Kilka dni później byliśmy na miejscu. Szybko doszło do konfliktu. Ja na swoją rękę rozglądałem się za Sarą, a Kriss, Sheila i Tomos prowadzili swoje śledztwo. Szybko spotkaliśmy się w jednej karczmie, gdzie przebywała również Sarah. Swoją drogą okazało się, że coś z nią nie tak. Zachowywała się, jakby była pod wpływem jakiegoś uroku, w ogóle mnie nie poznała!
Zostałem posądzony o to, że ich śledzę, nie wywiązuję się z obietnicy nieprzeszkadzania im i tym podobne. Byłem strasznie zły, ale ustąpiłem. Powiedziałem, że będę siedział w karczmie.
Ale przyszła koza do woza. Niedługo potem Kriss pojawił się z niewypowiedzianą prośbą, abym im pomógł. Łaskawie się zgodziłem. Sarah regularnie odwiedzała jeden pokój w karczmie i spotykała się tam z jakimś podejrzanym typem. Na początek włamaliśmy się do tego pokoju i przeszukaliśmy go. Dzięki moim umiejętnościom wyczułem ślad magii. Pomyślałem, że jakiś sukinsyn regularnie rzuca na nią uroki.
Postanowiliśmy zrobić zasadzkę. Muszę przyznać, że poszło nam to nad wyraz sprawnie, z jednym małym zgrzytem, który na szczęście dzięki mnie został naprawiony. Zaczekaliśmy w pokoju na Sarę, którą obezwładniliśmy, jak tylko weszła do pokoju. Nie była sobą. Po chwili zrobiliśmy to samo z podejrzanym typem.
Kiedy zaczęliśmy go przesłuchiwać, w ostatnim momencie zorientowałem się, że to hipnotyzer i cała ekipa powoli wchodzi w stan hipnozy. Rzuciłem się na niego i przerwałem trans. Kiedy już wiedzieliśmy, z kim mamy do czynienia, sprawa stała się prostsza. Przekonaliśmy hipnotyzera, aby „uwolnił” Sarę.
Muszę przyznać, iż chwilę później zostałem nieźle zszokowany. Tomos zaszlachtował pazurami jak świnię skrępowanego hipnotyzera. Ciekawe, a wszyscy starają się przedstawiać jako szlachetna i prawa grupa.
Wracając do Sary, kiedy stała się już sobą, ekipa, w tym również ja, dowiedziała się tego, czego miała się dowiedzieć, czyli że jakąś pieśń mamy zawieźć do miejsca, którego jednak nie wymienię ze względu na bezpieczeństwo. Tym sposobem zostałem w znacznej części wtajemniczony w ich tajne sprawy. Na miejscu będą na nich czekali „Strażnicy” i odbiorą od nich tę pieśń.
W tym momencie wkroczyłem i chciałem zabrać Sarę z nami. W moim umyśle pojawiła się wspaniała wizja podróżowania wspólnie z Sarą, a wiadomo, noce są zimne i trzeba się grzać. Niestety spaliło to na panewce. Stwierdziła, że musi odzyskać swój instrument i takie tam. Uciekliśmy w nocy z miasta i ruszyliśmy w wielotygodniową podróż, aby oddać pieśń Strażnikom.
Podróż była długa, zimna i nudna. Może to i lepiej, bo to również oznacza, iż była bezpieczna.