Nie dałem rady tyle czasu siedzieć nad zwłokami Gotreka, więc złożyłem mu hołd i wyszedłem na zewnątrz. Zapytałem świątynnych strażników, czy aby nie zauważyli tajemniczego jegomościa, który wyszedł niedawno, ale nic nie rzuciło im się w oczy… W końcu wyszedł tylko Din, a po krótkiej wymianie zdań, zdołałem go namówić na dalszy udział w finałach. Nasz niedoszły morderca tak się wystraszył, że chciał zrezygnować z szansy na wygraną! Z rozmowy wywnioskowałem tylko jedno – Din nie bał się finałów, a tego, że odniesie tak ciężkie rany, że może skończyć się to dla niego źle, a Goth pewnikiem go nie uleczy…!!! Zaśmiałem się pod kapturem, starając nie dać mu tego do zrozumienia. Hipokryzja i fałszywe wyrzuty sumienia, jakie okazywał po „wypadku” z Gotrekiem, aż „paliły” me uszy! Chciałem dać mu nauczkę, za dwulicowość i niekonsekwencje, za brak szacunku do śmierci, za płytkość okazywanych, udawanych uczuć… Ale przyjdzie na niego czas… Na każdego w końcu przychodzi…
Dotarliśmy na arenę bokserską, gdzie hucznie widownia okrzyknęła Dina mordercą. Widać nie tylko ja odniosłem wrażenie, że nasz woj wolał zabić kompana, aby tylko wygrać parę sztuk złota. Walka była krótka, ale zacięta… Din mocno dostał po gębie i ledwo uszedł przytomny z ringu. Był w bardzo ciężkim stanie, więc pomyślałem, że może hmm… zakończyć jego żałosny, nic nie znaczący żywot… Z drugiej zaś strony może pozwolić losowi biec własnym torem, i czekać cierpliwie na dalsze wydarzenia? To będzie znacznie ciekawsze…
Podbijając temperaturę i ciesząc się jego rosnącą frustracją, strachem i żałością, udało mi się namówić go na konfrontację z naszym kapłanem… Zresztą prędzej, czy później będzie musiał z nim „porozmawiać” o morderstwie jego syna, a naszego kompana. Wróciliśmy więc do świątyni, gdzie Dina zostawiliśmy z Gothem sam na sam. W drodze do gospody Ziriel zagadnęła mnie na temat owego wydarzenia i mojego zdania, sama zaś, z uwagi na jej ówczesną nieobecność, nie miała żadnej znaczącej opinii. W końcu do pokoju wszedł Din. Rozmowa z Gothem została przełożona, ale wojownik był nad wyraz rozchmurzony… Powiedział, że ostatni finał, na walki drewnianym mieczem, oddał walkowerem – śmierć Gotreka poszła na marne, a jego morderca stchórzył na sam koniec…
Rankiem poszliśmy na mszę i nabożeństwo żałobne, ale jak się okazało zostało ono przeniesione na wieczór i to na zaproszenie Gotha. Z samym kapłanem nie mieliśmy okazji się zobaczyć, więc cały dzień poświęciliśmy na własne sprawy. Mnie udało się dokonać transakcji z czarami, więc znowu będę mógł podjąć naukę nowego, przydatnego czaru „Przyśpieszenia Ruchów”. Wieczorem poszliśmy na pogrzeb, na plac świątynny. Zwłoki Gotreka w zdobionych szatach leżały na stosie. Straż honorowa stała na około, oddając hołd zmarłemu. Obok stali Goth, kapłan Teopold, wyższy rangą w hierarchii kościoła Białego Wilka, i dwóch młodszych świątobliwych. Kiedy modły i pieśni ucichły, Goth wziął pochodnię i powoli zbliżył do stosu… Zanim opuścił ją na ciało syna, spojrzał przenikliwie, bez uczuć na Dina, po czym podpalił stos… Wzrok kapłana był nie do odgadnięcia, ale nie nazwałbym go przyjaznym… Po wszystkim podszedłem do samotnie stojącego kapłana i złożyłem mu szczere kondolencje.
Kolejnego dnia rano, kiedy jedliśmy śniadanie, przyszedł Goth z całym swoim ekwipunkiem. Powiedział, że sprawy się mocno skomplikowały i zamiast wyruszyć z miasta tego popołudnia, zostaliśmy zmuszeni w nim mieszkać jeszcze jakiś czas… Kapłan powiedział, że wszystko wyjaśni, ale musimy wyjść poza mury miasta… Domyśliłem się, że Goth obawia się podsłuchu, śledzenia magicznego, więc z czystej ciekawości przystałem na propozycję. Kiedy dotarliśmy do lasu, w dość odosobnione miejsce, Goth zaczął wyjaśniać.
Powiedział, że wczoraj wieczorem przyszedł do niego kapłan, szef wywiadu świątyni Lorsha, i oświadczył mu, że „odnalazł się ostatni ocalały” z wydarzeń z Itzen i Orkan Kazar…! Nazwali go „informatorem”, który wie o tamtejszych wydarzeniach i zna odpowiedzialnych za wstrzymanie dostaw piaskowca do Adberheim. Szef wywiadu oświadczył Gothowi, że nasza kompanija dokładnie pasuje do tego, żeby udać się na spotkanie z tajemniczym, ocalałym informatorem, bo świątynia Lorsha w Adberheim chciałaby go przesłuchać…!!! Niestety nie jest nam to na rękę, bo jeśli kapłani dowiedzieliby się o tym, iż to my za to odpowiadamy, mogliby zwyczajnie nas zabić! Nawet co do Gotha nie mieliby skrupułów, żeby „ukarać” go za to, iż przez jego i nasze działania, budowa nowej świątyni w mieście została wstrzymana, ponieważ budulec z Orkan Kazar przestał być dostarczany… Wszystko mocno się skomplikowało. Z jednej strony nie możemy zabić „informatora”, bo zawiedlibyśmy świątynię, z drugiej nie możemy dopuścić, żeby owa postać trafiła w ręce kapłanów, bo faktycznie mogłaby poświadczyć przeciwko nam i dostarczyć „jakieś” dowody… Byliśmy w wielkiej kropce, przez duże „K”! Informator zażądał spotkania z wysłannikami świątyni za ponad miesiąc, w wiosce górniczej zwącej się Ernes, sześć dni drogi od Adberheim… Dodatkowo za przekazane „ciekawostki” mieliby mu zapłacić 100 złotych centarów! Znowu coś tu bardzo nie pasowało i nie kleiło się w logiczną całość… Dlaczego za ponad miesiąc? Czy owym „informatorem” nie będzie czasem pozostawiony przy życiu krasnolud z obozu? Mimo, iż pozostawiłem tam wiele śmiertelnych, magicznych pułapek, jakimś cudem ten inżynier mógł przeżyć… Czy Świątynia Białego Wilka nie wpuszcza nas w pułapkę, intrygę polityczną pomiędzy konkurującymi ze sobą świątyniami? Jeśli tak, nie cofnęliby się nawet przed skrytobójstwem i „cichym” pozbyciem się nas… Nie mogliśmy na to odpowiedzieć, a jedyne, co nam pozostało, to przystanie na propozycję kapłanów z Adberheim. Nie mogliśmy wzbudzać żadnych skojarzeń i podejrzeń. Później będziemy zastanawiać się, co dalej…
Z posępnymi minami wróciliśmy do miasta. W gospodzie zamieniliśmy pokoje i dopłaciliśmy za kolejne tygodnie pobytu. Przy obiedzie Goth pokazał nam tajemniczy list, który informator przysłał do świątyni:
** *
Do jego Eskelecji Gorana
ze Świątyni Białego Wilka * **
Szanowni Kapłani. Na wstempie chciałbym zaznaczyć że nie jestem waszym wyznawcą i ze waszą świątynią
wspólnego nie mam nic. Jednak wiadomym mi jes że świątynie waszą oraz miasto w którym ona stoi czyli
adberheim dotknęły wielkie kłopoty i problemy. Zasłyszałem że, adberheim ma poważne, problemy z
piaskowcem zaiharskim który to jes, jak wiadomo podstawowym, budulcem do stawiania murów i kamiennych
budowli. Miasto a takrze wasza świątynia uzależniona jes od tegoż kamienia jak ryba od wody, że pozwolem
sobie tak przyrównać. Pewnie się zastanawiacie szanowni kapłani, po co taki człek jak ja pisze taki oto list.
Otóż już wyjaśniam. Kamienia brakuje bo jak wieści was doszły największy obóz wydobywczy tego surowca w
lansgardzie został zamknienty – no może to źle powiedziane, bo został spalony strażnicy zabici a miasto co żyło
z obróbki też spalone. Jednakowoż mylicie się wszyscy myśląc że jes to jedynie powstanie przeciw królowi
ifreszowi. I tu szanowni kapłani dochodzimy do płenty: otóż to jam jest człekiem który zna jedynom prawdę.
Wtenczas byłem jednym z załogi orkan kazar – nie powiem wam jednakowoż kim żem tam był, czy
strażnikiem czy też może jakomś osobom do pomocy. To by mogło mnie ujawnić abo coś zdradzić czego nie
chcę. Powiem jednak że do obozu wtargnęli zamachowcy i pozabijali strażników którzy tam stacjonowali.
Odbyło się to w dzień, kiedy więźniowie byli w kamieniołomie. Było ich kilku i musieli działać na jakieś zlecenie
– to pewne. Wiedzcie żem widział twarze kilku z nich i coś jeszcze – coś co jest straszliwie charyktarystyczne i
łatwo ich rozpoznać. Wiem szanowni kapłani że świątynia i forteca czterech pazurów na wzgórzu łez była w
waszych planach i że te łotry straszliwe pokżyżowały te plany. Tak mi się uwidziało że na pewno łotry te
powinny zawisnąć, bo mi też krzywdy narobiły, o mało co żem życie wyniosł stamtond. Dlatego też wydać bym
chciał tych nędzników waszej ręce sprawiedliwości – jako że zawsze wielki szacunek czułem do rozgula, pana
na śnieżnych wzgórzach i tego który żadnej bitwy nie przegrywa.
No i dlatego ten oto list do was, żeby sprawiedliwości stało się zadość. Pewnikiem władze miasta
waszego też szukajom rozwiązania tego problemu, ale nikt nie wpadnie na trop tych łotrów bez mojej pomocy.
Na koniec wiedzcie że widział żem osobiście tych zamachowców i opiszę wszystko dokładnie jak trzeba
będzie – tamten upalny dzień i tych sprawców. Pomyślałem sobie jednak że za tą usługę wezmę mały datek
aby żyło mi się lepiej w przyszłości. Dlatego też jeśliście zainteresowani to zapraszam na Starą Polanę w Ernes,
ale dopiro czydziestego listopada. Tam wszystko opowiem i na honor się klnę że nie pożałujecie inwestycji. Ale
jak nie przyjdziecie to wiedzcie że nigdy się nie dowiedzie co i jak, a wszystko powiem innym zainteresowanym.
Ufam w waszą uczciwość i szanuj ę i chcem żeby i mnie uszanowano.
Oto moje zasady: czydziesty listopad, w samo południe na Starej Polanie. Żeby mi nie przyszło tam wiecej niż
pięciu od was, bo nosa nie wyściubię i tyle z tego będzie. A ci co przyjdą niech będą uczciwi i godnie
reprezentują świątynię – bez broni mi tam przyjdźcie i żadnych sztuczek, bo ja wiedzieć musicie sam też tam
nie będę.No i nie zapomnijcie zabrać setki złociutkich centarków dla waszego sługi uniżonego. W takim razie
kończył będę i pozdrowić jestem zobligowany waszom kapłańską kastę i wszystkich arcykapłanów, a także
każdego wilka i jego waleczny klan.
W pokoju zagadnąłem kapłana o rzeczy Gotreka i jego księgi zaklęć. O dziwo kapłan zgodził się odstąpić mi wszystkie te bogactwa i wiedzę, której jego syn był w posiadaniu. Dał mi jego księgi i formuły zaklęć, składniki i inne specyfiki magiczne! Byłem w raju! Od razy wziąłem się do przeglądania i identyfikowania czarów… Do późna wertowałem zwoje z formułami kilku potężnych zaklęć, których Gotrek nie zdążył się nawet nauczyć. Teraz ja miałem niepowtarzalną na to okazję i postanowiłem jej nie zaprzepaścić.
Rano mieliśmy niespodziewaną i dziwną wizytę… Din miał… Odwiedził nas jego niedoszły przeciwnik z finału turnieju na drewniane miecze, który Din oddał walkowerem. Widać dyshonor dopiekł jegomościowi i ten postanowił wyzwać Dina na pojedynek. Zaproponował walkę poza miastem, na śmierć i życie, a wygrany zabrałby rzeczy poległego. Dodatkowo nasz woj otrzymałby 150 centarów w złocie! Owa drużyna, której przewodził właśnie nie usatysfakcjonowany zwycięzca walkowerem, będzie w mieście jeszcze przez trzy dni i do tego czasu Din mógłby przyjąć propozycję. Ja osobiście uznałem to jako groźbę i propozycję nie do odrzucenia, tym bardziej, że drużyna Czarnego Sztandaru, wtargnęła tu siłą, a ich mag dusił „Kokonem” karczmarza… Ziriel wspomniała później, że Vezir Amoun, bo tak zwał się wyzywający, był zabójcą i bardzo dobrym wojownikiem. Był bratem „potężnego” maga Amona Amouna z Lupis, który słynie z wyrabiania rzadkich przedmiotów magicznych. Okazało się, że w pamięci Gotha, podczas jego wędrówek, ów mag zasłynął ze zbezczeszczenia kapliczki Natien… No cóż… Jeśli Din się odważy, to pójdziemy wraz z nim i jeśli wygra, dopilnujemy, żeby owa drużyna nie narobiła głupot. W innym przypadku postaramy się sami o nasz bezpieczny powrót z ich pojedynku…
Resztę dnia, do później nocy przeglądałem pierwszą księgę z zaklęciami Gotreka. Jedyne, co znalazłem, to kilka zaklęć z Pierwszego Kręgu, ale i te chętnie posiądę. Tymczasem moi kompani zbierali informacje o wiosce, do której mieliśmy udać się na spotkanie za ponad miesiąc…