Kronika

Kroniki I: Ucieczka do Białej Osady

Igo zapisuje ostatnie godziny przed ucieczką z Bezimiennego Klasztoru Sierot, próbując uporządkować strach, żałobę i dowody na zbrodnie Carmilli. Jego skrybskie umiejętności stają się narzędziem ratunku, gdy Jaromir prosi go o przepisanie księgi mogącej obnażyć mroczne interesy klasztoru. To kronika widziana oczami chłopca, który jeszcze marzy o magii, ale już wie, że wiedza bywa równie niebezpieczna jak ogień.

11.05.2026 • Sarak • Igo de Vries • Kroniki rodziny de Vries

22 marca 213 roku po Zaćmieniu, Bezimienny Klasztor Sierot

Siedzę przy małym, chwiejnym stoliku, a blask jedynej lampy naftowej rzuca długie cienie na wilgotne ściany naszej komnaty w Wysokim Zamku. Atrament, który udało mi się podkraść podczas posługi u skrybów, jest gęsty i podłej jakości, ale muszę to zapisać. Muszę utrwalić to, co widzieliśmy, zanim strach kompletnie sparaliżuje moją zdolność logicznego myślenia.

Jeszcze nie tak dawno temu, w Niskim Kasztelu, życie wydawało się pasmem niekończącego się spokoju. Pamiętam ten ostatni wieczór w sali kominkowej – ciepło ognia, dźwięk lutni, na której grała Julia, i dumę w oczach Roberta, gdy obiecał mi naukę w Górskim Gryfie. Pokazywałem braciom sztuczki z kartami i kośćmi, marząc o byciu wielkim magiem. Dziś ten świat jest tylko popiołem.

Robert i Julia nie żyją, a my trafiliśmy do miejsca, które zamiast miłości oferuje nam kije i indoktrynację. Ciotka Margaret okazała się zimniejsza niż mury tego klasztoru. Jej dom z rodu Resbeni był „zbyt mały” na czwórkę sierot de Vries. Oddała nas tutaj, pod opiekę Carmilli, która mieni się kapłanką Delidii, a nosi się jak prowokująca ladacznica, obwieszona złotem, o którym dzieci w Niskim Zamku mogą tylko marzyć.

W tym miejscu bogini miłości ma twarz Gordona – sadysty z kijem, który powalił małego Gniewomira tylko dlatego, że ten zapytał o zabawki. Widok Dalinara rzucającego się na tego olbrzyma, by chronić brata, i jego późniejsza utrata przytomności po ciosie Gordona… to był moment, w którym zrozumiałem, że sielanka skończyła się na zawsze.

Pamiętam, jak Stary Har opatrywał Dalinara, szepcząc nam, byśmy się nie sprzeciwiali. „Wasi rodzice byli grzesznikami” – te słowa Gordona palą mnie bardziej niż ogień, który strawił nasz dom. Co to za wiara, która każe bić dzieci za brak entuzjazmu w modlitwie?

Moje umiejętności skryby, nabyte u Orina, stały się teraz moją jedyną bronią i przekleństwem. Mechanicznie przepisuję te ich teologiczne bzdury o Rankorze i Orak-Arze, ale potajemnie filtruję każdą informację. Szukam śladów prawdy o „Starej Wierze”, o której szeptali klienci Orina. To niebezpieczne, wiem, ale nie potrafię przestać.

Przełom nastąpił przy studni. To, co zaczęło się jako mordercza praca przy wyciąganiu mułu, stało się naszą drogą do wolności… lub do grobu. Odkryliśmy dziurę w murze, a za nią tunele, o których nie wiedzą nawet strażnicy.

To tam, patrząc przez szczelinę w ścianie sypialni Carmilli, zobaczyłem ją z mężczyzną, którego później zidentyfikowałem jako generała Kracjosa. Rozmawiali o koalicjach i o „dostarczeniu sześćdziesięciorga dzieci”. Gniewomir twierdzi, że oczy przeoryszy zapłonęły niebieskim światłem – nie wiem, czy to jego wyobraźnia, czy coś mroczniejszego, ale jej wzrok wydawał się przenikać kamień.

Najgorsze przyszło później. W jednej z ukrytych komnat natrafiliśmy na stertę zwłok dzieci. Rozpoznaliśmy te, które rzekomo „opuściły klasztor po skończeniu 14 lat”. Teraz rozumiem, co oznacza wyprawka, o której mówią mnisi. To wyrok śmierci. Carmilla i Kracjos handlują życiem sierot, karmiąc nimi plac budowy Czarnej Świątyni w Mar-Margot.

Dwa dni temu w klasztorze pojawił się Jaromir, przebrany za kupca ziół o imieniu Ziggo. Ledwo go poznałem pod tym kapturem i brodą. Dał nam nadzieję. Zlecił mi przepisanie fragmentu Księgi 208, rozdział IIA – finansowych dowodów na zbrodnie klasztoru. Zrobiłem to, korzystając z naszych przejść w tunelach. Jaromir obiecał, że nas wywiezie w skrzyniach pod osłoną nocy.

Boję się. Boję się pożaru, który mamy wzniecić jako dywersję. Kolejny pożar w moim życiu. Jeśli ten plan się nie uda, dołączymy do sterty ciał pod zamkiem. Jeśli się uda… wyruszymy szukać niejakiego Vernira w Białej Osadzie. Jaromir ufa temu człowiekowi, a ja nie mam już wyboru – muszę ufać Jaromirowi.

Bracia śpią. Dalinar zaciska pięści przez sen, Kejn czuwa przy drzwiach, a Gniewomir trzyma swój wisiorek. Muszę zgasić lampę. Jutro albo staniemy się wolni, albo po prostu przestaniemy istnieć dla tego przeklętego świata.

Ku chwale Delidii? Nigdy.