Kronika

Kroniki LX: Świątynia Wilków

Śmierć Namiru Geda sprowadza klany Ziem Mrozu do Świątyni Wilków, gdzie Goth wraca między własnych krewnych i politycznych rywali. Radagast z niechęcią uczestniczy w brutalnych ceremoniach Lorsha, obserwując klany, dawnego towarzysza Verna i napięcia przed wyborem nowego najwyższego kapłana.

1.05.2026 • Bast • Radagast • Kroniki Radagasta

Weszliśmy do „gospody”, która nie była niczym innym, jak ogromnym namiotem ze skór zwierzęcych… W środku przygniatał nozdrza wszędobylski smród przybrudzonych i spoconych ludzi, zmieszany z oparami alkoholu, dymu i potu! Z ledwością dało się wyczuć zapach pieczeni uprawianej na rożnie, nad największym ogniskiem na środku namiotu. Pod nogami zalegało błoto i zanim znaleźliśmy wolną ławę i stół, musieliśmy się przedrzeć przez zbieraninę wojów różnych klanów. Kilka innych pomniejszych ognisk, bez ładu rozpalonych w gospodzie, tliło się skrzącym ogniem. Ławy i stoły, zwykle ustawione naokoło ognisk, były pozajmowane pijącymi i bawiącymi się wojownikami, jakby wieść o śmierci ich religijnego przywódcy w ogóle ich nie obchodziła… Na drugim końcu „gospody” stał prowizoryczny „bar”, nie obrażając najgorszego baru, z którym dotychczas miałem styczność…! Kilka beczek z piwem i kilku chłopów, którzy je rozlewali, ot cały „bar”…

Pośród wrzasków usłyszeliśmy wołanie kapłana po imieniu. Podeszliśmy do jednej z wielu ław, przy której siedziało kilku drągali… Wołającym okazał się być niejaki Akkar, brat Sokara Geddana, kapłana piątej rangi, który jest jednym z kilku potencjalnych następców zmarłego Namiru. Goth przywitał się ze wszystkimi i przedstawił nas, po czym usiedliśmy i przysłuchiwaliśmy się ich rozmowie. Okazało się, że w związku ze śmiercią Najwyższego Kapłana Lorsha, Namiru Geda, do osady Gubreh, siedziby Klanu Perseków, przybyły klany Kappadów, klan nomadów Bernidi i klan Geddanów, który prócz tego, że jest dość bogaty, jest też w sojuszu z klanem Nathreków. Od czasu ogłoszenia śmierci Namiru Geda, wszyscy przywódcy Klanów Mrozu mają obowiązek wyruszyć do Świątyni Wilków, gdzie wodzowie będą decydować o wyborze kolejnego Najwyższego Kapłana. Osada Gubreh, dla wschodnich klanów Ziem Mrozu, leży na drodze do Świątyni Wilków. Akkar (klan Geddanów) zapytany o nieoczekiwaną śmierć Namiru Geda (klan Gedów) oznajmił, że ten nagle zachorował i po dwóch następnych dniach zmarł… Opowiadał to trochę przyciszonym i konspiracyjnym głosem… Po kilku godzinach rozmów, udaliśmy się do kwatermistrza osady, który polecił rozbić dla nas duży namiot, gdzie rozpalono ognisko i gdzie mogliśmy się rozlokować…

Jedynie Nandin po kłótni z Gothem postanowił spędzić noc w „gospodzie” na pijackich zabawach. Muszę przyznać, że nieskrywaną przyjemność sprawiło mi obserwowanie kapłana i elfa, jak kłócą się o przyniesienie kufla piwa…! Goth, jakby otaczali go jego niewolnicy, w trakcie rozmowy z Akkarem, wydał polecenie Nandinowi, żeby ten przyniósł mu piwa! Oczywiście elf zareagował na to gromkim śmiechem, jak każdy z nas by to zrobił, no może prócz „służki” Ziriel, ale tym samym „podważył autorytet” Gotha w oczach Akkara i jego świty…! Przynajmniej tak później kapłan argumentował zachowanie elfa, który na co dzień, jak każdy z nas, jest mu kompanem i przyjacielem… Megalomania, arogancja, buta i całkowity brak szacunku, kiedy okazało się, że wokół są członkowie klanów... Przykre… Goth już chyba nigdy się nie zmieni, a od innych nieustannie wymaga posłuszeństwa, szacunku i pokory…

Rankiem spakowaliśmy się i wyruszyliśmy w dalszą podróż. W połowie dnia napotkaliśmy grupę konnych, ciężko zbrojnych wojowników Lorsha, prowadzonych przez rosłego męża w czarnej zbroi. Okazało się, że jest nim sam Sokarr Geddan, którego Goth na powitaniu nazwał Gromem Lorsha. Kapłan wymienił z nim kilka zdań na osobności, po czym bez słowa wyjaśnienia nam, ruszyliśmy w dalszą drogę już wspólnie z klanem Geddanów. Minął tydzień podróży, podczas którego zdołałem pojąć zagadnienia czaru „Ognistej Strzały”. Tymczasem po ciężkiej podróży, oczom naszym ukazała się rozległa dolina, gdzie znajduje się osławiona Świątynia Wilków, a wokół której rozstawionych było już kilkadziesiąt namiotów trzech przybyłych dotychczas klanów…

Miejsca natomiast było na tyle, żeby pomieścić wszystkich przybyłych z szesnastu klanów. Olbrzymie skupisko ludzi, którzy rozbili swe obozowiska w półkolu, otaczało szczelnie kamienne budynki, zza których wyłaniały się dwa wielkie posągi wilków. Tuż za kamiennymi zwierzętami wyrastała góra, a w niej wejście do Świątyni Wilków…

Świątynia Wilków

Kiedy dotarliśmy na miejsce obozowiska, zastaliśmy trzy wcześniej przybyłe na miejsce klany. Klan Jelhenidów, którzy w dawnych czasach powstrzymali i zamknęli Uve Gardalla w lodowej jaskini; klan Ijhidżi, tesijczyków z Doliny Mieczy; klan Zardanów, który według słów Gotha, jest najbardziej tajemniczym ze wszystkich Klanów Mrozu… Cokolwiek to oznaczało… Pozostałe klany miały już wyznaczone miejsca, przygotowane przez rzeszę krzątających się wszędzie niewolników i ich nadzorców! Skierowano nas na pole Klanu Nathreków, gdzie dostaliśmy własny namiot. Wieczór spędziliśmy w „gospodzie” podobnej do tej, co w osadzie Gubreh, po czym wyczerpani poszliśmy spać.

Poranek rozpoczęliśmy od nabożeństwa w świątyni. Wszystko mnie gryzło i szlag mnie trafiał na tę stratę czasu, ale musiałem konsekwentnie brnąć w swoim postanowieniu… Pewne dalsze korzyści zawsze wymagają dużych poświęceń i moim przypadku olbrzymiego ryzyka… Sala w świątyni była olbrzymia, okrągła i mogła pomieścić nawet kilkaset osób. Z bólem serca złożyłem pieniężną ofiarę. Zaczęła się ceremonia, podczas której zza głównego ołtarza wyszło dwóch kapłanów, którzy dołączyli do czterech pozostałych, prowadzących nabożeństwo. Za kapłanami wyszło dwóch ciężkozbrojnych, którzy stanęli na środku świątyni i zaczęli się wzajemnie wyzywać…! Goth widząc nasze miny pełne zaskoczenia i niesmaku, wyjaśnił, że będą ze sobą walczyć na śmierć i życie dla uczczenia śmierci Namiru Geda! Muszę przyznać, że tak prymitywnych ceremonii się nie spodziewałem i prócz miłego widoku krwi i rzeźni, dalej pozostał mi niesmak tych plemiennych zwyczajów… A Goth uważał swój lud za najlepszy w całej Tragonii i zawsze z taką pasją i dumą opowiadał o nim i o ich kulturze… Głupiec nawet nie wie, jak bardzo sam siebie oszukuje…

Walka była krótka i zakończyła się śmiercią jednego z wojowników. Wygrany, cały poraniony i we krwi, usiadł dumnie w pierwszej ławie, a ciało zabitego wniesiono na ołtarz. Ceremonia dalej się odbywała, a w tym czasie kapłani rozbierali martwego i przemywali. Kiedy skończyli, podpalono ciało i wzniesiono modły ku jego czci… Jako pokonany dostąpił zaszczytu wstąpienia do armii Lorsha w zaświatach. Ogień krótko trawił zwłoki, z których ostała się ino zbroja. Po tym wszystkim zwycięzca walki wstał, złożył hołd przegranemu, po czym wyszedł za ołtarz. Ceremonia dobiegła końca, a my w milczeniu wróciliśmy do namiotu. Okazało się, że w międzyczasie do doliny przybył Klan Varganów, którzy są wrogami Nathreków. Tych drugich dalej oczekiwaliśmy, a może raczej bardziej oczekiwał ich Goth…

Późnym wieczorem usłyszeliśmy rżenie koni i liczne głosy, więc wyszliśmy na zewnątrz. Goth serdecznie przywitał się z Draggakiem Młodszym, obecnym wodzem Nathreków, dla którego kapłan był wujem… Rozmowa była krótka i raczej oficjalna, po czym wszyscy udaliśmy się na spoczynek. Kolejny dzień znowu zaczęliśmy od ceremonii w świątyni wzbogaconej o pojedynek, a po niej udaliśmy się w końcu rozejrzeć po obozowisku Klanu Nathreków…

Zaraz na początku naszego obchodu napotkaliśmy Verna, kompana z dawnych dni podróży, brata bliźniaka tragicznie zmarłego Vorna! Pierwsze, co nam się rzuciło w oczy, to brak jego lewej ręki, odciętej poniżej łokcia. Na tym co zostało z jego kończyny, wojownik nosił zamocowany puklerz. Odziany w dobrej jakości zbroję, dumnie kroczył wśród namiotów. Twarz pokryta bliznami, wyglądała na starszą, ale też poważniejszą. Okazało się bowiem, że awansował na czempiona, najwyższej rangi wojownika Lorsha! Troszkę rozmawialiśmy, a Vern pokrótce opowiedział nam o wydarzeniach, które przeżył po rozstaniu z naszą kompaniją… Zwolnił się wtedy ze służby świątynnej i wrócił do siedziby klanu Nathreków, skąd wyruszył na wojnę z Lordem Keth. Tam, wraz z Draggakiem Młodszym i jego ludźmi, zdobył umocnienia armii jednego z Plugawych Rycerzy Lorda Keth, Mankeliora. W ciężkich walkach stracił lewą rękę, ale koniec końców Plugawy Rycerz został przez wojowników ubity. Dlatego obaj zostali „awansowani” – Vern został czempionem, a Draggak wodzem klanu, jednak jeszcze nieoficjalnie, gdyż wpierw musi ukończyć trzydzieści wiosen, co miało nastąpić za miesiąc… Wówczas kapłani mogą mianować go oficjalnie na wodza Klanu Nathreków.

Mijały kolejne dni, podczas których każdą chwilę poświęcałem na poszerzaniu swojej niemałej wiedzy i opracowywaniu nowych formuł czarów. Tymczasem pod Świątynię zjeżdżały pozostałe klany, a wszyscy czekali na zbliżającą się główną ceremonię pogrzebową Namiru Geda…