W sumie dowiedzieliśmy się całkiem sporo. Służący Noriasa, pod wpływem czaru, narysował nam mapę domu oraz jego okolic, wskazał nam nawet ukryte wejście, którego mogliśmy użyć, aby wkraść się niepostrzeżenie do domu. Dowiedzieliśmy się również, że po placu biegają psy, które mogą nas zauważyć i ostrzec przed nami strażników. Po kolejnych kilku godzinach planowania uzgodniliśmy plan działania. Postanowiliśmy zatruć mięso, które dostają psy. Trutkę miał przygotować Kra’el (ponoć zna się na warzeniu trucizn), a my zakradając się od tyłu posesji, mieliśmy wejść przez ukryte wejście i dostać się do tego Salionity.
W trakcie obmyślania planu, mieliśmy niespodziewaną wizytę. Kapłan Zandary, Czcigodny Eiun, w towarzystwie oficera Cienistej Dłoni, porucznika Petera Ar’zca, zapukali do naszych drzwi i przedstawili nam dziwną ofertę. Dzięki swoim mocom (a może i szpiegowaniu nas…) kapłani dowiedzieli się co planujemy i postanowili nam pomóc. Okazało się, że kapłani mieli jakieś podejrzenia co do kupca Noriasa, którego chcieliśmy uśmiercić i sami go obserwowali. Jednakże z powodu, że był wpływową osobą, sami nie mogli przedsięwziąć otwartych działań przeciwko niemu. Pomocą jaką nam oferowali okazał się zadziwiający amulet, który powodował, że w jego pobliżu panowała całkowita cisza. Od razu zauważyliśmy, że może być nieoceniony, jeżeli nasz wróg będzie korzystał z magii, więc przystaliśmy na propozycję kapłana, bo oczywiście pomoc nie była bezinteresowna. Kapłani chcieli abyśmy po uśmierceniu kupca przeszukali jego dom i poszukali w nim dokumentów, które by go powiązały z Lordem Keth oraz wszelkich informacji na temat ludzi, którzy z nim współpracowali w Zandarze. Zgodziliśmy się dać im to czego po nas oczekiwali, ale gdy opuścili nasz pokój, ustaliliśmy, że nie możemy się do końca wywiązać z tej umowy, ponieważ wszelkie kontakty Salionity powinien najpierw poznać Lord Ceres i to on powinien zadecydować co z tymi ludźmi zrobić.
Gdy plan był obmyślony, ja i Kriss udaliśmy się na rekonesans, obejrzeliśmy dokładnie teren naokoło domu i przyjrzeliśmy się strażnikom. Tak jak myślałem, nie przywiązywali oni zbytniej wagi do swoich obowiązków, ponieważ na dworze było strasznie zimno i dopiero gdy podeszliśmy bardzo blisko i psy nas wyczuły i zaczęły szczekać, dwóch z nich się ruszyło, aby sprawdzić co się dzieje. Z takimi wieściami wróciliśmy do pokoju i udaliśmy się na zasłużony spoczynek.
Z samego rana nasi kompani poszli podmienić mięso dla psów, które kupował w mieście służący Noriasa. Jak się dowiedzieliśmy rano, udało się to zrobić bez wzbudzania podejrzeń, więc czekaliśmy do wieczora, aby wyruszyć na naszą akcję. Gdy zaczęło się zmierzchać, opuściliśmy miasto i udaliśmy się w kierunku domu Salionity. Dostanie się do domu nie sprawiło nam większych problemów, przekradliśmy się przez podwórze i odszukaliśmy ukryte wejście do domu. Już w samym domu użyliśmy pożyczonego nam amuletu i pod osłoną całkowitej ciszy weszliśmy do pomieszczeń, które zazwyczaj zajmował nasz cel. Rozglądaliśmy się po pomieszczeniach i już pomyślałem, że Salionity nie ma w domu, gdy Erik otworzył jedną z szaf, a w środku siedziała skulona mała dziewczynka. Tego się nie spodziewałem, nie miałem pojęcia co ona tu robi i pewnie bym się tak dłużej zastanawiał, gdyby nie to, że Erik przyrżnął jej w łeb z pięści. Trochę mnie to zaskoczyło, ale jego dalsze działania wszystko wyjaśniły, ponieważ wyciągnął on srebrną monetę i dotknął nią policzka dziewczynki. Ta momentalnie wystrzeliła do góry i zaatakowała nas. Widocznie siłą Salionity była jego magia, ponieważ usilnie starał się rzucać zaklęcia, gdy ja i Sheila cięliśmy jego ciało na kawałeczki. Nasz amulet zadziałał bardzo dobrze, więc walka była krótka.
Gdy Salionita rozpłynął się po podłodze, zaczęliśmy przeszukiwać jego dom. Znaleźliśmy trochę kosztowności, ale nie to najbardziej nas zaciekawiło. Kriss znalazł ukryte pomieszczenie, w którym stało ogromne zwierciadło o dużej mocy magicznej oraz gabinet Salionity. Przeszukaliśmy tutaj wszystko dokładnie i Kra’el znalazł jakieś ważne dla nas dokumenty. Gdy już nie zostało nic interesującego, opuściliśmy dom Salionity niewidzialni niczym powiew letniej bryzy. Jako że nasze zadanie wykonaliśmy co do joty, oddaliśmy kapłanom amulet i opowiedzieliśmy im o tym, co zobaczyliśmy w domu Salionity, a w szczególności o zadziwiającym zwierciadle. My zaś po rozliczeniu tych kilku monet, które znaleźliśmy w domu udaliśmy się w podróż powrotną do Gardionu Wschodniego, a później do Białego Miasta.