Kronika

Kroniki I: Podróż do Kaettler

Lyrralt rusza do Kaettler, by zaciągnąć się do wojska, lecz spotkanie z Arturem i tajemniczym Martinem otwiera drogę do większej intrygi.

6.06.2026 • Cad • Lyrralt z Tales • Kroniki Lyrralta

Tak się nieszczęśliwie złożyło, że w tym czasie Imperium toczyło wojnę z sąsiedzkim Królestwem Heboru. Jako że nigdy nie brałem udziału w żadnych większych bitwach, postanowiłem wyruszyć do Kaettler, gdzie rekrutowano nowe oddziały i zaciągnąć się do wojska. Podróż przebiegała spokojnie jak na tak burzliwy okres - zniszczenia wojenne, grabieże i całe zło wojny były bardzo daleko. Można powiedzieć, że centralne i wschodnie ziemie Imperium nie odczuły tego, że kraj prowadzi wojnę. Oprócz maszerujących oddziałów wojska i przejeżdżających wozów z zaopatrzeniem dla armii, jedyną ciekawą osobą, którą spotkałem na swej drodze był Artur. Artur był rycerzem i również wybierał się na wojnę, aby wspomóc ojczyznę swoim ramieniem w tych ciężkich chwilach. W czasie naszej podróży Artur opowiedział mi o swoim ojcu Estorodzie Paingiverze, który wraz ze swoimi przyjaciółmi kilka miesięcy termu wyruszył do Heboru w misji dyplomatycznej. Artur był o niego bardzo zaniepokojony, ponieważ od tego czasu nie miał od swego ojca znaku życia.

Podczas naszej wspólnej wędrówki spotkaliśmy bardzo dziwnego kupca, który przedstawił się nam jako Martin z Gork. Kupiec ten zaproponował nam posadę osobistej ochrony do Kaettler, na co się chętnie zgodziliśmy, ponieważ i tak udawaliśmy się w tamtym kierunku. Trochę naszą nieufność budził fakt, że w karczmie, w której się poznaliśmy z Martinem, ten zachowywał się bardzo dziwnie – wypytywał w jakim mieście i kraju się znajduje. Wyglądało to tak jakby nagle spadł z nieba. Dodatkowo Martin pojawił się w gospodzie niedługo po dziwnym wybuchu, który było słychać w całej okolicy. W czasie podróży Artur dowiedział się od Martina, że ten jest magiem i znalazł się w tym miejscu na skutek nieudanego zaklęcia teleportacyjnego i pułapki, którą na niego zastawili jego wrogowie.

Mieliśmy okazję zobaczyć potęgę czarów Martina, kiedy zostaliśmy napadnięci przez bandytów. Czarownik rzucił w swych wrogów wiązką błyskawic, czym rozproszył ich przeważające szeregi, a my po prostu dobijaliśmy spanikowanych napastników. Artur widząc jakim czarodziejem jest Martin i bardzo chcąc zobaczyć swojego ojca, chwycił się szalonej myśli, aby poprosić Martina o pomoc. Rycerz chciał, aby Martin za pomocą magii skontaktował się z Estorothem i jeśli by zainstaniała taka możliwość, aby sprowadził ojca zaklęciem teleportacji. Martin długo nie chciał się na to zgodzić, mówiąc, że to bardzo niebezpieczne i wyczerpujące, jednak Artur tak długo przysięgał dozgonną wierność i służbę Martinowi, aż ten się zgodził na tę szaloną propozycję. Po długi przygotowaniach wreszcie Martin rzucił potężne zaklęcie. Udało mu się skontaktować z towarzyszami Estorotha, od których dowiedzieliśmy się, że ojciec Artura zginął w walce, a oni obecnie znajdują się w Monoleth i są ścigani od wielu dni przez nieumarłego wojownika. Można powiedzieć, że byli w porządnych opałach. Martin, poświęcając resztkę swej magii, zaklęciem teleportacji sprowadził wyczerpanych i rannych towarzyszy Estorotha. Tym samym wszyscy staliśmy się jego dłużnikami. Wiadomość o śmierci Estorotha wstrząsnęła Arturem, którego smutek ugasiła wiadomość, że jego ojciec zginął honorowo i w boju. Artur, który wiele lat znał towarzyszy swego ojca, Gurney’a i Drorix’a, na ich widok mimo wszystko bardzo się ucieszył. Tej nocy długo nie spaliśmy, a opowieści o bohaterskich czynach nie było końca…

Dalsza podróż do Kaettler przebiegała spokojnie, a u wrót miasta zagadkowy kupiec zaoferował nam kolejne zadanie. W zamian za swoje poświęcenie dla Artura, Martin chciał abyśmy pomogli mu w jego planie. Mielismy go po prostu ochraniać przez kolejnych kilka następnych dni. Wszyscy przystaliśmy na to, ponieważ mieliśmy spory dług do spłacenia. Jednak wkrótce cała sprawa zaczęła się komplikować. Już od dawna podejrzewaliśmy, że Martin nie jest tym za kogo się podaje – żaden czarodziej o takiej mocy nie jest zwykłym kupcem. Jednak, kiedy znaleźliśmy się na jednym legendarnych latających statków, które posiadają jedynie najpotężniejsze persony, mieliśmy już pewność. Na pytanie kim jest i czemu się ukrywa, Martin stwierdził, że wszystkiego dowiemy się na miejscu. Niedługo okazało się, że podróżowaliśmy na miejsce, które nazywało się Wyspą Gabros. Miejsce to od setek lat było tajemną siedzibą wielu potężnych magów Wielkiej Rady – organizacji, którą założył dawno temu czarownik Aragnor. Mówi się, że Wyspa Gabros nigdy nie została odnaleziona, ponieważ może unosić się w powietrzu i magowie zmieniają jej miejsce położenia co jakiś czas. W tym czasie Wielka Rada wspierała Hebor w wojnie z Imperium.