Kronika

Kroniki XVIII: Gerdenburg i Kryształ Kyriana

Gerdenburg wita drużynę plotkami o wampirach, szpiegach i szaleństwie władzy, ale uwagę Gotha przyciąga Kryształ Kyriana. Radagast wplątuje się w poszukiwanie relikwii Lorsha, polowanie na Randalfa i ostrożne rozmowy z wampirem Mariusem.

1.05.2026 • Bast • Radagast • Kroniki Radagasta

Kilka pierwszych dni podróżowaliśmy wzdłuż rzeki Mała Wstęga, przez Przybrzeżne Sady. Czwartego dnia podróży, po intensywnych naukach powiększyłem swoją niemałą już wiedzę o kolejne, ważne zaklęcie. Kiedy dojechaliśmy do krzyżówki, z naprzeciwka spotkaliśmy karawanę wozów kupieckich. Tam rozbiliśmy malutki obóz na krótki posiłek, a kupiec, który dowodził tą karawaną przysiadł się do nas. Przedstawił się jako Hermes z Ligi Lansgardu i po kilku miłych zdaniach opowiedział nam co nieco o mieście, do którego wszyscy zmierzamy.

Dość długo słuchaliśmy niedokładnej historii miasta i plagi wampiryzmu, na skalę, która jest obecnie, ale każda wiadomość satysfakcjonowała nas i dawała rozeznanie w nowym otoczeniu. Ponoć gdzieś w okolicach miasta znajduje się „źródło”, którego istoty umarłe potrzebują do tak licznego istnienia… Zaskoczył nas też wiadomością, iż jednostka monetarna Gerdenburga jest inna, niźli w pozostałych częściach Tragonii, a Dadiany tam wybijane, wzorują się na portrecie obecnego władyki, króla Dadiana II… Zaproponował nam wymianę, strasząc, że tamtejsza straż i kantorki, będą na niekorzyść przeliczać waluty, ale z pewną nieukrywaną nieufnością odmówiłem… Powiedział nam jeszcze o Randalfie, którego nie darzył sympatią, a który odpowiada za chaos, masowe mordy i aresztowania w mieście. Dziwne…, bo według kupca sam Randalf jest prawą ręką króla, który uważany jest za szalonego i niespełna rozumu. Tajne służby ”sześciopalcego” tępią mieszkańców walczących o przeżycie, bo w mieście panuje głód i bieda, a buntownicy, którzy chcą coś lepszego wywalczyć, są mordowani i wsadzani do więzień. Całe miasto jest zastraszone i podzielone, a wokół szerzy się Plaga.

Strasznie podejrzane i dziwne mi się to wydało, bo ze słów kupca wynikło, że Plaga, z powodów zaniedbań politycznych i gospodarczych króla, w stosunku do mieszkańców, wymknęła się spod kontroli. A to bardzo poważne zaniedbanie… Dlatego część ludzi się zbuntowała, a przewodzi im niejaki Mermek Czarodziej, który sprzeciwiając się królowi i jego tyranii trafił na pierwsze miejsce na liście wrogów publicznych. Przy tych słowach Hermes poradził nam, żeby wystrzegać się porucznika Teriora z Dzielnicy Handlowej… Coś czuję, że te miasto nie będzie tak ciekawe, jak nam się wydawało na początku, a problem Plagi będzie mniejszy, niż samych praw miejskich, które tam panują… Po kilkudziesięciu minutach miłej pogawędki Hermes zaproponował wspólną podróż do Gerdenburga, a my przyjęliśmy jego propozycję.

Kiedy wjechaliśmy w tereny górzyste, po dwóch dniach spotkaliśmy szubienice z pierwszymi wisielcami. Napis pod nimi: „Witamy w Gerdenburgu”, nie zachęcał do odwiedzin, a bardziej miał wywołać strach i ostrzeżenie. Po kilku godzinach dalszej podróży, na wzniesieniu zobaczyliśmy pierwszą wieżę, stanowiącą oficjalną granicę państwa-miasta. Takich wież strzegą najbardziej zaufani i zaślepieni strażnicy i żołnierze króla, w przeciwnym wypadku dawno by pouciekali… Porucznik dowodzący strażnicą przetrzepał wozy i dokładnie nas wypytywał. Jego zdaniem ”przybłędy” nie są mile widziane w mieście i dlatego zapytał o posiadanie przez nas ich własnej waluty. Z tej sytuacji, Hermes ręcząc za wszystkich swoim mieszkiem dadianów, uratował nas i wyciągnął z ewentualnych, późniejszych kłopotów. Dalszą drogę do miasta kupiec wzbogacał opowieściami o klanach wampirów, które obecnie panują w Gerdenburgu…

Pierwszym z wymienionych był Klan Rycerzy Arkhasa, potężnego wampira znanego, jako Wielki Buntownik. Mówi się, że był wampirem tzw. drugiej generacji, czyli stworzonym przez samą Imsmanaeil, Boginię Wampirów, pierwszego i jedynego czystego wampira. Historia mówi, że ponoć uśpił ją, bo była wiecznie nienażarta i wciąż chciała krwi. Arkhas chciał w ten sposób powstrzymać jej nienasycony i rosnący apetyt, dlatego nazwany został Buntownikiem, bo sprzeciwił się swej pani. Klan ten liczy kilkaset wampirów, które panoszą się po mieście…

Hermes wymienił też Klan Venga, o którym mało jest wieści, Klan Gostrich, wampirów posiadających tzw. ”dar”, czyli zdolności i moc psioniczną, w której są mistrzami i ostatni klan… Klan Varloków, którego przywódcą jest wyższy wampir Estibald z Zuman. Od razu opowiedziałem swojej kompanii o tym wampirze, bo gdy tylko usłyszałem to imię, przez myśl przeszło mi, że klan ten najbardziej może być odpowiedzialny za Plagę…

Niegdyś Estibald żył w mieście Zuman, na południu Arkanii. Przez swoje łakomstwo doprowadził w mieście do plagi wampiryzmu, przez co tamtejszy władyka, wraz ze swoją armią zrównał miasto z ziemią. Obecnie nie ma po nim śladu, a wampir przeżył kolejne setki lat, a teraz w Gerdenburgu przewodzi własnym klanem. Szaleństwo Estibalda nie zna granic, i pewnikiem przyczyni się w przyszłości do podobnych skutków, ale tym razem w innym mieście…

Zapytany o jakichkolwiek czarodziei w mieście, tudzież handlarzy magicznymi ingrediencjami, Hermes polecił mi jedynego w Dzielnicy Handlowej, niejakiego Lestera Rudego. Po paru dniach tej ciekawej podróży w towarzystwie kupca, zmieniłem o nim zdanie i zyskał u mnie zaufanie. Postanowiliśmy więc wymienić u niego walutę, bo naprawdę zaproponował korzystny kurs. Im bliżej miasta, tym więcej mijaliśmy zniszczonych wiosek i wisielców przy drodze. Atmosfera w powietrzu gęstniała, a my z godziny na godzinę wkraczaliśmy do centrum tego niezdrowego powietrza. Częściej też oglądaliśmy się za siebie i wokoło, przekonani, że zza najbliższych krzaków możemy zostać zaatakowani przez bandę wilkołaków, albo wampirów… Przy jednym z wisielczych słupów wisiało ogłoszenie, mówiące o poszukiwanym przez władze Mermeka, przywódcy ruchu oporu. Nagrodą za żywego było aż 150 dadianów, ale i za martwego też niemało, bo 100 sztuk. Zerwałem je, tak na wszelki wypadek…

Rankiem następnego dnia, po nocy przepełnionej deszczem, śniegiem i ujadającymi wichurami, dotarliśmy do miasta. Przez bramę przepuszczono nas bez mrugnięcia, a strażnicy nawet specjalnie się za nami nie oglądali. Hermes polecił nam gospodę ”Pod Małym Bardem”, natomiast kazał wystrzegać się ”Wesołej Jutrzenki”, która to ponoć jest siedzibą i miejscem spotkań tajnych służb królewskich. Zanim jednak dotarliśmy do Barda, żeby się rozlokować po ciężkiej podróży, Goth miał przeczucie…

Szliśmy prowadzeni przez naszego kapłana, a jego prowadził sam Lorsh. Zatrzymaliśmy się dopiero przed wielką tablicą ogłoszeń, w Dzielnicy Handlowej, na głównym placu przy Ratuszu. Goth zaczął czytać. Ogłoszenie tyczyło się przedmiotu zwanego ”Kryształem Kyriana”, którego ktoś poszukuje, albo jakichkolwiek wieści o nim, za opłatą. Informacji każdy chętny mógł udzielić w ”Jutrzence”, karczmie, przed którą właśnie ostrzegał nas kupiec… Goth uspokoił naszą ciekawość, dotyczącą jego własnego przeczucia i samego przedmiotu. Opowiedział, iż „Kryształ” związany jest z czasami Zanzibarru i samym Shadizzarem, co bardziej wzbudziło moją ciekawość… Dziwnym był fakt, iż ktoś oficjalnie poszukiwał o tym jakichkolwiek wiadomości, a przecież historia Zanzibarru, do teraz jest całkowicie niezbadana i ciężka do zgłębienia. Ponoć sam Shadizzar stworzył ów przedmiot, a zaklęte weń stworzenia były Wilkami Mrozu. Każdy, kto zdołałby je uwolnić, mógłby spróbować je okiełznać, a tym samy zdobyć potężnych sprzymierzeńców. Według Gotha wilki te drzemią w przedmiocie setki lat, a każda próba wypuszczenia ich prawdopodobnie skończyłaby się śmiercią próbującego i totalnym zniszczeniem tych ziem przez rozwścieczone bestie. Wieści o tym bardzo mnie zaskoczyły, bo przecież charakter przedmiotu wskazywał bardziej na znaczenie religijne... W każdym razie ustaliliśmy, że udamy się wpierw na spotkanie z wampirem Mariusem, którego wcześniej poznali Goth, Ziriel i Gotrek. Jednak kapłan postanowił zadecydować za nas wszystkich i zdobyć Kryształ Kyriana. Opętany wizją wypuszczenia wilków i tym samym wstąpienia w objęcia Lorsha, zaczął zachowywać się irracjonalnie i arogancko, przedkładając obecną misję, nad nową poznaną z ogłoszenia. Tłumaczył taką decyzję wizją i znakiem od Lorsha, ale pozostała część drużyny niespecjalnie podzieliła jego przeczucia. W posępnych humorach i w dalszej kłótni udaliśmy się do Barda…

Karczmarz ugościł nas przyjaźnie. Po południu udałem się do czarodzieja na malutkie zakupy, których końcowym efektem była nowa Księga Czarów, o dość specyficznych i przydatnych cechach… Późnym wieczorem poszliśmy do teatru w dzielnicy Handlowej na spotkanie z Mariusem. Miejsce to nosiło nazwę „Pięknego Teatru.” Wpuszczono nas, mimo iż wymagało to zaproszenia. Niestety następny ochroniarz, już w środku budynku, zatrzymał Gotha ze względu na gorszące i drastyczne sceny spektaklu, które w rezultacie mogłyby urazić kapłana, a tego teatr chciał unikać. Zbliżającą się kłótnię przerwała tajemnicza kobieta, która zaskoczyła nas swoją obecnością, prawdę mówiąc do teraz nie wiem skąd się tam wzięła, ale zacząłem podejrzewać…

Zaproponowała rozejm, pod postacią peleryny, którą Goth musiał zakryć symbole Lorsha, z którymi tak otwarcie się obnosił. Kapłan zgodził się, a ta poprowadziła nas dalej. Postanowiłem zza jej pleców rzucić ”Wykrycie Umarłych”, żeby utwierdzić się w swoich podejrzeniach, ale nic nie wykryłem… Sztuka była dość realistyczna, a nawet wydawało mi się przez chwilę, że rozgrywana naprawdę, dlatego ponowiłem czar, znowu bez rezultatu… Kiedy spektakl się skończył, obok nas pojawił się Marius…

Goth zaczął wznosić modlitwę, a wampir bez ogródek powiedział, że jest to obraza dla ich gościnności i ostrzegł przed dalszymi modłami. Mnie też się dostało, ponieważ skądś wiedział, że tkałem w tym teatrze zaklęcia. Przynajmniej potwierdził moje przeczucia i zafascynował ich własną obroną przed moimi czarami wykrycia… Zaczęliśmy rozmawiać… Goth bez ogródek wspomniał o przedmiocie, który wampir im ”zabrał”, ten jednak zbył go kilkoma zdaniami i sam zaproponował nam pracę! Nigdy bym nie przypuszczał, że wampir będzie prosił mnie i moich kompanów o wykonanie jakiegokolwiek zadania, ale zaczynało mnie to coraz bardziej ciekawić. Jednak przerywając Mariusowi, kapłan zapytał o wydarzenia sprzed ośmiu lat, które w rezultacie doprowadziły nas do Gerdenburga. Zapytaliśmy o Randalfa, obecną władzę i sytuację w mieście…

Ponoć „prawa ręka króla” jest doskonałym manipulatorem, a sam władca jest potężnym magiem. Niczego więcej, prócz wcześniejszych, znanych nam faktów, nie dowiedzieliśmy się, a sam Marius zaproponował spotkanie w następnym tygodniu. Dostaliśmy zaproszenia i nocą opuściliśmy teatr. W drodze powrotnej zaczepił nas podejrzany typ, który oferował Diabelskie Zioło, jednak okazało się, że jest to zasadzka na nas urządzona przez zgraje krwiopijców… Szybko wycofaliśmy się i przyspieszyliśmy kroku… Po drodze Goth i Din widzieli, jak postacie biegną po dachach i ścianach budynków, śledząc nas, na szczęście bez większych problemów dotarliśmy do gospody.

Te wydarzenia wzbudziły w nas chęć rozmowy o wampirach, ich naturze i nieśmiertelności… Mimo, iż w wielu kwestiach, bo przecież jestem nekromantą, a Goth kapłanem, nie zgadzaliśmy się, to jednak po części nasz kapłan też miał rację… Malutkiej części… Wampiry to bestie i nieśmiertelne istoty… Bo jak zwykle okazał się zaślepionym ignorantem, który, prócz dziwnych i niezrozumiałych jeszcze dla mnie przykazań i zakazów religii Lorsha, pragnął tylko ich zagłady i porównywał do żywotrupów i szkieletów… Wywołało to u mnie zdziwienie, bo jednak miałem przekonanie, że Goth posiada jakąkolwiek wiedzę na ten temat, ale widać nie we wszystkim jest uczony… Teraz, gdy to piszę, to chciałbym przelać salwę śmiechu na pergamin, ale nie potrafię…

Na szczęście bezpłodną rozmowę przerwały nam odgłosy walk pod oknami gospody. Strażnicy starli się z buntownikami, bo w przypadku starcia z wampirami nie wyszliby z tego żywi… Rankiem zagadnęliśmy oberżystę o ogłoszenie w sprawie Kryształu Kyriana. Ten powiedział, że owo ogłoszenie pojawia się na rynkowych tablicach od około pięciu lat, a danie tam ogłoszenia jest dość drogim przedsięwzięciem. Ponoć ktoś zjawił się w sprawie odpowiedzi na nie, ale zniknął, a jego kompani „szybko wyjechali z miasta”… Według karczmarza zjawili się po nich tajni-królewscy w karczmie ”Strach Na Wróble” i słuch po nich zaginął…

Postanowiliśmy, że skoro tego typu rzeczy mają miejsce w mieście, to najlepiej będzie, jak zaczerpniemy jak najwięcej informacji o nim i jego władykach. Ja i Ziriel postanowiliśmy poszukać wiedzy w Dzielnicy Świątynnej i tam też się udaliśmy. Miałem w planach wstąpienie do dwóch z pięciu świątyń, w celach zdobycia ksiąg o historii miasta i ewentualnie takich, które dla mnie miałyby większe znaczenie. Możliwości były ograniczone, bo w mieście nie było biblioteki, akademii ani szkół, a tylko świątynie i to jeszcze dość zróżnicowanych bóstw… U kapłanów Baurusa, boga krasnoludów Velenarda i w kościele Vergena postanowiliśmy niczego nie szukać, bo pewnie i tak nic byśmy tam nie znaleźli. Została nam świątynia Arianne i Aziela.

Przed progiem świątyni bogini Arianne Ziriel zaproponowała, żebym nie wchodził, ze względu na swój charakter zawodowy i wygląd zewnętrzny, a ja bez zbędnych rozmów posłuchałem i sam udałem się do kapłanów Aziela. Zanim doszedłem wojowniczka zdołała mnie już dogonić. Niestety kapłanki Arianne zachowały się dość egoistycznie, proponując interesującą nas wiedzę, w zamian za wiarę lub też korzyści dla boga, świątyni, które mogłyby wyniknąć z naszych poszukiwań. Dlatego Ziriel dała sobie spokój i pobiegła za mną. U Aziela przeczekaliśmy nabożeństwo, a po nim poszedłem w spokoju zagadnąć jednego z kapłanów. I tu też niczym się nie wyróżnili i podobnie zachowali, jak kapłanki bogini Arianne. W zamian za wiarę wiedza… Jednak podczas rozmowy z nim udało mi się zdobyć pewne bardziej szczegółowe informacje o mieście i Dadianie II…

Został on królem poprzez zabójstwo Dadiana I, swego ojca… Wcześniejszy władca rządził spokojnie, a Plaga za jego panowania nie miała takich rozmiarów i była tępiona i skutecznie ograniczana. Miasto funkcjonowało dobrze, a ludzie nie odczuwali biedy i ucisku, jak dzisiaj… Niestety nikt nie wie dlaczego, ale ostatnie lata jego panowania, zamieniły go w szaleńca, który postanowił zabić całe swoje potomstwo. Przeżyć udało się tylko jednemu synowi, obecnemu królowi, którego matka uratowała od zabójstwa… Kiedy dorósł, postanowił pójść w ślady ojca i przejąć tron… I wówczas poszerzyła się Plaga… Dadian II bowiem zaczął toczyć walkę z konkurentami, żeby umocnić swoją pozycję, a całkowicie zlekceważył wartość „źródła” w mieście i wampiryzm. Kiedy Plaga osiągnęła rozmiary nie do opanowania, władca zamiast próbować ją zmniejszyć, skupił się na mordowaniu i prześladowaniu mieszkańców miasta, którzy zwyczajnie stawali się powoli jej ofiarami… W ten sposób miasto zamieniono w „ruinę”, a społeczeństwo zastraszono i podzielono… Potem Dadian II zaczął sprowadzać do miasta kapłanów różnych religii, aby ci walczyli z Plagą. Więcej kapłan nie powiedział, ale i tak informacje te dały szerszy zakres wiedzy o tym miejscu. Zapytany o plotki, co do czarnoksięstwa króla, nie zaprzeczył…

Wróciliśmy do kompanów, bo było co opowiadać…