Kronika

Kroniki XXXIV: Wyspa

Po zejściu ze statku drużyna poznaje wyspę Tai-Sei’a, jej przewodników, zasady i pierwsze oznaki niebezpiecznej władzy gospodarza.

6.06.2026 • Cad • Lyrralt z Tales • Kroniki Lyrralta

Gdy opuszczaliśmy statek 27 grudnia, potwierdziliśmy naszą chęć zakupu tych biletów, a kapitan powiedział nam gdzie możemy go spotkać w celu odebrania ich. Gdy tylko zeszliśmy ze statku, podszedł do nas chłopak, który zaproponował, że oprowadzi nas po mieście. Przyjęliśmy jego pomoc, ponieważ uznaliśmy, że przyda nam się poznać miasto.

Zaprowadził nas najpierw do karczmy, którą sobie wybraliśmy na nocleg, czyli do „Łososia”. Tam zjedliśmy obiad i wynajęliśmy pokój. Oczywiście z pokojem nie obyło się bez problemów, ponieważ moi kompani uznali, że chcą pokój z kominkiem, a jako że ostatni taki pokój wynajęli krasnoludowie, więc Nandin obiecał nam, że załatwi to dla nas. Rzeczywiście po niedługim czasie przyniósł klucz do pokoju z kominkiem. Nie wiem ile za to przepłacił, ale nie interesowało mnie to, nie byłem w najlepszym nastroju.

Po obiedzie udaliśmy się na zwiedzanie miasta. Gurney sprzedał miecz, który znalazł na wyspie w czasie naszego rejsu. Później Bagriel zapisał się na zawody w walce na miecze. Tak sobie chodziliśmy bez wyraźnego celu, ale chłopca, który nas oprowadzał, wynagrodziliśmy bardzo szczodrze.

Pod wieczór udaliśmy się do naszego pokoju, aby ustalić wstępne plany. Nie mieliśmy ich zbyt wiele, ponieważ nie byliśmy jeszcze zbytnio rozeznani w sytuacji, więc po niedługiej rozmowie udaliśmy się na spoczynek. Następnego dnia wzięliśmy się na poważnie za obmyślanie jakiegoś konkretnego planu. Oczywiście nie obyło się bez kłótni i wywlekaniu nie związanych z zadaniem spraw. Z konkretniejszych planów można wymienić dwa. Pierwszy opierał się na ataku z odległości, a drugi na bezpośrednim zaatakowaniu Lorda przeze mnie, gdy ten będzie wysiadał z powozu. Oczywiście obydwa plany miały mnóstwo minusów, chociaż ja skłaniałem się ku temu drugiemu. Wtedy nie ustaliliśmy w jaki sposób mógłbym zabić Lorda i jeszcze uciec. Zasugerowałem użycie pergaminu z czarem „Latanie”, ale nawet to ma kilka minusów w postaci łuczników, ewentualnie kuszników. Oczywiście pomimo tego, że zadanie wydawało nam się trudne, to nie wiedzieliśmy jeszcze wszystkiego.

Po południu Nandin i Bagriel udali się po nasze zaproszenia na bal. Gdy szli do kapitana statku, Nandin zauważył w porcie znaną mu osobę – był to Malkolm. Nandin wspominał nam o nim kiedyś. To właśnie jego Malkolm o mało co nie zabił kilka lat temu w Zakazanej Dzielnicy w Dermath. Nandin wspominał, że Malkolm nie jest człowiekiem tylko nieumarłym magiem. To właśnie przez niego Nandin do dnia dzisiejszego nosi na swoim ciele ślady straszliwych poparzeń, jakich wtedy doznał. Nandin więc postanowił dowiedzieć się robi tutaj ów Malkolm. W tym celu udał się do kapitana statku, którym ten przypłynął, aby zasięgnąć informacji. Kapitan powiedział, że nie ma pojęcia kim był jego pasażer i spławił Nandina. Ten nie poddał się tak łatwo, zaczaił się niedaleko statku i jak się słusznie domyślał, ze statku wyszedł ktoś niosący najprawdopodobniej wiadomość dla Malkolma. Posłaniec ten jednak nie dotarł do zamku Hrabiego, gdzie udał się Malkolm, ponieważ w drodze wydarzył mu się nieszczęśliwy wypadek. Tej nocy tych wypadków zdarzyło się więcej, ale nie chciałem dyskutować z Nandinem na ten temat, ponieważ wiedziałem, że z tego może wyniknąć tylko kłótnia w drużynie.