Kronika

Kroniki XV: Umarli Kapłani

Mapa barona de Alvery wiedzie Gotreka na zasypane śniegiem Wyschnięte Jeziora, gdzie przeklęci kapłani odprawiają bluźniercze nabożeństwo dla umarłych. Po ciężkiej walce drużyna zdobywa smoczą maskę, magiczne kamienne kule i łup, który pozwala ruszyć dalej ku Paddar.

2.05.2026 • Prosiak • Gotrek un Nathrek • Kroniki Gotreka

W związku z wydarzeniami kilku poprzednich nocy, postanowiliśmy wyruszyć na wyprawę pomimo niesprzyjającej pogody. Pospiesznie zaopatrzyliśmy się w zimowy sprzęt do podróży oraz solidne racje żywnościowe. Trasa do miejsca, w którym zaczynała się mapa, tylko częściowo wiodła traktem, resztę drogi musieliśmy przebyć w głębokim śniegu. Nie pamiętam kiedy tak bardzo zmęczyłem się w czasie podróży. Po kilku dniach udało nam dobrnąć do miejsca, w którym można już było pokierować się podarowaną nam przez Barona mapą.

Wędrowaliśmy krainą zwaną Wyschniętymi Jeziorami. Brnęliśmy co jakiś czas próbując wypatrzyć dookoła siebie specyficznych punktów orientacyjnych naniesionych na mapę. W końcu, po długiej wędrówce, dotarliśmy do całkiem sporego wzgórza. Mozolnie i niezdarnie wspinaliśmy się na wzgórze. Po wdrapaniu, ukazał nam się płaski szczyt, o szerokości kilkudziesięciu metrów. Przeszliśmy go powoli, zapadając się raz po raz w śniegu. Kiedy doszliśmy do końca, przed nami rozciągał się znów stromy stok prowadzący w dół, a u jego podnóża rozciągał się cmentarz. Płot ogradzający go był zrujnowany w kilku miejscach, natomiast spod śniegu wystawały tylko czubki nagrobków. Na środku stała stara i bardzo zniszczona kaplica z małym tarasem. Na tarasie stały cztery postacie, które wznosząc ręce do góry zawodziły „pieśń” w niezrozumiałym dla mnie języku. U stóp tarasu stała grupka ludzi zwróconych w kierunku czterech postaci. Pierwsza myśl jaka mnie naszła to taka, iż jesteśmy świadkami jakiegoś nabożeństwa. Ostrożnie podeszliśmy bliżej, aby przyjrzeć się odprawianemu rytuałowi. Skradając się, schodziliśmy niżej, kiedy to zrozumieliśmy, że istoty, które wcześniej wziąłem za ludzi, to nieumarli. Radagast przyglądał się im bacznie, po czym kazał wrócić na górę. Wchodzenie szło nam strasznie mozolnie, zwały śniegu utrudniały wspinaczkę.

– To Heucuva – Powiedział Radagast – musimy na nich uważać, to nieumarli, którzy za życia byli kapłanami. Jakieś złe czyny za ich życia sprawiły, że zostali przeklęci przez samych bogów i zamienili się w to czym są teraz. Z tego co wiem – kontynuował Radagast – ciągle wydaje się im, że żyją i że dalej sprawują swą posługę. Jeśli będziemy musieli z nimi walczyć, musimy zgładzić ich jako pierwszych, ponieważ posiedli pewną bardzo nieprzyjemną moc. Mianowicie potrafią wskrzesić swoich wyznawców – I wskazał ręką na grupę żywotrupów odgrywającej w tej farsie rolę wyznawców.

Zaczęliśmy uważnie obserwować zgromadzenie. Co jakiś czas bez większego ładu i składu grupa nagle ruszała w makabrycznej parodii pochodu, który obchodził kaplicę dookoła. Radagst powiedział, że stwory takie można zranić tylko bronią wytworzoną we współpracy z magiem lub pobłogosławioną przez kapłana. Goth poprosił nas, abyśmy złożyli broń przed nim i odprawił odpowiedni rytuał. Wspierałem go swą modlitwą. Nasz plan był prosty, mieliśmy pozbawić życia „kapłanów”, tak by nie mogli wskrzeszać poległych „wyznawców”. Zadeklarowałem, że zejdę po zboczu w kierunku cmentarza i będę rzucał czary w kapłanów do tego momentu, aż uznam, że zostało mi tylko tyle czasu, aby się wycofać z powrotem na szczyt. W celu szybszego wspięcia się w czasie ucieczki na strome wzniesienie, opuściłem sobie linę. Ustaliliśmy, że gdy ja będę czarować, Ziriel wraz z Dinem zajmą się pozostałymi kapłanami.

Rozdzieliliśmy między siebie cele. Ostrożnie ruszyłem w stronę cmentarza, a kiedy byłem w zasięgu rażenia mojego czaru, wziąłem głęboki oddech i wypowiedziałem zaklęcie „Błyskawicy.” Chyba sam Lorsh natchnął mknącą do celu błyskawicę, dawno nie poczułem takiej potęgi. Heucuva, który został porażony, przeleciał w powietrzu dobre trzy metry i razem z drzwiami wpadł do kaplicy. W tym momencie wystrzeliła Ziriel oraz Din. Raz po raz oddawali strzały w kierunku upadłych kapłanów. Ja wysmażyłem „Błyskawicę” w ostatniego z kapłanów, po czym szybko zacząłem się wspinać na szczyt wzgórza, aby dołączyć do drużyny. Kilka metrów za mną pędziło kilkunastu wściekłych wyznawców-żywotrupów.

Zanim dotarłem na szczyt, strzały kompanów rozgromiły wszystkich „kapłanów”. Kilka sekund po moim wejściu na szczyt, pojawili się też pierwsi przeciwnicy. Lecz my byliśmy już przygotowani. Zdążyłem zauważyć „Widmową dłoń” wyczarowaną przez Radagasta. Przystąpiliśmy do boju, ja jak zwykle u boku ojca, braciszkowie razem. Ziriel wraz z Dinem zarówno napierali na przeciwników, jak też starali się odciąć im drogę do Radagasta. Walka była zacięta i trudna, o mało co nie stracilibyśmy jednego z braci.

Kiedy tylko upewniliśmy się, że wszyscy „kapłani” oraz ich „wyznawcy” nie żyją, Goth odmówił Modlitwy nad rannymi. Radagast zebrał wszystkie kości Heacuva i wyjaśnił, że ich sproszkowane kości są dosyć cennym składnikiem. Postanowiliśmy zatem, że część zachowamy dla siebie, a część sprzedamy. Kiedy mag zajmował się zbieraniem kości, my zabraliśmy się do przeszukiwania kapliczki, tak jak wskazywała mapa od Barona. Ziriel po krótkim czasie znalazła ukrytą w jednej z krypt wnękę. Wydobyliśmy na świat dwie skorupy Ankhegów, dużą maskę przedstawiającą głowę czarnego smoka oraz kilka kamiennych kulek. Szybkie „Wykrycie magii” i już widzieliśmy, że zarówno maska jak i kamienne kulki zawierają w sobie sporą dawkę magii. Jako iż skorupy były duże i ciężkie, a i do zmielenia kości przydało by się wynająć laboratorium, postanowiliśmy zawrócić do Wysokiej Wieży.

Po długiej i męczącej drodze dotarliśmy z powrotem do miasta. Ziriel i Din długo zastanawiali się czy sprzedać skorupy, czy spłacić je nam i dać wykuć z nich zbroje. Po wielu wahaniach postanowili jednak wszystko sprzedać. Radagast zajął się mieleniem kości oraz sprzedażą powstałego proszku, natomiast ja, po zakupieniu perły, zająłem się „Identyfikacją” znalezionych przedmiotów. Okazało się, że osoba, która założy smoczą maskę, widzi w ciemnościach tak jak za dnia. Niestety maskę można nosić maksymalnie dwie godziny, potem magia zawarta w przedmiocie może zacząć szkodzić noszącemu. Kamienne kulki natomiast były to przedmioty, w których ktoś zawarł czar „Zamiana kamienia w błoto.” Postanowiliśmy, że ani kulek ani maski sprzedawać nie będziemy. Maskę mamy do wspólnego użytku, natomiast kulki rozdzieliliśmy po jednej dla każdego z nas, nie wliczając w to braciszków. Bogatsi o niemałą sumkę dzień później wyruszyliśmy w kierunku stolicy Tragonii, Paddar, z myślą o udaniu się stamtąd na Królewski Trakt w kierunku Miasta Mgieł.