To, co później się działo, było co najmniej niesamowite. Zostaliśmy napadnięci przez jakichś zawodowych morderców. Zostałem ranny. Już żegnałem się z tym światem, kiedy pojawił się Lucjan Drakke. Sam sposób, w jaki się pojawił, mówił, iż jest potężnym magiem.
Uratował nam życie, pozwolił na ucieczkę i zmylił tropy, abyśmy mogli bezpiecznie uciec. Wyjaśnił, iż na głowy tej grupy jest wyznaczona nagroda, a sposobem, aby się od tego uwolnić, jest zabicie zleceniodawcy. Wtedy można się zgłosić do jego znajomego w Białym Mieście, Mordanzibela, powołać się na niego i w ten sposób udałoby się anulować wyrok, czyli zlecenie morderstwa.
I tak zostałem w to też wplątany. W rozmowie z Lucjanem w cztery oczy zaproponowałem, aby wziął mnie na ucznia. Odpowiedział, iż przyjmie mnie, jeżeli wykażę się zaradnością w tej sprawie i rozwikłam zagadkę pierścienia, który dostałem od niego w prezencie.
Po krótkiej naradzie postanowiliśmy ruszyć do Zorkh, a docelowo do Lupis. Podróż mijała w miarę przyjemnie, w przeciwieństwie do jej początków. Po drodze zatrzymaliśmy się u jakichś wieśniaków, przenocowaliśmy tam. Przy okazji wygadali się, że wykopali jakąś skrzynię w polu. Wspólnie pomogliśmy im ją otworzyć.
Był tam zapieczętowany golem, którego uwięził jakiś anonimowy mag. Udało mi się tego dowiedzieć z notatki po zanzibarsku, którą zostawił w skrzyni. Wygląda na to, że zamknął go i zakopał zanzibarski mag w czasach, gdy w pobliżu przebiegał front. Golem został uwięziony, ponieważ nie można było nad nim zapanować i był groźny dla ludzi.
Według mnie moc golema została już rozproszona i stał się zwykłym „posągiem”. Trochę dyskutowaliśmy na ten temat, czy można zostawić go tak wieśniakom, ale w końcu stanęło na tym, że zrobią, co chcą, a oni bardzo chcieli stracha na wróble.
W Zorkh wiele ciekawego się nie działo i długo tam nie zabawiliśmy. Moi kompani tajemniczo oświadczyli, iż udajemy się na północ, do miasteczka Lintun, i że mam się nie interesować, po co oni tam jadą. Ale ja już się zorientowałem, że ma to coś wspólnego z Sarą, piękną Sarą. Muszę przyznać, iż brakuje mi jej.