Pierwszego dnia jedliśmy obiad w bardzo znakomitym towarzystwie, mianowicie z Baronem Duncanem Estivelem z Rodu Arienn oraz panną Veroniką Aglarte, kuzynką Kassandry Bizantyjskiej, właścicielki Zielonego Portalu i córki Króla Bizantii Maxiusa VIII. Okazało się, że osoby te są bardzo przystępnie usposobione i nawet zdołaliśmy nawiązać z nimi całkiem miłą pogawędkę. Do ciekawych osób, które spotkaliśmy na statku można jeszcze zaliczyć Nathaniela Carcassa, łowcę nagród, aczkolwiek ta osoba wzbudzała tylko złe odczucia.
Drugiego dnia podróży stało się coś co zepsuło mi humor na resztę rejsu. Gurney przekupił kapitana, aby ten zatrzymał się przy pewnej wyspie. Wyspa ta miała coś wspólnego z mapą, którą Gurney otrzymał w karczmie, ale on nie chciał nas w to wtajemniczyć. Oczywiście zaproponował nam, abyśmy się udali z nim na wyspę, ale ja nie chciałem kusić losu, ponieważ wiedziałem, że mam ważniejsze rzeczy do zrobienia i w najbliższej przyszłości i nie chciałem się niepotrzebnie narażać. Gurney udał się na wyspę tylko w towarzystwie Lathaniela i wszystko byłoby dobrze, gdyby nie małe niedopatrzenie ze strony moich kompanów. Mianowicie umówili się oni z kapitanem, że wrócą do południa i oczywiście nie dotrzymali obietnicy.
Marynarze, którzy zawieźli ich na wyspę, wrócili i powiadomili kapitana, że Gurney i Lathaniel weszli do jakiejś skały i dotąd nie wyszli. Kapitan zasugerował, abyśmy udali się na wyspę i znaleźli naszych kompanów, ponieważ statki i tak mają opóźnienie i ludzie zaczynali się niecierpliwić. Nandin był temu przeciwny, ale ja nie chciałem ich zostawić na pewną śmierć na wyspie.
Gdy dopłynęliśmy na wyspę okazało się, że nie ma tu nic oprócz skał. Domyśliłem się, że Gurney otworzył jakieś przejście za pomocą magii, więc nie pozostało nam nic innego niż czekanie na nich. Rzeczywiście po niecałej godzinie, skały zaczęły znikać i pojawiło się przejście, z którego wyszli Gurney i Lathaniel. Oświadczyłem im tylko, że od 4 godzin są martwi i wsiadłem do szalupy. Oczywiście nie usłyszeliśmy żadnych słów wyjaśnienia, co zdenerwowało mnie jeszcze bardziej. Kapitan też nie był zachwycony tym faktem, co dało się odczuć w naszej dalszej podróży. Na szczęście wcześniej zdołaliśmy się dowiedzieć od kapitana, że hrabia Tai-Się organizuje na zamku bal i kapitan zobowiązał się pomóc nam w uzyskaniu biletów na ten bal.