Tak więc nadszedł ten dzień, od samego rana czuję podekscytowanie wydarzeniami których stanę się świadkiem i w których będę mógł wziąć udział. Rozpocząłem dzień od ćwiczeń i medytacji, aby oczyścić umysł przed czekającą mnie podróżą, późnym rankiem gdy kończyłem ćwiczenia, poznałem krasnoluda, który ma mi towarzyszyć w drodze przez góry. Nazywa się Drum i jest Strażnikiem Dominium. Z tego co wiem czasami przybywają oni do naszego klasztoru, aby zasięgnąć rady lub skorzystać z naszej biblioteki. Drum sprawia wrażenie miłego osobnika, pomimo bardzo topornego wyglądu, ma taką śmieszną brodę, którą dodatkowo plecie w dwa warkocze, ciekawe jak on z nią walczy gdy mu tak powiewa na wszystkie strony… Wypadało by jeszcze nadmienić, że Drum ma na plecach ogromny topór dwuręczny, co wskazuje na jego dużą siłę, która jest potrzebna do posługiwania się tak wielką bronią.
Nasza podróż przez góry przebiegła spokojnie, Drum wypytywał mnie kilka razy o nasz klasztor i wielkiego Agbara, ale moi nauczyciele przestrzegli mnie przed opowiadaniem o tym, więc dałem mu do zrozumienia, że nie chcę o tym rozmawiać. Zauważyłem jeszcze, że Drum jest bardzo wytrzymałym towarzyszem, ponieważ maszerowaliśmy solidnym tempem i on, pomimo swoich krótkich nóg, nie pozostawał w tyle, a nawet forsował tempo.
Po sześciu dniach wyszliśmy z gór i ruszyliśmy w stronę Lupis, miasta, które znajduje się kilka dni drogi na południe. Po drodze zapytałem Druma, gdzie ma zamiar się udać, jako że nie miałem na razie planów co do mojej wędrówki i postanowiłem, że jeśli nie będzie mu to przeszkadzała, to chętnie z nim spędzę trochę czasu. Drum był bardzo powściągliwy w określeniu celu swojej wędrówki, ale mnie nie interesowały szczegóły jego misji, więc pozwolił mi podróżować ze sobą. Gdy dotarliśmy do Lupis miałem okazję rozejrzeć się po mieście i bardzo spodobał mi się gwar tak dużego miasta. Lupis jest miastem, w którym rządzą magowie i wszędzie naokoło zbudowali oni swoje wieże, w których mieszkają i prowadzą swoje eksperymenty. Nasz pobyt w tym mieście był krótki, ale Drum postanowił, że powinienem spróbować krasnoludzkiego napitku jakim jest spirytus krasnoludzki. Muszę powiedzieć, że nie piłem do tej pory tak mocnego trunku, ale nie chciałem odmawiać kompanowi, tak więc nie pamiętam mojej pierwszej nocy w karczmie, i od razu przestrzegam Cię czytelniku, abyś zachował rozsądek, gdy siadasz z krasnoludem do stołu, ponieważ jak się okazuje, ta rasa, oprócz swojej wytrzymałości w drodze, posiada też niezwykle mocną głowę.
Naszym następnym celem podróży był Gardion Wschodni. Mniejsza miejscowość, która znajdowała się na drodze do Krateru Yish, do którego chciał podróżować Drum. W Gardionie spotkała mnie następna przygoda, która dała mi kolejną wskazówkę co do zachowania mojego towarzysza, a mianowicie ma on bardzo wybuchowy charakter, w wyniku którego rozpętała się bójka w karczmie, którą to zakończyliśmy w celi. Nie wiem ile dokładnie czasu tam spędziliśmy, ale warunki w jakich musieliśmy żyć nie były najlepsze. Cela była pełna wody oraz miała kilku lokatorów, którzy już na początku chcieli dobrać się do naszych sakw.
Opuściliśmy Gardion nie oglądając się za siebie, a Drum był w nienajlepszym humorze. Ja potraktowałem nasz pobyt w celi jako bardzo ciekawe doświadczenie, chociaż nie zamierzam go w najbliższym czasie powtarzać. Kolejne kilka dni były dosyć spokojne, ale w tej krainie nie trudno o nowe przygody i nas jedna z nich dosięgła. Na drodze, którą podążaliśmy, zauważyliśmy wóz oraz leżącego obok niego chłopa. Jak się okazało był to kowal z pobliskiej wioski, na którego napadło kilku zbójów. Nie dość że obrabowali go ze złota, to jeszcze zabrali mu syna, mając nadzieję na wyciągniecie resztki złota, które kowal posiadał w swoim domu. Gdy usłyszałem tą opowieść wezbrał się we mnie gniew, przecież ochrona naszej rodziny, mieszkańców wiosek, które znajdują się koło klasztoru to nasz obowiązek i zrozumiałem jak się musi czuć ten biedny człowiek, któremu zabrano jedyną rodzinę jaką ma.
Postanowiliśmy z Drumem pomóc kowalowi, który zwał się Arkus. Znaleźliśmy tych łotrzyków kilka dni drogi od szlaku, gdy obozowali w lesie. Atak jaki przeprowadziliśmy był szybki i skuteczny, ramię w ramię z Drumem i kowalem zaatakowaliśmy opryszków, a wielki topór Druma siał spustoszenie. Udało nam się uratować syna od kowala, który był przetrzymywany w jednej z leśnych lepianek, które wykorzystywali ci łotrzykowie. Kowal nie mógł się nam nadziękować i chciał się nawet z nami podzielić zarobkiem, który zrabowali mu zbóje. Oczywiście nie mogłem przyjąć tych pieniędzy, jako że wiem z jakim trudem kowal na nie pracował, sam przecież pomagałem ludziom w wiosce i każdy z nas poznał trudy pracy. Kowal zaprosił nas do swojego domu abyśmy tam odpoczęli i posilili się przed dalszą podróżą.