Kronika

Kroniki XXX: Cyrius i Wywerny

Droga do zamku Rawinów i spotkanie z Cyriusem kończą się wyprawą, w której na drużynę czekają wywerny i dawne tajemnice.

6.06.2026 • Cad • Lyrralt z Tales • Kroniki Lyrralta

Jako że musieliśmy załatwić jeszcze jedną sprawę, w drodze powrotnej ruszyliśmy w kierunku zamku Rawinów. Po drodze spędziliśmy noc w wiosce Gordwald, gdzie spotkaliśmy interesującą osobę. W karczmie, w której się zatrzymaliśmy, przesiadywał pijak, który twierdził, że brał udział w wyprawie do Góry Gromu w Górach Koruska. Mniej więcej na te tereny chciał właśnie się udać Dago, więc go to bardzo zainteresowało. Niestety człowiek ten był tak nażłopany piwem, że nie mógł nam podać żadnych konkretnych informacji. Widząc bezcelowość pytań, daliśmy mu spokój i poszliśmy spać. Jak się okazało, miejsce to interesowało Dago bardziej niż przypuszczaliśmy. Następnego dnia ten udał się na poszukiwanie tego człowieka i wynajął pokój, w którym najprawdopodobniej starał się za pomocą magii uzyskać więcej informacji. Jako że nas ten temat średnio interesował, nie ingerowaliśmy w jego poczynania i poczekaliśmy aż Dago zaspokoi swoją ciekawość. Po wszystkim zaopatrzyliśmy się jeszcze w prowiant i ruszyliśmy do Bulter, a następnie do zamku Rawinów.

W zamku dowiedzieliśmy się, że hrabiego nie ma niestety teraz w domu. Przekazał on jednak swoim sługom, że dla osoby, która uwolni go od problemu, jest w stanie zaoferować znaczną połać ziemi. Dowiedzieliśmy się także, że wartało by się przejść do wieży przy wiosce Bulter, ponieważ wieżę tę zamieszkuje mag, który może mieć coś z tym wspólnego. Wizyta w zamku nie okazało się więc zbyt owocna, ale jakby na to nie patrzeć przybyliśmy tutaj w konkretnym celu, więc chcieliśmy zbadać sytuację. Przed podjęciem jakichkolwiek działań, przeprowadziliśmy między sobą bardzo burzliwą dyskusję, ponieważ kilku z nas, nie wiadomo dlaczego, nagle straciło zainteresowanie badaniem terenów, w których najprawdopodobniej miała schronienie bestia. Jednak postanowiliśmy zebrać dokładniejsze dane i dopiero wtedy zastanowić się powtórnie i podjąć się zadania albo wrócić do Dermath.

Pierwszym naszym celem była wieża, dlatego wróciliśmy do Bulter i spytaliśmy miejscowego karczmarza o jej dokładną lokalizację. Dowiedzieliśmy się przy okazji bardzo ciekawej rzeczy, do wieży można było się zbliżać tylko w nocy. Do wieży zaprowadził nas wieśniak, który kiedyś przez przypadek zawędrował w jej okolice, aczkolwiek nie chciał on za żadne pieniądze podejść z nami pod samą wieżę. Odczekaliśmy aż się ściemni i poszliśmy w kierunku który wskazał nam wieśniak.

Wieża była wysoka i wykonana z czarnego bazaltu, surowca nieczęsto spotykanego w tych rejonach. Gdy podeszliśmy bliżej, okazało się, że nie ma do niej żadnych drzwi. Nieco zbici z tropu czekaliśmy, aż nasz gospodarz raczy nas zaprosić do środka i rzeczywiście po jakimś czasie naszym oczom ukazały się otwarte drzwi. Nie widząc innego wyjścia, wszyscy, oprócz Nandina, weszliśmy do środka. Znaleźliśmy się w ciemnym pomieszczeniu, w którym nie było żadnych przedmiotów, oprócz dużego lustra. Po chwili, właśnie z wnętrza lustra, dobiegł nas głos pytający o cel naszej wyprawy i tu spotkała nas niespodzianka. Dago nie bacząc na nic, wypalił z odpowiedzią, że przybył po jakiś amulet, chroniący przed „Okiem Boga.” Cała nasza drużyna oniemiała, nie wiedzieliśmy o czym on mówi i nie wiedzieliśmy co sami na to mamy odpowiedzieć. Na szczęście po chwili udało nam się sprowadzić rozmowę na właściwy tor, chociaż byliśmy w tak wielkim szoku, że nie potrafiliśmy sami dojść do porozumienia czego my w ogóle oczekujemy. Cyrius, bo tak się nazywał mag zamieszkujący wieżę, powiedział nam, że bestie, które zabijają mieszkańców, to wywerny. Powiedział także, że jeśli przyniesiemy mu ogony tych bestii, to da nam antidotum na ich jad. Oczywiście nie potrafiliśmy dojść do żadnego porozumienia, więc po pewnym czasie Cyrius stracił ochotę na wysłuchiwanie naszych kłótni i zakończył naszą audiencję, dając nam jasno do zrozumienia, że chce abyśmy opuścili jego teren.

Gdy wyszliśmy na zewnątrz rozgorzała dyskusja i w kierunku Dago padło wiele pytań, na które ten nie chciał dać odpowiedzi. W podłych nastrojach postanowiliśmy wrócić do karczmy. Ja zostałem jednak przy wieży, wiedząc, że odtrutka którą proponował nam Cyrius, może się nam wszystkim przydać i postanowiłem jeszcze raz z nim porozmawiać. Po długim oczekiwaniu usłyszałem głos dobiegający z wieży, który oświadczył mi żebym przyszedł jutro, to będę miał możliwość porozmawiania powtórnie.

Wróciłem do pokoju w karczmie, aby porozmawiać z kompanami i poznać ich zdanie na temat wydarzeń, których byliśmy świadkami. Jak się okazało Gurney i Nandin stwierdzili, że nie mają zamiaru z Dago ruszyć na wywerny i chcą wracać do Dermach. Ja natomiast, Bagriel i Lathaniel zdecydowaliśmy się wykonać zadanie. Poszedłem poinformować o tym Dago, który miał pokój razem z najemnikami, aby powiedzieć mu, że muszę jutro wrócić jeszcze do wieży i dopiero wtedy mogę podjąć dalsze działania. Ustaliliśmy jeszcze jedną bardzo ważną rzecz, a mianowicie podział ziemi dotyczy również najemników, którzy będą brali udział w polowaniu.

Następnego wieczoru udałem się do wieży i odebrałem odtrutki dla każdego z nas. Gurney i Nandin zgodzili się poczekać na nas w karczmie, aż wrócimy z wyprawy, aby później razem udać się do Dermath. Wyruszyliśmy z samego ranka, a na cel obraliśmy sobie wioskę Delarin. Na miejscu nie dowiedzieliśmy się niczego konkretnego, więc pierwszy dzień minął nam bezowocnie. Dowiedzieliśmy się jednak ciekawej rzeczy, a mianowicie w pobliżu znajduje się zamknięta kopalnia, więc nie mając lepszych pomysłów ruszyliśmy w jej kierunku.

Jak się okazało był to strzał w dziesiątkę. Zaraz przy wejściu dostrzegłem ślady, najprawdopodobniej zostawione przez jedną z bestii.

Rozpoczęliśmy badanie wnętrza kopalni mając nadzieję znaleźć jej norę i przy odrobinie szczęścia zastać ją tam. Niestety szczęście, aż tak nam nie sprzyjało, to nie my zasadziliśmy się na bestie, tylko one na nas. Zaatakowały nas z dwóch stron i musieliśmy odbyć bardzo trudną walkę, a sytuacji nie polepszyło zachowanie Dago i Lathaniela, którzy najwidoczniej nie mieli zamiaru nam pomagać. Szczęśliwie udało nam się wyjść z opresji zwycięsko, gdzie nie obyło się bez rannych.

Wywern

Po dalszych poszukiwaniach udało nam się znaleźć legowisko wywern. W środku znajdowało się wiele zwłok ludzi, którzy nie zdołali się obronić przed wywernami, więc zdecydowaliśmy się przeszukać pobieżnie jaskinię w nadziei znalezienia czegoś cennego. W sumie znaleźliśmy tylko parę sztuk złota, które chcieliśmy podzielić między wszystkich. Okazało się jednak, że jeden z naszych współtowarzyszy nie jest całkiem uczciwy i chciał coś ukryć przed naszym wzrokiem. Zauważył to Lathaniel i poinformował nas o tym. Podejrzewał on Bagriela, że ten podniósł coś i schował do kieszeni nie informując nas o tym. Bagriel oczywiście upierał się, że nic takiego nie miało miejsca, ale gdy sytuacja stała się tak napięta, że najprawdopodobniej doszło by do walki, oddał w nasze ręce jakiś pierścień. A nie był to zwykły pierścień, tylko przepiękny srebrny pierścień z bardzo dużym rubinem, naokoło którego było jeszcze 6 mniejszych kamieni szlachetnych. Lathaniel rzucił na niego jeszcze czar „Wykrycia Magii” i okazało się, że ma on całkiem spore właściwości magiczne.

Wydarzenie to spowodowało, że wszyscy zaczęli patrzeć na siebie z nieufnością. Doszliśmy do wniosku, że wywerny, które spotkaliśmy, są jedynymi i postanowiliśmy opuścić teren kopalni, aby przenocować i następnego dnia wyruszyć w drogę powrotną. Dago zaproponował, że sprawdzi jakie właściwości ma znaleziony przedmiot co zajęło mu bardzo dużo czasu. Nad rankiem dowiedzieliśmy się, że pierścień zrobiony jest z myślą o wojownikach i pomaga im unikać ciosów podczas walki. Oczywiście nie chcieliśmy opierać się tylko na ekspertyzie Dago, więc postanowiliśmy dać go jeszcze Cyriusowi do zbadania. Jako dowody zabicia bestii wzięliśmy głowę wywerny oraz dwa ogony, które zamierzaliśmy oddać Cyriusowi, zgodnie z umową, w zamian za antidotum.

W wiosce Delarin zatrzymaliśmy się tylko na nocleg i ruszyliśmy do Bulter. W Bulter spotkaliśmy Gurney’a i Nandina, którzy zdecydowali się udać z nami do zamku Rawinów, gdzie mieliśmy odebrać naszą nagrodę. Hrabia przyjął nas bardzo życzliwie i podczas poczęstunku pokazał nam ziemie, które mieliśmy dostać jako nagrodę za nasze wysiłki. Zaproponował nam, abyśmy udali się do osobnego pokoju, gdzie mogliśmy w spokoju dokonać podziału ziemi. Ja zrezygnowałem z mojego udziału na rzecz pierścienia, na co się wszyscy zgodzili. Dyskusje były bardzo burzliwe, ponieważ moi kompani nie mogli dojść do porozumienia, ale po kilkunastu minutach ustalono w końcu podział. Po podpisaniu stosownych dokumentów opuściliśmy zamek.

Udaliśmy się do wieży, w której oddaliśmy Cyriusowi ogony wywern, a ja dodatkowo poprosiłem go o identyfikację pierścienia. W zamian za to Cyrius chciał otrzymać 1000 ryb. Trochę mnie zdziwiło jego żądanie, ale zgodziłem się na to. Udałem się do rybaków i zamówiłem u nich właśnie taką ilość ryb, a następnie udałem się do karczmy na spoczynek. Do karczmy nie wrócili Gurney i Dago, ponieważ powiedzieli, że mają jeszcze coś do załatwienia.

Gdy kończyliśmy jeść kolację, wpadł Gurney i oświadczył, że widział jak z kierunku wieży, jedzie wóz wypełniony po brzegi rybami. Nadeszły mnie złe przeczucia, że Dago próbuje mnie oszukać, więc czym prędzej udaliśmy się w kierunku wieży. Przed wieżą stał wóz z rybami i gdy chciałem wziąć jedną z nich, głos z wieży powiedział, że targ został już dobity i możemy wejść do wieży. Wszedłem tam sam, ponieważ nie chciałem, aby świadkiem tej rozmowy był ktoś jeszcze. Cyrius powiedział mi, że Dago dobrze określił właściwości pierścienia, a jedyne czego on się dowiedział więcej to, to że jest on częścią kompletu trzyelementowego. Jeżeli uda nam się znaleźć pozostałe dwie części, to na pewno ujawnią się jakieś dodatkowe cechy. Wróciliśmy do karczmy.

Nad ranem postanowiliśmy wracać do Dermath, ale spotkaliśmy jeszcze Dago, który zapytał, gdzie będzie mógł nas spotkać w przyszłości. Nastała cisza. Widząc, że nikt się nie kwapi do odpowiedzi, powiedziałem, że ja mam zamiar tak jak dotychczas mieszkać w „Rycerzu Śmierci” w Dermath.

Wracając zboczyliśmy nieco z drogi, ponieważ ja musiałem udać się jeszcze do Lasu Blizn, aby oddać Jabłko Życia. Gdy obozowaliśmy niedaleko tego lasu, za pomocą jakiejś magii moi przyjaciele zostali uśpieni, a ja usłyszałem głos, wzywający mnie do wkroczenia do lasu.

Nie wiem jak długo szedłem w głąb lasu, ale po jakimś czasie doszedłem do polany, na której spotkałem osobę szczelnie okrytą płaszczem. Kiedy osoba ta mi się przedstawiła, okazało się, że jest to sam Uliness. Uliness powiedział, że gratuluje mi przejścia pozytywnie testu w klasztorze Feniksa. Dowiedziałem się, że przywódca druidów wcale nie był chory, test miał za zadanie mnie sprawdzić. Uliness poinformował mnie, że mam okazję dostąpić wielkiego zaszczytu, a mianowicie mogę zostać Protektorem Lasu Blizn. Protektorzy to osoby bardzo zżyte z naturą, chroniące miejsca Natury i właśnie mnie wybrano na to stanowisko. Oczywiście zostanie Protektorem to nie tylko przywilej, ale również obowiązek bronienia lasu przed obcymi. Wiedziałem, że jest to decyzja na całe życie, więc musiałem to przemyśleć, ale po chwili doszedłem do wniosku, że nie mógłbym odrzucić tak zaszczytnej propozycji, więc się zgodziłem. Uliness podarował mi przedmiot, który dostaje każdy z Protektorów. Był nim Płaszcz Wtopienia, który posiadał wiele użytecznych cech. Podziękowałem za wszystko i oddaliłem się do moich kompanów, którzy sobie spokojnie spali. Rano powiedziałem im, że już wszystko załatwiłem i możemy ruszać w dalszą podróż. Odkryłem jeszcze jedną rzecz, że Natura natchnęła mnie mocą i potrafię za pomocą magii porozumiewać się ze zwierzętami. Przed Dermath umieściliśmy jeszcze kamień teleportacyjny, który dostaliśmy od Cyriusa i ukryliśmy go, ponieważ najprawdopodobniej w niedalekiej przyszłości zaistnieje potrzeba udania się z powrotem w okolice Delarin.