Wygląd zewnętrzny
Jestem bardzo młodym mężczyzną, mam około osiemnastu lat. Jestem wysoki, mierzę około stu osiemdziesięciu pięciu centymetrów, mam ciemne blond włosy krótko ścięte na jeża, błękitne oczy oraz pierwszy zarost na twarzy.
Noszę zbroję paskową. Z prawej strony biodra mam przypięty miecz długi, a z lewej średniej wielkości tarczę. Na głowie noszę otwarty hełm z ochroną na nos. Na plecach mam solidny plecak, a na nim pochwę, w której spoczywa duży miecz dwuręczny. Noszę też solidne, wysokie buty oraz biały, cienki, niezapinany płaszcz. Z przodu i z tyłu widnieje na nim symbol Richitera.
Mój koń ma dwie sakwy, po jednej z każdej strony, wypełnione różnymi przedmiotami. Do lewej części siodła przymocowana jest beczka o pojemności około dwudziestu pięciu litrów, a z prawej niewielka metalowa klatka z małym, czerwono-żółtym, rozśpiewanym ptaszkiem. Z prawej strony siodła przymocowana jest ciężka kopia, a podczas jazdy z lewej strony konia mocuję tarczę.
Historia
Nazywam się Artur Avenger Paingiver. Urodziłem się w niewielkiej wiosce Ak-Dur, niedaleko Ak-Kar. Należę do grupy społecznej określanej jako szlachta zaściankowa. Moja matka była zielarką, natomiast ojciec zarządcą wioski. Miałem dwóch starszych braci oraz jedną młodszą siostrę.
Najstarszy z braci miał na imię Rivenald i chciał zostać kapłanem Richitera. Drugi miał na imię Cyswengar i interesował się magią. Nie wiem dokładnie, jaką dziedziną, ponieważ nie znam się na tym, ale kiedyś wspominał, że była związana z życiem. Próbowałem namówić go, żeby rzucił jakiś czar, lecz odpowiedział wtedy, że jeszcze niczego nie umie, choć pewien znajomy obiecał mu, że niedługo nauczy go czegoś prostego.
Jeśli chodzi o moją siostrę, mogę powiedzieć tylko tyle, że w wieku ośmiu lat bardzo dobrze strzelała z łuku. Miała na imię Agness.
Wioska czerpała główne dochody z wydobycia srebra, ponieważ niedaleko znajdowała się kopalnia, a także z myślistwa i garbarstwa. Jeśli chodzi o mnie, byłem łobuziakiem. Razem z kolegami robiliśmy kawały i inne, jak teraz widzę, głupie żarty starszej części wioski. Nieraz oberwało mi się od ojca rózgą. Ogólnie żyło się bardzo fajnie i beztrosko, jednak jak mówią, nic nie trwa wiecznie.
Pewnego dnia naszą wioskę spotkało nieszczęście. Wyznawcy Lorsha najechali na nas i zażądali ofiar z nowo narodzonych dzieci. Nie będę dokładnie opisywał całego wydarzenia, ponieważ jest ono dla mnie niezwykle bolesne. Powiem tylko tyle, że moi rodzice zostali zabici wraz z najstarszym bratem Rivenaldem, dalszą rodziną i kolegami. Ciał Cyswengara i Agness nie znalazłem.
Mnie uratował najszlachetniejszy, najpiękniejszy, najodważniejszy, najreligijniejszy, najinteligentniejszy i najzabawniejszy rycerz, jakiego poznałem: Estoroth Paingiver. Takiego człowieka jak on trzeba po świecie ze świecą szukać. Podróżował z zabawnym krasnoludem, od którego wiecznie śmierdziało, Drorixem, oraz z tajemniczym człowiekiem o imieniu Gurney.
Estoroth nie dość, że mnie uratował, to jeszcze uznał mnie za swego syna i przekazał mi nauki, które sam posiadał. Zapisał mnie do zakonu, abym był bezpieczny i uczył się walki, religii, historii, zachowania przy stole, dobrych manier oraz wielu innych przydatnych rzeczy. Regularnie wspomagał mnie również finansowo. Jest człowiekiem, któremu zawdzięczam najwięcej, więcej nawet niż własnemu prawdziwemu ojcu.
Niestety nie mogliśmy być cały czas razem, ponieważ on czuł potrzebę szukania i tępienia zła, a ja musiałem uczyć się w szkole rycerskiej. Wyjechał z przyjaciółmi trzy lata temu i do tej pory nie wrócił. Nie daje znaków życia, nie napisał nawet listu. Jestem przygotowany na najgorsze. Już raz przeżyłem śmierć ojca.
Mam jednak nadzieję, że żyje i że powstrzymuje go wojna z Heborem, na którą też się wybieram, jeśli takie będą rozkazy. Wierzę, że się spotkamy, ponieważ chcę mu powiedzieć, jak wiele mu zawdzięczam i jak bardzo go kocham. Moim celem jest odnalezienie Estorotha albo znalezienie informacji o tym, co się z nim stało.
Jeśli nie żyje, dowiem się, kto go zabił. Już teraz mówię śmiało, że zabiję tego, kto to zrobił. Przysięgam na to, co jest mi najdroższe. Przysięgam na miłość do boga. Przysięgam na miłość do mojego kochanego ojca.
Wygląd wewnętrzny
Jestem człowiekiem o dość mocnych nerwach. Kiedyś przechodziłem obok rzeźni i widok zabijanych zwierząt oraz pokrojonych ciał nie robił na mnie wielkiego wrażenia. Jak na razie przeraża mnie jedynie myśl o śmierci Estorotha oraz widok osób noszących symbol Lorsha. Wtedy na początku się boję, lecz potem, jeśli jest to możliwe, atakuję.
Nie zabiłem jeszcze człowieka, ale sądzę, że jestem na to przygotowany. Nie lubię, gdy w mojej obecności mówi się źle o Estorothu, nawet jeśli chodzi o głupstwo. Wtedy się denerwuję. Mam kilku przyjaciół w zakonie, kanarka o imieniu Hokej oraz, rzecz jasna, Drorixa i Gurneya.
Jeśli dowiem się o śmierci Estorotha, mogę poważnie zwątpić w boga. W walce będę wtedy bezlitosny, dla przyjaciół pozostanę przyjacielem, a dla obcych będę niemiły, choć pewnie nie zawsze. Bardzo lubię słonecznik oraz wino, co jest moją niedawno nabytą zachcianką.
W kronikach Lyrralta
W Kronikach Lyrralta Artur pojawia się na początku wojennej drogi do Kaettler. Spotyka Lyrralta w czasie podróży, opowiada mu o Estorothu, a potem razem z drużyną trafia w sprawę Martina z Gork, Wyspy Gabros i Wielkiej Rady.
Jego los pozostaje krótki i tragiczny. W jednej z późniejszych wypraw Artur ginie po sprzeczce w karczmie, gdy konflikt z miejscowymi chłopami wymyka się spod kontroli. Kroniki przedstawiają tę śmierć surowo, bez rycerskiego patosu, co mocno kontrastuje z jego własnym wyobrażeniem o honorze, chwale i sprawiedliwości.