzeczami królewskiego szpiega. Niestety dalej wyjąca baba zaczęła budzić ulicę, więc nie zastanawiając się dłużej wycofaliśmy się do czekającej na nas Ziriel. Wsiedliśmy na konie i próbowaliśmy objechać ową ulicę, ale po drodze zaczepił nas patrol, który szukał sprawców włamania. Żeby nie ryzykować więcej wróciliśmy do karczmy.
Po jakimś czasie przyszedł po nas Adam. Powiedział, że wraz z Gothem pojmali Toriela i umieścili w opuszczonym budynku, gdzie kapłan pilnuje go i czeka na nas. Ale problem polegał głównie na przedostaniu się do tego budynku. Adam powiedział, że faktycznie Toriel jest ważną dla króla osobą, bo szuka go po mieście mnóstwo straży. Dlatego wykorzysta swoje zdolności i przeprowadzi nas tam w miarę najbezpieczniej.
Budynek był parterowy, szczelnie zamknięty, gdzie ewentualne światło od środka nie mogło przebić się na zewnątrz. Nasza ofiara siedziała przywiązana do krzesła. Był mocno poobijany, jego niektóre palce obcięte, widać, że nasz kapłan-kat amator nie tracił czasu. Niestety takim torturowaniem pogorszył tylko sytuację, bo Toriel wiedział już, że nie wyjdzie z tego żywy i zwyczajnie pogodził się ze swoim losem, kpiąc z nas i śmiejąc się w żywe oczy. Długo próbowali z Dinem wydobyć z niego cokolwiek, aż w końcu i im puściły nerwy…
Goth zwyczajnie wydarł się na mnie, z pretensjami, że nie posiadam żadnych czarów przydatnych w takich sytuacjach, jakby każdy mag specjalizował się w torturach i przesłuchiwaniu. Jak dzieci zaczęliśmy się kłócić, a ofiara tylko z nas się śmiała, co znacznie pogorszyło naszą małą przewagę… W końcu w nerwach rzuciłem zaklęcie, niestety zbyt pochopnie wylałem z siebie nie do końca zgromadzoną moc, a efekty tego poznaliśmy momentalnie…
Nad nami, w pomieszczeniu zawirowało powietrze, tworząc spirale kłębiących się oparów. Kolory zmieniły się w krwistoczerwone oświetlenie, jakby nad naszymi głowami utworzone niebo, krwawiło poświatą. Ze środka wiru pojawiło się olbrzymie oko, które mrugając wielką powieką wpatrywało się w nas wszystkich. Staliśmy przerażeni i zarazem zdziwieni, trwało to chwilę, ale zrobiło na nas olbrzymie, niepozytywne wrażenie… To oczywiście podsyciło bardziej atmosferę kłótni, lecz po chwili daliśmy sobie spokój. Ostatecznym rozwiązaniem przesłuchania okazał się pomysł Adama…
Zaproponował wykorzystać swoje moce i zdolności telepatii. Jedynym ryzykiem mogła być śmierć przesłuchiwanej ofiary, niezależnie od jego efektu. Zgodnie podjęliśmy ryzyko… Din na znak Adama miał mocno strzaskać mu nadgarstek, żeby wywołany tym ból uaktywnił drzemiące w nim moce. Potem Adam odsuwając się miał wmówić Torielowi, że Din jest jego szefem. Ten zaś miał zadać mu pytania, których odpowiedzi właśnie nas interesowały. Pytań było kilka i mocno wbijaliśmy je do głowy Dinowi, teraz żałuję, że daliśmy kretynowi poprowadzić tak ważne przesłuchanie… Nie ma co opisywać, bo jak to teraz wspominam, to nadal chce mi się śmiać… A wtenczas byłem dodatkowo i zdenerwowany i popłakany ze śmiechu… Nie dowiedzieliśmy się nic, a ofiara w wyniku użycia mocy Adama zmarła. Sam nasz tajemniczy telepata leżał nieprzytomny ze strzaskanym nadgarstkiem. Musieliśmy szybko zatrzeć ślady i wymknąć się z budynku… W mieście aż wrzało od ilości patroli straży poszukującej Toriela.
Odpowiednim czarem spopieliłem twarz Toriela, żeby nikt nie mógł go rozpoznać, natomiast Din i Ziriel mieli wyjść jako ostatni i spalić cały budynek. Adam wsparty na Gocie ruszył do wyjścia, ja zaraz za nimi. Kiedy otwarliśmy drzwi zobaczyliśmy morze krwi, a sami staliśmy na malutkiej wysepce pośrodku pustki. Wokół nas tylko czerwień i krwiste fale uderzające o brzeg… Cofnęliśmy się zaskoczeni i wystraszeni, ale wizja jak przyszła, tak szybko nas opuściła. Powróciła do nas wraz ze sporym osłabieniem jeszcze dwa razy przez następne dwa dni, potem obrazy ustały. O dziwo Ziriel i Din nie doznali tych wizji…
Jedynym logicznym wytłumaczeniem był nieudanie rzucony przeze mnie czar, którego efekty uboczne w ten sposób się objawiły, ale do końca nie byliśmy o tym przekonani… Zdecydowaliśmy, że w pośpiechu opuścimy miasto, niestety bez Adama, który musiał pozostać i zdobyć dla siebie lek, po który specjalnie dla niego tu trafiliśmy. Pożegnaliśmy naszego kompana i szybkim tempem ruszyliśmy w kierunku Gerdenburga…