Ojcze...
Nasze relacje nie są idealnymi relacjami ojca i syna. Powodów jest co najmniej kilka, zarówno z twojej, jak i mojej strony. Przez ubiegłe lata nie pałałem chęcią ocieplania tych relacji. Jednak ostatnie burzliwe wydarzenia w moim życiu zmusiły mnie do pewnej refleksji, czego wynikiem jest również ten list. Mam świadomość, iż kroczę bardzo niebezpieczną ścieżką i mam świadomość tego, iż moje życie może zakończyć się gwałtownie. Trudno mi przewidzieć, jak wyglądała sytuacja w Lupis od dnia, kiedy zginął arcykapłan. Mam jedynie nadzieję, iż nie uwierzyłeś w doniesienia, iż jestem jego mordercą. Jednym z impulsów do napisania tego listu była próba wyjaśnienia, jak sytuacja wyglądała z mojej strony. Mam nadzieję, że mi uwierzysz i jednak w głębi duszy uznasz, że nie jestem sprawcą tego strasznego czynu.
Spróbuję opisać to po prostu po kolei, chronologicznie. Pojawiłem się z grupą awanturników kilka dni przed Świętem Niebieskiego Smoka, mieliśmy kilka spraw do załatwienia. Byliśmy w posiadaniu pewnego magicznego przedmiotu, którego właściwości chcieliśmy poznać. Okazało się to trudnym zadaniem, ponieważ zawierał on Magię Cienia. Zwróciłem się o pomoc do mojego przełożonego, Daniela Askarte. Podczas spotkania zlecił mi zadanie, w którym za wynagrodzeniem miała uczestniczyć drużyna awanturników, z którymi podróżowałem dotychczas. Mieliśmy śledzić ludzi powiązanych z Kościołem Zandary. Po śledztwie zorientowaliśmy się, iż mogą planować jakiś zamach w Święto Niebieskiego Smoka. Złożyłem raport Danielowi. Zasugerował, żeby się ich pozbyć, czyli zabić przed przemarszem procesji. Tak uczyniliśmy. Niedoszli zabójcy ukrywali się od rana w opuszczonym budynku z kuszami. Zginęli w walce.
Potem dopiero poczułem, że to bardzo dziwne. Czemu ja dostałem to zadanie? Czemu nie włączyły się do tego inne służby, przeznaczone do takich celów? Niedługo potem zginął Joahim Carhen i ktoś zaczął rozprowadzać plotki, że to ja zrobiłem. Zrozumiałem, że zostałem wrobiony. Wszystko wskazywało, że przez Daniela Askarte. W pokoju rzekomych zamachowców znaleźliśmy sfałszowany list, którego oczywiście nigdy wcześniej nie widziałem. Oto kopia:
"Wszystko gotowe. Nasz czas nadszedł. Dni Arcykapłana są już policzone.
Potrzebny do zamachu wam sprzęt posyłam w kufrze razem z listem. Mam nadzieję, że wykonacie zadanie pomyślnie. Jak zawsze zostaniecie sowicie opłaceni. Nie popełnijcie błędu. Nie wycofujcie się z podjętej misji, ponieważ zadanie i tak wykona Ten, Który Was Obserwuje. A was czeka śmierć.
Kufer spalcie. Zatrzyjcie wszelkie ślady. List należy bezzwłocznie zniszczyć. Współpracowaliśmy już wiele razy, ale ta misja jest najważniejsza. Nie zawiedźcie. Ku Chwale Zandary!"
Podpisano: Sługa Świątynny Sakhasa, Niebieskiego Smoka, Adrian.
Uciekliśmy z miasta. Postanowiłem udać się do Ignara z Opactwa Austir w Gardionie Wschodnim. Kiedy udało mi się dostać do niego, wiedziałem już, że spisek sięga bardzo daleko. Dzięki swojej przytomności umysłu pozwolił mi uciec. Z sytuacji jasno wynikało, że jest otoczony przez zdrajców. Obawiam się, że został zamordowany. Przekazał mi jedynie list następującej treści:
Adrianie,
Jeśli czytasz ten list, ja prawdopodobnie już nie żyję. Musisz uciekać stąd jak najszybciej. Ludzie, którzy Cię ścigają, to niebezpieczne osoby. W całą tę sprawę zaangażowano Oddział "Vihad". Przykro mi, że tak się stało. Twój ojciec zapewne ma problemy, ale nic na to nie poradzisz. Wysłałem mu tajną depeszę z zapewnieniami, że jesteś niewinny, tyle mogłem zrobić.
Nie wiem, czym jest naszyjnik, który posiadasz, ale uciekaj z nim jak najdalej. Askarte bardzo go pożąda. Miasto jest zapewne obserwowane. Udaj się do "Czarnego Dębu" i poproś o spotkanie z Kainem. Jest mi winien przysługę, pokaż mu ten list. Chciałbym, aby pomógł Ci uciec z Protektoratu. Uciekaj Przejściem, a stamtąd pędź szybko do miasta. Zablokuj Przejście.
Słyszałem, jak Daniel Askarte mówił o miejscowości Elijeh. Być może tam dowiesz się czegoś więcej. To chyba osada należąca do Dominium Zandary. Być może tam znajdziesz odpowiedzi na swoje pytania i oczyścisz swoje imię.
Powodzenia.
Ignar.
Musieliśmy opuścić Protektorat Lupis. Udaliśmy się do miejscowości Elijeh w pobliżu frontu walki z Lordem Keth. Tam wpadliśmy na trop kapłana Aziela, który, wszystko na to wskazuje, był jednym ze spiskowców. Został skazany na śmierć przez kapłanów Zandary za szpiegostwo. Kapłani Zandary nie do końca wiedzieli, co się dzieje pod ich nosem. Rozmawiałem z nim. Mój medalion poparzył go niczym rozżarzony metal. Po tym, co zobaczyłem, wiedziałem, iż stał się wyznawcą młodego kultu An-ksienamei. Ze spokojem przyjąłem, iż zginie powieszony.
Moi kompani przeszukali jego domostwo. Znaleźli nadpalone notatki, które były następnym śladem. Powieszony kapłan czuł, iż zbliża się jego koniec. Wysłał swojego sługę z bardzo cennym przedmiotem, aby ukrył go w zasypanej świątyni smoka.
Skrócę trochę swoją opowieść. Po wielu niebezpiecznych przygodach udało nam się odnaleźć ten przedmiot. Była nim sakiewka o bardzo dużej mocy ekranującej zawartość. W środku znaleźliśmy kryształ, który najprawdopodobniej służy do komunikacji między głównymi spiskowcami. Wtedy jeszcze o tym nie wiedzieliśmy. Wyjmując go, nawiązaliśmy z nimi kontakt. Doszło do dramatycznych wydarzeń. Prawie zginęliśmy, gdyż spiskowcy rzucili czar mający nas zniszczyć. W ostatnim momencie udało mi się zamknąć kryształ w sakiewce.
Postanowiłem znaleźć kogoś na tyle biegłego w sztuce magii, aby był w stanie bezpiecznie zbadać przedmiot. Postanowiliśmy ruszyć do Białego Miasta.
Po drodze byliśmy świadkami porwania pewnej szlachetnie urodzonej, Esmeraldy von Zelith. Postanowiliśmy spróbować odnaleźć porywaczy i uratować baronównę. Okazało się, iż zamieszany był w to również kult An-ksienamei. Odnaleźliśmy ją w starożytnym budynku przerobionym na świątynię. Ledwo uszliśmy z życiem.