Kronika

Kroniki XIX: Opyros i Strażnicy Dominium

W Gardionie Wschodnim drużyna dociera do Strażników Dominium, oddaje Pieśń Trzeciej Pełni Erd i zbliża się do sprawy Włóczni Przeznaczenia.

6.06.2026 • Cad • Tomos • Kroniki Tomosa

No tak dotarliśmy do Gardionu Wschodniego, a więc w końcu będziemy mogli oddać „Pieśń Trzeciej Pełni Erd” i udać się do Zandary, aby wyjaśnić sprawę z Salionitą. Byłem bardzo podekscytowany, ponieważ było to kolejne miasto, w którym jeszcze nie byłem i aż mnie korciło, żeby zobaczyć wszystko to co te miasto miało mi do zaoferowania. Kriss i Sheila oczywiście skomentowali mój zapał, że mi śpieszno do burdelu, ale co oni wiedzą… Pewnie, że jako mężczyzna mam swoje potrzeby, ale to nie przesłania mi innych radości życia, czyli poznawania nowych miejsc i ludzi. A w Gardionie spotkaliśmy kogoś naprawdę niesamowitego.

Nazywał się Opyros i był jednym z bardziej szalonych ludzi jakich spotkałem na swojej drodze. Opyros był znajomym Erika i spotkaliśmy go w karczmie, jak schodził chwiejnym krokiem po schodach. Po wylewnym powitaniu zaprosił nas do stołu i zaproponował wspólną zabawę. Ja oczywiście byłem zachwycony, tym bardziej, że mieszek miałem lekki, a nasz nowy towarzysz za wszystko szczodrze płacił. Tego co się działo tego wieczoru nie sposób opisać, zresztą większości nie pamiętam, aczkolwiek rano byłem jednego pewien: zabawa była przednia. Nasz towarzysz jak się okazało jest poetą, ale w przeciwieństwie do innych bardów nie tworzył pieśni o miłości, a wręcz przeciwnie: o śmierci i ciemnej stronie duszy człowieka. Jak nam się zwierzył, od dłuższego czasu próbuje dokończyć pieśń swego życia, ale nie może tego zrobić, ponieważ opuściła go jego muza. Nasz przyjaciel chwytał się wszelkich sposobów, aby odzyskać natchnienie, ale wszelkie jego próby spełzały na niczym. Postanowiliśmy mu pomóc, co ograniczało się do towarzystwa przy kieliszku czy też innych używkach…

Po 3 dniach „pomocy” Opyros przyszedł do nas bardzo podekscytowany i powiedział nam, że znalazł sposób na dokończenie pieśni. Udało mu się zdobyć figurkę przedstawiającą „Muzę Snów” i dzięki niej, wpadając w trans, miał zobaczyć koniec swojej pieśni. Jako że do terminu, w którym mieliśmy się spotkać ze Strażnikami Dominium, pozostał jeden dzień, zgodziliśmy się udać z nim do starożytnej świątyni tej bogini i popilnować go podczas transu. Świątynia była zdewastowana i dosyć przygnębiająca. Mieściła się w piwnicach pewnej kamienicy i była starsza niż samo miasto. Wszystko poszło zgodnie z planem, Opyros zaprowadził nas do ukrytej świątyni i za pomocą koncentracji wprowadził się w trans. Jednak rano okazało się, że nie możemy dobudzić naszego przyjaciela. Napędził nam niezłego stracha, ponieważ nie dobudził się przez cały kolejny dzień. Ale po tym czasie i wizycie miejscowego medyka, ocknął się i powiedział, że zna koniec swojej pieśni. Zaprosił nas nawet na uroczyste odczytanie jej, ale niestety musieliśmy odmówić, jako że mieliśmy inne plany na wieczór.

Gdy się ściemniło, udałem się do karczmy, gdzie miało odbyć się spotkanie ze Strażnikami. Tu spotkała mnie kolejna niespodzianka, okazało się bowiem, że miejsce spotkania zostało zmienione, a w karczmie tej Strażnicy zastawili pułapkę na Salionitę, który miał próbować się dostać na spotkanie. Mieli się tym zająć dobrze nam już znani Strażnicy: Kra’el i Proxim oraz nowo poznany krasnolud, kapłan Nekrissa, Ignus. Wysłaliśmy wiadomość reszcie grupy, aby przyszli i pomogli w zasadzce. Sama zasadzka udała się bardzo dobrze, po krótkiej walce zabiliśmy dwóch ochroniarzy oraz unieruchomiliśmy Salionitę. Kra’el – mroczny elf, poinformował nas, że niedługo dołączy do nas szef Strażników i udamy się na prawdziwe miejsce spotkania.

Gdy przybyliśmy do rezydencji, w którym odbywało się już spotkanie, okazało się, że są już wszyscy, którzy mieli przybyć. Usłyszeliśmy wieści dotyczące kolejnych ruchów Lorda Keth oraz otrzymaliśmy ciekawą propozycję. Zaproponowano nam, abyśmy kontynuowali poszukiwania Włóczni Przeznaczenia wraz z nastaniem wiosny. Mamy zabrać drużynę w Białym Mieście i udać się w Lodowe Szczyty na poszukiwania. Oczywiście poinformowaliśmy Strażników, że najpierw udajemy się do Zandary, aby wyrównać rachunki z pewnym Salionitą. Okazało się, że nie tylko nie mają nic przeciwko temu, a nawet zaproponowali nam pomoc Kra’ela w naszej misji. Przystaliśmy na to i natychmiast wyruszyliśmy do Zandary. No, może mówiąc natychmiast, trochę przesadziłem, bo wszyscy moi kompani udali się na zakupy. Sheila i Kriss zakupili nowe zbroje, a Erik kupił jakieś nowe czary. Oczywiście nie mieli wystarczającej ilości złota, dlatego zapożyczyli się u mnie. Koniec końców zostałem z trzema złotymi monetami i kolejnymi dłużnikami… Z tego wszystkiego nie było mnie stać, aby przed samym wyjazdem udać się do zamtuza, nie ryzykując, że będę głodował po drodze…

Droga do Zandary przebiegła w miarę możliwości spokojnie i po kilkunastu dniach dotarliśmy do bram miasta. Od razu udaliśmy się do naszej starej karczmy, Smoczy Ogon, aby przywitać się z właścicielem Morganem, także członkiem bractwa Strażników i ich rezydentem w Zandarze. Wieczorem, przy dzbaneczku gorzałki, obmyślaliśmy plan dostania się do naszego celu. Jak zwykle mnóstwo nudnej gadaniny, więc nudziłem się strasznie, do tego Kriss znów wyskoczył ze swoimi rewelacjami. Gdy dyskutowaliśmy o tym, aby porwać osobę, która dostarcza jedzenia do dworku, w którym mieszka Salionita Norias, powiedziałem, że trzeba go porwać, przesłuchać i zabić, wykorzystując fakt niewyjaśnionych morderstw w mieście (ponoć ludzie znikali z ulic, a następnie odnajdowano ich z wykrojonymi sercami). Oczywiście najbardziej oburzył się Kriss i powiedział, że on się na to nie zgadza i jeśli zabiję tego wieśniaka, to on wsadzi mi sztylet w plecy. Jak to usłyszałem, to moje oczy wypełniły się czerwoną mgłą. Tylko dzięki szkoleniu, które przebyłem, byłem w stanie się opanować i kontynuować dyskusję, ale teraz już wiem, aby nigdy się nie odwracać do Krissa plecami. Tak jak mówiłem to wcześniej Drumowi, nie jest on godny zaufania i przy pierwszym fałszywym ruchu z jego strony, będę musiał go uciszyć. Koniec końców obiecałem, że nie zabiję tego wieśniaka i nawet pomogłem Erikowi w złapaniu go. Ukryliśmy go w podziemiach karczmy i Erik, za pomocą magii, rozpoczął wyciąganie od niego informacji, które pomogą nam się dostać do posiadłości.