9 września 223 roku po Zaćmieniu, Stary Targ
Dalinar w końcu opuścił swoją celę w świątyni Vergena. Wyszedł stamtąd po około trzydziesu dniach postu – wycieńczony, blady, ale z obłędem w oczach, który on nazywa religijnym natchnieniem. Twierdzi, że stoczył pojedynek z samym czempionem Vergena, niejakim Ihishem. Wygląda na to, że przeżył, bo stoi przed nami, a jego zbroja wygląda jak świeżo wyczyszczona. Twierdzi, że może przywołać tego Ihisha w materialnej postaci na pole bitwy, o ile użyje specjalnej mieszanki z mandragory i ziela Graama. Zyskał też moc uciszania obszaru, coś działającego jak czar „Cisza”, o którym słyszałem. Dziesięć złotych monet za porcję ziela, by wezwać ducha... Sprawiedliwość Vergena bywa równie kosztowna co moja magia.
Zresztą, nie tylko kapłan ma się czym pochwalić. Kejn, dzięki układom z alchemikiem Fazranem, wymienił swoją wysłużoną zbroję na ciemną brygandynę ze skóry mantikory. Pancerz ma magiczne właściwości – dzięki niemu Kejn może wywołać efekt widzenia w ciemnościach i jest odporniejszy na trucizny. Całymi dniami przesiaduje też u syna Fazrana, warząc groźne wywary z czarnych muchomorów i zgłębiając zielarstwo, by utrzymać naszą drużynę przy życiu.
Ja również nie próżnowałem. 19 sierpnia oficjalnie zakończyłem zaawansowane szkolenie w tkaniu czarów matrycowych. Czuję, jak moc przepływa przeze mnie z większą swobodą, choć tutejsza szkoła magii ma zupełnie inne podejście niż to, czego uczyli mnie w Górskim Gryfie. W tym czasie Tsume swoje wolne chwile spędzał w bibliotece, studiując historię starożytną Karabaku i Soelji.
Dziś, wraz z Tsume i Dalinarem, udaliśmy się na Stare Bazary do maga Iskandera. Choć nasz kapłan kręcił na to nosem, za niebagatelną sumę czterdziestu złotych denarów – z czego Tsume, ku mojemu zaskoczeniu, wyłożył trzydzieści, a ja dołożyłem dziesięć – wyuczyłem się czaru „Poznanie Legendy”. To potężna, niemal zapomniana sztuka identyfikacji, ale ma swoją mroczną cenę. Aby poznać historię przedmiotu, miejsca lub osoby, muszę poświęcić coś, co ma dla mnie ogromną, osobistą wartość. Magia zawsze wymaga ekwiwalentu, a ten czar żre duszę rzucającego.
I właśnie to stało się zarzewiem najgorszej kłótni, jaką mieliśmy od miesięcy. Ledwo wróciliśmy do rezydencji Fazrana, Dalinar, napędzany swoją nową potęgą, zaczął naciskać, bym natychmiast użył tego czaru na medalionie ze szkieletem. Tym samym, który znaleźliśmy pół roku temu w zakazanej części świątyni Arianne. Tsume, o dziwo, stanął murem za mną, a i Kejn poparł nasze zdanie. Wywiązała się gwałtowna wymiana argumentów. Dalinar widzi w tym medalionie klucz do bogactwa lub potęgi, ja zaś widzę tylko stratę czegoś cennego dla mnie, by poznać lepiej przedmiot, o którym przez pół roku nikt nie pamiętał.
Tsume oskarżył Dalinara o chciwość i brak empatii dla mojego poświęcenia. I miał rację. Dlaczego miałbym oddawać cząstkę siebie dla kaprysu brata? Ard-Danberg – zaginione miasto krasnoludów, do którego mamy wyruszyć z Marcusem – to tam czekają prawdziwe legendy. Tam ten czar może uratować nam życie, a nie tutaj, w dusznej izbie gospody. Ostatecznie stanęło na naszym, ale atmosfera jest gęsta. Dalinar czuje się urażony i zarzuca nam brak dalekowzroczności, a ja czuję, że nasze drogi, choć wciąż wspólne, zaczynają się niebezpiecznie rozchodzić pod ciężarem boskich aspektów i magicznych ambicji.
Na koniec dnia Tsume podzielił się z nami jeszcze mrocznymi wieściami, które zdobył od Fazrana i pewnego Tesijczyka. Okazuje się, że w podziemiach miasta działa kult „Kult Nicości" – jeden z Kultów Cienia, czczący Amona – maga, który stał się liczem. Chociaż to akurat daleko idące przypuszczenie. To niebezpieczni ludzie, a Fazran ostrzegał Tsume, byśmy trzymali się od nich z daleka. Zastanawiam się, czy ten medalion ze szkieletem nie jest powiązany właśnie z nimi. Jeśli tak, to tym bardziej cieszę się, że nie uległem Dalinarowi. Nie chcę budzić demonów w miejscu, w którym i tak ledwo oddychamy.
Muszę przygotować zapasy. Marcus ma się zjawić lada dzień. Kierunek: góry Uskaru. Mam nadzieję, że tam, wśród zimnych skał, krew moich braci trochę ostygnie. Co do mojego cennego przedmiotu, który będę musiał poświęcić... wciąż nie wiem, co to będzie. Mój żelazny pierścień? Księga? Każda z tych rzeczy to kawałek mojego życia. Dalinar tego nie rozumie. On ma swojego boga, który mu daje. Ja mam tylko to, co sam zdołam ocalić przed światem.