Kronika

Kroniki III: Wioska Luria

Po pobycie w Zandarze Tomos i towarzysze ruszają ku Lurii, szukając tropów związanych z Włócznią Przeznaczenia.

6.06.2026 • Cad • Tomos • Kroniki Tomosa

Resztę popołudnia spędziliśmy zastanawiając się nad naszymi kolejnymi posunięciami. Drum chciał natychmiast wyruszyć, ale Aramis powiedział, że oni nie mogą nam towarzyszyć dalej, ponieważ mają do wykonania zadanie w Zandarze. Pomimo tego, że chęć odnalezienia kompana Druma była we mnie wielka, to nie uśmiechało mi się pozostawianie nowych kompanów. Całe szczęście nie dane mi było dokonywać wyboru z kim mam dalej podróżować, ponieważ wydarzyła się rzecz niesłychanie zaskakująca i smutna. Ale po kolei.

Siedzieliśmy w karczmie dyskutując i Margin zauważył, że jakiś chłopak się nam uważnie przysłuchuje, a jako że sprawy, o których rozmawialiśmy, były dla nas ważne, chciał chłopaka spławić, więc dał mu miedziaka i kazał wracać do matki. Nic by się nie stało, ale chłopak poszedł do swojego ojca, który siedział kilka ław dalej i mu się poskarżył. Ojcu szkraba się nie spodobało to, że ktoś niby krzyczał po jego chłopcu i coś tam mamrotał w kierunku Margina. Elf oczywiście wietrząc sytuację do bitki zapewne, odkrzyknął, że chłopak ukradł mu miedziaka. Drum słysząc to wstał i zaczął krzyczeć, że tak nie było, a więc ogólnie zapanował chaos. Skończyła się ta cała sytuacja tak, że karczmarz wyciągnął kuszę i Margin miał opuścić karczmę. Kriss widząc, że karczmarz celuje w elfa doskoczył do niego i wytrącił mu kuszę z rąk. Niestety karczmarz zdążył wystrzelić i jeden z mieszkańców wioski oberwał. W tym momencie przestało to być zabawne, ponieważ teraz wszyscy obecni mieszkańcy wioski zwrócili się przeciw nam. Straciliśmy trochę czasu kłócąc się z nimi, że to nie było z naszej winy, ale widząc, że nasze słowa nie dają żadnego efektu, postanowiliśmy opuścić tymczasowo karczmę.

Gdy wyszliśmy na zewnątrz, w naszym kierunku szła już grupka wieśniaków, uzbrojonych we wszystko co się znajdowało pod ręką. Wieśniacy nie chcieli nas przepuścić, ale Aramis roztrącił kilku najbliżej stojących i rozpoczął swój szaleńczy bieg z wioski. Po chwili zastanowienia, ja również postanowiłem opuścić to miłe zgromadzenie i wskoczyłem na dach. Kriss miał podobny pomysł i razem skacząc po dachach uciekliśmy z wioski. Dotarliśmy do drogi, którą przybyliśmy i tam poczekaliśmy na resztę kompanów. Jako pierwszego spotkaliśmy Druma i on nam powiedział, że widział jak Margin dostał z kuszy i martwy upadł na ziemię. Ja się zasmuciłem na tę wieść, ale reszta kompanów wykazywała umiarkowane emocje. Trochę mnie to zdziwiło, ponieważ było nie było, oni razem przybyli tu aż z Havieloth i wydawało mi się, że nie zostawia się tak druha, aby umarł gdzieś w kałuży w jakieś wsi.

Jak trochę ochłonąłem, to zauważyłem, że nie mam ze sobą swojej Księgi i obleciał mnie strach. Nie wiadomo co ci wieśniacy mogli z nią zrobić, powiedziałem o tym reszcie, ale nikt nie wykazywał chęci do powrotu do wioski. To również mnie zaskoczyło, spojrzałem na nich i okazało się, że nie wyglądają już tak bohatersko jak kilka dni wcześniej. Całe szczęście okazało się, że Kriss również zostawił coś cennego w karczmie i postanowił wrócić ze mną.

Poczekaliśmy do zmroku i udaliśmy się tam, aby odzyskać nasze rzeczy. Zakradliśmy się do karczmy, pewni że wszyscy będą smacznie spać, ale okazało się, że sytuacja wygląda zgoła inaczej. W karczmie biesiadowała grupa najemników, która nas minęła na drodze kilka godzin wcześniej. Nic by nie było w tym dziwnego, gdyby nie fakt, że w karczmie działy się jeszcze inne rzeczy, a mianowicie ktoś gwałcił córkę od karczmarza, a koło schodów leżały jakieś ciała.

Znaleźliśmy z Krissem swoje rzeczy i wróciliśmy czym prędzej do kompanów. Gdy im powiedzieliśmy co się stało, postanowiliśmy wrócić do karczmy i pomóc karczmarzowi.

Nasza akcja w karczmie była niczym z opowieści, które można przeczytać w bibliotece. Spadliśmy na tych opryszków niespodziewanie i pomimo tego, że mieli w swojej drużynie maga, momentalnie wszyscy byli martwi. Karczmarz o dziwo już zapomniał co się działo kilkanaście godzin wcześniej i nie mógł nam się nadziękować. Nie podobało mi się to wcale, ale nie chciałem się odzywać, zdając się na doświadczenie kompanów. Uwagi godny jest fakt, że grupka, którą usiekliśmy, była poszukiwana przez lokalne władze i nawet była wyznaczona za nich nagroda. W walce ciężko został ranny Drum, tak więc czekało nas jeszcze kilka dni odpoczynku w karczmie. Pochowaliśmy Margina na wiejskim cmentarzu i spokojnie spędziliśmy kilka dni czekając na wieści z Zandary.