Zadowolony byłem z interesów z Uriellem i udanej identyfikacji Morgula. Nigdy bym nie przypuszczał, że mogę natrafić na tak olbrzymią moc, która zamieszka w mojej lasce. Dotąd zwykły, choć przyozdobiony i mocno okuty kij, stał się dość potężnym przedmiotem magicznym, a w dodatku moim! Czułem, że drzemie w nim jeszcze niezbadana, większa magia, ale na dzień dzisiejszy, dla mnie nieosiągalna. Jak zwykł mawiać mój pierwszy mistrz: „Cierpliwość dla magów to cnota. Czekanie to udręka, ale trzeba z tym żyć….”.
Kolejnego dnia spotkaliśmy się w świątyni Baurusa, żeby zdobyć jakiekolwiek informacje na temat klątwy, która na nas ciążyła. Wiedzieliśmy, że urzęduje w niej pewna kapłanka, niejaka Estibel Biała i faktycznie doszło do spotkania z nią. Wydawało mi się, ze Goth nie był całkiem zadowolony z odwiedzin w tej świątyni, mimo że Baurus jest ojcem Lorsha, a obie religie wiąże mocny sojusz. Tak to już jest, że żaden kapłan nie lubi konkurencji, ale kapłani Baurusa specjalizują się w klątwach i opętaniach, dlatego nasz kapłan nie bardzo miał wybór i musiał udać się po pomoc do tej świątyni.
Na początku kapłanka poprosiła mnie na osobności, ażeby zadać kilka pytań. Wydawało mi się to dziwne i bezpodstawne, ale też chciałem mieć klątwę za sobą. Spokojnie, jak tylko mogłem najszczerzej, odpowiedziałem na pytania. Później wyszła po wszystkich i wspólnie zeszliśmy do komnat, poniżej głównej sali. Tam w podziemnej hali usiedliśmy obok posągu o czterech „twarzach” demonów, a Estibel dała nam do wypicia dziwny wywar, który jej zdaniem powinien pomóc w obrządku. Kiedy kapłanka przyodziała się w rytualne szaty, a płyn, który wypiliśmy powoli nas otumaniał, zaczęła wznosić swe mroczne modły do owego posągu. Obrzęd był dziwny i wyglądał na brutalny, podczas którego kapłanka biczowała się przyzywając demony, sługi Baurusa… Wydawało mi się, że posąg ożył, a demony sięgały po nas swymi szponiastymi łapskami, ale pamiętam to jak przez mgłę… Chciałem tylko, aby szybko proces ten się zakończył…
Po wszystkim kapłanka wyjaśniła nam nasz problem. Demony powiedziały jej, że popełniliśmy straszny czyn i tym samym, niefortunnie, zwróciliśmy na siebie uwagę bożka z panteonu dobra. Zwyczajnie nas za to przeklął, a Estibel niestety nie mogła nam pomóc w usunięciu owej klątwy. Jednak na czas zimy, który spędzimy w mieście, jest w stanie zapewnić nam spokojny sen, póki dziennie będziemy odwiedzać jej świątynię. Jej błogosławieństwo da nam ochronę przed nawiedzaniem w snach przez Nanhezgula, bo tak owa istota się nazywała. Jedynym dla nas ratunkiem, według kapłanki, było udanie się do Wyklętego Lasu i stawienie przed Sadzawką Oblicza, gdzie powinniśmy wezwać bożka, trzykrotnie wypowiadając jego imię. Tam z odrobiną szczęścia jest szansa na poproszenie istoty o cofnięcie klątwy… Wyklęty Las znajduje się w pobliżu Zaihary, więc i tak po drodze do naszego następnego celu. Póki co, tutaj spokojnie i bezpiecznie postanowiliśmy przeczekać zimę. Z posępnymi minami wróciliśmy każdy do swoich zaplanowanych działań…
Moja drużyna postanowiła spędzić najbliższe miesiące na szkoleniach w orężu i takich tam bzdurach, ja natomiast doszedłem do porozumienia ze znajomym magiem i wynająłem laboratorium dla swoich badań, nad którymi pracowałem już długi czas… Pomieszczenie do badań Uriella dawało mi pełen komfort na testowanie napisanych formuł. Dni mijały na modyfikowaniu receptury i doborze odpowiedniego składnika. W tym czasie w ogóle nie widziałem się z drużyną, bo badania całkowicie pochłonęły mój cenny czas. Wieczorami ślęczyłem nad wzmocnieniem działania czaru i jego treścią, a za dnia prowadziłem ryzykowne testy, które co chwilę przynosiły lepsze efekty. Dalej jednak szukałem klucza na zamknięcie procesu tworzenia… W końcu pod koniec pobytu, w okolicach lutego zakończyłem ostatni test! Odniosłem oczekiwany skutek i sukces! Efekt czaru przerósł moje najśmielsze oczekiwania, ale nadal potrzebowałem finalnego przetestowania go w prawdziwych, bojowych warunkach. Czas na to na pewno przyjdzie…
Kiedy dołączyłem pod koniec miesiąca do drużyny okazało się, że nieoczekiwanie odnalazł się i wrócił do nas Gotrek! Nie byłem zbytnio zadowolony, rzekłbym nawet, że byłem mocno zawiedziony i poirytowany jego nagłym powrotem ze szkolenia! Zamiast roku z orkami, on wrócił po połowie tego okresu… Ponoć opowiadał o jakichś problemach i intrygach w owej tajemniczej szkole, ale raz, że zbytnio mnie to nie interesowało, a dwa, że nie chciałem, aby musiał się powtarzać dla mnie w opowieściach… Znowu wówczas byłby w kręgu zainteresowania…
Gdy tylko śniegi opadły, a wiatr zelżał, postanowiliśmy wyruszyć w kierunku Zaihary. Po drodze Goth, nie wyjaśniając dlaczego, chciał przejść przez tajemnicze Lodowe Wybrzeże. Wiedzieliśmy tylko, że mieszkają tam lodowe salamandry i istoty, dla których te środowisko jest domem, ale mimo wszystko ruszyliśmy w tamtym kierunku.