Kronika

Kroniki III: Kompania Karna

Po powrocie do Kaettler Lyrralt i Drorix zostają wciągnięci w wojenne prawo, Kompanię Karną i misję, która szybko okazuje się zasadzką.

6.06.2026 • Cad • Lyrralt z Tales • Kroniki Lyrralta

Chcąc jak najszybciej opuścić to pechowe miasto, postanowiliśmy z Drorixem udać się po konie, które zostawiliśmy 2 tygodnie temu w karczmie. Niestety nie wpadliśmy na to, że jesteśmy cali obryzgani krwią po walkach na wyspie Gabros – w końcu od tamtych wydarzeń minęły dosłownie minuty. Nie udało nam się niepostrzeżenie wejść do stajni i gdy tylko zauważył nas stajenny, przeraził się strasznie i uciekł z krzykiem. Na nasze nieszczęście niedaleko przechodził patrol gwardii, który widział całe zajście. Strażnicy podbiegli do nas i natychmiast zażądali wyjaśnień dotyczących naszego stroju. Cały czas Imperium prowadziło wojnę z Heborem i każdy mógł być podejrzany o szpiegostwo na rzecz wroga. Drorix zaczął się awanturować i stawiać opór, więc jako podejrzani o morderstwo, zostaliśmy aresztowani i zaprowadzeni do więzienia.

W tym czasie sądzono dosyć szybko, według prawa wojennego, dlatego też bardzo prędko stanęliśmy przed obliczem Sędziego. Rozprawa była krótka, ponieważ nieznany nam mieszkaniec Kaettler zeznał, że widział nas na miejscu jakiejś zbrodni. Nie wiedzieliśmy o co chodzi, wydawało się, że ktoś nas chce wrobić, ale nie posiadając żadnego rozsądnego alibi, nie potrafiliśmy się obronić. Zostaliśmy uznani za winnych, a karą za morderstwo była śmierć przez powieszenie. Nie dostąpiliśmy jednak zaszczytu dyndania na strycznku, ponieważ zaproponowano nam uniknięcie kary, w zamian za służbę w wojsku w Kompanii Karnej. Widać wojsko chwyta się każdego sposobu, żeby zwiększyć swoje szeregi. Oczywiście zgodziliśmy się, jak zwykle nie mając wyboru. Cała sytuacja wydawała się trochę śmieszna, bo w końcu przybyłem do tego miasta, aby zaciągnąć się do wojska. Można zatem powiedzieć, że moje marzenie się spełniło.

Jednostka, do której dostaliśmy przydział, należała do V Armii pod dowództwem generała Durrandina Crapta. Moim bezpośrednim przełożonym był porucznik Varix, a kompania nosiła dumną nazwę III Kompanii Karnej. Po przybyciu kazano nam oddać swoją broń, na co się nie chciał zgodzić Drorix, ponieważ był bardzo do niej „przywiązany”. Za swoje nieposłuszeństwo zapłacił bełtem w udzie, wystrzelonym osobiście przez porucznika sadystę. Dostaliśmy tydzień czasu na poznanie tutejszych warunków, a było co poznawać, ponieważ jednostka ta bardzo się różniła od reszty jednostek V Armii. Niezbyt się ucieszyliśmy słysząc podczas mowy powitalnej, że w każdej bitwie Kompania Karna idzie w pierwszym szeregu i 50 procent jej żołnierzy ma zaszczyt umrzeć na polu bitwy. Ciekawe jak długie jest życie przeciętnego żołnierza tego oddziału.

Nasi pozostali kompani, którzy zostali w magazynie w Kaettler, wiedząc o naszej wpadce i przymusowym wcieleniu do Kompanii Karnej, sami zgłosili się na rekrutację i wyruszyli na wojnę.

Po kilku tygodniach „odpoczywania” otrzymaliśmy pierwsze zadanie. Mile zostaliśmy zaskoczeni, gdyż okazało się, że razem z nami misję mieli wykonywać nasi kompani, którzy wstąpili do regularnej armii. W jakiś sposób zdobyli zaufanie swoich dowódców i wstawili się za nami, zachwalając nasze talenty zwiadowcze. Dlatego też zdecydowano się dołączyć naszą dwójkę do ich oddziału na czas wykonywania misji. Zadanie polegało na przedostaniu się lasem za linię frontu i dotarcie do wioski o nazwie Bogoht. Następnie mieliśmy się spotkać z informatorem, tamtejszym karczmarzem, który nazywał się Randal. Po spotkaniu z informatorem, mieliśmy wymówić hasło, na które ten powinien poprawnie odpowiedzieć i tym samym potwierdzić, że pracuje dla "dobrej" strony. Po otrzymaniu informacji od Randala i tajnej depeszy, mieliśmy wrócić do kwatery głównej.

Podekscytowani wyruszyliśmy na naszą pierwszą misję, chcąc się jak najlepiej zaprezentować. Ja, jako Łowca i osoba najlepiej obyta w sposobie poruszania się po lasach, zostałem przewodnikiem, a zarazem zwiadowcą. Podróżowaliśmy zgodnie z mapą, którą otrzymaliśmy od przełożonych i po kilku dniach marszu, dotarliśmy do miejsca docelowego. Wioska na pierwszy rzut oka wyglądała na spokojną. Ufni w swoją siłę, pewnie wyruszyliśmy przed siebie i weszliśmy do tutejszej karczmy. W karczmie przesiadywało kilku miejscowych chłopów, więc zaraz po wejściu raźno powiedzieliśmy naszą kwestię oczekując odpowiedzi. Ku naszemu zdziwieniu ta nadeszła, ale nie całkiem tak jak miała wyglądać. Podstawiony informator pomylił dwa słowa w odpowiedzi i wtedy się zorientowaliśmy, że wpadliśmy w pułapkę. Ludzie przebywający w karczmie nie byli tamtejszymi mieszkańcami, a żołnierzami armii Heboru. Wywiązała się okrutna walka i cudem udało nam się obronić przed wrogami. Szczęśliwie udało nam się zabarykadować w karczmie, gdzie na zapleczu znaleźliśmy prawdziwego i związanego informatora. Gdy go rowziązaliśmy, ten poinformował nas, że żołnierze heborscy przygotowali zasadzkę na nas. Informacja okazała się prawdziwa, tylko trochę spóźniona, ponieważ od jakiegoś czasu w zasadzce już tkwiliśmy. Randal powiedział nam, że wróg, mimo tortur, nie zdołał przejąć informacji przeznaczonych dla naszego dowództwa, ponieważ dobrze je ukrył i nie pisnął słówka o tym swoim oprawcom. Mimo wszystko Drorix był tak wściekły, że tak głupio wpadliśmy w zasadzkę i tak rozwścieczony zaistniałą sytuacją, że bez skrupułów zabił karczmarza.

Nie musieliśmy długo czekać na atak na karczmę. Nieprzyjaciele uważali, że skoro jesteśmy zamknięci w karczmie, to bez problemu nas tu wybiją i czekali na posiłki. Nie wzięli pod uwagę faktu , że nasza determinacja była tak wielka, że zdobyliśmy się na szaleńczą próbę przebicia okrążenia i ucieczkę w las. Strasznie poranieni schroniliśmy się w lesie, gdzie wiele godzin ukrywaliśmy się przed pościgiem. Przydała się wtedy moja znajomość lasu i ukrywania się w nim. Kiedy zaprzestano pościgu, myśląc pewnie, że jesteśmy już daleko stąd, ruszyliśmy cicho i ostrożnie w kierunku naszego obozu wojskowego.