Dotarliśmy do Gardionu Wschodniego. Zatrzymaliśmy się w karczmie i oczom nie wierzę, widzę Opyrosa. Przypomniała mi się kabała, jaką odwaliliśmy z porwaniem. Na szczęście Opyros uspokoił mnie, że sprawa przycichła i nie jestem ścigany.
Zapruliśmy się wszyscy w piątkę niesamowicie. Narkotyki plus morze alkoholu. Zresztą zrobiliśmy to wielokrotnie. Odwiedziliśmy Opyrosa w jego rezydencji, posłuchaliśmy fragmentu jego nowego dzieła i narzekań na brak weny twórczej.
Opyros wymusił na mnie obietnicę pomocy przy jakimś rytuale z małym posążkiem Muzy Snów. Zresztą napędził mi tym sporo strachu. Pewnego wieczoru wspólnie dostaliśmy się do starej świątyni starożytnej bogini Sheni. Tam Opyros aktywował jakiś czar, czytając dwie sylaby wygrawerowane na posążku, i zapadł w śpiączkę.
Spał tak ponad trzydzieści godzin, w międzyczasie rzygając, plując i wrzeszcząc jakieś świństwa. Wprowadził tym mnie i swoją kochaną Elwirę w stan wielkiego zaniepokojenia o swoje zdrowie. Na szczęście obudził się i był wniebowzięty, podobno odzyskał natchnienie. Zaprosił nas na imprezę z okazji Święta Gwiazd do Galerii Artystów, gdzie miała się odbyć prezentacja jego dzieła. My musieliśmy jednak odmówić. Byliśmy umówieni dokładnie wtedy ze Strażnikami.
Spotkanie ze Strażnikami było dość burzliwe. Okazało się, że szpiedzy Lorda Keth są wszędzie. Jeden z nich, Salionita, upodobnił się do Strażnika i miał zamiar dostać się na spotkanie, jednak Strażnicy byli na to przygotowani. W karczmie zrobiło się dość niebezpiecznie, ponieważ Salionita postanowił się jednak bronić. Musiałem schować się za barem.
Po kilku chwilach i wybuchach Salionita trafił do pokoju przesłuchań, a po naszej stronie nie było większych strat. Widać, że zacząłem zadawać się z fachowcami. Chwilę później mieliśmy spotkanie z przywódcą Strażników, jego imienia nie wymienię. Wynagrodził nas za dostarczenie pieśni. Drużyna postanowiła, że również mi należy się taka sama działka, chwała im za to, bo muszę sobie kupić nową księgę czarów.
Dostaliśmy propozycję zorganizowania dużej wyprawy, i tu prawie się posikałem, wyprawy po Włócznię Przeznaczenia. No to już jest coś, jeszcze niedawno suszyłem rumianek, a teraz proponuje mi się, abym ruszył po Włócznię Przeznaczenia.