Kronika

Kroniki VII: Sarah Bell

Drużyna bada sprawę Sarah Bell, odkrywając wpływ hipnotyzera i zdobywając dalsze wskazówki prowadzące ku Strażnikom Dominium.

7.06.2026 • Prosiak • Kriss Lazarus • Kroniki Krissa Lazarusa

Zły jestem sam na siebie moje. Obawiam się, iż moje zapiski mogą na chwile stracić spójność, a wszystko przez to co wydarzyło się w Zorkh.

Czas dopisać co wydarzyło się przed wyjazdem do Lintun. Mianowicie zanim dowiedzieliśmy się, iż Sary Bell nie ma w mieście, byliśmy świadkami dziwnego „przedstawienia”. Całkiem blisko naszej karczmy wykrzykiwał kazania i pokazywał cuda samozwańczy kapłan An-Ksienamei. Zdziwiła mnie duża ilość słuchających go ludzi. Nie wiem czemu, ale chyba jako jedyny z naszej drużyny podchodziłem mocno sceptycznie do tego przedstawienia – wydaje mi się, iż to przez mą wizje w kościele oraz przez słowa kapłana Razina, wypowiedziane po pogrzebie Aramisa w Mieście Mgieł. Podczas kiedy „kapłan” czynił „cuda”, uzdrawiając raz po raz chorych ludzi, poprosiłem Erika, by sprawdził, czy nie używa w tym celu magii. Moje obawy potwierdziły się, prawdopodobnie ktoś wspierał go magią z dachu pobliskiego budynku. Niestety nie mogliśmy nic zrobić w celu zdemaskowania tego przedstawienia. Troszkę zirytowani swą bezsilnością, udaliśmy się z Erikiem w kierunku karczmy, po drodze zahaczając Tomosa i Sheilę. I wtedy zobaczyłem jego. Przed karczmą stał Reon, a raczej ktoś kto podszywał się pod niego przez kilka miesięcy wspólnej podróży. Naprawdę nazywał się Daniel Askarte i był kapłanem Aziela, w Dominum nazywanego Sakhasem. Tak jak mocno postanowiłem sobie by po śmierci Aramisa być bardziej spokojnym i wyważonym, tak szybko i mocno krew zagotowała się we mnie. „Ty skurwysyni” - doskoczyłem do niego i zacząłem trząść nim trzymając za ubranie. „Krissie spokojnie, nie ma potrzeby się denerwować” – powiedział. Tego już nie zdzierżyłem, szybkim ruchem wyprowadziłem cios, który złamał jego nos i pozbawił na kilka chwil przytomności. Chyba to, iż był pewny, że nikt nie uderzy kapłana religii dominującej w Zorkh, sprawiło, że dał się tak zaskoczyć. Miałem nadzieję, że cios pozbawi go przytomności na długo, miałem ochotę zawlec go do karczmy i jakimś sposobem wydać w ręce kapłanów Zandary. Niestety doszedł do siebie o wiele szybciej, niż mogłem sobie tego życzyć. Widziałem jak chwiejnym ruchem ma zamiar sięgnąć po symbol swego Boga, amulet z błękitnym smokiem. Byłem szybszy od niego, zdecydowanym ruchem sięgnąłem po niego, by go zerwać. Pamiętam tylko potworny ból, który przeszył moją całą rękę, potem już tylko ciemność i cucenie mnie w karczmie. „Musimy się zbierać” – powiedziała Sheila. Moja ręka wyglądała tragicznie, ból był prawie nie do zniesienia. „Ruszaj się Krissie, za niedługo być może całe miasto będzie cię szukać.” I tak oto wyruszyliśmy do Lintun, a z powodu niesprawnej ręki musiałem porzucić zapiski. Już w drodze wszyscy oczekiwali wyjaśnień z mojej strony. Zarówno w sprawie tego kim był Reon jak i co zrobił, że byłem na tyle wściekły, by bić go w środku miasta. Postanowiłem nieco naświetlić im sprawę. „Jak wiecie wszyscy, w Imperium służę Kościołowi Richitera. Pewnego dnia zostałem wezwany przez samego Biskupa, który Aramisowi i mnie polecił zebranie grupy zaufanych ludzi na długą wyprawę do Dominium. Celem tej wyprawy miało być dostarczenie do świątyni Zandary pewnej relikwii. Miało to być niejako przypieczętowaniem umowy między naszymi kościołami. Umowy, dzięki której na terenie Zandary miała powstać pierwsza świątynia Richitera w Dominium. Jako, iż nikt z nas wcześniej nie był tak daleko od Imperium, kapłani Zandary wysłali naprzeciw nam swojego kapłana – Reona. Spotkać mieliśmy się z nim na wyspie koło Rionu, miał być naszym przewodnikiem po ziemiach Dominium. Jak się później okazało, prawdziwy Reon nigdy do nas nie dotarł, podszył się pod niego osobnik, któremu połamałem w Zorkh nos. Przez wiele tygodni podróży zdobył sobie nasze zaufanie. I pewnej nocy zwyczajnie ukradł relikwię i uciekł w siną dal. Chyba tylko moja i Aramisa determinacja sprawiły, iż dorwaliśmy go, odzyskaliśmy transportowany przez nas przedmiot, a jego związaliśmy, aby dostarczyć go pod sąd w Zandarze. Niestety niefortunny bieg wydarzeń doprowadził do tego, iż udało mu się zbiec. I dopiero teraz po kilku miesiącach przez przypadek spotkałem go w Zorkh. Ot cała historia.”

W drodze do Lintum napotkaliśmy pierwsze oznaki nadchodzącej zimy. Pierwsze opady śniegu skutecznie spowolniły nasze tempo. Miasteczko, mimo iż małe, przywitało nas starannie odśnieżonymi alejkami. Zakwaterowaliśmy się w gospodzie, gdzie też zaciągnęliśmy języka, odnośnie celu naszej podróży – rudowłosej bardki Sary Bell. Ponoć od czasu do czasu dawała koncert w karczmie „Pod Rynkiem.” Zgodnie z tym co ustaliliśmy wcześniej z Erikiem, miał on się nie wtrącać w nasze sprawy. Pod wieczór wyruszyliśmy do wskazanej nam karczmy. Tam z ust sympatycznego karczmarza dowiedzieliśmy się, że Sarah przestała u niego występować od momentu, kiedy Izdor, syn miejscowego szeryfa – Roberta, zaręczył się z Sarą jakieś 3 tygodnie temu. Spokojnie dopiliśmy zamówione piwo, dyskutując o tym jak spotkać się z rudowłosą. I to właśnie wtedy na salę weszła bardka, w eskorcie dwóch zbrojnych z herbami szeryfa. Nie zatrzymując się, skierowała swe kroki na piętro. Obecność dwóch osiłków szeryfa wystarczająco ostudziło nasz zapał, by pobiec za Sarą. Postanowiliśmy kupić jeszcze jedno piwo i poczekać. Nie czekaliśmy długo, raptem po 20-30 minutach Sarah zeszła z góry, podeszła do baru i machinalnym ruchem opróżniła dwa kieliszki wina. W tym czasie podeszła do niej Sheila i zagaiła, że przychodzimy z wiadomościami od Druma. Sarah nie zareagowała na te słowa. Za to zareagowali dwaj jej osobiści strażnicy: „Jakiś problem? Proszę zostawić panienkę w spokoju” – po czym razem z rudowłosą udali się w kierunku wyjścia.

W tym momencie w drzwiach pojawił się Erik. Zobaczył Sarę i przez chwilę stał jak wryty, wpatrując się w nią. Bardka zręcznym ruchem ominęła go i wyszła z karczmy, zostawiając za sobą tylko ostry zapach perfum. Erik podszedł do nas lekko chwiejnym krokiem, chyba pił w samotności. Rozgorzała ostra dyskusja na temat tego, że miał nie wtrącać się w nasze sprawy. Młody mag nie widział absolutnie niczego złego w tym co zrobił, co więcej, z uporem twierdził, że wcale nie złamał naszej umowy. Chwile po tym, z góry zszedł człowiek, oddał karczmarzowi klucz, szepnął mu kilka słów i wyszedł. „Może piwo?” – zagaił karczmarz, mimo iż napełnił nasze kufle minutę wcześniej. Jego wzrok był tępy jak u świni. Zapytałem go o rudowłosa kobietę, która wychodziła przed chwilą z karczmy, popatrzał na mnie zdziwiony „Nie, nie kojarzę” – chwila zastanowienia – „Może piwa?”

Erik przyznał nam się do tego, iż on też zna bardkę, ale o dziwo nie poznała go, mimo że prawie wpadła na niego w drzwiach. Wszyscy doszliśmy do wniosku, że coś tu mocno śmierdzi. Postanowiliśmy ponownie skontaktować się z Sarą. Postanowiliśmy, iż udamy się do zamku szeryfa. Sheila i ja wymyśliliśmy historię, iż z Zorkh przysyła nas słynny w Imperium bard Taliesin, który to chce dać wspólny koncert z Sarą. Strażnicy przy bramie wysłuchali naszej opowiastki, po czym powiedzieli, że możemy to dać w formie listu i tylko listu, a na teren zamku wpuszczeni nie zostaniemy. Mimo iż nie wierzyliśmy, że list dotrze do adresatki, napisaliśmy go i oddaliśmy strażnikowi. W liście daliśmy jej znać, że będziemy czekać w karczmie „Pod Rynkiem” po zmroku. Zgodnie z naszymi przewidywaniami nie pojawiła się. Postanowiliśmy obserwować bramy zamku i przechwycić ją gdzieś na mieście. Tutaj poszczęściło się Sheili. Spotkała się z nią na targu, ale niestety próby zdobycia od niej jakiejkolwiek wiadomości spełzły na niczym. Bardka zachowywała się tak, jakby nie miała pojęcia o Strażnikach Dominium. Postanowiliśmy, że nadal będziemy obserwować zamek. Jak się później okazało nie tylko my obserwowaliśmy, sami też byliśmy obserwowani. Na nasze szczęście Sheila zauważyła mężczyznę, który nas śledził. Z Tomosem opracowała plan wciągnięcia szpiega w pułapkę. Plan zakładał, iż spokojnie dajemy się obserwować, po czym po zmroku prowadzimy szpiega we wcześniej umówione miejsce. Osobiście plan mi się nie podobał wcale. Nie chciałem dawać żadnego powodu, aby szeryf miał na nas haka. Sheila i Tomos zdawali się tym nie przejmować, wprowadziliśmy zatem plan w czyn. Szpieg dał wciągnąć się w pułapkę, gdzie Tomos szybko pozbawił go przytomności.

Po szybkim przesłuchaniu oraz ostrej porcji zastraszenia, człowiek który nas śledził, przyznał się, iż służy synowi szeryfa, który to kazał obserwować wszystkie osoby interesujące się rudowłosą. Puściliśmy spanikowanego żołnierza z poleceniem zdania relacji, że siedzimy grzecznie w karczmie i oprócz picia piwa, nic nas nie interesuje. Obiecaliśmy mu też, że znajdziemy go wszędzie i zrobimy mu wyjątkowo nieprzyjemne rzeczy, jeśli nie zastosuje się do naszego polecenia. Obawiałem się trochę o to, czy nasze groźby będą silniejsze niż lojalność wobec szeryfa. Niepotrzebnie jednak, chyba potrafimy zastraszać całkiem przekonywująco.

Jak co wieczór udaliśmy się do karczmy „Pod Rynkiem.” Postanowiliśmy tam wynająć pokój, aby móc zobaczyć dokąd to udaje się Sarah. Tegoż dnia, kiedy jedliśmy kolację, pojawił się człowiek, który 2 dni wcześniej zszedł z piętra zaraz po bardce. Ostrożnie poszedłem za nim, aby zobaczyć, do którego pokoju wejdzie. Chwilę później do karczmy weszła rudowłosa bardka, która udała się na piętro. Obserwowałem ją – weszła do pokoju, do którego wszedł tamten mężczyzna. Czekaliśmy w napięciu, a po około 30 minutach zeszła Sarah i podeszła do baru. Tak jak 2 dni wcześniej machinalnie wypiła dwa kieliszki wina, po czym wyszła w eskorcie dwóch żołdaków. Chwilę później z piętra zszedł mężczyzna, do którego pokoju weszła. Zamienił kilka słów z karczmarzem i wyszedł, sytuacja identyczna jak 2 dni temu. „Może piwo?” – usłyszeliśmy od strony baru. Wszystko wskazywało na to, że ten mężczyzna to mag, który potrafi manipulować czyimś umysłem, a zarówno Sara jak i barman są pod jego wpływem. Co więcej, co 2 dni musi odnawiać zaklęcie i w tym oto celu spotyka się z bardką w pokoju. Podzieliłem się tymi przemyśleniami z Tomosem i Sheilą – mieli podobne przypuszczenia. Chciałem za wszelką cenę dostać się do pokoju tegoż maga i zobaczyć, czy znajdę tam potwierdzenie moich przypuszczeń. Lecz tu pojawiał się problem, tak jak sforsowanie zamka nie powinno być problemem, tak ewentualne zabezpieczenie magiczne tych drzwi przewyższało moje umiejętności. Zaproponowałem wtajemniczenie Erika w sprawę. Tylko on mógł sprawdzić, czy drzwi nie chroni magia. Niezwłocznie udałem się do niego. Przedstawiłem mu nasze przypuszczenia oraz wstępny plan, zapytałem czy zechce sprawdzić drzwi. „Teraz, kiedy jesteście w potrzebie, przychodzisz prosić mnie o pomoc?” „O nic nie proszę” – rzekłem – „Przedstawiłem Ci sytuację, myślałem, że sprawa Sary, twojej znajomej, będzie Cię interesować. Daję ci czas na decyzję do północy, jeśli się nie zjawisz to i tak wejdziemy tam bez Ciebie.” Wyszedłem. Po relacji mojej rozmowy, Tomos był wyraźnie niezadowolony. „Ty już nigdy nie będziesz z nikim rozmawiał! Czy ty raz nie możesz mówić normalnie i jak człowiek? Czy ty zawsze musisz warczeć?” Nie komentowałem, czas uciekał. Krótko przed północą zjawił się Erik. Udaliśmy się do naszego pokoju, gdzie poczekaliśmy, aż cała karczma pogrąży się we śnie. Erik i ja podeszliśmy do drzwi, w których zniknęła bardka. Mag stwierdził, iż nie widzi śladu jakiś magicznych zabezpieczeń. Otworzenie zamka przyszło mi z największym trudem, a wszystko przez moją poparzoną dłoń. Zlany potem chciałem się poddać, kiedy to w końcu zamek ustąpił. Wśliznęliśmy się do pokoju. Erik zaczął przeszukiwać pomieszczenie magicznie, ja standardowo zaglądając do szuflad i szafy. „Wyczuwam tu jakiś ślad magii” – powiedział Erik. Prócz tego nie znaleźliśmy nic. W pokoju Tomos wymyślił plan: w noc przed seansem wprowadzę Erika i Tomosa do tamtego pokoju, którzy z zaskoczenia zaatakują maga. Mieliśmy nadzieję, że jeśli nie rzuci zaklęcia na Sarę to bardka dojdzie do siebie. Jak pomyśleliśmy, tak też uczyniliśmy. Tomos i Erik oczekiwali na przyjście mężczyzny u niego w pokoju. Sheila i ja biesiadowaliśmy na dole w oczekiwaniu na niego. Pojawił się tak jak ostatnio, podszedł do karczmarza, odebrał klucz i poszedł na piętro do pokoju. Odczekaliśmy minutę i poszliśmy za nim. W pokoju czekał na nas czujny Tomos, Erik i ogłuszony czarodziej. Teraz wypadało czekać już tylko na bardkę. Pojawiła się. Gdy wchodziła, Tomos zręcznie pochwycił ją, równocześnie zatykając jedną dłonią usta „Nie chcemy cię skrzywdzić, zdejmę teraz rękę z twoich ust, jeśli obiecasz, że nie będziesz krzyczeć.” Potakująco skinęła głową. Stałem czujny z boku, a gdy Tomos puścił jej usta, zaczęła krzyczeć. Na szczęście byłem na to przygotowany. Momentalnie zatkałem jej usta. Ugryzła mnie dotkliwie. „Moja zdrowa ręka” – pomyślałem i rozeźlony. Zacisnąłem palce na jej szczęce. Ból zrobił swoje, uspokoiła się. Chcąc nie chcąc musieliśmy ją zakneblować. Mag powoli się cucił. Przystawiłem mu miecz do gardła „Słuchaj gnido, wiemy co jej robisz. Zrzucisz z niej to zaklęcie albo postaram się abyś długo i bardzo cierpiał, zanim skonasz.” Na znak, że nie żartuję, przycisnąłem miecz do jego szyi, do krwi. „Spokojnie” – powiedział mag – „Nie musicie mnie krzywdzić, odłóż miecz.” Następnych chwil nie pamiętam. Widzę tylko, iż mój miecz leży na ziemi, Tomos i Sheila nie trzymają maga, tylko patrzą się dziwnie na siebie. A Erik z całych sił okłada maga pięściami po twarzy. „To nie mag!!!” – krzyczy Erik – „Ten gnojek jest hipnotyzerem!” Doszliśmy do siebie tylko dzięki Erikowi. Momentalnie zakneblowaliśmy hipnotyzera ponownie. Erik wytłumaczył nam, że to jego głos tak na nas wpłynął.

Nasz plan był taki Erik, Sheila, Tomos zatykają sobie uszy palcami tak by go nie słyszeć ja stoję za hipnotyzerem i jeśli zrobiłbym jakikolwiek podejrzany ruch wskazujący na to, że jestem pod jego wpływem Tomos mnie ogłusza. Po raz kolejny mogłem dać mój popis zastraszania kogoś i wymieniania rzeczy, które z nim zrobię jeśli będzie próbował jakiś sztuczek. Przystąpiliśmy do czynu. Kazałem hipnotyzerowi przywrócić Sarze normalny stan. Hipnotyzer poprosił by obyć mu twarz i posadzić barkę naprzeciwko niego. Po tym rozpoczął seans. Stosunkowo szybko bardka doszła do siebie. – gdzie ja jestem i co ja w ogóle mam na sobie – z niedowierzaniem patrzyła na swoje szaty. Kiedy zobaczyła Erika uśmiechnęła się – kochany podejdź do mnie. Kochany pomyślałem no no. Na szybko przedstawiliśmy jej sytuacje. – ja żoną tego tego typa z tym małym.. tu ugryzła się w język. Zerknęła na siedzącego nieopodal hipnotyzera i ku zaskoczeniu nas wszystkich kopnęła w najczulsze u faceta miejsce, po czym poprawiła solidnym prawym prostym. Hipnotyzer zaczął głośniej jęczeć i narzekać. To chyba wyprowadziło Tomosa z równowagi. Dosłownie ułamki sekund były mu potrzebne na to by jego ręce zamieniły się w szpony i przeszyły gardło hipnotyzera. Ustaliliśmy, że Sara jeszcze przez jakiś czas będzie grac swoją role zakochanej narzeczonej po czym zbiegnie sama. Mieliśmy tylko zostawić jej jakiegoś konia w karczmie przed miastem. W końcu też dostaliśmy kolejne instrukcje odnośnie tego co zrobić ze zdobytą przez nas pieśnią. Musieliśmy udać się do Gardionu wschodniego i tam dołączyć do noworocznego przyjęcia. Przyjęcie te organizują Strażnicy Dominum. Droga do Gardionu minęła bez większych przygód. Szkoda tylko że Lintum to kolejne miasto w, którym jesteśmy poszukiwani. Tym razem wszyscy.