Przez te kilka dni uświadomiłem sobie jak przytłacza mnie atmosfera miejska i postanowiłem udać się do Lasu Blizn, aby trochę odpocząć. O moim postanowieniu powiadomiłem kompanów i czym prędzej opuściłem Dermath. Dni spędzone w Lesie Blizn uznaję za bardzo szczęśliwe, znowu mogłem przebywać na łonie natury. Zaprzyjaźniłem się tam z pewnym niedźwiedziem o imieniu Uter. Poznałem zwyczaje druidów oraz las, którego miałem w przyszłości bronić. Czas spędzony tam minął mi bardzo szybko i nie zauważyłem, gdy musiałem wracać do Dermath, co uczyniłem z wielkim smutkiem. Poprosiłem Utera, aby udał się ze mną, ale ten oświadczył, że zbliża się zima i nie chce opuszczać lasu.
Gdy dotarłem do Dermath zrobiłem jeszcze jedną rzecz, która chodziła mi po głowie od dłuższego czasu - kupiłem sobie psa i nazwałem go Rart. Udałem się również na umówione spotkanie z moim mistrzem i przełożonym, Kabaxim, który wreszcie ujawnił mi szczegóły misji, w której miałem wziąć udział. Chodziło o zabicie hrabiego Tai-Sei, zbuntowanego fechmistrza naszej organizacji. Tai-Sei był doskonałym szermierzem, a oprócz tego znał się wyśmienicie na magii. Praktykował ponoć zakazane sztuki i otwarcie wypowiedział wojnę organizacji, zlecając zabójstwa kilku z nas. Hrabia ponoć chroniony jest potężną magią, której żaden miecz nie przebije. Kabaxi znał jednak pewną tajemnicę, dzięki której byłbym w stanie przebić się przez barierę Tai-Sei'a. Ta tajemnica to Prawdziwe Imię hrabiego. Wymawiając odpowiednie słowa, w chwilach nasilenia magii, na przykład w Święto Gwiazd na koniec roku, można odebrać moc czarownikowi. Gdyby tak się stało, to byłoby nam dużo łatwiej wykonać egzekucję. Okazało się, że także Gildia Złoty Los ma uczestniczyć w tym zadaniu. Ponoć hrabia psuł interesy potężnej Gildii, która zdecydowała się go usunąć. Jako przedstawiciela Gildii wybrano Nandina, prawdopodobnie dzięki jego magicznemu talentowi. Po tym spotkaniu udałem się do karczmy, w której zazwyczaj mieszkałem, czyli do Rycerza Śmierci. W środku, tak jak myślałem, spotkałem swoich kompanów, którzy sobie spokojnie zajadali kolację. Nastąpiło przywitanie i pytania dotyczące minionego miesiąca. Ja nie opowiadałem zbyt długo, ponieważ wokół mnie nie działo się nic, co mogłoby zainteresować moich kompanów. Nandin poprosił mnie na chwilkę do swojego pokoju na rozmowę. Tak jak myślałem, chodziło mu o nadchodzące zadanie – nasi szefowie już się porozumieli i zostawili tę sprawę nam. Ustaliliśmy kilka szczegółów i zaprosiliśmy naszych kompanów na górę, aby przedstawić im naszą propozycję.
Propozycja według mnie wydawała się atrakcyjna, ale okazało się, że nie tak atrakcyjna, aby nasi kompani się zgodzili na nią bez wahania. Rozpoczęły się głupie pytania, których się nie spodziewałem przynajmniej po Gurney’u. Pod koniec rozmowy stanęło na tym, że wszyscy się zastanowią i jutro rano dadzą nam odpowiedź. Przy śniadaniu dowiedzieliśmy się, że nasi kompani jednak się zdecydowali udać z nami na wyspę, gdzie rządzi Tai-Sei. Zostało mi kilka dni na przygotowanie się do drogi, ponieważ nasza przygoda nie miała należeć do łatwych, postanowiliśmy się zabezpieczyć i nabyć pergaminy „Teleportacji.”
Ja spotkałem się jeszcze z Kabaxim, ponieważ musiałem się dowiedzieć jak brzmi Prawdziwe Imię naszego wroga oraz miałem odebrać jeszcze dodatkowe przedmioty. Jak się okazało na misję tą zostałem wyposażony w 3 strzały petryfikujące oraz kilka pergaminów z czarami. Dokładnie 12 grudnia wyruszyliśmy w rejs, kajuty mieliśmy wyborne, ponieważ Bagriel tym razem nie poskąpił swoich funduszy i mieliśmy najlepsze miejsca na statku.