W karczmie spotkała mnie jeszcze jedna niespodzianka, a mianowicie przy jednym ze stołów zauważyłem człowieka, którego nie widziałem od kilku lat, a któremu zawdzięczam życie. Kiedy byłem młodszy i postanowiłem opuścić elfie Królestwo Arael, spotkała mnie pewna przygoda w karczmie, do której zajrzałem po drodze. Siedziałem sobie spokojnie, starając się nie rzucać w oczy, ale zarazem obserwując dokładnie wszystko, co się wokół mnie działo. Jako że byłem spragniony przygód, doczekałem się wtedy swego. W karczmie oprócz mnie, było jeszcze kilku podróżników oraz grupka awanturników, którzy trochę przesadzili z trunkami. Nie wiem jak to się stało, ale od słowa do słowa doszło do wyciągnięcia mieczy, a jako że przeciwnicy mieli znaczącą przewagę liczebną, nie mogłem zbyt długo stawiać oporu i mogłoby się to skończyć dla mnie tragicznie, gdyby nie pewien osobnik, który przyszedł mi na pomoc. Sam jeden poradził sobie z grupką, która mnie zaatakowała i wyprowadził mnie z karczmy. Nazywał się Tears.
Mężczyzna ten siedział w rogu karczmy i uważnie mi się przyglądał, ja nie rozpoznałem go na początku, ale pod jego natarczywym wzrokiem, przypomniałem sobie całe to zdarzenie. Przysiadłem się do niego, aby mu jeszcze raz podziękować, ale Tears w ogóle mnie nie pamiętał. Okazało się, że stracił on pamięć i został strasznie okaleczony. Pozbawiono go języka i do porozumiewania się nosił ze sobą tabliczkę, na której pisał kredą. Po krótkiej „rozmowie” dowiedziałem się, że nie wie jak się znalazł na wyspie, ale ma przeczucie, że rozwiązanie tej zagadki leży w zamku Tai Sei'a.
Sytuacja przynajmniej dla mnie się trochę skomplikowała i nie bardzo wiedziałem co mam zrobić. Z jednej strony nie chciałem zostawiać Tears’a samemu sobie, z drugiej miałem zadanie do wykonania. Oczywiście moja drużyna była przeciwna jakiejkolwiek pomocy, twierdząc, że przybyliśmy tu w konkretnym celu. Udaliśmy się do pokoju na naradę i oczywiście uzgodniliśmy nowy plan dotyczący naszej misji. Miał on się opierać na udziale Bagriela w turnieju oraz naszym ataku z zaskoczenia.
Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że Tears również postanowił wziąć udział w turnieju. Jako że widziałem jak się posługuje bronią, nie byłem pewny czy Bagriel dotrze do finału, w którym mógłby wyzwać Tai Sei’a. Sytuacja była nieprzyjemna. Nasz plan opierał się na tym, że zgodnie z regulaminem turnieju, wygrywający ma prawo wyzwać na pojedynek hrabiego. Bagriel miał wygrać turniej i wyzwać Tai-Sei'a, a my mieliśmy wkroczyć do akcji kiedy nadarzy się okazja. Reszta drużyny chciała, żebym ja również wziął udział w turnieju, na wszelki wypadek. Nie mogłem się na to zgodzić, ponieważ groziło to odkryciem mojego szkolenia w klasztorze, Tai-Sei na pewno od razu by rozpoznał mój styl walki i kazałby mnie zabić.
Dni, które zostały do turnieju, upływały na nieustających kłótniach, a w szczególności na oskarżaniu mnie, że będę chciał zagrozić misji, aby pomóc Tears’owi. Jakby tego było mało, Gurney podczas rzucania jakiegoś czaru wywołał efekt uboczny i stracił pamięć. Mieliśmy więc dodatkowy problem, ponieważ miał on wspierać nas czarami podczas całej akcji. W wyniku jednej z kłótni, postanowiłem wziąć mimo wszystko udział w turnieju, aczkolwiek wcale mi się to nie podobało. Gdy już zdecydowałem się zaryzykować, Nandin oskarżył mnie o to, że się specjalnie podłożę, aby Tears mógł wygrać…