Kronika

Kroniki VI: Rozdzielenie drużyny. Sheila

Po wydarzeniach w Zielonej Wieży drużyna próbuje zdecydować, co zrobić z ocalałymi i jak ruszyć dalej mimo rosnących napięć.

6.06.2026 • Cad • Tomos • Kroniki Tomosa

Niestety okazało, się że nie jesteśmy w stanie ściągnąć wszystkich pierścieni z palców wieśniaków, dlatego postanowiliśmy udać się do miejsca, z którego to zło najprawdopodobniej wyszło, czyli do Zielonej Wieży. Gdy wyruszyliśmy w tym kierunku, zastała nas po drodze straszna mgła, widoczność była bardzo słaba i odbierało nam to trochę odwagę, ale ja starałem się podtrzymywać moich kompanów na duchu.

Po drodze zobaczyliśmy dziwny widok, mgła się rozstąpiła, a naszym oczom ukazało się miejsce, którego tu wcześniej nie było. Były to ogromne stepy, przez które prowadziła nasza droga. Aramis i reszta oczywiście rozpoczęli rozmowę na ten temat, ale mnie się znudziły te czcze gadki, więc zszedłem na dół, na step. Po jakimś czasie zauważyłem, że nade mną unosi się zamek w powietrzu, jakby tego było mało, to był on odwrócony do góry nogami. Strasznie mnie zafascynował ten widok i gdy mu się przyglądałem, dołączył do mnie Aramis i Drum. Nie wiem dlaczego, ale oni nie podzielali mojego entuzjazmu, strasznie im się to wszystko nie podobało i Aramis mi marudził, żebyśmy stad poszli. Po chwili dołączył do nas również Kriss. Na tej równinie spotkaliśmy jakiegoś dziwnego stwora, miał ogromne skrzydła i ogon zakończony kolcem, później się dowiedziałem, że jest to jakiś smok, chociaż tak do końca w to nie wierzę, bo czytałem opisy smoków i nie wyglądały one tak paskudnie, nie były też humanoidami, tylko gadami. W każdym bądź razie zaatakowaliśmy to coś i po chwili odleciało to w stronę wieży, którą widziałem na horyzoncie.

Dotarliśmy do wieży i tam spotkaliśmy jeszcze raz tego stwora. Kriss został trafiony jego ogonem, co spowodowało, że został sparaliżowany. Udało nam się go ubić. Na najwyższym piętrze, gdzie na samym początku spotkaliśmy impy stał pulsujący owal, przez który było widać jakieś odległe, straszne miejsce. Gdy Aramis wrzucił w bramę amulet od zabitego maga, który zabraliśmy stąd przy naszej ostatniej wizycie, ta zaczęła się rozpadać.

Kiedy wróciliśmy do wioski, zostaliśmy przyjęci przez jej mieszkańców jak bohaterowie, co muszę powiedzieć było bardzo miłe. Kilka dni później przyjechał nasz znajomy z Zandary, Hans i udaliśmy się w drogę powrotną do miasta.

W Zandarze dowiedzieliśmy się, że zabójców na Aramisa i Krissa nasłał jakiś kupiec o imieniu Norias, który przybył jakiś czas temu do miasta. Nie była to najgorsza nowina, ponieważ dowiedzieliśmy się również, że ten sam kupiec wynajął dwie najgroźniejsze grupy płatnych morderców, aby nas zabić. Gdy przebywaliśmy w karczmie, Aramis odebrał nagrodę za grupę łotrzyków, którą zabiliśmy w karczmie i wręczył mi te pieniądze ze słowami, które mnie bardzo zaskoczyły. Powiedział, że nie chce ze mną więcej podróżować. Nie wyjaśnił mi dlaczego tak jest, a ja w sumie nie bardzo wiedziałem o co mu chodzi, ale jako że nie mam w zwyczaju się nikomu narzucać, postanowiłem odejść. Drum powiedział, że w takim razie on również odchodzi i razem wyjedziemy z miasta.

Tak też uczyniliśmy. Nazajutrz opuściliśmy miasto i udaliśmy się w kierunku Lupis. Po drodze wstąpiliśmy do wioski, w której przebywaliśmy niedawno i dowiedzieliśmy się, że po traktach jeżdżą jacyś ludzie i wypytują o nas. Trochę mnie to zaniepokoiło, ponieważ domyśliłem się, że to mogą być nasłani na nas mordercy, ale Drum zachował spokój i powiedział, że sobie poradzimy. Drogę do Lupis postanowiliśmy odbyć przez Treoss i okazał się to być dobry wybór, ponieważ po drodze spotkaliśmy kupca o imieniu Jan, który zaproponował nam pracę przy ochronie jego wozu, na którym przewoził spirytus krasnoludzki. Trunek ten bardzo mi przypadł do gustu, ma bardzo wyraźny smak i chyba potrafi powalić konia.