Kronika

Kroniki II: Plaga

Droga do Harak prowadzi Tomosa do opuszczonej wioski, gdzie cisza, choroba i dziwne zachowanie mieszkańców zapowiadają coś znacznie gorszego.

6.06.2026 • Cad • Tomos • Kroniki Tomosa

Tak więc wyruszyliśmy w kierunku wioski kowala Arkusa, zwanej Harak. Podróż odbyliśmy jadąc na wozie od kowala, a ja wykorzystałem ten czas, aby dowiedzieć się czegoś więcej o Dominium od Druma. Gdy zbliżyliśmy się do wioski, jej widok trochę nas zaniepokoił, ponieważ wioska pogrążona była w kompletnej ciszy, nie słyszeliśmy żadnych odgłosów charakterystycznych dla osad, w których żyją ludzie. Przygotowani na najgorsze podjechaliśmy do domu Arkusa, aby zostawić u niego nasz ekwipunek. Zauważyliśmy, że jedyne światło w wiosce dobiega z pobliskiej karczmy i postanowiliśmy od razu sprawdzić kto tam jest oraz zasięgnąć języka co się stało z ludźmi z wioski.

Ostrożnie zbliżyliśmy się do karczmy i przez szczelinę w okiennicach zajrzeliśmy do środka. W karczmie siedziały 4 osoby przy stoliku, popijając jakiś trunek, trochę nas to uspokoiło i postanowiliśmy wejść do środka. Gdy wkroczyliśmy do karczmy, zza baru wyszedł karczmarz, aby nas powitać. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to to, że nie jest w najlepszym zdrowiu, wyglądał bardzo mizernie i poruszał się z widocznym trudem. Arkus od razu zaczął się wypytywać karczmarza co się stało z ludźmi w wiosce, ale karczmarz odpowiadał zdawkowymi odpowiedziami. Jeden z ludzi siedzących przy stoliku, zaczął przeraźliwie kaszleć i spadł pod stół. Muszę przyznać, że nie wiedziałem co mam o tym wszystkim myśleć, ale sytuacja sama się szybko wyjaśniła. Karczmarz powiedział, że wszyscy ludzie zachorowali na jakąś dziwną chorobę podczas zimy i od tego czasu po kolei zaczęli umierać. Być może powiedziałby nam więcej, ale jego również dopadł atak kaszlu, po którym upadł na ziemię. W tym momencie zauważyliśmy jakiś harmider na zewnątrz, do naszej karczmy zbliżało się kilkunastu ludzi, którzy zachowywali się bardzo dziwnie. Szybko przekonaliśmy się co do ich zamiarów, gdy zaatakowali Druma, który od razu skoczył, aby zamknąć drzwi od karczmy. Ja nie wiedziałem co mam robić, ale Drum zachował przytomność umysłu i kazał mi zabarykadować okiennice. Dwóch z byłych mieszkańców wioski dostało się do środka i rozpoczęła się walka. Drum dobył swojej śmiercionośnej broni, a ja pobiegłem na zaplecze, aby zamknąć drzwi, które jak podejrzewałem, znajdują się na zapleczu. Tylko dzięki swojemu wyszkoleniu, udało mi się uniknąć ciosu, który wymierzył we mnie osobnik znajdujący się w pomieszczeniu, do którego wbiegłem. Uderzyłem go w pierś aby go odepchnąć i skoczyłem, aby zamknąć drzwi od zaplecza. Całe szczęście, że zrobiłem to szybko, bo do drzwi już zbliżały się kolejne istoty, bo ludźmi już nazwać ich nie można było. Nie chciałem walczyć w tym ciemnym pomieszczeniu, więc wyminąłem swojego przeciwnika i skoczyłem do pomieszczenia, w którym walczył Drum. Istoty te były bardzo odporne na ciosy i dużo trudu musieliśmy włożyć w ich pokonanie. Teraz już byliśmy pewni, że wioska została opanowana przez nieumarłych mieszkańców i wiedzieliśmy, że musimy się z niej wydostać.

Podczas gdy my walczyliśmy, trojka ludzi, która siedziała przy stole oraz karczmarz, leżała już na ziemi nie dając oznak życia. Powiedziałem Drumowi, że musimy ich dobić, ponieważ prawdopodobnie w ciągu kilku chwil oni również powstaną, aby nas zaatakować. Zdziwiło mnie to, że Drum nie zauważył logiki moich słów i przebąkiwał coś o tym, że on nie może dobić tych ludzi. Drum udał się na piętro karczmy, aby sprawdzić, czy tam nikogo nie ma, Ja zostałem na dole, aby rozpalić ogień w kominku coby dawał nam trochę światła. Jak tylko Drum wszedł po schodach, podszedłem do leżących na ziemi ludzi i upewniłem się, że już nie wstaną, wiedziałem że nie mogę sobie w tym momencie pozwolić na żadne miłosierdzie i muszę zadbać o to, żebym przeżył tą nieciekawą sytuację. Gdy wracałem do kominka usłyszałem krzyk Druma dobiegający z góry, tak więc co sił w nogach skoczyłem po schodach na piętro.

Przez okno do karczmy dostawały się kolejne potwory. W tym momencie wiedziałem, że nie możemy zostać tu ani chwili dłużej, ponieważ nie zdołamy się obronić w tej karczmie przed napływającymi potworami. Zaproponowałem Drumowi, żebyśmy wyskoczyli przez okno i czym prędzej opuścili tą przeklętą wioskę. Z początku się opierał, ale w końcu przyznał mi rację. Nasza ucieczka była bardzo chaotyczna, wszędzie czyhały na nas potwory, ale udało nam się dostać do wozu i odjechać w stronę traktu. Mieliśmy jeszcze jeden problem, ponieważ syn Arkusa został zabity w karczmie i kowal wyraźnie stracił ochotę do życia. Na szczęście Drum przywołał go do porządku i mogliśmy się zastanowić nad naszymi kolejnymi działaniami. Postanowiliśmy wrócić następnego dnia i spalić całą tą wioskę, mając nadzieję, że w ten sposób zginą również te przeklęte istoty.

Tak też zrobiliśmy, przed południem wróciliśmy do wioski i z płonącymi pochodniami zakradliśmy się do karczmy. Lecz czekała nas niespodzianka, te potwory najwyraźniej nie bały się słońca i wyległy z wioski, aby nas zaatakować. Szybko rozlaliśmy oliwę w karczmie i podpaliliśmy ją. Powiedziałem Drumowi, aby uciekał do wozu, a ja w tym czasie postaram się podpalić jak najwięcej domów. Mój szaleńczy bieg po wiosce na długo zapadnie mi w pamięci, było to naprawdę ekscytujące. Biegałem pomiędzy domami z pochodnią, podkładając ogień, a gdy potwory mnie otaczały, wskakiwałem na dachy domów i w ten sposób przed nimi uciekałem. Gdy dobiegłem do końca wioski, zobaczyłem że Drum i kowal walczą z tymi przeklętymi istotami, a nasze konie leżą martwe. Co sił w nogach pobiegłem, aby im pomóc.

Gdy opuściliśmy wioskę, Drum był ciężko ranny. Ja również otrzymałem niewielki cios w ramię, byłem spokojny o swoje zdrowie, ponieważ wiem, że moc Agbara mnie wyleczy, jednak kowal i Drum potrzebowali pomocy. Wycieńczeni dotarliśmy do domu rybaków kilka godzin od wioski, którzy nam pomogli się wykurować. Arkus był załamany, ponieważ stracił cały swój dobytek oraz jedynego syna, tak więc zaproponowaliśmy mu, żeby z nami podróżował do Erghold i tam zaczął nowe życie. Jak tylko Drum poczuł się lepiej, wyruszyliśmy w dalszą drogę, która przebiegła spokojnie aż do samego Krateru Yish.

Na miejscu spotkaliśmy przyjaciela Druma, Malika, który miał dla niego jakieś ważne wieści. Po krótkiej rozmowie na osobności, Drum wrócił do nas i powiedział, że sytuacja się zmieniła i pojedziemy teraz w kierunku Zandary. Właśnie tam udała się grupa ludzi z Południa, która może coś wiedzieć o przyjacielu Druma, którego ten poszukuje, niejakiego Faitha uh Nar’a. Pożegnaliśmy się z Arkusem i obiecaliśmy mu, że go odwiedzimy w Erghold sprawdzić jak mu się wiedzie. Arkus powiedział Drumowi, że potrafi na jego broni umieścić Run Mrozu, którego nauczył się od krasnoludów, jednakże potrzebuje do tego kuźni i narzędzi. Drum na odchodne rzekł, że na pewno kiedyś zjawi się u Arkusa ze swoim toporem.

Po drodze do Zandary minęliśmy ciekawe miejsce, kapliczkę Razina, boga umarłych. Ludzie z Dominium, podobnie jak i ludzie z naszego klasztoru, bardzo dbają o miejsce, w którym składają ciała swoich bliskich i tak jak my zawsze składamy ciała naszych braci na cmentarzu, koło klasztoru, tak oni przywożą ciała do tej kaplicy, aby tu pod okiem boga umarłych, złożyć je do grobu. Jak widać nasze zwyczaje nie różnią się tak bardzo. Drum porozmawiał z jedną z kapłanek boga Razina i wypytywał ją o podróżnych, których szukaliśmy. Ja w tym czasie rozejrzałem się po okolicy, chcąc wszystko dokładnie zobaczyć, abym mógł opowiedzieć o tym moim braciom w klasztorze.

Dalsza podróż do Zandary przebiegła spokojnie i dosyć nudnie, ale wszelkie nudy na szlaku wynagrodziło mi same miasto. Było one tak duże jak Lupis, a jednocześnie bardzo się od niego różniło. O ile w Lupis władza jest w rękach magów, to tutaj większa część miasta jest w rękach kapłanów Zandary. W mieście znajduje się ogromna świątynia tej bogini, ponoć najstarsza na świecie, gdy ją oglądałem, zastanawiałem się czy nasz Bóg byłby zadowolony, gdybyśmy mu wybudowali tak wielką świątynię, ale doszedłem do wniosku, że raczej nie, ponieważ gdyby tak było, to na pewno przekazałby nam swoją wolę.

Spędziliśmy w mieście 3 tygodnie na poszukiwaniu wędrowców z Południa i tylko szczęście sprawiło, że usłyszeliśmy jak pewnie ludzie rozmawiają o nich, przy sąsiednim stoliku, w naszej karczmie. Udało nam się podsłuchać, że przebywają w karczmie Ogon Smoka. Dalsze wieści, które usłyszeliśmy, trochę nas zaniepokoiły, ponieważ ludzie, którzy siedzieli przy tym stoliku, właśnie rozmawiali o tym, że mają zamiar ich zabić. Czym prędzej udaliśmy się do tej karczmy, aby ich ostrzec przed atakiem. Karczma, w której przebywali obcy, była dość tłoczna i spędziliśmy w niej trochę czasu zanim rozpoznaliśmy interesujących nas przybyszów. Trochę się tym wszystkim denerwowałem i aby się rozluźnić machnąłem 2 kubki spirytusu na odwagę. Podeszliśmy do tych ludzi i przysiedliśmy się do ich stolika. Szybko przekazaliśmy im zasłyszane przez nas wieści, a Drum zapytał się ich o wydarzenia, które miały miejsce w kopalni w Kraterze Yish. Spotkało nas duże rozczarowanie, ponieważ okazało się, że oni nie widzieli w kopalni żadnych napisów na ścianie i nie mogą nam pomóc w naszych poszukiwaniach.

Gdy my rozprawialiśmy o tych wydarzeniach, do karczmy weszło kilkunastu ludzi, którzy wzbudzili popłoch w bywalcach karczmy, zanim się nie obejrzałem karczma była pusta a jedynymi osobami, które zostały, była nasza piątka. Wywiązała się straszna jatka i musiałem wspiąć się na wyżyny swoich umiejętności, aby nie dać się zabić. Tego szczęścia nie miał elf, który otrzymał straszne cięcie, po którym prawie stracił ramię. Walka skończyła się tak szybko jak się zaczęła, na podłodze leżało kilkanaście trupów. Byłem przekonany, że nowo poznany elf, również umrze, jednak jego kompani mieli przy sobie jakąś miksturę, która uratowała mu życie. Karczmarz powiedział nam, że osoby, które nas zaatakowały, należą do jakiejś grupy przestępczej i musimy natychmiast uciec z miasta. Wraz ze znajomym porucznikiem Straży Miasta zorganizował naszą ucieczkę i powiedział, żebyśmy się przez jakiś czas ukryli, a on postara się dowiedzieć co tu tak naprawdę miało miejsce.

Tak więc opuściliśmy w ukryciu Zandarę, a ja miałem okazję przyjrzeć się bliżej tym ludziom z Południa, a muszę przyznać, że strasznie dziwni z nich osobnicy. Dwóch z nich jest wyznawcami Richitera, a z tego co powiedzieli, służą w jego świątyni. Dotarliśmy do wioski, w której mieliśmy przeczekać te dwa tygodnie, a tam pożegnaliśmy się z pomocnikiem barmana, Hansem, który nas tu przywiózł. Udaliśmy się do gospody, aby wynająć pokoje na nasz pobyt. Pierwszy dzień w karczmie spędziliśmy na graniu w bakaraka oraz popijaniu tutejszego trunku. Muszę powiedzieć, że zaskoczyło mnie to, ile tu ludzie piją tego spirytusu, u nas w klasztorze oraz w wioskach nie zdarza się, żeby przy każdej okazji pić tak mocne trunki, ale nie chciałem się wyróżniać, tak więc piłem również z nowymi kompanami. Nad ranem doszło do szczerej rozmowy, podczas której dowiedzieliśmy się, że Aramis, Kriss i Margin mają jednak ze sobą przepisane inskrypcje z kopalni, a nie powiedzieli nam o tym wcześniej, ponieważ nie wiedzieli czy mogą nam zaufać. Drum się z tego powodu ucieszył i opowiedział nam wszystkim historię, której dotyczą te zapiski. Większość tej historii znałem z opowiadań, które przeczytałem w naszej bibliotece, ale ja również dowiedziałem się kilku interesujących informacji.