Kronika

Kroniki VI: Felix i Bezsłoneczna Cytadela I

W Elijeh Goth i drużyna podążają za tropem Felixa, strzępami spalonych notatek i rodziną Hucrele ku Bezsłonecznej Cytadeli. Pod ziemią czekają szczury, koboldy, gobliny i młody biały smok, a kapłan coraz ostrzej ocenia, kto staje do walki, a kto chowa się za plecami innych.

2.05.2026 • Cad • Goth un Nathrek • Kroniki Gotha

Tak więc dotarliśmy do miasta Elijeh około południa. Nie bardzo wiedzieliśmy co mamy robić, więc postanowiliśmy na spokojnie poszukać karczmy i odpocząć po męczącej podróży. A trzeba przyznać, że do tej pory mieliśmy szczęście, pomimo późnej pory roku temperatura była znośna i nie spadło za dużo śniegu. Zatrzymaliśmy się w karczmie i Adrian poszedł dowiedzieć się czegoś w świątyni Aziela. Podejrzewaliśmy, że to właśnie tam trzeba zacząć szukać informacji. Tak też się stało, a Adrian dowiedział się, że kapłan, który opiekował się kaplicą ostatnimi czasu zachowywał się dziwnie, co wzbudziło podejrzenia u kilku wiernych. Wojskowi, którzy mieli w tym miejscu obóz, zainteresowali się nim i po przesłuchaniu okazało się, że spiskował on przeciw armii Zandary. A wojsko miało sporo roboty. Usłyszeliśmy, że całkiem niedaleko dochodzi do regularnych walk z wojskiem Lorda Keth, co zresztą tłumaczyła spora liczba rannych, których widzieliśmy na szlaku. Popytałem mieszkańców Elijeh i dowiedziałem się, że wojownicy z mojej krainy jeszcze nie przyłączyli się do wojny, która powoli nabierała tempa.

Tymczasem miało miejsce kilka ciekawych wydarzeń. Po ty jak dowiedzieliśmy się, że od aresztowanego kapłana Aziela możemy wyciągnąć jakąś informację, postanowiliśmy przeszukać jego dom, nigdy nie wiadomo co w nim mógł ukryć. Do tego zadania oddelegowałem Ziriel i Santhisa, ponieważ mają do tego najlepsze predyspozycje. Domu kapłana pilnowało dwóch strażników, co nieco komplikowało zadanie, ale wiedziałem, że sobie poradzimy. Tak też się stało, pod osłoną nocy nasza elfka dostała się do domu kapłana i znalazła w nim ciekawy przedmiot. Był to amulet kapłański bogini An-Ksienamei oraz strzępy jakichś notatek, które ten najwidoczniej próbował spalić. Były bardzo zniszczone, ale z tego co z nich zostało, dowiedzieliśmy się, że najprawdopodobniej ktoś o imieniu Felix, z jakimś przedmiotem cennym dla kapłana, udał się do pobliskiej wioski Kelte, aby go ukryć. To wszystko co mogliśmy rozszyfrować, nie było tego wiele ale postanowiliśmy udać się do tej wioski aby sprawdzić trop. Kapłan Aziela nie mógł nam nic powiedzieć, ponieważ poprzedniego dnia został powieszony przez armię.

Nazajutrz zakupiliśmy prowiant i wyruszyliśmy szlakiem do wioski. Gdy do niej dotarliśmy, postanowiliśmy wypytać mieszkańców o Cytadelę, która była wspomniana w ocalałych notatkach kapłana Aziela, Nicolasa. Jak się dowiedziałem, pół dnia drogi od wioski znajduje się miejsce, gdzie kiedyś stała świątynia poświęcona smokom. Gdy tak wypytywaliśmy karczmarza o nią, dowiedzieliśmy się również, że całkiem niedawno Felix udał się do niej, wraz z dziećmi pewnej bogatej rodziny kupieckiej Hucrele. Podobno miało to miejsce trzy dni temu i wzbudziło to już spore zmartwienia wśród tego rodu.

Postanowiliśmy udać się do rodziny Hucrele, aby dowiedzieć się czegoś więcej. Po krótkiej rozmowie z głową rodziny, kobietą o imieniu Aurelia, w zamian za niewielką nagrodę, zgodziłem się poszukać jej pociech, wojownika Talgena i czarodziejki Sharwyn, którzy wyruszyli do Cytadeli wraz z Felixem i jakimś rycerzem, sir Bradfordem. Gdy już zebraliśmy wszelkie informacje i zakupiliśmy jedzenie, skierowaliśmy nasze kroki w kierunku ukrytej świątyni. Świątynia ta okryta była złą sławą, kiedyś przychodziło do niej podobno sporo ludzi, ale kilkaset lat temu trzęsienie ziemi spowodowało zapadnięcie się jej pod ziemię. Od tego czasu co jakiś czas w tamtym kierunku wyruszali awanturnicy, aby ją odnaleźć i zdobyć ukryte w niej skarby. Nasz cel był zgoła inny, chciałem tylko znaleźć tego człowieka, Felixa i dowiedzieć się coś, co popchnie nasze śledztwo do przodu.

Gdy dotarliśmy na miejsce, zauważyliśmy, że w przepaść, która się przed nami rozpościerała, zwisała lina. Najwidoczniej Felix znał miejsce, przez które da się dostać do środka świątyni. Postanowiliśmy to sprawdzić. Jako pierwszy po linie opuścił się Santhis i nie był to dla niego dobry pomysł. Jak tylko znalazł się na półce, na której leżała lina, zaatakowały go jakieś przerośnięte szczury. Miały prawie metr wysokości i atakowały z niezwyczajną zaciekłością. Całe szczęście Santhis jakoś dawał sobie radę, aż kolejni członkowie naszej drużyny opuścili się po linie. Gdy już byliśmy na dole zauważyliśmy, że w skale znajdują się jakieś schody prowadzące jeszcze niżej. Udaliśmy się nimi mając nadzieję, że znajdziemy jakieś ślady osób, których szukaliśmy. Schody były całkiem długie i zejście na sam dół zajęło nam trochę czasu. Gdy tam dotarliśmy, zobaczyliśmy przed sobą coś na kształt wieży. Najprawdopodobniej był to jakiś barbakan albo coś w tym rodzaju. Gdy weszliśmy do niego, zobaczyliśmy kilka ciał martwych goblinów. Ludzie w wiosce wspominali, że mają one tu swój obóz.

Nie zważając na trupy poszliśmy dalej. Kilka korytarzy dalej natknęliśmy się na śpiącego kobolda. Nie chciałem go zabijać, więc obudziłem go kopniakiem i zacząłem wypytywać o ludzi, którzy nas interesowali. Od kobolda dowiedzieliśmy się, że te ruiny zamieszkują gobliny i koboldy. Postanowiliśmy udać się do przywódczyni jego stada, aby dowiedzieć się czegoś więcej. Gdy ją spotkaliśmy, ku mojemu rozbawieniu wynajęła nas do poszukania porwanego przez gobliny smoka. Gdy to usłyszałem, o mało co nie parsknąłem śmiechem, historia była co najmniej komiczna, ale nie pozostało nam nic innego jak udać się do części ruin zamieszkiwanej przez gobliny. Tam najprawdopodobniej znajdowali się ludzie, których szukaliśmy. Gdy weszliśmy w korytarze zamieszkałe przez gobliny, zostaliśmy podstępnie przez nie zaatakowani. Całe szczęście, że podróżuje ze mną mój syn, tylko on wykazał się odwagą w walce z tymi pokrakami, reszta drużyny się gdzieś chowała za naszymi plecami. Zwiedzaliśmy te korytarze kilka dobrych minut, po drodze oczyszczając je z goblinów, gdy natknęliśmy się na zamknięte pomieszczenie, które miało oblodzone drzwi, a za nimi coś sporego próbowało je sforsować. W tym momencie zrozumiałem że to coś co przetrzymywały koboldy, może być niebezpieczne, ale nie zamierzałem zrezygnować z naszych poszukiwań. Co innego reszta drużyny, jak tylko usłyszeli głośniejsze uderzenie w drzwi, od razu zaczęli mówić żebyśmy się wycofywali. Nie wiem kto ich wychowywał, ale widać wyraźnie, że są tchórzami i sporo czasu upłynie, zanim zdołam to w nich zmienić. Powiedziałem im, żeby się nie obawiali i podszedłem do drzwi, a następnie je otworzyłem. To co za nimi zobaczyłem, nawet mnie wprawiło w osłupienie. Nie znam się na zwierzętach, ale naprzeciw mnie stał mały smok i nabierał powietrza aby czymś zionąć. Całe szczęście, że zdołałem się uchylić, gdy z jego paszczy wyleciał stożek zimna…