Kronika

Kroniki XIX: Gerdenburg i Twierdza na Skarpie I

Tajemna wiadomość prowadzi drużynę przez dzielnicę Utraconą, atak wampirów i opuszczoną świątynię Natien do ludzi Karmazynowego Księcia. Trop Kryształu Kyriana wiedzie dalej do Twierdzy na Skarpie, gdzie trzeba odszukać ślad kronikarza Rumberta.

1.05.2026 • Bast • Radagast • Kroniki Radagasta

W trakcie rozmowy starałem się z całych swoich kiepskich talentów malarskich, odtworzyć miasto i jego okolice. Postanowiłem utrwalić mapę, a później przejść dalej do naszych przygód…

Mapa miasta Gerdenburg (autor: Radagast)

Legenda Mapy:

  1. Przedpola. Niegdyś były tu budynki i farmy, teraz tylko ich zgliszcza i jałowa ziemia.

  2. Wzgórza Gerdenburg. Pośród nich przewija się szlak prowadzący na Zamek Królewski.

  3. Zamek Króla Dadiana II. Forteca, do której można dostać się tylko drogą z miasta. Tyły zamku zapadają się ostrymi klifami do morza.

  4. Południowa brama miasta.

  5. Wschodnia brama, której szlak prowadzi na Wzgórza do Królewskiego Zamku.

  6. Rozległy Port Miasta.

  7. Twierdza na Skarpie. Warowania-więzienie, do której można się dostać jedynym, szczelnie strzeżonym traktem lub drogą morską, od strony ostrych klifów.

  8. Dzielnica Dolnego Miasta.

  9. Dzielnica Handlowa.

  10. Dzielnica Świątynna.

  11. Dzielnica Utracona. Miejsce pilnie strzeżone i odgrodzone od reszty miasta, w którym panoszą się stwory „Plagi”.

  12. Świątynia Natien, a raczej jej resztki – jedyne miejsce poświęcone w dzielnicy Utraconej, zdolne ochronić przed wampirami.

  13. Gospoda „Strach na Wróble” i dawny park, który teraz nie posiada żadnego zdrowego drzewa i kwiatu.

  14. Gospoda „Pod Małym Bardem”. Przed karczmą był kiedyś rozległy ogród, ale obecnie jest to tylko wyschnięta i zniszczona ziemia. Tam zatrzymaliśmy się na nocleg.

  15. Gospoda „Pod Rozbitym Kuflem”.

  16. „Piękny Teatr” i zarazem siedziba wampirów z Klanu Mariusa (klan Venga).

  17. Gospoda „Wesoła Jutrzenka”.

Po streszczeniu sobie wzajemnie zdobytych informacji o Rumbercie Historyku, który zaginął po przyjeździe do miasta, poszliśmy spać. Niestety sen o wyspie na morzu krwi i ucieczce przed nieokreślonym złem nie minął. Kolejną noc zaliczyliśmy do nieprzespanych… Zagadnąłem Gotha o próbę zdjęcia ewentualnej klątwy, która na nas mogłaby ciążyć, ale ten już próbował i jak się okazało nie poskutkowało… Tak więc zaniepokojona brakiem wiedzy i naszymi snami, drużyna zaczęła mnie wypytywać o możliwości użycia magii z tym związanej. Począłem im wykładać, tłumaczyć jej skomplikowaną, niezrozumiałą i niedostępną dla zwykłych śmiertelników naturę, ale nie sądzę, że choć drobinka tej wiedzy zalęgła im się w rozumach… Wydawali się raczej rozgoryczeni tym, iż nie mam recepty na nasze chore sny…

Rankiem po dość długim wykładzie teorii magii, odbyliśmy dość nieoczekiwaną rozmowę z najemnikami Mordrokka, którzy z nami podróżują. W sumie to o nich zapomniałem… W każdym razie oświadczyli nam, że udadzą się do Adberheim, bo nasze sprawy w mieście trwają zbyt długo. Umówiliśmy się, że spotkamy się już na miejscu w Zaiharze…

Postanowiliśmy spotkać się z Jurandem Bajarzem, którego wcześniej ktoś nazwał kronikarzem, a który ponoć często przesiaduje w karczmie „Pod Rozbitym Kuflem”. Oberżysta od razu nam się nie spodobał. Jego wścibski wzrok lustrował nas do szpiku kości, a my wiedzieliśmy, że może być szpiclem królewskich… Starał się nas wypytywać o wszystko, tym samym grzebiąc wszelką swą nadzieję na zaufane z nami kontakty. Powiedział, że Bajarz powinien być w oberży wieczorem, więc nie tracąc czasu poszliśmy do „Stracha Na Wróble”, popytać o zaginionego historyka…

Po kilku minutach ślęczenia nad kuflami „siekanego” piwa, Goth zagadnął karczmarza o tamte wydarzenia. Kiedy oberżysta usłyszał imię Rumberta, odmówił nam rozmowy, tłumacząc brakiem wolnego czasu i szybko wycofał się w stronę lady. Wiedzieliśmy, że dziad coś ukrywa, a jego wyraz twarzy odsłaniał przerażenie… Taktycznie poczekaliśmy, aż się wyludni i wtedy Goth ponownie zapytał karczmarza. Kapłan jak zwykle nie przebierał w słowach i od razu zagroził gospodarzowi. Przyciśnięty i zdesperowany oberżysta powiedział, że historyk wyszedł i już nie wrócił. Po jego kompanów przyszła straż i ich zabrała, a ludziom kazali mówić, że wszyscy wyjechali… Były to Czarne Mundury – Tajna Gwardia pod wodzą Randalfa. Przycisnęliśmy gospodarza bardziej, aż zaczął stękać i lamentować, ale powiedział, że mogą być trzymani w więzieniu „Na Skarpie”, które leży w północnej części miasta, nad samym morzem. Ponoć historyk raz powiedział, że wie coś o jakimś starożytnym mieście, ale więcej się nie dowiedzieliśmy, bo rozmowę urwało wejście wielkiego jegomościa do karczmy. Niejaki Olek, który wydawał się być znajomym karczmarza. Wyszliśmy dziękując za gościnę i wróciliśmy do pokoju w naszej gospodzie.

Tam zaskoczeni zastaliśmy kawałek kartki wsunięty przez drzwi: „Spotkajmy się na Placu Gwiazd w Dzielnicy Utraconej o północy. Jesteśmy w stanie pomóc sobie wzajemnie. Karmazynowy Książę.” Nie spodobało nam się to… Szybko zszedłem z Ziriel do karczmarza wypytać o osoby kręcące się pod naszymi drzwiami, ale ktokolwiek nam to podrzucił pozostał niezauważonym… Korzystając z zamieszania wywołanego liścikiem poprosiłem Gotha na krótką, acz treściwą rozmowę. Poprosiłem go aby mi towarzyszył w jakiś wieczór do Teatru, bo chciałbym porozmawiać z Mariusem na osobności i o dziwo kapłan się zgodził. Teraz miałem możliwość wypytać i dowiedzieć się paru ciekawych rzeczy…

Zaczęliśmy, jak zwykle, długą debatę na temat naszych dalszych kroków. Karteczka spod drzwi wywołała nie lada zamieszanie w naszych planach i odczuciach w prowadzeniu naszego „śledztwa”… Mimo iż Din był przerażony wizją udania się na spotkanie z nieznajomym w Dzielnicy Utraconej i to jeszcze o północy, wszyscy zdecydowaliśmy się na ten odważny krok. Wcześniej poszliśmy wybadać teren spotkania i drogę, jaką będziemy musieli przebyć w Dzielnicy Utraconej. Stanęliśmy przy zamkniętej bramie do porzuconej i niesławnej dzielnicy. Straż wyraźnie ostrzegła nas, że nie wypuszczą nas z niej dopóki nie wzejdzie słońce, ale powiedzieli nam też gdzie mamy udać się żeby trafić na Plac Gwiazd. Powiedzieli, że blisko niego znajduje się świątynia Natien, po czym otwarli przed nami drzwi…

Na pierwszy rzut oka dzielnica nie różniła się niczym od pozostałej części miasta. Jedynie klimat konspiracji i obserwacji bardziej tu dominował. Ludzie obserwowali nas nie jako nowoprzybyłych, ale z dystansem i ostrożnością, z ukrycia swoich domostw, bezpiecznie zza okien… Na ulicach było pusto, gdzieniegdzie słyszeliśmy pomruki i szurania, ale wydawały się niczym nie różnić od odgłosów słyszanych na codzień… Nawet zdarzyło nam się przejść obok kramów z towarami, ale z metra na metra miasto stawało się większą ruiną i bardziej opustoszałą. Po kilkuset metrach doszliśmy do starego placu z uszkodzonym pomnikiem nagiej kobiety. Może zwrócilibyśmy na piękno tej rzeźby większą uwagę, gdyby nie mroczna cisza i nienaturalny ziąb tego miejsca… Zagadnęliśmy przechodnia o interesujące nas miejsce, po czym udaliśmy się we wskazanym kierunku. Faktycznie doszliśmy do placu i świątyni na nim leżącej. Goth nakazał zostawić klamki i drzwi, stwierdzając, iż jest to miejsce poświęcone i pobłogosławione i nienaruszalność jego jest wskazana. Niestety dalszą eksplorację terenu przerwało nam ogromne zmęczenie spowodowane nieprzespaną, pełną horrorów, nocą. Postanowiliśmy się przespać w karczmie, a wieczorem udać na spotkanie z nieznajomym…

Odpoczynek nie był nam dany… Spaczone, pełne krwi sny, nie pozwalały zmrużyć oczu… Po zmroku, zmęczeni i zmartwieni udaliśmy się w kierunku Dzielnicy Utraconej. Straż przepuściła nas, powtarzając śpiewkę o wschodzie słońca i otwarciu bram… Zaraz za progiem rzuciłem na siebie „Zbroję”. Zapaliliśmy latarnię, która przypadła w noszeniu mnie i ruszyliśmy zbitym szykiem, ostrożnie przez mroczne ulice. Za pierwszym placem na drodze zagrodził nam przejście jegomość. Kucał przed nami i uderzał mieczem o bruk wywołując puste brzęki stali. Wyglądał raczej na opryszka, ale mogłem w tym czasie zareagować szybciej. Niestety zmęczenie osłabia moje tempo myślenia i pozwoliłem przez chwilę na zwykły bieg wydarzeń…

Kapłan odezwał się jako pierwszy prosząc o przepuszczenie nas dalej. Kiedy to nie skutkowało podnieśliśmy ton i zagroziliśmy przemocą… Nagle niespodziewanie postać wstała i zaczęła obracać mieczem, tworząc w powietrzu wirujące ostrza… Unieruchomienie, które chciał na nas rzucić tymi ruchami nie na wszystkich zadziałało, a on widząc swą porażkę rzucił się do ataku… Niezauważenie z tyłu naparło na nas jeszcze czterech napastników, a cała piątka okazała się być wampirami… Ułamek sekund zajęło mi utkanie „Eteralnego Pancerza”, po czym stojąc u boku Dina gotowiśmy byli odeprzeć atak rozwścieczonej czwórki… Widząc dwóch z nich w szyderczym uśmiechu, odsłaniającym wyostrzone kły, którzy biegli w mym kierunku zacząłem wypowiadać inkantację. Słowa „Unieruchomienia…” powstrzymały atak na mnie, ale pozostała dwójka starła się z Dinem… W kolejnych sekundach walki słyszałem jak wojownik jęknął raniony mieczem wampira, ale później do akcji wkroczył nasz olbrzymi kapłan. Goth z przejęciem i powagą odcinał głowy naszym krwiożerczym przeciwnikom. Wpierw zajął się tymi, z którymi męczył się Din, a później dopadli unieruchomionych przeze mnie… Walka jak szybko się zaczęła, tak szybko się skończyła… Jednak Ziriel kazała nam biec do świątyni…

Ze wszystkich stron otoczyły nas wampiry. Biegły za nami po ścianach budynków, dachach i ulicach. Nacierały na nas, próbując powstrzymać przed dotarciem do świątyni… Kilkadziesiąt istot mroku pędziło za naszą krwią, po nasze życie… Kiedy sytuacja wydawała się być desperacka, drzwi świątyni otwarło dwóch ludzi, którzy wołali nas do środka. W środku poczuliśmy się naprawdę bezpieczni, a jęki i walenia z zewnątrz, przestały nas niepokoić. Jeśli jest to jedyne poświęcone miejsce w tej Dzielnicy, to jesteśmy wielkimi szczęściarzami…

Po chwili wyszedł do nas niejaki Olaf, który okazał się być współpracownikiem Księcia… Powiedział, że chcą obalić tutejszą władzę i od razu zagadnął nas o Kryształ Kyriana i ważną (jak to nazwał) osobę, której szukamy. Domyśliłem się, że chodzi o Randafla, z którym „oni” walczą, bo sam król w ich mniemaniu nie żyje, a miastem rządzi i ciemięży ludność właśnie „sześciopalczasty”… Olaf powiedział, że Randalf albo jest potężnym magiem, albo istotą nadprzyrodzoną, który przeprowadza w swym zamczysku „bluźniercze rytuały”, podczas których giną ludzie… Ten człek opowiadał to z takim fanatyzmem w głosie i obłędnym wzrokiem, że aż ciarki pojawiły mi się na skórze. Nie spodobał mi się ani w ułamku, a jego bajanie wzbudzało we mnie obrzydzenie… Niestety tylko we mnie, bo takimi tekstami jak zwykle dał się zwieść nasz zaślepiony i fanatyczny kapłan… Ziriel raczyła się nie wtrącać, gdzieś zatracając zdrowy rozsądek, a Din jak zwykle nie popisywał się inteligencją, z obawą, że go to bardzo zaboli… Tymczasem Olaf omamiał ich z każdym następnym słowem…

Wspomniał o zaginionym historyku i że agent Księcia, który się o tym dowiedział zginął. Zacząłem aż śmiać się w oczy temu łgarzowi, co wywołało ogólne oburzenie ze strony mojej tępej drużyny… Skoro ktoś dowiaduje się o czymś i potem zaraz ginie, jak prymitywnie tłumaczył nam to Olaf, to skąd reszta ich „szajki” o tym wie? „Rozmowa z Nieumarłym”…? Śmieszne i niewiarygodne do rozpuku, dlatego postanowiłem słuchać dalej i podważać te kłamstewka… Opowiadając dalej Olaf wspomniał o Randalfie, który potrzebuje Kryształu do swoich „złych planów”. Zaproponował nam, żebyśmy dostali się do Więzienia Nad Skarpą i uwolnili Rumberta, żeby nawet jak będzie już martwy, to zabrać jego ciało, które mogliby użyć właśnie do kontaktu z jego duszą… Tu moje rozdrażnienie sięgnęło apogeum! Ten zadufany kacap bezczelnie poprosił nas o misję, w której mogliśmy stracić życia, a której „oni” – wielka spiskowa organizacja – nie umieli wykonać latami! Mało tego, nikt nie wydostał się z tej Twierdzy żywy, a agent, który jakimś dziwnym trafem się wydostał, nie żyje!!! I jeszcze żeby było mało, tuż przed wyzionięciem ducha, naszkicował im plany Fortecy, z której nikt nigdy nie uciekł!!! No myślałem, że zamiast śmiać mu się prosto w ten kacapowaty pysk, napluje, a później wypalę tą mordę, ale powoli furia przeobrażała się w bezradność, bo moja drużyna niestety dała się zwieść… „Ślepy” kapłan o fanatycznym spojrzeniu, bezmózgi wojownik Din i Ziriel, w której pokładałem największe nadzieje na zdrowe myślenie… Wszyscy podzielili plany Olafa!

Goth od razu wyostrzył jedyny zmysł, jaki posiada, wzrok. Bo aż oczka mu się zaświeciły na słowa o Krysztale Kyriana, który mógłby zdobyć dla „dobra wspólnej sprawy”… Olaf celnie trafił proponując odzyskanie reliktu i wykorzystanie go przez Gotha, przeciw Randalfowi… Reszta siedziała cicho słuchając demagogii powstańca, który mówił, że Mermek jest postacią fikcyjną. Wymyśloną przez obecną władzę, żeby uświadamiać społeczeństwu, że karą za przeciwstawianie się królowi będzie pościg i ostatecznie śmierć. Kontynuując, swoim nędznym, żałośnie skamlącym głosem Olaf powiedział, że Rumbert kilka dni temu został wtrącony do Więzienia Nad Skarpą. Mają mapkę tego poziomu w twierdzy, bo ich jedyny szpieg uciekł z więzienia, z którego nikomu się to jeszcze nie udało… Mapę narysował z pamięci, na której umieścił dość dużo szczegółów… Naszym zadaniem, jak już pisałem, byłoby dostanie się tam, wydostanie Rumberta, albo tego co z niego zostało i ucieczka… Banał! Zapytałem co chcą zrobić z ewentualnym martwym historykiem, albo jego częścią, a Olaf odpowiedział, że nie jest pewien, ale może uda im się namówić kapłanów Baurusa, do skontaktowania się z jego duszą… Nie przyznałem się, że sam mam takie możliwości, bo całkiem straciłem już zaufanie do tej „rebelii”… Drażniło mnie, że opowiada nam wszystko z takim zapałem, jakbyśmy już na wstępie zgodzili się na to zadanie! Goth może i tak, Din… Szkoda słów… Olaf wspomniał nam o „Korycie” w więzieniu, gdzie wrzucane są ciała, albo ich pozostałości, do „pożarcia”… Nie wiedzą co w nim jest, ale według ich szpiega-uciekiniera, który zaraz po naszkicowaniu szczegółowej mapki twierdzy Nad Skarpą umarł, jest tam coś co pożera te ciała, bestia jakowaś…

Nie mogłem dłużej już tego słuchać. Adrenalina wrzała we mnie mimo naszego zmęczenia i niedawnych, przeżytych wydarzeń. Zapytałem o nasze spotkanie z Księciem i jak zwykle intuicja mnie nie zawiodła. Olaf plątał się w odpowiedzi i starał się jej unikać. Najpierw powiedział, że wszystko załatwiamy z nim, a on z Księciem, później Książę był już dla nas bardzo zajęty, a na końcu, kiedy bardzo naciskałem, okazało się, że Książę wyjechał w pilnych sprawach…! Wnioski narzucają się same… Podobnych, wymijających odpowiedzi udzielał, kiedy pytałem o Randalfa. O to dlaczego tyle lat czekali na nas, żeby go obalić? Czekali na nas, żebyśmy my za nich zdobyli Kryształ Kyriana i wykorzystali go przeciw tyranowi? W końcu czekali na nas, którzy w imię ich obłudnych i fałszywych namówień, chwycą naiwnie przynętę i wykonają za nich brudną robotę!!! Tymi hasłami i brakiem zaufania, naciskaniem i żądaniem odpowiedzi, wzburzyłem Gotha. Ale czego mogłem się po zaślepionym fanatyku spodziewać? Myśl, że może wydostać bestie wilków z Kryształu i zginąć ku chwale Lorsha, wprawiała go w ekstazę i nic rozsądnego nie dochodziło do jego móżdżku…

Kolejna sprawa również nas poróżniła. Poszło o czary i pergaminy, które Olaf miał nam dostarczyć, a które mieliśmy wykorzystać do wtargnięcia do więzienia. Najpierw moja szanowna kompanija miała do mnie pretensje, że ja, czarodziej, nie posiadam zaklęć, które oni wymieniają! Jakbym kramik z czarami prowadził, a szkoły magii kompletnie nie miały dla mnie znaczenia! Ignoranci cholerni!!! Późniejsze słowa, które padły pod moim adresem ze strony naszego tfuuu… kapłana i durnego Dina, głęboko zapadły mi w pamięć… Postanowiłem ich nie umieszczać w kronikach, ale nic nie zostanie zapomniane…

Tymczasem niewdzięcznik Olaf miał nie lada problem zrozumieć, że skoro my wykonujemy najbrudniejszą robotę za tą marną rebelię, to powinni być nam najbardziej w tym pomocni, a nie stroić fochy i tłumaczyć brakiem środków i możliwościami. Nie dziwiłem się, że obalają tutejszą władzę latami, bo z takim podejściem szybciej się zestarzeją, niewdzięcznicy pieprzeni! W każdym razie, szczędząc na atramencie i stronach, końcowym etapem było zorganizowanie dla nas „Pajęczego Chodu”, w postaci pergaminów i dla mnie formuły tego czaru, na wszelki wypadek, gdybyśmy mieli tam utknąć na dłużej, albo co gorsza pogubić ekwipunek… „Przezorny zawsze ubezpieczony.”

Zakończyliśmy długą rozmowę, a przed snem w świątyni umówiliśmy się z Olafem na drugi dzień, na wybrzeżu. Miała tam na nas czekać łódź, która miała nas podrzucić pod Skarpę. Stamtąd, za pomocą czaru, mieliśmy się wdrapać do szczeliny i wejść w głąb więzienia. Ku naszemu zadowoleniu, rankiem obudziliśmy się wyspani i wypoczęci. Żadne z nas nie miało tej nocy krwawych snów. Pierwszym etapem przed wieczornym spotkaniem na wybrzeżu było targowisko i zakupy przed misją. Na targu zaopatrzyliśmy się w linę i haki, następnie Goth zaproponował modły i nabożeństwo przed misją, które miałoby nas duchowo wzmocnić i dać boską opiekę. Chętnie się zgodziłem, tym bardziej, że potrzebowałem wyciszenia i modlitwy dla własnego, duchowego spokoju. Po kilkugodzinnych modłach kapłan pobłogosławił nas i nasz oręż, następnie spakowaliśmy tylko najpotrzebniejsze rzeczy i udaliśmy się do portu.

Tam według umowy, przy jednym z pomostów, czekała na nas łódź i dwóch zaufanych wioślarzy. Z dala, poprzez wysokie fale, przebijał się widok Skarpy i Więzienia na jej szczycie. Morska woda uderzała o brzegi skalistych ścian twierdzy, a gdzieś tam czekało na nas wejście, pod które mieliśmy dopłynąć… Wioślarze wręczyli nam pakunek od Olafa, w którym były zwoje z umówionymi zaklęciami. Uśmiechnąłem się pod kapturem na myśl, że dotychczas „niedostępna” forteca, dzisiejszego wieczora stanie przed nami otworem…

W ciszy minęliśmy port i dopłynęliśmy do skał u wybrzeża miasta, pod twierdzą. Pierwsza ruszyła Ziriel z liną, która sama na siebie rzuciła „Pajęczy Chód” z gotowego pergaminu. Następnie ruszył Goth, który krzyknął z góry, że jest mało liny. Nie zastanawiając się wróciłem do łodzi i zabrałem dodatkowy odcinek. Fale trzaskały o skaliste ściany i trzeba było mocno uważać, żeby nie spaść w wirujące wody, bo to zakończyłoby się tylko w jeden sposób… Wraz z Dinem przywiązaliśmy nasze toboły, które po chwili zostały wciągnięte do góry. Później przyszła kolej na wojownika, a na samym końcu wdrapałem się ja, z pomocą liny i siły rąk moich kompanów… Po chwili wszyscy spotkaliśmy się we wnęce, od której dalej mieliśmy się kierować mapką narysowaną przez zbiegłego agenta rebeliantów…

Mapa poziomu więziennego Twierdzy na Skarpie (autor: jeden ze zbiegłych więźniów)

Utkałem „Światło” i ruszyliśmy przed siebie. W końcu po kilku minutach doszliśmy do iluzorycznej ściany. Wiedząc, że to silna iluzja i „Wykrywając Magię”, szybko i z łatwością przełamałem iluzję i swobodnie przeszedłem. Niestety większy problem mieli moi kompani, którzy cały czas odbijali się od ściany. Przeszedłem po raz kolejny tłumacząc sposób, w jaki mają potraktować tą ścianę. Udało mi się wzmocnić ich siłę woli i kolejno swobodnie przechodzili na drugą stronę. Największy problem miał z tym nasz nierozgarnięty wojownik, ale po kilku uderzeniach głową w mur, dał się przekonać, że mimo bólu głowy to tylko iluzja…

Kilkadziesiąt metrów dalej, na podłodze zauważyliśmy plamy krwi, a smród, jaki nas dopadł w tym chodniku stawał się coraz bardziej nieznośny. Doszliśmy do skrzyżowania, gdzie jeden korytarz miał prowadzić do celu, a ten bardziej smrodliwy do „Koryta”. Słyszeliśmy stamtąd dziwne odgłosy szurania i skrobania, a smród rozkładu wprawiał nawet mnie o bóle żołądka. Ruszyliśmy w kierunku cel. Kilka minut później natrafiliśmy na pierwszą wartownię, w której zasiadało dwóch strażników. Ziriel po krótkim zwiadzie poinformowała nas, że mogą mieć w środku system alarmowy. Tak więc zaczęliśmy się zastanawiać w jaki sposób ich unieszkodliwić, bo nie chcieliśmy zostawiać za sobą straż… Sprawy jednak ułożyły się po naszej myśli… Ziriel pogasiła wszystkie pochodnie na korytarzu, a kiedy strażnicy wyszli na zewnątrz, w ciemnościach poderżnęła im gardła… Wciągnęliśmy trupy do środka, a Goth ponownie rozpalił pochodnie na korytarzu i ruszyliśmy schodami dalej.

Kolejnych kilkadziesiąt metrów i druga strażnica. Elfka poszła na zwiad, i już po chwili wiedzieliśmy co nas czeka… Za strażnicą, w której wartowało kolejnych dwóch żołnierzy, ciągnął się korytarz. Miał kilkadziesiąt metrów, a po dwóch jego stronach były cele więzienne. Naszym obecnym zadaniem stała się likwidacja dwóch strażników, tak więc nad tym zaczęliśmy rozprawiać. Zaproponowałem maskaradę, żeby w razie czego nie zwrócić na nas uwagi więźniów, bo sprawy mogłyby się wymknąć spod kontroli… Din i Ziriel mieliby się przebrać za strażników i sprowokować wpuszczenie ich do środka strażnicy. Tak się stało, a nasza szybka i piękna zabójczyni dokończyła sprawę…

Później za ciosem Ziriel przeszła się korytarzem z celami, żeby wybadać dalsze, ewentualne kłopoty, które mogłyby nas spotkać, ale kiedy wróciła… Jeden z więźniów zorientował się, że nie jest strażnikiem i zaczął ją szantażować! Niestety Ziriel straciła głowę… Zwykle bezwzględna, podrzynająca bez mrugnięcia okiem gardła chłopcom-posłańcom wojowniczka, wdała się w dyskusję ze skazańcem i co mało, poddała się jego słabej, zdesperowanej woli… Wróciła do nas i oznajmiła, że więzień zażądał jedzenia! Postanowiliśmy, jak wszystko się skończy, że wydostaniemy go z celi, tak ażeby Ziriel mogła go jeszcze adoptować! Śmieszne i żałosne…