Baron nie był pomocny i sam zachodził w głowę, dlaczego w takim razie została porwana, skoro z człekiem owym nic wspólnego nie miał, a może miał tylko sam o tym nie wiedział… Natomiast bracia po paru dniach infiltracji przynieśli nowe, pomocne wiadomości, przy okazji przepijając kolejne centary Gotha. Zamtuz okazał się bogatym burdelem, a używki i kurtyzany na wysokim poziomie i cholernie drogie. Bracia opowiedzieli o niejakim kupcu Etcheverym, który odegrał scenkę w środku dnia w zamtuzie. Okazało się, iż nie dostał zaproszenia na „festyn targowy” i gorączkowo się go domagał… Został po kilku chwilach udobruchany i wrócił z powrotem do chędożenia dziwek. Postanowiliśmy porwać kupca i przejąć jego zaproszenie, a od niego dowiedzieć się o szczegółach handlu niewolnikami owego wieczora, który miał nadejść wkrótce. Targ miał się odbyć pod przykrywką zabawy przebieranej, która odbywała się corocznie na Święto Targu w Wysokiej Wieży. To dawałoby nam możliwość wejść niepostrzeżenie i bez wzbudzania zaciekawienia i wziąć udział w licytacji niewolników, a później do ewentualnego przejęcia Teresy. Plan miał tyle luk, niedociągnięć i dziur, co imperialny ser z południa, ale czas naglił, a taki plan był według nas najlepszy i chyba jedyny, na jaki wpadliśmy w takich okolicznościach.
Wieczorem, kiedy upewniliśmy się, że ów kupiec zdobył swoje zaproszenie, czekaliśmy na zewnątrz zamtuza. Plan był prosty: Gotrek wraz z Ziriel i Dinem przejmują jego karocę, kupiec wsiada spod zamtuza dokładnie w pułapkę. Jadą dalej w stronę dzielnicy biedoty, gdzie w szopie był wóz Karhańczyków, a w między czasie my, Ja i Goth, idziemy tam pieszo. Bracia już wcześniej szykują szopę i na nas tam czekają. I tak zrobiliśmy…
Gotrek, Din i Ziriel podeszli od tyłu do karety Etcheverego. Tam Gotrek utkał zaklęcie „Snu” i uśpił woźnicę. Din momentalnie zajął jego miejsce, a elfka i Gotrek zaciągnęli Alfreda (bo tak ów woźnica miał na imię) do środka karety. Zakneblowali go i czekali na kupca. Dodatkowo Din dostał wyraźne polecenia od całej drużyny, że najlepiej będzie jak będzie milczał – jego elokwencja i charyzma wróżą wiele do życzenia… Kiedy kupiec wstał momentalnie Ziriel wyciągnęła swoje sztylety, żeby ostudzić jego emocje i wyciszyć głos, tak przyparty do muru siedział cicho całą drogę do szopy. W międzyczasie ja i Goth przeszliśmy przez bramę biedoty, gdzie o dziwo straż nie chciała nas przepuścić i musiałem oddać kilka srebrnych monet, żeby strażnik Lucjan przymknął na nas oko tej nocy…
Spotkaliśmy się w szopie. Tam kupiec Etchevery i woźnica Alfred konali ze strachu. Wypytaliśmy się o licytację i jego samego, a także zabraliśmy mu zaproszenie. Zaproszenie było wystawione na okaziciela i trzy towarzyszące mu osoby. Sam kupiec i jego woźnica zostali przetrzymani na czas naszej akcji w szopie, gdzie pilnowali ich bracia, a my pod przebraniem udaliśmy się na aukcję. Do zadania wyznaczyliśmy mnie, Ziriel, jako towarzyszącą mi piękność i Gotreka, jako mego osobistego ochroniarza. Następnego dnia poszliśmy na zakupy po stroje i dograliśmy kolejny plan. Złożyliśmy całe pieniądze na wszelki wypadek na licytację, w której też miałem czynnie uczestniczyć jako klient, żeby nie wzbudzać podejrzeń. Tymczasem Goth i Din mieli na nas czekać przed „Uśmiechniętymi Ustami” w karecie, a stamtąd mieliśmy śledzić ewentualnych nabywców Teresy i korzystając z zamieszania i festynu w całym mieście, ją odbić.
Nadszedł wieczór i w trójkę udaliśmy się na licytację. Podając się za kupca o imieniu Zahari, wraz z osobami towarzyszącymi, zostaliśmy przyjęci do odpowiedniego stolika. Po godzinie 22 z Sali wyproszono nie zaproszonych gości pod pretekstem zamkniętej imprezy i poczęto robić przygotowania do licytacji. Pierwszym obiektem była tesijska, piękna kobieta, córka wodza z północy, którą kupił jakiś zaśliniony stary kupiec. Kolejnymi dwiema były kobiety przeznaczone na rolę kurtyzan, nn których licytację nie było nas już stać – stawka poszła wysoko w górę. Ostatnią ofiarą tego nielegalnego procederu była Teresa. Zaiste córka barona miała nieprzeciętną urodę i pewnie niejeden skusiłby się do jej uprowadzenia. Niestety stawki były tak olbrzymie, że licytowałem może ze dwa razy, żeby nie wzbudzać podejrzeń, a i tak nie byłoby nas stać na jedną część jej ciała… Wpadła w ręce jednego z kupców, niejakiego „Pana Noc” za nie bagatela 100 złotych centarów. Licytacja dobiegła końca, więc szybko wyszliśmy z lokalu i czekaliśmy na nabywców Teresy i ją samą. Kiedy weszli do karety pojechaliśmy za nimi. Nasz woźnica Din, śledził jak amator, no ale cóż więcej można od niego wymagać, lepiej na pewno macha mieczem…
Śledziliśmy ich pod sam dom, gdzie przeprowadziliśmy krótki rekonesans. Jedynym miejscem, w którym mogliby się znajdować i ukryć Teresę była piwnica. Okazało się, że mieliśmy rację. Powolutku i starając się zachować ciszę, dotarliśmy do drzwi. W środku było kilku wojów, kupiec i Teresa. Kupiec stał przed dziwnie falującym lustrem, na pierwszy rzut oka stwierdziłem, że to rodzaj komunikatora, a Teresa leżała nieprzytomna na łóżku obok. Rozpętała się walka, makabrycznie szybka Ziriel tańczyła wokół niezdarnych przeciwników, uderzając sztyletami w ich newralgiczne miejsca z chirurgiczną precyzją. Goth swoim wielkim toporem miażdżył uzbrojenia i tarcze kładąc kolejno przeciwników z roztrzaskanymi kośćmi. Gotrek mistrzowsko władając szablą, wplatał w tą finezję czary, raniąc magią wrogów. Ja trzymając się z tyłu wspierałem co rusz swoich kompanów czarami, a Din dzielnie trzymając naszych przeciwników z dala ode mnie atakował wojów. Pierwszym moim celem okazał się kupiec, który mógł być niebezpieczny i wspierany magią. Na szczęście powaliliśmy go dość szybko, ale większym problemem okazała się istota mówiąca z falującej tafli lustra. Usłyszałem inkantację, zaraz po wygranej naszej walce, podbiegłem do lustra i obaliłem go odbiciem do ziemi. Niestety zbyt wolno i nieskutecznie. Głos istoty dokończył czar i na ścianie pojawił się portal. Wir rozszerzył się na wielkość ściany, a zza niego zobaczyliśmy pustynię i biegnącą istotę w naszą stronę. Demon o wielkich rogach, nigdy takiego stworzenia nie widziałem nawet w księgach swoich mistrzów, ani w bibliotece w Lupis. Wskoczył do komnaty atakując moich kompanów. Na widok tak potężnego przeciwnika padłem na ziemię, z myślą o tym żeby przeżyć. Po części zrobiłem dobrze, bo istota była tak silna, że nawet czwórka moich kompanów miała z nią wielkie problemy. Kiedy sytuacja przerodziła się w krytyczną dla nas, padło kilka celnych i silnych ciosów, po których demon padł. Ale głos, który go przywołał kontynuował inkantację, próbując przywołać kolejną. Szybko zbiłem lustro i nastała cisza. Słychać było tylko bicie naszych serc i nierównomierne oddechy, spowodowane zmęczeniem i odniesionymi ranami. Pamiętam jeszcze jak głos wołał: „…Ona należy do mnie!”, i tu przyszła mi myśl, że sami bogowie tylko wiedzą z kim zadarliśmy i czyją marionetkę (kupca) zabiliśmy…
Po trudnej, ale udanej akcji obudziliśmy Teresę i szybko wynieśliśmy się z tego pomieszczenia. Czym prędzej udaliśmy się do barona oddać mu córkę i opowiedzieć o całej sytuacji. Baron posłuchał naszego ostrzeżenia i obiecał szybko się wynieść z miasta, a w najbliższej przyszłości wydać bogato i dobrze córkę. Nie miał zbyt wiele pieniędzy, zresztą Goth i tak ich nie chciał, więc wręczył nam starą mapę, którą kiedyś dostał od innego kupca, który winien był mu pieniądze. Według barona mapa miała prowadziła na stary cmentarz, który znajdował się na Wyschniętych Jeziorach. To mała kraina leżąca kilka dni drogi od Wysokiej Wieży. Baron opowiedział nam, że parę lat wstecz udał się z ową mapą do miejsca grobowca, w którym ponoć miały znajdować się bogactwa, a wśród nich pancerze z Ankhegów, olbrzymich żuków, których chitynowe pancerze dobrze bronią w podziemnych czeluściach przed wrogimi istotami.
Po rozstaniu z baronem, uwolniliśmy z szopy, pod lekką groźbą, kupca Etcheverego i jego sługę Alfreda. Kupiec docenił nasz profesjonalizm i jego dobre traktowanie w krótkiej niewoli i powiedział, że gdybyśmy szukali ciekawej pracy to możemy znaleźć go w Paddar, gdzie prowadzi interesy. Dziwne zachowanie, jak na porwanego człeka…
Po tym wszystkim musieliśmy wyleczyć nasze rany, a kiedy doszliśmy do siebie, nie zwlekając uzupełniliśmy prowiant i bagaże w potrzebny sprzęt i wyruszyliśmy z miasta w kierunku Wyschniętych Jezior.
Byłbym zapomniał, ale jeszcze dla pamięci poniżej odważyłem się zamieścić poglądową mapę naszej udanie przeprowadzonej akcji. Nie mam talentu do rysunków, więc wygląda to naprawdę „poglądowo”…

Muszę kończyć, sen i zmęczenie dają się we znaki, poza tym jak mam się skupić, skoro Din tak niemiłosiernie chrapie, a za każdym razem, gdy Goth zmienia pozycje na łóżku, cała gospoda trzeszczy…