Kronika

Kroniki XLIV: W oczekiwaniu na Wielki Targ

Po nauce kowalstwa Goth wykuwa Biały Run i wraca ku Adberheim przez bandyckie szlaki oraz podziemną komnatę Sheini. W Świątyni Białego Wilka dowiaduje się o zamachu na arcykapłana Gorana, widząc w nim cień Zakonu Węży, kultu Zaltazara i nadchodzących zagrożeń.

2.05.2026 • Cad • Goth un Nathrek • Kroniki Gotha

Nasza nauka potrwała prawie dwa miesiące, a i tak wiedza, którą posiedliśmy, była moim zdaniem mniej niż wystarczająca. Całą nadzieję pokładałem w miejscu, do którego się udawaliśmy. Dotarcie do ukrytej komnaty zajęło nam dzień i wszyscy podekscytowani weszliśmy do środka. Wraz z Drumem rozpaliliśmy pod paleniskiem i rozpoczęliśmy naszą pracę. Nie wiem jak odczuli to inni członkowie mojej drużyny, ja jednak poczułem jakby jakaś niewidzialna siła kierowała moją ręką podczas pracy. Gdy tylko ktoś z nas skończył swoją pracę z podziwem oglądaliśmy jego broń. Z tego co nam powiedział Drum, to my z Ziriel i Dinem wykuliśmy na broni „Biały Run”, który przewija się przez historię krasnoludów i jest bazą dla kolejnych, bardziej skomplikowanych runów. Natomiast Gotrek wykuł dwa runy: „Run Krzepy” i „Biały Run Krwi”. Wydaje mi się, że Gotrek w większym stopniu niż nasza trójka poświęcił się kowalstwu co zostało zauważone przez siły działające w tym miejscu i przez to udało mu się wykuć ten drugi run.

Po zakończeniu prac rozstaliśmy się z Drumem i ruszyliśmy w kierunku Adberheim. Po drodze dowiedzieliśmy się od żołnierzy, że sytuacja w dalszym ciągu jest bardzo niepewna w związku z uciekinierami z Orkan Kazar. Spore grupy bandytów grasują po szlakach i napadają na podróżnych. Biorąc to pod uwagę zwiększyliśmy naszą czujność, co zaprocentowało po kilku dniach podróży. W jednym z zagajników Ziriel wypatrzyła grupkę bandytów. Niestety zrobiła to na tyle późno, że nie mogliśmy się już cofnąć więc przygotowaliśmy się do walki i ruszyliśmy hardo w tą marną zasadzkę. Naszymi przeciwnikami okazała się banda obwiesiów i walka trwała tyle co splunięcie. Jeden z naszych przeciwników, który strzelał do nas z kuszy uciekł nam w las, jednak nie przebiegł zbyt daleko, gdyż po chwili usłyszeliśmy jego przeraźliwy krzyk. Zaciekawiło mnie to, więc poszliśmy sprawdzić co się z nim stało.

Kilkadziesiąt metrów dalej zauważyliśmy jego ciało leżące w dziurze, która powstała w wyniku obsunięcia się ziemi. Ziriel zaciekawiona zeszła na dół sprawdzić dlaczego ziemia tak potężnie się obsunęła i okazało się że zapadł się sufit podziemnego przejścia. Ziriel wzięła ode mnie Maskę Widzenia w Ciemnościach i poszła sprawdzić gdzie ten korytarz prowadzi. Czekaliśmy na nią jakiś czas, ale kiedy długo nie wracała, postanowiłem, że pójdziemy sprawdzić co się z nią stało. Znaleźliśmy Ziriel kilkanaście metrów dalej, w jakiejś podziemnej komnacie, gdy oglądała posąg kobiety. Posąg ten stał na środku niewielkiego pomieszczenia i przedstawiał zapomnianą boginię snów i wizji, Sheini. Zdążyłem tylko poinformować o tym resztę członków drużyny, gdy posąg się zmienił. Nie wiem czy to stało się naprawdę czy było tylko moim złudzeniem, ale kamienny kaptur z głowy Sheini zaczął się zsuwać. Było to ostanie co zobaczyłem przed zaśnięciem…

…Znajdowaliśmy się w pokoju Tanako i nadszedł czas na pojedynek, który miał zdecydować, który z nas będzie brał udział w turnieju. Byliśmy w Mieście Mgieł, w rezydencji głowy rodu Aragonisów. Przed nami leżała plansza z figurkami, która miała nam umożliwić pojedynkowanie się. Ja i Din dotknęliśmy planszy, po czym figurki przybrały nasze kształty i rozpoczęła się walka. Stoczyliśmy kilkanaście pojedynków, z których wyłonił się zwycięzca. Był nim Gotrek i to on miał stanąć do walki w turnieju głównym…

…Po tym wszystkim przebudziliśmy się w pomieszczeniu pod ziemią i spojrzeliśmy po sobie. W naszym spojrzeniach zauważyłem zrozumienie: Sheini zesłała na nas jakąś wizję, która być może była odzwierciedleniem przeszłości lub przyszłości. Porozmawialiśmy o tym chwilę, jednak nie bardzo wiedząc jak to zinterpretować ruszyliśmy dalej.

Dotarliśmy do Adberheim i teraz mogłem skończyć to co zacząłem kilka miesięcy wcześniej. Pełen podekscytowania po krótkiej wizycie w karczmie ruszyłem do Świątyni Białego Wilka. Tam poprosiłem o spotkanie z Goranem Silnorękim, jednak powiedziano mi, że arcykapłan nie może się ze mną spotkać. Zamiast niego przyjął mnie baron Teopold, który jest prawą ręką najwyższego kapłana w Adberheim. Usiedliśmy przy stole i przy późnej kolacji zaczęliśmy rozmowę. Dowiedziałem się kilku informacji, które mnie zasmuciły. Mianowicie ktoś odważył się przeprowadzić zamach na życie Gorana. Na szczęście atak na arcykapłana nie powiódł się. Z opisu Teopolda wywnioskowałem, że napastnikami mogli być członkowie Zakonu Węży – mówił on o zmutowanych organach, które znaleziono podczas sekcji zwłok zamachowców. Nie mogłem powiedzieć wszystkiego co wiedziałem na ten temat, gdyż było to zbyt powiązane z moimi zadaniami i sprawami Świątyni Wilków, jednak nie mogłem tego tak pozostawić. Postarałem się dać Teopoldowi delikatne wskazówki, że słyszałem o miejscu, gdzie przeprowadza się eksperymenty w celu wyszkolenia idealnych zabójców. Wspomniałem również, iż natknąłem się na ślad kultu Zaltazara przebywając na ziemiach Lansgardu. Miałem nadzieję, że kapłan poważnie potraktuje słowa, które do niego skierowałem i jego ludzie przeprowadzą własne śledztwo, które pomoże im obronić się przez tym co ma nastąpić.

Kolejne dni upływały mi na przygotowaniu się do ostatecznego rytuału stworzenia błogosławionych pierścieni oraz na oczekiwaniu na Wielki Targ…