Kronika

Kroniki XXXVII: Nowy Towarzysz

W Dirdighen, z polecenia Maximusa ze Świątyni Kłów, drużyna poznaje elfa Nandina, którego umiejętności od razu mieszają się w oczach Radagasta z nieufnością wobec kolejnego maga. Pobyt w mieście przynosi też powrót do przepowiedni o kapłanie Lorsha i prośbę, która kieruje drużynę ku niespokojnej Baronii Świątynnej.

1.05.2026 • Bast • Radagast • Kroniki Radagasta

22 stycznia, kilka godzin przed wjazdem do miasta, zrobiliśmy sobie krótką przerwę na posiłek i odpoczynek. W pewnej chwili zauważyliśmy, jak nasza pociągowa szkapa, zwana Ośką, podeszła do obrzeży lasu i zaczęła kopytami rozgrzebywać zamarzniętą ziemię. Było to na tyle dziwne, że nie zachowywała się, jakby czegoś się bała, tylko raczej jak piesek, który wyczuł zakopaną kość… Oczywiście Din podchwycił temat i zaczął mamrotać coś o zakopanym skarbie, co u reszty z nas wywołało salwy śmiechu, ale mimo to zaczął pomagać szkapie kopać!

Nagle wojownik zawołał wszystkich i ku naszemu zdziwieniu okazało się, że dokopali się do desek. Te, po dalszym grzebaniu w zamarzniętej ziemi, ukazały nam, że są częścią wieka od skrzyni… Po chwili wiedzieliśmy już, że pod naszymi butami leży niechlujnie zbita i dosyć krótka trumna… Kiedy Din zerwał deski, w środku zobaczyliśmy leżące, ludzkie zwłoki! Ciało nie miało głowy i nóg, a jego ręce były skrępowane z tyłu. Było mocno skostniałe od ujemnej temperatury i prawdopodobnie długiego pobytu pod ziemią. Obok zwłok leżała karta do gry. Utkałem „Wykrycie Magii” i ostrożnie zlustrowałem skrzynię i jej zawartość. Kiedy okazało się bezpiecznie, podniosłem kartę… Na jej koszulce namalowana była figurka Błazna…

Pokazałem ją drużynie i wspólnie uznaliśmy, że mord wygląda najpewniej na porachunki światka przestępczego i dalsze doszukiwanie się czegokolwiek w zwłokach jest bezsensowne. Niestety elfce i Dinowi to nie wystarczało i po chwili wytargali resztki ciała ze skrzyni! Zauważyłem na dnie napis: „Złodziej!”, który tym bardziej potwierdził moje przypuszczenia, co do bandyckich porachunków. Wrzucili zwłoki z powrotem i zakopali trumnę. Denat pewnikiem okradł nie tego kogo trzeba było i bardzo śmiertelnie się na tym przejechał…

Minęła godzina, po której dotarliśmy do wcześniej już odwiedzanej gospody „Pod Starym Świerkiem” w Dirdighen. Było już późne popołudnie, więc postanowiłem wziąć gorącą kąpiel i powolutku kontynuować naukę czarów, które mi pozostały z księgi Gotreka. Goth udał się do świątyni, żeby zdać relację o naszych postępach swoim zwierzchnikom, a Ziriel i Din odpoczywali w pokoju ze smakiem sącząc alkohol. Minęło kilka godzin, kiedy do pokoju wrócił kapłan…

Wszyscy wpatrywaliśmy się nie w niego, lecz w jego tajemniczego towarzysza, który za nim wszedł do naszego pokoju. Był elfem, co wywołało dość dziwne, żenujące i nieoczekiwane reakcje „hormonalne” u Ziriel…! Nasza kompanka mrugała swoimi oczętami, prawie „śliniąc się” na widok przybysza, a jej uradowana twarzyczka, zwykle z poważnej i groźnej miny, zamieniła się w łagodną i zaczerwienioną… Widać ten elfi samiec, musiał być nielada przystojniakiem, skoro Ziriel aż „zawrzała” na jego widok… Dałbym głowę, że słyszałem nawet pomruki, jak u kota…

Elf stał w milczeniu uważnie przyglądając się reszcie, kiedy jego wzrok zdołał już oderwać się od Ziriel. Był dosyć niski, nawet jak na swoją rasę. Ubrany w skórę i zimowe ciuchy, biodra przewiązane miał dwoma pasami. Na jednym wisiały przeróżne sakwy i składniki, a na drugim sztylety, bogato zdobione. Wiedziałem, że para się magią, a do tego pewnikiem walczy wręcz. Przedstawił się jako Nandin z rodu la Pass, a jego akcent nie pochodził z Tragonii, tylko z południa kontynentu… Strasznie byłem ciekaw, gdzie Goth go znalazł…

Kapłan w tej samej chwili, jakby czytając w moich myślach, zaczął wyjaśniać. Powiedział, że obecny przywódca Świątyni Kłów w Dirdighen, Maximus, poprosił go o włączenie owego Nandina do drużyny! Aż mi szczęka opadła, kiedy nam to oznajmił, ale cierpliwie czekaliśmy na szczegółowe wyjaśnienia. Okazało się, że elf na zlecenie świątyni, prowadził śledztwo w sprawie wydarzeń w Erdor, gdzie pierwszy raz trafiliśmy na mord kapłanów Wilka i wzmiance o Krysztale Kyriana i Randalfie. Maximus uznał, że umiejętności, talenty i ponoć niemałe doświadczenie Nandina, mogą przydać się w naszej dalszej misji, stąd taka prośba do Gotha.

W końcu elf przerwał swoje milczenie i zaczął mówić sam za siebie. Powiedział, że jest szpiegiem na usługach każdego, kto mu to odpowiednio wynagrodzi, dlatego stwierdziłem w myślach, że nie jest godzien zaufania, jak Bergen Zdrajca i reszta… Muszę na niego uważać i nie dać się zwieść jego bezinteresownej „dobroci”, którą później pokazał moim kompanom. Powiedział też, że umie zdobywać informacje, a przy tym jest dobrym magiem – kolejny „zadarty nochal” po martwym Gotreku! Potem zaczął pokrótce opowiadać o jego misji w Erdor. Ponoć po naszych działaniach wiara w Lorsha na nowo odżyła, a jego wyznawcy wyszli z ukrycia. Niestety wrogość tamtejszych władz w stosunku do kościoła Wilka też się wzmogła… Znowu zaczęły się prześladowania.

Po kilku chwilach przedstawiania się i rozmowy, wtrącił się Goth i oznajmił, ku mojemu zadowoleniu, że zostaniemy w mieście, dopóki zima nie zelżeje. Tak więc powinienem przez te kilka tygodni zdążyć nauczyć się wszystkiego, co pozostało mi jeszcze po Gotreku. Prawie mieliśmy zakończyć rozmowy tego wieczoru, kiedy ku zaskoczeniu chyba wszystkich, a mnie najbardziej, zwrócił się do mnie Nandin… Zaproponował mi, po kilkunastu minutach znajomości, wymianę czarów…!!! Wszelakie znane przekleństwa cisnęły mi się na język, ale grzecznie odmówiłem, tłumacząc, że teraz nie mam czasu, gdyż sam zajęty jestem zgłębianiem wiedzy… Elf chyba zrozumiał, jaką głupotę palnął i w milczeniu opuścił nasz pokój. Postanowiłem nie komentować tego przy moich kompanach, bo wiedziałem, że i tak nie zrozumieją, jak ważne dla każdego maga są jego osobiste zbiory czarów…

Kolejnego dnia rano, przed śniadaniem, Ziriel poprosiła mnie na rozmowę. Elfka poprosiła o stworzenie dla niej „Teleportu” na pergaminie, ponieważ przez ten czas, który będziemy w mieście, postanowiła udać się do Leredeonu. Niestety grzecznie odmówiłem, ponieważ jeszcze owe umiejętności są dla mnie niedostępne, ale ostrzegłem ją o strefach Dzikiej Magii i Barierach w Królestwie Elfów, które mogą teleportację zamienić w śmierć. Zapytana po cóż jej ta wyprawa, wyjaśniła, że chce dowiedzieć się, czy pogłoski o rebelii elfów i zbliżającej się wojnie pomiędzy nimi, a ludźmi, są prawdziwe.

Kiedy tylko w pokoju wspomniała o tym i czasie podróży w ciężkich, zimowych warunkach, Nandin zaproponował jej stworzenie pergaminów, których ja nie mogę zrobić! Od podlizywania się aż ciekło w pokoju, a moja kompanija zachwycona była „bezinteresowną dobrodusznością” elfa…! Lizus wiedział, jak się im podchlebić…

Kiedy ja uczyłem się czarów, a pierwsze dni pobytu mijały, moja drużyna zajęta była „owijaniem się” wokół „wspaniałego” Nandina. Dla Ziriel stworzył odpowiednie pergaminy i ta mogła udać się do Leredeonu. Dina nauczył korzystać z pergaminów i podstawowych, zawartych na nich czarów. Dziwiło mnie takie zachowanie, dlatego mój brak zaufania do niego tylko się wzmógł…

Minęły tygodnie, podczas których zdołałem opanować wszystkie czary, jak również stworzyć własny, nad którym pracowałem już od dłuższego czasu. Oddałem Gothowi wszystkie księgi i pergaminy Gotreka, a on wedle zapowiedzi pozostawił je w świątyni, żeby ta odesłała materiały do ich rodzinnych stron. Teraz pozostało nam tylko czekać na powrót elfki i ruszać do Miasta Mgieł.

Pierwszego marca wróciła Ziriel z wieściami z Leredeonu. Zaskoczyła nas nimi, ponieważ okazało się, że wszystko, co do tej pory słyszeliśmy, to mistyfikacja na olbrzymią skalę! Pogłoski o walkach elfów z ludźmi i ich zbrojnym powstaniu, są nieprawdziwe… Ponoć elfy same próbują dojść do źródeł tej maskarady. Wygląda na to, że „ktoś” chce skłócić ludzi i elfy. Możliwe, że podobna sytuacja ma miejsce z pogłoskami o krasnoludach, które zeszły z gór i w zbrojnych oddziałach zaczęły bitwy z miastami ludzkimi… Ziriel powiedziała jeszcze, że trolle zaczęły częściej, niźli dotychczas, schodzić z Troll Gur, i atakować obrzeża Leredeonu, co jej zdaniem też jest dziwnym i nieoczekiwanym posunięciem. Zapytana, powiedziała, że Wiedzący, srebrne elfy, najstarsze i obdarzone jasnowidzeniem, twierdzą, że „ktoś” chce upozorować te zdarzenia i zrzucić winę na Leredeon.

Mimo tych dziwnych i tajemniczych wieści, elfka powiedziała coś jeszcze… Można by rzec, że o zdanie dla niej zbyt wiele… Ciągnięta za język, w sprawie jej wizyty i tych wszystkich wiadomości, wygadała się, że osiem lat temu nakazano jej przyłączyć się do drużyny Gotha i Gotreka…! Zapadła cisza, a Ziriel szybko zorientowała się, o czym nam powiedziała… Zaczęła niezręcznie tłumaczyć się, ale i tak wywołało to, przynajmniej u mnie, totalne oburzenie… Wychodzi na to, że w tej drużynie, mimo upływu prawie trzech lat, podczas których wiele z nimi przeżyłem, mogę ufać tylko sobie… Wychodzi na to, że każdy z nich ma niejedną, mroczną i brudną tajemnicę, o której może się tylko wygadać w tak głupi sposób, jak zrobiła to Ziriel…

Nie mogłem tego tak zostawić i zażądałem wyjaśnień! Elfka powiedziała, że elfy wierzą, iż pewien kapłan Lorsha zmieni bieg historii i akurat wydaje im się, że mógłby być to właśnie nasz Goth…! No większych bzdur nie słyszałem, ale kapłan najwyraźniej czekał na takie wyjaśnienia. Po raz kolejny własne uwielbienie i butność wyszła z niego, a skromność pozostała ukryta w cieniu… Szybko podchwycił tłumaczenia o „przepowiedni” elfów z kapłanem Lorsha i ubzdurał sobie, że pewnikiem chodzi tu o Kryształ Kyriana i uwolnienie Wilków…! Po raz kolejny dojrzały wiekiem, w gruncie rzeczy mądry i doświadczony kapłan, zamienił się w głupiutkiego i naiwnego chłopczyka, który nie widział nic, poza czubkiem swego nosa! W ogóle nie interesował go fakt, że w zakłamaniu i za pomocą maskarady, osiem lat wcześniej, przyłączyła się do niego elfka i dziwnym zbiegiem „losu” jest z nami, aż po dziś dzień i nawet pozostała wyznawcą! W tej chwili Gotha interesowała przepowiednia i chwała o czynach jakich ma dokonać…!! Nie będę więcej już tego komentować, bo zwyczajnie nie mam ani ochoty, ani sił. To nie pierwszy raz, gdy nasz kapłan „traci rozum”…

Ustaliliśmy szczegóły wyjazdu i dzień przed Goth poinformował nas o prośbie Maximusa… Najwyższy kapłan powiedział mu o dziwnym ataku na pobliską strażnicę i ziemie należące do Świątyni. Kilka dni wcześniej do miasta dotarł ledwie żywy żołnierz świątynny, który w majakach opowiedział kapłanom, że tamtejsze wioski potrzebują pomocy. Zaraz po tym Maximus wysłał oddział Wilków, żeby to sprawdzili. Jednak mimo wszystko poprosił również Gotha, abyśmy idąc w podobnym kierunku, wstąpili tam i zorientowali się w całym zamieszaniu. Nie zadawaliśmy więcej pytań, bo każdy z nas już dość odpoczął i wszyscy chcieliśmy wrócić na szlak pełen kolejnych przygód…