Poprzednia część Kronik była niestety ostatnią częścią pamiętnika spisanego przeze mnie. Wytłumaczyć to mogę chyba tylko i wyłącznie swoim lenistwem. Przepraszam zatem osoby, które przeczytały wszystkie części (mam nadzieję, że znalazł się ktoś kto czekał na następne części) i czekały na ciąg dalszy. Niestety opisywane przygody rozgrywaliśmy kila miesięcy temu i po prostu nie mam już ich w pamięci na tyle wyraźnie, aby móc opowiedzieć to co działo się później w formie dziennika. Postaram się, skrótowo opisać dalsze losy całej drużyny.
Po przybyciu do Gardionu Wschodniego udaliśmy się na spotkanie z przedstawicielami organizacji znanej jako „Strażnicy Dominium”. Na miejscu została złożona nam propozycja, abyśmy zostali agentami Strażników. Z niejaką dumą przyjąłem ten tytuł. Naszym następnym krokiem miało być udanie się do Białego Miasta i tam, za fundusze powierzone nam przez Strażników, mieliśmy za zadanie zwerbować grupę, która miała pomóc nam odnaleźć i zdobyć Włócznię Przeznaczenia. Był to potężny artefakt zdolny do pokonania Lorda Keth. Oczywiście z racji na szeroką siatkę szpiegowską Lorda Keth, nie mogliśmy podać prawdziwego celu podróży. Tu z pomocą przyszedł nam Erik. Był historykiem i szybko znalazł odpowiednie wytłumaczenie pasujące do terenów, w które miała wyruszyć ekspedycja. Historię o pewnym sławnym zbirze, który ponoć łupił na traktach karawany oraz karoce bogatych szlachciców. Podobno przez całe lata swego zbójowania zgromadził niewyobrażalne bogactwa, które gdzieś ukrył. Nasza wersja głosiła, że mamy wszystkie dane, gdzie ów skarb jest. Po drodze do Białego Miasta odwiedziliśmy Zandarę, by tam wykończyć osobę, która w imieniu Lorda Keth wysłała na nas zabójców. Zabiliśmy zleceniodawcę, a ze zdobytymi dowodami na jego śmierć udaliśmy się do Białego Miasta. Tam dzięki kontaktowi podanemu przez maga Lucjana, zdołaliśmy anulować ciążący na nas kontrakt. Zabójcy Czerwonego Rubinu odstąpili od ścigania nas. Udało zgromadzić się nam grupę, która wydawała się wystarczająca do osiągnięcia zamierzonego celu. W trakcie podróży pomijając pewne zgrzyty, wszystko układało się pomyślnie, aż do momentu, kiedy tajny szlak doprowadził nas do groty, przez którą musieliśmy przejść, a jak się okazało była własnością potężnego nekromanty. Nekromanta wysłał do nas posłańca, który to właśnie wyznał kto jest „gospodarzem” przejścia. Gospodarz dał nam pewne ultimatum, jeśli oddamy mu jednego z członków wyprawy, puści nas, jeśli natomiast nie, będzie bronił przejścia. Erik, który słyszał co nieco o jego potędze i umiejętnościach, przekonywał nas, że nawet jeśli go pokonamy, to straty własne będą ogromne. I tu dla mnie rozpoczął się początek końca Krissa. Mianowicie Sheila postawiła, że poświęcimy Antka, jednego z chłopów, których wziął ze sobą na wyprawę wojownik Bagriel. Chłopi mieli mu pomagać przy zakładaniu ciężkiego pancerza. Mimo, iż starałem się do tego nie dopuścić, chłop został potajemnie w nocy, gdy cała grupa spała, oddany nekromancie. Moje stosunki z resztą częścią ekipy dowodzącej wyprawą, stały się napięte jak barania torba. Sheila mimo wszystko swą postawą po wydarzeniu wskazywała, że sama nie jest do końca pewna co do swej decyzji, natomiast Tomos doskonale się bawił. Co krok rzucał jakimś głupim tekstem, co do tego, gdzie teraz podziewa się biedny Antek. Moje nerwy zostały naciągnięte do granic możliwości. Poprosiłem Sheilę o rozmowę, zadeklarowałem iż jeśli nie uspokoi Tomosa, to zwyczajnie wbiję mu w końcu miecz w plecy. Będę tak honorowy jak oni, wydając nekromancie niczego nieświadomego, uśpionego ciosem Tomosa, Antka. Sheila powiedziała, że jeśli mi się coś nie podoba, mogę odejść. Powoli zaczynałem rozumieć, że ona też zaczyna myśleć, iż cel uświęca środki. Była dowódcą i jeśli ona tak sądzi, to z tego nie może wyniknąć nic dobrego. Odpowiedziałem, że nie zamierzam stąd odejść, podjąłem się tej trudnej misji i mam zamiar ją wykonać, ale nie za wszelką cenę, nie za cenę zabijania niewinnych osób. Powtórzyłem tylko, by nakazała Tomosowi inne zachowanie albo go zabiję. W tym momencie wybuchła drwiącym śmiechem, prosto w moją twarz. Wyciągnąłem broń, po czym powiedziałem „Wyzywam cię”. Powiedziała, że nie będzie walczyć, ale ja mimo to zaatakowałem. Tylko szybka interwencja Tomosa uratowała jej życie. Tomos rozprawił się ze mną szybko i bezlitośnie.
Tu właśnie zakończyła się przygoda Krissa Lazarusa. Odszedł bez honoru, łamiąc wszystkie możliwe wartości, którym starał się być wierny przez całe dorosłe życie. Sesję później (nie brałem w niej udziału z powodu tego, iż nie zrobiłem jeszcze nowej postaci oraz z powodu tego, iż drużyna przez wadliwie działający portal została rzucona do alternatywnego świata, więc zwyczajnie dołączenie mnie tam było by mocno na siłę) cała drużyna ginie w pewnym przeklętym zamku maga Dreiziga Szarego Cienia.Dziś kiedy to piszę wszyscy mamy już nowe postacie, nowe cele oraz marzenia. A troje z nas rozegrało już pierwszą sesję. Zatem nadszedł czas pożegnać Sheilę, Tomosa, Erika, Bagriela (postać nie opisana przeze mnie jako, iż dołączyła do gry w momencie kiedy zaniechałem pisania pamiętnika). Specjalne podziękowania dla Oszamy, który jak zwykle stworzył genialną i spójną kampanię.