W trakcie ucieczki jedno ze stworzeń użądliło mnie ogonem w bark, ale udało mi się je odgonić. Gdy wypadliśmy na zewnątrz, poczułem silne zawroty głowy i zaczęły targać mną konwulsje. Wystraszyłem się na poważnie, bo najprawdopodobniej ogon tego stworzenia był zatruty, tak więc postanowiliśmy czym prędzej udać się do wioski i do kobiety, która zajmowała się ziołami, w nadziei, że być może będzie w stanie mi pomóc. W drodze powrotnej poczułem się znacznie lepiej i gdy dochodziliśmy do wioski mogłem normalnie chodzić. To mnie nieco uspokoiło i postanowiłem zaczekać z wizytą u zielarki jakiś czas. Udaliśmy się na spoczynek, bo padaliśmy z nóg, ale jak się później okazało, nie była to nasza jedyna nieprzespana noc w tej wiosce. W południe następnego dnia poszliśmy do zielarki, aby zasięgnąć języka. Niestety nie mogła ona udzielić nam zbyt wielu odpowiedzi, potwierdziła, że istoty które spotkaliśmy w wieży to najprawdopodobniej są impy, powiedziała również, że z tego co słyszała o tych istotach, to potrafią one zmieniać kształt.
Kriss został u zielarki, bo miał jeszcze do niej jakąś sprawę, a my udaliśmy się do karczmy odpocząć. W gospodzie zastaliśmy jakiegoś podróżnego, który rozmawiał z wieśniakami, ale nie zwróciliśmy wtedy na to uwagi, jako że nie był to niezwykły widok. Pod wieczór gdy już mieliśmy zamiar udać się do pokoju, do karczmy wpadł grabarz. Widok jaki sobą przedstawiał, sugerował, że zobaczył coś strasznego. Cały się trząsł i bredził coś o chodzących trupach. Od razu zerwaliśmy się na nogi i pobiegliśmy na cmentarz.
Dom grabarza był pusty i w środku nie znaleźliśmy niczego niezwykłego, tak więc poszliśmy zobaczyć, czy na cmentarzu czegoś nie znajdziemy. Poszukiwania na cmentarzu nie były zbyt owocne i już zaczęliśmy się zastanawiać, czy grabarz nie przesadził z gorzałką, gdy Aramis zauważył, że jeden z grobów jest naruszony. Szukaliśmy jakiś śladów, które by pomogły nam wytłumaczyć co się stało, ale przeszkadzał nam padający bez przerwy deszcz. Po chwili poszukiwań Kriss zauważył ślady stóp. Udaliśmy się tym tropem i po jakimś czasie zaczęły dołączać do niego kolejne ślady. Poruszaliśmy się w kierunku Zielonej Wieży, co nas nieco niepokoiło, biorąc pod uwagę wydarzenia, jakie miały miejsce kilkanaście godzin temu. Mgła robiła się coraz gęstsza, a deszcz nie przestawał padać, co sprawiało, że czuliśmy się bardzo nieswojo. Trochę mnie nudziły te poszukiwania w deszczu, tak więc nawoływałem, mając nadzieję, że te trupy mnie usłyszą i będziemy mogli z nimi walczyć. Moi kompani nie byli zadowoleni ze sposobu w jaki chciałem doprowadzić do spotkania z martwiakami, szczególnie Aramis czynił mi wyrzuty z tego powodu.
Gdy byliśmy już całkiem blisko wieży, z mgły wyłoniły się trupy. Było ich tylko kilka, tak więc walka nie mogła trwać długo. Podbudowani tym zwycięstwem postanowiliśmy dojść do wieży i sprawdzić czy nadal jest zamknięta. W momencie, gdy wieża wyłaniała nam się z mgły, zaatakowała nas druga grupa martwiaków. Tym razem mieliśmy naprzeciw siebie kilkanaście stworów. Dla mnie walka zaczęła się bardzo źle, ponieważ przez tą mgłę pośliznąłem się i jeden z potworów mnie poważnie trafił. Przez resztę walki musiałem się nieźle napocić, aby unikać ciosów, które tylko o włos mnie mijały. Zebrałem jeszcze kilka słabszych uderzeń, ale udało mi się wytrwać do końca walki. Nie tylko ja oberwałem, każdy z nas był słabiej lub bardziej ranny. Postanowiliśmy się wycofać, jako że nie wiedzieliśmy co nas może jeszcze czekać w wieży.
W wiosce zajęliśmy się swoimi ranami i zaczęliśmy się zastanawiać nad naszymi dalszymi posunięciami. Ale były to próżne rozważania, ponieważ już rano w wiosce zdarzyła się kolejna tragedia. Miejscowy drwal zabił całą swoją rodzinę. Chłopi z wioski, gdy zobaczyli co się stało, zamknęli go w piwnicy i posłali do karczmy po nas. Gdy doszliśmy na miejsce, sprawdziliśmy dokładnie rany jakie miały na sobie żona i córka drwala, a następnie udaliśmy się do niego na rozmowę. Drwal zachowywał się bardzo dziwnie, przypominało to jakieś opętanie, bredził coś, że jego rodzina zasłużyła na śmierć i coś tam mówił o swoim Panie. Rozmowa z nim nie miała większego sensu, tak więc wróciliśmy do karczmy. Nie wiedzieliśmy co o tym myśleć i zaczynałem się w tym wszystkim gubić. Wydaje mi się, że teraz już wiem dlaczego mnisi z mojego klasztoru odbywają podróże: świat poza naszym klasztorem jest bardzo skomplikowany i wszędzie tutaj można napotkać niebezpieczeństwo, któremu trzeba się w jakiś sposób przeciwstawić.
Ale wracając do wioski, to nie było jedyne dziwne morderstwo, jakie wydarzyło się w tym przeklętym miejscu. W nocy gdy popijaliśmy piwo, usłyszeliśmy na dworze straszny huk, a gdy wybiegliśmy na dwór zobaczyliśmy ciało truposza przypalone i osuwające się na ziemię, a po wiosce latał jakiś szaleniec z laską w dłoni. Pierwszy raz widzieliśmy go na oczy i zastanawialiśmy się kto to może być. Człowiek ten sprawiał ciekawe wrażenie, całe ubranie miał poobdzierane, na twarzy miał wyraz głębokiego przerażenia i krzycząc na cały głos, biegał za czymś, między domami. Aramis podbiegł do niego, gdy ten w swoim szale nie zauważył stajni i uderzył w nią z taką siłą, że osunął się na ziemię. Zabraliśmy go do karczmy w nadziei, że jak się obudzi, to wrócą mu zmysły i powie nam kim jest.
W karczmie człowiek ten gdy tylko się ocknął, popadł w całkowite osłupienie i nie reagował w ogóle na to, co się wokół niego działo. Pomiędzy jego bełkotem wychwyciliśmy tylko jego imię. Aramis powiedział, żebyśmy go jutro zabrali do zielarki, bo być może zna się ona na chorobach umysłu i będzie w stanie mu pomóc. Wynajęliśmy mu pokój i zostawiliśmy go tam na noc. Gdy się przebudziliśmy, wyruszyliśmy w drogę do zielarki, ale nasz nowy „towarzysz” dalej zachowywał się anormalnie. Gdy doszliśmy do końca wioski, zatrzymał się i nie chciał zrobić ani jednego kroku więcej, a co dziwniejsze zaczął wodzić wzrokiem po niebie. Drum spojrzał w kierunku, gdzie patrzał Lucjan i zauważył, że w tym miejscu powietrze zaczęło falować. Domyślił się od razu, że to niewidzialny imp lata gdzieś tu w pobliżu. Wszyscy przygotowaliśmy się do walki. W pewnym momencie zauważyliśmy, że imp najprawdopodobniej wisi nad ramieniem Druma i Aramis błyskawicznie uderzył w tym kierunku tarczą, niestety zahaczył przy tym Druma, który wylądował na ziemi bez przytomności. Po tym uderzeniu imp na chwilkę się pokazał, a wariat, z którym szliśmy, w jakiś sposób wystrzelił ze swojej laski błyskawicę i to na tyle skutecznie, że impa odrzuciło na kilka metrów w tył. Wiedzieliśmy, że to jest świetna okazja do zaatakowania, bo imp był oszołomiony, tak więc momentalnie ruszyliśmy na niego. Walka po chwili skończyła się naszym zwycięstwem, a my nabraliśmy odrobinę więcej szacunku dla naszego nowego towarzysza.
Udaliśmy się z nim do zielarki, ale ona nie mogła nam pomóc wyleczyć Lucjana, tak więc wróciliśmy do wioski. W trakcie naszego dochodzenia usłyszeliśmy od jednego z wieśniaków, że widział on jak nieznajomy, który rozmawiał kilka dni wcześniej z wieśniakami w karczmie, wyszedł z niej, a gdy minął dom obok karczmy, zniknął za rogiem, nie pozostawiając żadnych śladów. Zaciekawiło nas z kim rozmawiał i dowiedzieliśmy się, że z drugim drwalem, który mieszka w pobliżu karczmy. Postanowiliśmy się udać do niego i wypytać go kim był ten wędrowiec. Drwal Artin otworzył nam drzwi, ale nie chciał wpuścić nas do środka, powiedział że wędrowiec nie pytał go o nic szczególnego. Od razu zauważyłem, że Artin zachowuje się dziwnie nerwowo i chce się nas jak najszybciej pozbyć. Drum się strasznie zdenerwował tym, że drwal nie chciał nam dokładnie opisać co się wydarzyło w karczmie i powiedział, że pójdzie do sołtysa, aby ten zmusił go do rozmowy z nami.
My udaliśmy się do karczmy, dyskutując po drodze, w jaki sposób wydobyć z niego potrzebne nam informacje. Gdy już mieliśmy gotowy plan, do karczmy wrócił Drum i powiedział, że sołtys ma przyprowadzić drwala do karczmy na rozmowę z nami. Oczywiście tak się nie stało, ale najważniejsze wydarzenia miały miejsce w nocy, a raczej nad samym ranem. Chciałem udać się za wioskę, aby skorzystać z mocy mojego boga i uleczyć swoje rany, jednak zauważyłem, że Krissa nie ma w karczmie. Domyśliłem się, że chce wkraść się do domu sołtysa albo drwala, więc poszedłem zobaczyć czy mam rację. Spotkałem go, gdy przebiegał koło domu drwala, pobiegłem za nim i gdy się spotkaliśmy, powiedział mi, że drwal zabił jakąś rodzinę w wiosce oraz odwiedził w nocy jeszcze jeden dom. Udaliśmy się do niego i w środku spotkaliśmy śpiącego mężczyznę, który miał na palcu wciśnięty jakiś pierścień. Kriss powiedział, że najprawdopodobniej to przez ten pierścień ktoś kontroluje ludzi w wiosce. Okazało się to prawdą, rozpoczęliśmy razem z resztą kompanii wielką akcję mającą na celu znalezienie wszystkich ludzi, którzy posiadają podobne pierścienie. Udało nam się to zrobić dzięki pomocy sołtysa, który zwołał zebranie wszystkich mieszkańców wioski. Znaleźliśmy jeszcze 9 ludzi, którzy posiadali pierścienie.