W pokoju Yoshi wyjaśnił nam zasady całego turnieju. Po każdej walce są trzy dni przerwy, podczas których uczestnicy mogą się leczyć i regenerować siły. Za każdym razem, dzień przed walką każdy musi zadeklarować jaki ekwipunek i broń bierze na pojedynek, a sędziowie oceniają przedmioty te zostaną dopuszczone… Turniej odbywa się drogą eliminacji, z każdej walki zwycięzca przechodzi do dalszego etapu i nie ma tu miejsca na rewanż. Walki odbywać się będą na największej arenie rodziny Olsterów. Zasada zwycięstwa jest prosta, przegrywa ten, który straci przytomność, zginie, podda się, co podobno miało miejsce zaledwie kilka razy, albo wypadnie poza okręg ringu. Jest to dość trudne, bo jest on otoczony kilkumetrową ścianą, która stanowi posadzkę dla pierwszych rzędów widowni. Taka sytuacja zdarzyła się jednak dwa razy…
Kolejne rozmowy na temat taktyki i ewentualnych rozmów o pomocy w walkach Gotreka odbyły się za zamkniętymi drzwiami. Ten buc bezczelnie odrzucił moją cenną pomoc przy ładowaniu potencjału magicznego Amuletów po walce, którą mu zaproponowałem. W ten sposób zamknął przed sobą szanse na jakiekolwiek oferty dalszej pomocy jakich mógłbym mu udzielić, arogancki smark… Jeśli chodzi o zioła to też mnie zignorował i mimo większej wiedzy na temat niektórych ze znanych mi rzadkich ziół, zakwestionował moje zdanie i zasugerował się błędną opinią Ziriel, której blada i śmieszna znajomość tej dziedziny nauki nie powinna być w ogóle brana pod uwagę… Ale jak wspomniałem koniec z pomocną dłonią dla tego młodego, wiecznie bezczelnego aroganta!
Kolejnego dnia obudził nas Yoshi, zapraszając Gotreka i resztę na walkę z najlepszym wojownikiem rodziny Aragonisów, Matsuko. Walka odbyła się na wewnętrznym placu, w domu Aragonisów. Gotrek jak zwykle nie zdążył się przygotować, ale Tanako niewzruszenie rozkazał rozpocząć decydującą walkę, z której miał wyłonić się ostateczny reprezentant klanu. Po kilkudziesięciu minutach modlitw i hołdów dla głowy rodziny walka się zaczęła. Matsuko, zasłaniając się tarczą, natarł na Gotreka. Ten rzucił „Lustrzane Odbicie”, po czym zaczęli okładać się bronią. Kolejną próbą ataku był czar „Ogień Sola”, niestety Matsuko nie odniósł większych obrażeń, a sam zaczął powolutku eliminować odbicia, za którymi Gotrek bojaźliwie się chował… Kiedy zostało już tylko jedno odbicie i szanse trafienia Gotreka wzrosły do połowy, Matsuko zaczął mocniej napierać na maga. „Magiczny Pocisk” bez zarzutu trafił Tesijczyka, rozbijając totalnie jego atak. To dało wielką przewagę Gotrekowi, który utkał po raz drugi ten czar, powalając Matsuko na ziemię. Wydawałoby się, że Tesijczyk wstanie i z okrzykiem wściekłości będzie chciał kontynuować walkę, ale nic takiego się nie stało. Nieruchomo leżącego Matsuko służba, na polecenie Tanako, zabrała do domu, a Gotrek stał się oficjalnie reprezentantem klanu Aragonisów na walkach w Arenie.
Dowiedzieliśmy się, że pierwszym jego przeciwnikiem ma być niejaki Durimel, olbrzymi wojownik, który walczył dwuręcznym młotem. Dla poprawy jakości walki i zachowań z przeciwnikiem o tak ciężkim orężu, Gotrek i Goth postanowili poćwiczyć na magicznej Planszy Wojownika. Umówiliśmy się w pokoju, że na czas turnieju odstawiamy sprawę z amuletem w świątyni Władcy, ale kiedy będziemy opuszczać miasto….
Udaliśmy się później do gospody Szklana Kula, gdzie zatrzymał się Durimel, pierwszy przeciwnik Gotreka. Plan był prosty, dowiedzieć się o nim jak najwięcej, żeby jak najlepiej przygotować tego buca do walki z nim. Przy okazji drużyna wspomniała mi o pewnej mapie, którą posiadali, a na której zamieszczony był trop do „skarbu”. Miejsce to znajdowało się daleko od Miasta Mgieł, w Dominium. Niestety ambaras polegał na tym, że miejsca tego ponoć strzegły koboldy w dość licznej grupie. Wspomnieli coś o setkach…
Kiedy doszliśmy do gospody, naszą uwagę przykuł pomnik smoka, na którego szyi zawieszona była tabliczka z napisem: „Nie podpowiadać, postaw maksymalnie 5 centarów”. Okazało się, że po wpłaceniu odpowiedniej ilości pieniędzy, smok zadawał zagadkę, a ten, kto ją odgadł, wygrywał dwa razy więcej. Inną atrakcją karczmy stał się dla nas turniej walki wręcz, którego gospoda była organizatorem. Nagrodą dla zwycięzcy było 30 centarów i magiczne obręcze, zwane Obręczami Ran. Walki miały się odbywać na pięści, bez uzbrojenia. Na te nowinki członkom mej drużyny aż się oczka uśmiechnęły. Din, Ziriel i Goth bez zastanowienia zapisali się na turniej, a Gotrek, jakby kuszony wcześniejszymi sukcesami u Idżi Khana, poszedł spróbować szans u smoka… Zaczął od 20 srebrnych centarów i niepewnie wysłuchał zagadki. Wygrana przyszła szybko i zachęcony do dalszej gry postawił całość. Przegrał, jak można się było domyśleć, a w jego ślady poszedł Goth marnotrawiąc złoty centar. Po tych intelektualnych porażkach weszliśmy w końcu do karczmy. Kilka godzin czekaliśmy na Durimela, a kiedy w końcu się zjawił, nie wywarł na nas większego wrażenia. Fakt, był olbrzymim mężczyzną, budową zbliżoną Gothowi, ale nie posiadał żadnych magicznych przedmiotów, a towarzystwo dwóch zapijaczonych dziwek, podpowiadało, że jest zwykłym wojakiem. W końcu postanowiłem każdą wolną chwilę spędzać na kontynuowaniu nauki leczniczej, a przygotowywania do turnieju zostawić im. Przerwy robiłem sobie tylko na czas turnieju, więc ten postanowiłem szczegółowo opisać.
Nadszedł oczekiwany dzień walki. W odpowiednim szyku wyruszyliśmy demonstracyjnie na arenę przez miasto. Tanako z Yamamoto, dumni jak pawie, jechali konno, my podążaliśmy za nimi, a przed i za nami szli wojownicy w ozdobnym uzbrojeniu. Wszystko z pompą, przesadnie pokazując bogactwo i siłę klanu Aragonisów i tak każdego dnia walki w turnieju. Jakoś musiałem wytrzymać te spojrzenia gapiów i ciekawskich podróżnych, ich zawistne szepty i wskazywania palcem. Wszystkich ich miałem gdzieś, a swój własny wzrok i szyderczy uśmiech skrywałem szczelnie pod kapturem. Nie chcieliby oglądać wyrazu mej twarzy…
Arena znajdowała się na terenie siedziby Olsterów. Głęboko pod ziemią, krętymi schodami zeszliśmy w dół. Na około areny znajdowały się loże i wiele miejsc siedzących, dla gości z góry patrzących na ring. Obstawiliśmy pierwsze miejsca, dokładnie obserwując wchodzących do głównej loży, znajdującej się naprzeciwko. Przyszło nam też do głowy, żeby obstawiać walki i w końcu może się wzbogacić o te parę centarów… I tak postanowiliśmy postawić w każdej walce Gotreka za jego zwycięstwem. Później okazało się, że słusznie zrobiliśmy, a sam uzbierałem kilkadziesiąt złotych krążków…
W pewnym momencie Adam wskazał nam na lożę honorową, w której zasiadał właśnie Mordrokk. W ciężkiej zbroi z zielonej łuski, z mieczem przy pasie, około trzydziestoletni mężczyzna rozglądał się uważnie po całej arenie. Nie robił wrażenia przybocznego Władcy Mgieł, ale sama jego zbroja podpowiadała, że nie jest typowym żołnierzem. Według ocen Dina i Gotreka mogła być wykonana ze smoka lub zielonego jaszczura, a nawet taki laik jak ja wie, że coś takiego to naprawdę rzadkość. Po kilku chwilach, kiedy widownia już prawie się rozsiadła, herold zaczął przedstawiać honorowych gości. Okazało się, że owym fechmistrzem Zakonu Węży był olbrzymi ork zwący się Gordall, który swym powitalnym rykiem nie stwarzał wrażenia mistrza oręża… No, ale na szczęście nie ja miałem się u niego uczyć… Potem na środek areny weszli wojownicy. Szesnastu. Po przedstawieniu ich przez herolda, dostali dwie godziny na przygotowania do walki w siedzibach szermierzy, w komnatach pod trybunami. Przez ten czas my delektowaliśmy się napojami i poczęstunkiem…
Pierwsza walka odbyła się pomiędzy Ijlinorem, półelfem, wojownikiem domu Olsterów, a Sardenem, wolnym najemnikiem. Półelf okazał się być magiem bojowym. W walce czarując „Magiczny Pocisk” zranił przeciwnika, a kolejnym atakiem miecza zakończył walkę…
Potem przyszedł czas na Gotreka i Durimela, Galijczyka, Barbarzyńcę z Północy. Olbrzym szarżą rzucił się na Gotreka, który zdążył wyczarować „Lustrzane Odbicie”, co uchroniło go od celnego weń ataku. Kolejne ataki Gotreka w barbarzyńcę nie przynosiły skutków, nawet „Błyskawica” nic nie poradziła takiemu przeciwnikowi. Dopiero „Magiczny Pocisk” poważnie zranił wielkoluda, co tylko bardziej go rozwścieczyło. Mijały minuty, a z każdym ciosem wielkim młotem Durimel odbierał odbicia Gotrekowi. Kolejną próbę utkania pocisków Gotrek o mało nie przepłacił życiem, kiedy magiczna energia eksplodowała mu w dłoni. Dla mnie oznaczało to tylko jedno, albo był już zbyt zmęczony wydłużającą się walką, albo zwyczajnie brak mu umiejętności koncentracji i czarowania… Jednak przysłowie mówi: „…głupi ma zawsze szczęście…”, i tu też się to sprawdziło. Eksplozja, mimo iż mała, zdezorientowała barbarzyńcę, co dało małą przewagę Gotrekowi, który zdołał ją wykorzystać. Potężnym cięciem uśmiercił przeciwnika. Z zadowoleniem patrzeliśmy, jak raniony Gotrek zwycięsko kończy swój pierwszy pojedynek, przechodząc do dalszego etapu. Nadzieja w nas wzrosła…
Trzecią walkę odbyli między sobą Kratos, mag z południa i Mogriel, wojownik. Kratos okazał się bardzo szybkim czarodziejem, rzucając „Błyskawicę” powalił wojownika, po czym drugim, takim samym czarem zwyczajnie dobił leżącego…
W kolejnym pojedynku zwyciężył kapłan Baurusa, niejaki Virjak Czarny, w ciężkiej zbroi, z tarczą i olbrzymim korbaczem. Jednym ciosem w czaszkę zabił elfa Ilinora, który z nadzieją na zwycięstwo rzucił się nań z dwoma krótkimi mieczami.
Następnie walczyli elf Elindar, który reprezentował klan Raików i człowiek, Gordon z Zaihary, szermierz Olsterów, z ciężkim dwuręcznym mieczem. Walka była długa i bezowocna, w końcu szybkie ruchy elfa i jego wirujące dwa miecze zdobyły śmiertelną przewagę nad powolnym mieczem Gordona…
W kolejnym pojedynku krasnolud Durgol, ogromnym toporem dwuręcznym wygrał nad Mutsaro, kolejnym szermierzem Olsterów…
Przedostatnia walka odbyła się pomiędzy orkiem Gurgolem z Lodowych Szczytów, a czarownikiem Jelish’em. Mag, mimo udanych czarów, oddał życie w tym pojedynku. Tak się zastanawiałem, po cholerę człeczyna pchał się na taki turniej, tym bardziej, że wygraną miało być szkolenie w walce bronią… Na głupotę nie ma rady…
Ostatni tego dnia pojedynek wygrał półelf Allagar, ze sztyletami w dłoniach, który zręcznie i szybko (niczym Ziriel) uskakiwał przed „Błyskawicami” maga walki, Tesijczyka Saiko. Dwa pchnięcia wystarczyły, by zakończyć żywot maga walki…
Ten dzień zakończył rozpoczęcie turnieju. Zwycięzcy mieli trzy dni na odpoczynek i regenerację sił, a po przegranych zmywano krew z areny… Ja dalej kształciłem się w bibliotece, a oni rozgrywali turniej walki wręcz i przygotowywali Gotreka do dalszych pojedynków. Ponoć pierwszą swoją walkę Din przegrywał z pijakiem, chyba tylko jego mocny łeb, pozwolił na to, że nie padł i w końcu pokonał pijaczynę… Później walczyli Goth i Ziriel i poszło im o niebo lepiej od tego błazna Dina… W każdym razie mijały dni, aż nadszedł kolejny dzień turnieju…
W pierwszej walce zmierzyli się Gotrek z Kratosem. Po utkaniu przez naszego kompana „Lustrzanego Odbicia”, Gotrek rzucił się z mieczem na stojącego cierpliwie maga. Kratos wydawał się spokojny, kiedy rzucając czar, czekał aż szarżujący nań wojownik, zacznie zadawać ciosy swoim orężem. Moje podejrzenia się sprawdziły, kiedy wszelkie ataki fizyczne i magiczne w stojącego maga odbijały się od niewidzialnej, magicznej bariery. Skubaniec utkał zapewne coś podobnego do „Klosza Niewrażliwości…”, niestety w zgiełku walki i z tej odległości nie mogłem wykryć natury tego czaru. Efekt natomiast był taki, że spokojnie Kratos „Magicznymi Pociskami” zdjął odbicia Gotrekowi, a następnie powtarzając czar poważnie ranił naszego kompana… Gotrek spanikowany, w pośpiechu rzucił na siebie „Tarczę”, ale kolejny atak szablą w końcu przebił się przez słabą już barierę obronną maga. Walka dłużyła nam się, a z sekundy na sekundę, z coraz większym niepokojem patrzeliśmy, jak Gotrek bezskutecznie atakuje czarującego przeciwnika. W końcu po wymianie pocisków i obopólnym osłabieniu swoich magicznych pancerzy, Gotrek rzucił „Wampiryczne Dotknięcie” poważnie raniąc przeciwnika, jednocześnie lecząc siebie. Osłabiony Kratos nie był już w stanie uniknąć kolejnego cięcia szablą, które gładko przeszło przez jego nogę, odcinając mu stopę na wysokości kostki… Tym atakiem, ku naszemu i Tanako zadowoleniu, Gotrek przeszedł do kolejnego etapu turnieju… Niestety dalsze jego walki wcale nie były łatwiejsze…
Drugą walkę tego dnia stoczyli Allagar z Gurgolem, gdzie ork przepłacił pojedynek życiem.
Przedostatnia walka pomiędzy krasnoludem, a kapłanem Baurusa była równie szybka, jak ich wejście na arenę. Potężnie uzbrojony Virjak wygrał bez problemu nad mniejszym od siebie krasnoludem…
W ostatnim pojedynku Ijlinor wygrał z Elindarem i tym samym skończył się kolejny dzień turnieju.
Wspólnie z Tanako nie omieszkaliśmy pogratulować Gotrekowi przejścia do półfinałów. Sam un Nathrek wydawał się być mocno podbudowany swoimi zwycięstwami, ale wiedzieliśmy wszyscy, że następne pojedynki mogą już pozbawić go życia, bo zostali już tylko najlepsi z najlepszych, a każdy zawzięcie dążył do wygranej. W turnieju na pięści natomiast, Ziriel podchodząc do pojedynku z Dinem zrezygnowała z turnieju, szkoda, bo pewnie by wygrała… Dowiedziałem się jeszcze, że ku mojemu zaskoczeniu Din przeszedł do półfinału, a Goth w pojedynku z jakimś dryblasem został pobity do nieprzytomności. Cóż tu komentować…
W końcu doczekaliśmy się poważnych półfinałów. W pierwszym pojedynku Gotrek zmierzył się z Ijlinorem. Początkowa taktyka młodego maga nie uległa zmianie. Rzucił na siebie „Lustrzane Odbicie”, po czym rzucił się do ataku. Udane trafienie opóźniło i rozproszyło przeciwnika i tą chwilę Gotrek dobrze wykorzystał. Szybkim ruchem dłoni utkał pociski, niestety te rozbiły się o ochronną barierę, którą Ijlinor wyczarował. Szybką decyzją Gotrek rzucił „Tarczę”, niestety dalsze jego ataki nie przynosiły oczekiwanego skutku. Byłem prawie pewny, że półelf ochronił się „Kulą Otulike’a”, która dość skutecznie broniła go przed napierającym Gotrekiem. Kolejny etap pojedynku miał być przełomem, gdyż un Nathrek chciał rozproszyć ochronę przeciwnika, niestety ten był szybszy i rzucając pociski, zdjął wszystkie odbicia Gotrekowi, a jego samego zdekoncentrował, sprawiając, że „Rozproszenie” nie odniosło skutku. Mijały chwile, a my zaczęliśmy odczuwać napięcie, spowodowane bezsilnością Gotreka. W końcu szabla raniła przeciwnika i ten wyjąc z bólu, odsłonił się na tyle, że kolejne ataki magiczne i fizyczne go powaliły. Gotrek odniósł kolejne zwycięstwo i doszedł do finału… Po takich emocjach i obrocie walki nie mogliśmy uwierzyć, że zmieniła ona swój bieg, dosłownie o sto osiemdziesiąt stopni. Radość Tanako i nasza była ogromna, ale po kolejnym pojedynku wiedzieliśmy już, z kim Gotrek zmierzy się w finale… Kapłan Baurusa wydawał się być niezniszczalny…
Kolejne dni aż do finału mijały mi tak samo. Cenny czas wolny spędzałem w bibliotece, kształcąc się w sztuce leczenia. Din zdołał przedrzeć się do finału w turnieju na pięści, jednak w ostatnim pojedynku przegrał z Arkenem Viskani. Nie był zachwycony myślą, że magiczne obręcze przeszły mu koło nosa, ale gdy zobaczył dwadzieścia złotych centarów za drugie miejsce, od razu się rozweselił…
W końcu nadszedł dzień finałowego pojedynku na arenie Olsterów… Wszyscy, jak wcześniej, postawiliśmy złoto na zwycięstwo Gotreka. Ponieważ stawka była znaczna i większość obstawiała na wielkiego kapłana, mogliśmy zarobić sowite sumki. Mimo iż nie śmierdzę groszem postawiłem najwięcej z drużyny i jak później się okazało, dobrze zrobiłem…
Gotrek zaczął tak samo. „Lustrzane Odbicie” i atak, ale widząc stojącego i modlącego się kapłana, mag rzucił weń „Pajęczynę” i to skutecznie. Splątany Virjak i tak okazał się silnym przeciwnikiem, bo kolejne cięcia szablą nie zrobiły mu większych szkód. Nawet „Błyskawica” nie zraniła kapłana, który gorliwie modlił się do Amala. W końcu prośby kapłana zostały przez jego boga wysłuchane i „Słup Ognia”, który z góry spadł na arenę, spalił „Pajęczynę”, ale na szczęście nie zranił poważnie Gotreka. Później cała walka nabrała szybszego tempa i kolejno byliśmy świadkami popisów czarodziejstwa Gotreka i dobrej walki ze strony kapłana. Nieefektywnie un Nathrek starał się zranić czarami olbrzymiego przeciwnika, w końcu sam otrzymał odeń potężnym i ciężkim korbaczem… Dech zaparło nam w piersiach, ale widząc swojego kompana wciąż na nogach i dzielnie walczącego, zacisnęliśmy mocniej kciuki. Pamiętam, że pomyślałem sobie wtedy: „…Po co ty się tak denerwujesz? Przecież, jeśli zginie, to i tak Tanako obiecał nam spotkanie z Mordrokkiem…” i doszło do mnie, że niepotrzebnie się stresuję, czy wygra, czy zginie i tak otrzymamy, co chcieliśmy. Spotkanie z przybocznym Władcy Mgieł. Potem moje myśli przerwał wrzask setki widzów zgromadzonych na trybunach, a moje oczy ujrzały ostatnią scenę tej walki… Gotrek stał nad ciałem Virjaka Czarnego, oddając salut Tanako… Mistrz Areny doprowadził nas do celu, teraz rozegramy to inaczej, wszyscy razem…