Kilka dni później Radagast poprosił mnie na osobności, abym udał się z nim do teatru, ponieważ on chciałby jeszcze porozmawiać z Mariusem na osobności. Zgodziłem się to zrobić, ponieważ zdaję sobie sprawę z okazji jaka pojawiła się przed naszym nekromantą. Jednak nie dane nam było to zrobić od razu, gdyż podczas naszego pobytu w pokoju karczemnym ktoś wsunął nam kartkę z prośbą o spotkanie. Jakby tego było mało, na miejsce spotkania wyznaczył plac w dzielnicy Utraconej. Dzielnica ta cieszy się bardzo złą sławą i podobno niewielu śmiałków odważa się udać do niej po zmroku. Targani ciekawością poszliśmy wieczorem na umówione miejsce. Jednak przeprawa nie była łatwa. Gdy tylko opuściliśmy główną drogę, na naszej ścieżce stanął dziwny osobnik. Stał w cieniu i miarowo uderzał mieczem w płyty bruku. Po chwili za nami rozległ się identyczny dźwięk. Nim się obejrzeliśmy otaczało nas kilku takich osobników. Do tego użyli oni swojej mocy i Ziriel stała jak zaczarowana wpatrując się w nich. Wiedziałem co się święci i ruszyłem do boju. Jednym wymierzonym ciosem przetrąciłem ciało tego, jak się okazało, wampira. Momentalnie się odwróciłem, aby sprawdzić jak radzą sobie moi towarzysze i zauważyłem, że Radagast unieruchomił dwa wampiry, które chciały się do niego dostać, po czym kierował następne zaklęcie w te walczące z Dinem. Przebiegając pozbawiłem głów nieruchome wampiry i ruszyłem na pomoc Dinowi. Niestety słyszany wcześniej odgłos zaczął dobiegać z coraz większej ilości miejsc, więc musieliśmy jak najszybciej zmienić uciekać. W naszym kierunku zbliżało się wielu nieumarłych. Wiedzieliśmy, że na placu, na którym mamy mieć spotkanie, stoi opuszczona świątynia Natien i to była nasza szansa. Pomodliłem się do Lorsha o moc odpędzania nieumarłych i ruszyliśmy biegiem w kierunku świątyni. Gdy już dobiegaliśmy do placu naokoło nas poruszało się kilkadziesiąt wampirów, które powstrzymywane mocą mojego boga starały się nas zaatakować. Dwójka ludzi, którzy stali przy świątyni, z przerażeniem w oczach zaczęła otwierać drzwi do świątyni. Wpadliśmy do niej wszyscy i zablokowaliśmy drzwi. Jakże żałowałem, że nie było u mego boku kilku kapłanów, którzy wraz ze mną wyszliby naprzeciw tym kreaturom i mocą Lorsha zniszczylibyśmy je. Jednak w tym momencie miałem inne sprawy do załatwienia.
Skierowaliśmy wzrok na ludzi, z którymi przyszło nam się spotkać i po krótkich słowach przywitania zapytaliśmy w jakim celu chcieli z nami rozmawiać. Nasz rozmówca nazywał się Olaf i okazało się, że ludzie ci są przeciwni aktualnemu porządkowi w mieście i szukają kogoś kto może ich wesprzeć w walce z Randalfem. Tak jak myślałem szpiegowali nas od czasu wejścia do miasta i zauważyli nasze zaciekawienie ogłoszeniem w dzielnicy handlowej. Ich informacje na temat Kryształu Kyriana nie były znaczące, jednak wiedzieli gdzie znajduje się osoba, która może wiedzieć więcej. Kronikarz, który przybył do miasta tydzień temu, podobno rozpowiadał na prawo i lewo, że ma takie informacje, że zgarnie nagrodę którą obiecał mag z ogłoszenia. Buntownicy powiedzieli, że autorem ogłoszenia jest zapewne sam Randalf lub jego tajne służby. Randalf ponoć od wielu lat poszukuje informacji na temat tego kryształu, a buntownicy, których przywódcą jest niejaki Karmazynowy Książe, uważają, że ma zamiar wykorzystać kryształ do złych celów. Sam kronikarz, który zwał się Rumbert, aktualnie trafił do więzienia Na Skarpie i jego los jest przesądzony. Olaf zaproponował, że może nam pomóc się do niego dostać.
Moi towarzysze byli dosyć sceptycznie nastawieni do tych rewelacji, jednak ja chciałem spróbować choćby szansa na powodzenie była najmniejsza. Dogadaliśmy się z Olafem co do pomocy jakiej od niego wymagamy i poszliśmy przygotować się do zadania. Wieczorem wyruszyliśmy na miejsce spotkania, gdzie czekało na nas dwóch marynarzy. Pogoda przy nabrzeżu była dobra co mnie bardzo ucieszyło, gdyż nie wyobrażam sobie płynięcia taką małą łódką przy większych falach. Marynarze bardzo sprawnie kierowali łodzią i pod osłoną nocy dostaliśmy się w pobliże skały, po której mieliśmy się wspiąć, aby dostać się do sekretnego wejścia do więzienia. Skała ta była bardzo stroma i zdradliwa, dlatego pergaminy „Pajęczego Chodu” okazały się niezbędne do wspinaczki. Po kilkudziesięciu minutach udało nam się wszystkim dostać na półkę skalną, na której znajdowało się wejście do więzienia. Przed opuszczeniem łódki pomodliłem się jeszcze do Lorsha, aby ochronił marynarzy przed zimnem, które bardzo tutaj doskwierało. Umówiliśmy się, że wioślarze poczekają na nas do rana, jeśli będzie taka potrzeba.
Zapaliliśmy światło i pełni nadziei wkroczyliśmy do jaskini. Po kilku metrach doszliśmy do korytarza, który prowadził w dwóch kierunkach. Jak się okazało na lewo od wejścia znajdowała się świątynia Zaltazara, znienawidzonego przez wyznawców Lorsha boga zbrodni. Zastanowiło mnie co ta świątynia robi w tym miejscu, jednak postanowiłem zostawić tą sprawę na później. Idąc w przeciwnym kierunku doszliśmy do ściany, która zagradzała przejście. Pomimo tego, że wszyscy wiedzieliśmy, że jest to tylko iluzja, w dalszym ciągu nikt się nie kwapił, aby przez nią przejść. Ja najchętniej poprosiłbym Lorsha o rozproszenie tej magii, jednak zdawałem sobie sprawę, że nie jest to dobry pomysł. W końcu Radagast spróbował i udało mu się przejść na drugą stronę, a ja nie chcąc zostać z tyłu wszedłem chwilę później. Ruszyliśmy korytarzami zgodnie z mapą, którą dostaliśmy od Olafa. Korytarz doprowadził nas do pierwszego pomieszczenia, w którym siedzieli strażnicy. Dzięki umiejętnościom Ziriel udało nam się ich unieszkodliwić. Aby zająć się drugim posterunkiem straży Ziriel i Din przebrali się w strój strażników i podstępem zmusili ich do otwarcia drzwi. Teraz pozostało nam tylko dowiedzieć się, w której celi przetrzymywany jest kronikarz. Jednak nie było to takie proste, mieliśmy dwa wyjścia, albo w jakiś sposób dostać się do pomieszczenia, w którym przechowywane były papiery z tego poziomu albo postarać się wydostać tą wiadomość od więźniów. Po dłuższej rozmowie udało mi się przekonać resztę drużyny, aby spróbować przycisnąć więźniów.