Gdy już wszystko było załatwione, postanowiliśmy wyruszyć do Adberheim, aby tam przeczekać zimę i poświęcić czas na szkolenie. Jednak zaraz po opuszczeniu miasta doszło jeszcze do pewnego incydentu. Na szlaku czekała na nas grupa kilkudziesięciu wojowników wraz z Karmazynowym Księciem, dla którego pracował Olaf. Upomniał się on o rękę kronikarza, której pomimo naszej umowy mu nie oddaliśmy. Przedmiot ten miał przy sobie Radagast i jak się okazało doprowadziło to do spięcia. Nasz mag zamiast oddać rękę i spokojnie wyruszyć dalej rozpoczął obraźliwe potyczki słowne z Księciem. Czekałem spokojnie co się stanie, jednak w chwili gdy Radagast, pogardliwym gestem, rzucił słój z zakonserwowaną ręką pod nogi Karmazynowego Księcia, miarka się przebrała. Książe wyzwał naszego maga na pojedynek, aby zmyć haniebne czyny, których byliśmy świadkami. W imieniu Księcia do walki stanął potężnie zbudowany woj dzierżący dwuręczny topór. Wiedziałem, że Radagast nie miał szans wyjść cało z tego pojedynku, dlatego wmieszałem się w to wszystko i powiedziałem, że ja będę bronił honoru mojej drużyny. Rozpoczęły się przygotowania do walki. Ja pomodliłem się do Lorsha o błogosławieństwo w walce, a w tym czasie Ziriel tłumaczyła Radagastowi głupotę jego poczynań. Walka z tym wojownikiem była dobra, kilka razy zostałem trafiony, jednak ciosy, które mnie dosięgły, nie były śmiertelne, a ja jeden z takich wyprowadziłem. Pod potężnym ciosem mojego topora wojownik osunął się na ziemię. Gdy nikt nie podważał mojego zwycięstwa postanowiłem udzielić mocy Lorsha temu wojownikowi, gdyż walczył on dzielnie, a jego pomoc może nam się jeszcze w przyszłości przydać. Po pojedynku porozmawiałem z Karmazynowym Księciem i udało nam się dojść do porozumienia. Rozstaliśmy się w zgodzie.
Kilkanaście dni później dotarliśmy do Adberheim. Ja udałem się do świątyni, a moi towarzysze wynajęli pokój w karczmie. Jednym z naszych celów było uwolnienie się od klątwy, która nas nie opuszczała. Z naszych informacji wynikało że w Adberheim mieszka kapłanka Brurusa, Estibel Biała, która mogła nam w tej sprawie pomóc. Udaliśmy się wspólnie do kapłanki i rzeczywiście otrzymaliśmy pomoc. Kapłanka na czas pobytu w mieście zapewniła nam spokojny sen, jednak całkowite ukojenie otrzymamy najprawdopodobniej w momencie, w którym udamy się do Wyklętego Lasu i staniemy przed Sadzawką Oblicza wzywając imię tego, który nas przeklął. A jest to ponoć istota potężna, równająca się z mniejszymi bożkami i potężnymi demonami. Przed Sadzawką Oblicza mamy trzykrotnie zakrzyknąć imię owego bożka i poprosić go o cofnięcie klątwy. Wyklęty Las znajduje się niedaleko Zaihary, czyli kolejnego celu naszej podróży.
Czas, który spędzaliśmy w mieście, podzieliłem na szkolenie w walce bronią dwuręczną oraz obmyślanie naszych dalszych posunięć. W tajemnicy porozumiałem się z kapłanami z mojej świątyni i ustaliłem z nimi plan według jakiego zamierzam postępować. Uznałem za niezbędne zapewnienie nam pomocy przy uzgadnianiu warunków wyprawy do Ogonu Diabła z Panem Wieży. O wynikach moich negocjacji poinformowałem resztę drużyny i posłuchałem ich opinii. Wszyscy się ze mną zgodzili, że taka pomoc będzie nam niezbędna.
Podczas pobytu w mieście spotkała nas jeszcze jedna niespodzianka, a mianowicie Ziriel spotkała Gotreka. Mój syn zakończył szkolenie w górach i wyruszył aby się z nami spotkać w Zaiharze. Potężne śnieżyce przerwały jego podróż w Adberheim, a chyba sam Lorsh doprowadził do naszego spotkania. Kilka wieczorów spędziliśmy na opowiedzeniu sobie wydarzeń, które miały miejsce…
Gdy tylko zima zelżała, wyruszyliśmy w dalszą podróż mającą na celu zdobycie trzeciego amuletu. Po drodze mieliśmy zamiar udać się na Lodowe Wybrzeże, abym mógł przeprowadzić kolejny etap błogosławienia przedmiotu, który w tym czasie zacząłem już tworzyć. Naszym celem był także Wyklęty Las, gdzie mieliśmy nadzieję ściągnąć klątwę, która nad nami ciążyła.