Klustus wezwał mnie przed swoje oblicze. Ten kapłan był dla mnie niczym proporzec na wietrze , zawsze wiedział jak się ustawić aby znajdować się blisko rządzącej grupy kapłanów. Nie miał sił ani ambicji aby osiągnąć wyższą pozycję w klasztorze i najwidoczniej mu to nie przeszkadzało w przeżywaniu swojej ścieżki życia. Gdy do niego przyszedłem wiedziałem, że będzie musiał przełknąć gorzką ślinę i wbrew sobie wysłać mnie na misję, dzięki której zrównam się z nim pozycją i stanę się Sługą Lorsha. Stało się tak jak podejrzewałem, moją misją jest znalezienie zdrajcy Wilków. Człowiek ten był kiedyś wiernym wyznawcą naszego Boga, ale napotkał na swojej drodze niewiernego psa… kapłana Richitera. Ten fałszywy kuglarz omamił Cyrusa Siwobrodego, bo takie było jego imię, a ten zdradził swoich towarzyszy i zbiegł w głąb Tragonii. Minęło wiele lat nim Wilkom udało się odkryć gdzie Cyrus przebywa, jednak nie ma takiego miejsca, w którym można się zakopać na tyle głęboko by Wilki nie wyczuły twojego zapachu. Tak więc stało się, wyruszam po głowę zdrajcy, niechaj Lorsh kieruje moim ramieniem, kiedy będę wymierzał sprawiedliwość dla zdrajcy. Gotrek wyrusza ze mną, taka podróż pozwoli mi ocenić jego umiejętności bojowe, jego siłę ramion oraz siłę umysłu. Mam co do niego wspaniałe plany, jednakże musi się wykazać szacunkiem i rozwagą podczas naszej podróży. To będzie jego pierwsza próba, zobaczymy czego się nauczył.
Podróż rozpoczęliśmy o świcie, nasze konie obładowane były prowiantem oraz wszelkim ekwipunkiem niezbędnym na szlaku. Naszym pierwszym celem była oberża Zielony Zajazd. Karczmarzem tam był jeden z weteranów Wilków, który za czasów swej młodości był sławnym kawalerzystą. Jednak cios topora, który obrąbał mu dłoń, położył kres jego chwale. Dzisiaj prowadzi karczmę na szlaku prowadzącym do Dominium i każdy szanujący się wyznawca Lorsha odwiedza ten ostatni bastion naszych ziem w podróży do tej prowincji. Gdy dotarliśmy do karczmy, Sven – tak brzmiało imię karczmarza – powitał mnie w progu, a ja przedstawiłem mu Gotreka. Gdy weszliśmy, od razu rzuciła mi się w oczy grupka obdartusów, która zajmowała jeden ze stolików. Byli już nieźle podchmieleni, pomimo tego, że do wieczora zostało jeszcze ładnych kilka godzin. Jednak nie zajmowałem się nimi zbyt dług,o ponieważ chciałem porozmawiać ze Svenem. Już w Verdhil, skąd pochodzę, dowiedziałem się, że coś go trapi i prosił kapłanów o pomoc. Usłyszałem od niego, że będący w pobliżu posąg Natien, bogini podróżników, został zniszczony i być może ma to związek z widzianą w okolicy grupką goblinów. Sven prowadził karczmę przy pomocy tylko swoich dwóch córek, więc nie mógł się przyjrzeć temu bliżej. Oczywiście zgodziłem się mu pomóc, wszakże obowiązkiem moim i każdego z Wilków jest szanować starszych wojowników oraz udzielać im wsparcia gdy z powodu wieku, czy ran odniesionych w walkach pod sztandarem Lorsha, nie są w stanie kontynuować dalszej wojaczki. Gdy Sven odszedł zająć się swoimi sprawami, Gotrek, który do tej pory siedział milcząco przy stole, zapytał mnie co z tego będziemy mieli. Oczywiście wytłumaczyłem mu jak sprawa wygląda, musi zdawać sobie sprawę z obowiązków, jakie na nim ciążą, będąc moim synem. Podczas naszych dalszych rozmów jeszcze kilka razy musiałem tłumaczyć Gotrekowi, jak należy postępować będąc Wilkiem. Niestety nie wpojono mu tego w Akademi Magii, gdzie się uczył, jednak z satysfakcją stwierdzam, że przyjmuje moje słowa z należytym szacunkiem i rozwagą.
Wieczorem, po krótkiej modlitwie, położyłem się na spoczynek, który okazał się jednak krótszy, niż się spodziewałem. Usłyszeliśmy z Gotrekiem krzyki na dole, więc chwyciliśmy za broń i wybiegliśmy z pokoju. Gdy dobiegliśmy do schodów, naszym oczom ukazała się jadalnia, a w niej scena, której się nie spodziewałem. Ochroniarz Svena leżał na stole z wbitym nożem w plecy, a zauważeni przeze mnie wcześniej opryszkowie zaczęli obmacywać córki Svena. On sam leżał na podłodze, a dwoje oprychów pastwiło się nad nim. Krew się we mnie zagotowała. Donośnym głosem wezwałem moc naszego Pana, aby pobłogosławił mnie i mojego syna w tej walce z tymi zbirami. Gdy wzywałem moc naszego Boga, wyminęła mnie elfka, którą również widziałem wczorajszego wieczoru przy barze. Niczym tancerka przeskoczyła balustradę i natarła sztyletami na jednego z oprychów. Gotrek również nie marnował czasu, zbiegł po schodach i zaszarżował na dwóch przeciwników. Gdy dobiegłem do niego, aby wspomóc go swym toporem, zobaczyłem jak pięknym ciosem odrąbał jednemu z nich głowę. Sam nie chciałem pozostać w tyle, w końcu to ja jestem orężem Lorsha i po chwili Wycie Wilka rozpoczął swój taniec. Przeciwnicy byli zwykłymi zbirami, więc nie stanowili dla mnie zagrożenia, moje ciosy przełamywały ich nędzną obronę i rozczłonkowałem kolejne ofiary. Po kilku chwilach jedynymi żywymi osobami byłem ja, mój syn, elfka oraz Sven z córkami. Dwóch ze zgrai, która zaatakowała Svena, spało oszołomionych wódką koło stolika. Gotrek więc, za moją zgodą, pozbawił ich nędznego życia. Tak właśnie giną tchórze i zdrajcy atakujący sztyletem w plecy. Sven nie omieszkał nam podziękować, ale widziałem ból na jego twarzy spowodowany sytuacją, w której nie mógł obronić swojego domu. Oczywiście zaoferowałem, że skoro świt poprowadzę ceremonię pogrzebową jego ochroniarza, który zginął tak haniebną śmiercią.
Z rana, tak jak obiecałem, pożegnaliśmy zmarłego, a ja odegrałem pieśń pogrzebową na moim rogu, aby jego dusza znalazła drogę do zastępów Lorsha. Gdy mieliśmy wyruszać rozejrzeć się po polanie, na której stoi posąg Natien, elfka, która wcześniej rozmawiała ze Svenem, powiedziała, że chce się do nas dołączyć, ponieważ ją tu właśnie ta sprawa sprowadziła. Zgodziliśmy się, bo chociaż to kobieta, to jednak pokazała wczoraj, że nie boi się walczyć jak prawdziwy wojownik. Dotarliśmy na polanę i znaleźliśmy na niej dziwny medalion. Nie był ani magiczny ani specjalnie cenny, jednak miał na sobie dziwny symbol. Widziałem, że Gotrek stara się sobie przypomnieć, gdzie go widział wcześniej, więc go nie popędzałem. W pobliżu były również ślady goblinów, więc nimi podążaliśmy. Zaprowadziły nas one do obozowiska tych pokrak. Stały one przy jakimś posągu i jeden z nich udawał maga, machając gwiazdką na patyku. Nigdy nie uważałem, aby gobliny były inteligentnymi istotami i to co zobaczyłem, utwierdziło mnie w tym przekonaniu. Moi kompani chcieli od razu ruszyć do ataku, jednak nie tego nauczył mnie Lorsh. Nie można atakować bez odpowiedniej strategii i nie oceniwszy najpierw właściwie swoich szans w starciu. Rozkazałem im poczekać na rozwój wydarzeń i nie pomyliłem się. Nie wiem jakim cudem, ale gobliny znalazły golema. I jak się okazało całkiem sprawnego, ponieważ po chwili golem ożył i bez chwili zawahania rzucił się na łatwe ofiary. Nie znam się na takich istotach, ale wiedziałem, że nasz czas ataku jeszcze nie nadszedł. Golem tymczasem zniknął w lesi,e a gobliny rozpierzchły się we wszystkie strony. Zeszliśmy na dół, starając się znaleźć wytłumaczenie tego co tu w międzyczasie zaszło. Podążyliśmy śladami golema, aby sprawdzić gdzie się udał, jednak tu czekał nas zawód: golem idąc w linii prostej, odkąd opuścił polanę, po prostu wszedł do bagna, które tu się znajdowało. Czułem lekki zawód, gdy już to sobie wszystko poukładałem, ominęła mnie taka walka ... Jednak Lorsh pamięta o swoich sługach, gdy wracaliśmy na polanę czekały na nas gobliny. Były w 8 osobowej grupie i pomyślały, że stanowimy łatwy cel. Jakże się myliły…
Gdy wracaliśmy na polanę Gotrek wreszcie przypomniał sobie, gdzie widział symbol, który wyryty jest na talizmanie, który znaleźliśmy. Jest to symbol jakiegoś maga z Lupis, który najwyraźniej przybył tutaj, aby skorzystać z wielkiej mocy, której źródło znajduje się dokładnie w miejscu, w którym stoi posąg. Tak więc wszystko wskazuje na to, że to on przyczynił się do uszkodzenia posągu. Postanowiłem powiadomić o tym świątynię, wiedząc, że ściganie tego maga jest poza moimi aktualnymi możliwościami. Gdy obszukiwaliśmy trupy martwych goblinów, przy jednym z nich znaleźliśmy mapę terenu, na którym przebywaliśmy. Najwidoczniej gobliny przybyły tutaj poszukując czegoś. Postanowiliśmy w trójkę przyjrzeć się temu bliżej i sprawdzić czego szukały gobliny tak daleko od swojego terytorium.