Pierwszego lipca w końcu wyruszyliśmy w stronę Cytadeli. Wiele nas to kosztowało, ale nasz cel, czyli zdobycie kolejnego amuletu był coraz bliżej. Z wieży Astimmora udaliśmy się na statek dzięki magii Gotreka, który rzucił na nas czar „Latania”.
Nasza podróż statkiem trwała raptem trzy godziny i po upływie tego czasu kapitan oznajmił, że jesteśmy na miejscu, czyli praktycznie nad Otchłanią. Przygotowaliśmy się do nurkowania i rozpoczęliśmy naszą podwodną wędrówkę. Woda była bardzo zimna, a my byliśmy zmuszeni nurkować na sporej głębokości. Całe szczęście, że chroniła nas moc Lorsha, gdyż bez jej pomocy nic byśmy nie zrobili. Po dłuższym eksplorowaniu dna morza, którego tamtejsze wody pełne były wszelakich glonów ograniczających nasze pole widzenia, udało nam się dostrzec jakiś rozbłysk niedaleko nas. Gdy podpłynęliśmy bliżej okazało się, że jest to jakieś źródło światła, które znajdowało się w wieży zakończonej kopułą. W zasięgu wzroku widzieliśmy kilka innych wież, które jednak w ogóle nie były oświetlone. Postanowiliśmy popłynąć na dno, aby tam poszukać wejścia do Cytadeli.
W miarę nurkowania było coraz bardziej niebezpiecznie, jednak nie zdawaliśmy sobie z tego sprawy. W pewnym momencie Din, który miał na sobie Maskę Widzenia w Ciemnościach, zaczął nas energicznie odganiać z jednaj strony. Posłusznie popłynęliśmy w innym kierunku i jak się później dowiedzieliśmy udało nam się uniknąć zauważenia przez olbrzymiego potwora morskiego. Zgodnie ze wskazówkami Dina poruszaliśmy się w kierunku dna, jednak nie było nam dane spokojnie wkroczyć do Cytadeli. Tuż przed znalezieniem przez nas wejścia do środka zostaliśmy zaatakowani przez Kuo-ta, morskie, rybopodobne humanoidy. Nasza sytuacja była o tyle kiepska, że byliśmy zmuszeni walczyć harpunami, do których nie byliśmy przyzwyczajeni. Całe szczęście te potwory nie są specjalnymi szermierzami i udało nam się je pokonać. Dzięki Dinowi wpłynęliśmy do cytadeli niezauważeni przez resztę kolonii Kuo-ta, które zamieszkiwały dolną część zatopionej budowli.
Aby dostać się do środka musieliśmy otworzyć dziwne, okrągłe drzwi, które były zamykane za pomocą kręcenia kołem. Gdy tylko udało nam się je otworzyć woda wdarła się do środka. Całe szczęście pomieszczenie to było szczelnie zamknięte innymi włazami, tak więc nie zalaliśmy całej Cytadeli… Wpłynęliśmy do środka i rozpoczęliśmy szukanie medalionu. Żeby zabezpieczyć się przed zalewaniem morską wodą, każdy z korytarzy, które mijaliśmy, zamykaliśmy za sobą za pomocą mechanizmu z kołem.
Jednym z pierwszych pomieszczeń, które znaleźliśmy była jadalnia i w niej zostawiliśmy nasze porcje żywieniowe oraz dostarczone nam przez gnomy kombinezony zwane Zbrojami Wodnymi. W kilku dalszych pomieszczeniach napotykaliśmy niesamowite dla nas widoki. Do tej pory nie zdawałem sobie sprawy z poziomu technologii olbrzymów i wszystko co widziałem zaskakiwało mnie coraz bardziej. Ponieważ nie spotykaliśmy śladów innych osób w cytadeli, nieco się rozluźniliśmy, jednak szybko przyszło nam za to zapłacić. Weszliśmy do pomieszczenia, w którym znajdowały się dwie sadzawki i spory wodospad. Gdy tylko przekroczyliśmy próg pomieszczenia kryształy w ścianach, które go oświetlały, przygasły, a z wodospadu wyleciały ogromne macki, które porwały Eskelta. Macki w formie półmaterialnej wypełniały całe pomieszczenie i niestety musieliśmy się czym prędzej ewakuować. Od tej chwili byliśmy ostrożniejsi. Cytadela miała kilka poziomów i w kilku pomieszczeniach zobaczyliśmy schody prowadzące na wyższe piętra, jednak chcieliśmy najpierw porządnie sprawdzić najniższe piętro. Podczas eksplorowania odwiedziliśmy coś co wyglądało na maszynownię, pomieszczenie było ogromne i o dziwo część mechanizmów cały czas działała.
Po kilku godzinach chodzenia postanowiliśmy sprawdzić co jest wyżej. Tam czekały na nas kolejne przeciwności. W sporym pomieszczeniu, zaraz po wejściu zauważyliśmy stojący gliniany posąg. Gdy weszliśmy trochę dalej posąg ruszył w naszą stronę. Okazało się, że jest to gliniany golem. Istoty te są odporne na magię i bardzo wytrzymałe na ciosy, jednak mają poważną wadę – nie są w stanie w walce zmieniać taktyki i walczą z jedną osobą od początku walki do końca. Nie sposób było wykorzystać tej cechy. Po pierwszej walce wiedzieliśmy co trzeba zrobić. Din i Ziriel jako najsprawniejsi i najlepiej unikający ciosów zwabiali golemy, a my, wykorzystując fakt, iż golemy w ogóle nas nie atakowały, mogliśmy jak najsilniejszymi ciosami rąbać je na kawałki. Pomieszczenie, do którego broniły dostępu golemy znajdowało się trzy pokoje dalej, jednak nasza nieostrożność została kolejny raz skarcona. Weszliśmy do pomieszczenia, w którym stał posąg przedstawiający olbrzyma spoglądającego na napis, wyryty w podłodze. Po drugiej stronie pomieszczenia znajdowały się drzwi, a za nimi schody na wyższy poziom Cytadeli. Problem leżał w tym, że przejścia chroniła półprzezroczysta, magiczna bariera. Właśnie tuż przed tą magiczną barierą znajdowały się jakieś napisy, na które spoglądał posąg olbrzyma. Gdy podeszliśmy, aby im się bliżej przyjrzeć, z sufitu najpierw spadło na nas tysiące odłamków szkła, a po chwili zaatakowały gargulce – latające stwory, wyglądające jakby były z kamienia. Walka z tymi istotami była bardzo trudna, ponieważ z powodu zaskoczenia nie potrafiliśmy utworzyć odpowiedniego szyku. Udało nam się pokonać bestie, jednak nie obyło się bez strat – tym razem padł Ivan.
Bergen bardzo to przeżył i widziałem, że zaczyna powoli odchodzić od zmysłów. Zaczął powtarzać, że musimy go pochować, co było nierealne w tym miejscu. On wraz z Ziriel w końcu zanieśli jego ciało do głównego holu. My tymczasem staraliśmy się rozwiązać zagadkę, która była napisana w języku elfów na podłodze. Rozwiązanie okazało się jak zwykle oczywiste, jednak pochłonięci wydarzeniami ostatnich godzin sporo główkowaliśmy zanim na nie wpadliśmy. Jak tylko ustawiliśmy odpowiednio odłamki luster, co było rozwiązaniem zagadki, mogliśmy wejść na schody znajdujące się za barierą. Chciałem żeby wszyscy ruszyli razem, ale okazało się, że Bergen cały czas siedział z Ivanem w holu. Wysłałem po niego Ziriel, która jednak wróciła do nas i powiedziała że nie ma i Bergena i ciała Ivana. Ruszyliśmy ich szukać co nie trwało długo. W pomieszczeniu, w którym zostawiliśmy tą dwójkę znajdowały się schody, które prowadziły do komnaty, gdzie znajdował się olbrzymi sarkofag, w którym spoczywał Ivan. Wypytywaliśmy Bergena dlaczego zaniósł tutaj ciało swojego kompana, jednakże ten nie był w stanie nam racjonalnie odpowiedzieć. Mówił tylko, że chciał pochować gdzieś Ivana, a ta komnata wydawała mu się dobrym miejscem. Podświadomie wiedziałem, że nic dobrego z tego nie wyniknie.
Jakiś czas później razem z Bergenem ruszyliśmy, aby zobaczyć co jest w pomieszczeniu za gargulcami. Po kilkudziesięciu schodach doszliśmy do pomieszczenia, z którego zaraz po uchyleniu drzwi wylał się niesamowity blask. Domyśliliśmy się, że jest to kopuła, dzięki której znaleźliśmy Cytadelę. Jednak światło dobiegające ze środka było zbyt intensywne, aby w ogóle myśleć o wejściu do środka. Musieliśmy przeczekać do następnego dnia, ponieważ według naszych informacji światło to świeci tylko w Święto Słońca. Postanowiliśmy w dalszym ciągu szukać medalionu, a do tego pomieszczenia wrócić później.
Podczas eksploracji kolejnych części Cytadeli trafiliśmy do niesamowitej komnaty, w której na stojaku leżała kula emanująca energią, a naprzeciwko niej ustawione było lustro w złotych ramach. Magowie od raz podeszli do kuli i zaczęli coś między sobą szeptać, my natomiast staliśmy i czekaliśmy aż w końcu coś nam powiedzą. Po chwili Radagast odwrócił się do nas i powiedział, że kula, która znajduje się w tym pomieszczeniu, jest kulą antymagii i to z jej powodu Magowie nie są w stanie czarować w Cytadeli. Oczywiście Radagast tak się tym faktem podniecił, że od razu zaczął roztaczać wizje wykorzystania jej w walce z Panem Wieży. Gdy tylko te słowa wypłynęły z jego ust, zdał sobie sprawę, że razem z nami stoi Bergen, który jest pracuje właśnie dla Mordrokka i Pana Wieży. Atmosfera od razu stała się napięta i Bergen zaczął się nerwowo rozglądać po naszych twarzach. Starałem się nieco go uspokoić, jednak wiedziałem, że jego życie właśnie stało się niezwykle krótkie.
Kiedy szliśmy dalej zauważyliśmy, że każdego ważnego pomieszczenia strzegą golemy, więc przyglądaliśmy się im uważniej niż reszcie. W kolejnym miejscu, w którym spotkaliśmy golemy, stało się to co przewidywałem. Bergen zamiast rzucić się z nami do walki, został przy Radagascie i znienacka go zaatakował. Całe szczęście Radagast był na taką ewentualność przygotowany i gdy my walczyliśmy z golemami, on wykończył magią swojej laski Bergena. Trochę było mi go szkoda, gdyż był dobrym wojownikiem, jednak na końcu okazał się zdrajcą, tak więc jego ciało zostało tam gdzie padł. Nie pozwoliłem Ziriel, aby go zaniosła do Ivana, gdyż według mnie nie zasługiwał na to. Tak czy inaczej rozejrzeliśmy się po pomieszczeniu, do którego weszliśmy i okazało się że w ścianach umieszczone było sześć drogocennych diamentów, które otoczone były siatką runów. Powiedziałem magom, aby przyjrzeli się temu bliżej, gdyż zaciekawiło mnie po co ktoś je tam umieścił. W tym czasie Din i Ziriel udali się na dół, do jadalni, po nasze racje żywnościowe. Nie minęło pół godziny, kiedy wrócił do nas sam Din, mówiąc, abyśmy się z nim udali do głównego holu.
Gdy tylko tam weszliśmy, okazało się, że przy schodach prowadzących do góry siedział Ivan, trzymając głowę w rękach. Nieźle nas to zaskoczyło, ponieważ takie rzeczy jak przywracanie do życia nie zdarzają się zbyt często, jednak podeszliśmy razem bliżej, aby sprawdzić co się stało. Po krótkiej rozmowie wydawało nam się, że to naprawdę jest Ivan cudownie ożywiony przez moc sarkofagu, w którym leżał. Niestety w obecnej sytuacji nie mogłem pozwolić na to, aby Ivan był świadkiem naszych działań i na mój dyskretny sygnał Gotrek wykonał błyskawiczne cięcie, które zakończyło jego powtórny żywot.
Coraz mniej wiedzieliśmy z tego co się dzieje w Cytadeli, co rusz napotykaliśmy na rzeczy, które nas zaskakiwały i coraz mniej mi się to podobało. Jak gdyby tego było mało ktoś zalewał najniższy poziom Cytadeli. Przekonaliśmy się o tym gdy próbowaliśmy dostać się po jedzenie. Pomieszczenia zostały zalane wodą, a my przecież blokowaliśmy włazem każdy korytarz. Czułem, że nasz czas w Cytadeli się kończy i czym prędzej musimy znaleźć medalion. Postanowiliśmy sprawdzić kopułę ze światłem. Ciężko to było ocenić, jednak wydawało mi się, że już minął dzień, w którym zeszliśmy do Cytadeli. Poszliśmy do pomieszczenia, w którym były gargulce i przejście do górnej wieży. Zostawiliśmy na dole Gotreka i Dina, aby nie pozwolili uruchomić magicznej pułapki strzegącej wejścia, a wraz z resztą weszliśmy na górę, w stronę do drzwi prowadzących do komnaty ze światłem.
Rzeczywiście światło znikło i mogliśmy wejść do środka. Naszym oczom ukazał się widok, w centrum którego zobaczyłem poszukiwany przez nas amulet. Zamknięty był on w kuli energii, która wisiała nad stołem. Przy stole stały cztery krzesła dla olbrzymów z wyrytymi na nich symbolami zwierząt. Niestety gdy tylko Radagast starał się zbliżyć rękę do kuli ta poraziła go niczym piorun. Sytuacja nie była wesoła, nasi magowie nie mogli używać magii, a chyba bez tego nie dało się wydostać amuletu. Spróbowałem jeszcze pomodlić się do Lorsha o „Rozproszenie magii”, aby zniszczyć tą magiczną barierę, jednak moja modlitwa nie odniosła skutku. Zawołaliśmy Gotreka i razem próbowaliśmy rozwiązać zagadkę jak odzyskać amulet. Okazało się, że wystarczyło założyć Amulet Ziemi, który cały czas nosiłem, i zbliżyć dłoń w kierunku Amuletu Wody – bariera energii sama wtedy zanikała i bez problemu można było wydobyć amulet z kuli.
Gdy tylko udało nam się to zrobić, zaczęliśmy się rozglądać za miejscem, z którego moglibyśmy opuścić Cytadelę. W pomieszczeniu, w którym był amulet, oprócz niego znajdował się jeszcze dziwny przedmiot. Miał 4 metry wysokości i 7 długości, a w środku wyścielany był aksamitem. Nie wiedzieliśmy do czego służy, jednak przy nim znajdowało się siedem dźwigni. Po dokładnym przyjrzeniu się kopule doszliśmy do wniosku, że najprawdopodobniej jest ona w stanie się otworzyć. Nie wiedzieliśmy jak to zrobić, ale logika podpowiadała, że służą do tego właśnie te dźwignie. Zanim jednak próbowaliśmy je uruchomić, zaproponowałem, abyśmy zabrali diamenty, które znajdowały się kilka pomieszczeń dalej. Nie byliśmy pewni czy uda nam się je wyłuskać, ale postanowiłem, że warto spróbować. Poszliśmy tam i wszyscy razem zaczęliśmy je po kolei wyłuskiwać. Jednak w momencie, gdy ostatni z diamentów opuścił swoje miejsce, usłyszeliśmy szum sunącego piasku. Przez otwory, które powstały po wyciągnięciu diamentów zaczął się wsypywać piasek. Nie czekając na to co z niego powstanie czym prędzej udaliśmy się do kopuły. To była dobra decyzja, gdyż chwilę po tym jak udało nam się zamknąć właz od tego pomieszczenia, usłyszeliśmy potężne walenie we właz. Domyślam się ze z piasku powstał żywioł ziemi…
W kopule związaliśmy się razem i Ziriel zaczęła przesuwać dźwignie. W pewnym momencie usłyszeliśmy mechanizm, który otwierał kopułę wieży. Natychmiast pomodliłem się do Lorsha o moc „Chodzenia po wodzie”, dzięki czemu mogliśmy wydostać się na powierzchnię. Cały czas byliśmy także pod wpływem mocy „Oddychania wodą”, co oprócz oddychania pod wodą chroniło nas przed zmiażdżeniem przez ciśnienie w głębinach. Wszystko potoczyło się zgodnie z planem i kilka godzin później wykończeni odpoczywaliśmy w naszych pokojach w sanatorium Armeniasza. Niedługo później skontaktowaliśmy się z ludźmi od Taurusa, aby przekazać im informację, że nasze zadanie się powiodło.
Gdy tylko załatwiliśmy nasze sprawy w Zaiharze, których nie było znowu tak wiele, wyjechaliśmy z miasta. Ostatnią rzeczą, którą zrobiliśmy w mieście, była rozmowa z Fahirem. Udałem się na nią ja, Gotrek i Radagast. Z rozmowy wynikło, że Fahir jest w dalszym ciągu zainteresowany zabiciem sześciopalczastego Randalfa. Fahir dodatkowo zaproponował nam udział w tym wydarzeniu, jednak będzie to możliwe dopiero na jesień może zimę następnego roku. Postanowiłem zastanowić się nad tą propozycją, jednak pozostało jeszcze sporo czasu, a ja musiałem skontaktować się ze Świątynią Wilków w tej sprawie. Opuściliśmy Zaiharę i udaliśmy się do wioski Tronnheim, gdzie czekał na nas Drum. Zgodnie z obietnicą miał nauczyć nas jak przekuć broń w miejscu, które odkryliśmy przy brzegu morza.