Kronika

Kroniki XXVIII: Srebrne Trio

Po powrocie do Dermath drużyna próbuje dojść do siebie, lecz sprawy Elindara Dafe i Srebrnego Tria ponownie wciągają Lyrralta w kłopoty.

6.06.2026 • Cad • Lyrralt z Tales • Kroniki Lyrralta

Postaraliśmy się jak najszybciej powrócić do Dermath. Podczas tej spokojnej podróży mnie się udało powrócić do zdrowia. Po powrocie nie mieliśmy zbyt konkretnych planów. Ja jak zwykle udałem się do Elindara Dafe, a reszta kompanii rozpierzchła się po mieście. Pod wieczór okazało się, że nie jest nam dane zabawić dłużej w tym mieście, ponieważ Gurney dowiedział się o robótce w sam raz dla nas. W okolicach Gór Koruska panoszyła się jakaś bestia, która zabijała mieszkających tam ludzi, a tamtejszy władca za zabicie bestii zaproponował całkiem duże obszary ziemi. Po krótkiej naradzie doszliśmy do wniosku, że jeżeli nikomu nagle nic nie wypadnie, to udamy się w to miejsce, aby zobaczyć czy jesteśmy w stanie pomóc tym ludziom. Ja musiałem się skonsultować z Elindarem, czy czasami nie będę potrzebny tu na miejscu.

Jak się okazało podróż ta była dla mnie bardzo na rękę, ponieważ dostałem od Elindara pewne zadanie, które miało polegać na zlikwidowaniu zabójców jego przyjaciela, grupy zwanej „Srebrnym Trio”. Jeżeli udało by mi się to zrobić, to w zamian on zwolniłby mnie z dalszej służby dla niego. Dodatkowo miałem w tych stronach jeszcze jedną sprawę do załatwienia związaną z druidami. Przywódca druidów z Lasu Blizn był śmiertelnie chory i poproszono mnie, abym udał się do pewnego klasztoru mnichów, zwanego Zakonem Feniksa, w okolicach Gór Koruska, gdzie znajduje się cenny owoc, zwany Jabłkiem Życia, który mógłby uleczyć druida. Druidzi przydzielili mi jednego ze swoich ludzi, który zwał się Lathaniel - w ten sposób nasza drużyna powiększyła się o dodatkową osobę. Moi towarzysze dosyć szybko zaakceptowali Lathaniela, który posiadał wiele ciekawych umiejętności, stwierdzając, że druid na pewno nam się przyda w podróży. Wszyscy byli też bardzo zadowoleni, gdy dowiedzieli się, że Lathaniel zna się na magii leczniczej.

Okazało się, że nie tylko ja mam w tamtych stronach coś do załatwienia, bo i Dago, nie wiadomo czemu, próbował namówić wszystkich, abyśmy z nim poszli w same Góry Koruska. Niestety jego pomysł nie spotkał się z wielkim ożywieniem, ponieważ z informacji, które posiadaliśmy, wiedzieliśmy, że obszary te są bardzo niebezpieczne i lepiej się tam nie zapuszczać.

Nasza podróż przebiegała bardzo spokojnie i nie napotkaliśmy po drodze żadnych problemów. Jedynym wydarzeniem, o którym warto wspomnieć, był incydent ze statkiem, którym mieliśmy się zamiar dostać drogą rzeczną do Kardiol, pod Górami Koruska. Jego kapitanem był niejaki Fersdorn, ten sam, który jeszcze tak niedawno wiózł nas w przeciwną stronę. Od tego czasu trochę się zmieniło, ponieważ miał on teraz poważny problem z bandą orków, które zaczęły zbierać haracz od przewoźników. Chcąc wykorzystać nadarzającą się okazję, kapitan zaproponował nam pewien układ. My mieliśmy udawać, że jesteśmy dobrymi przyjaciółmi kapitana, a on w zamian miał nas dowieść do Kardios za darmo. Za wszelką cenę zależało kapitanowi, żeby nie doszło do niepotrzebnego rozlewu krwi, ponieważ w przyszłości mogłoby to mieć dla niego złe skutki. Jako że było nas w sumie czternaście osób (Dago wynajął sobie ośmiu ochroniarzy), robiliśmy konkretne wrażenie.

Rzeczywiście, kiedy orki przyszły po swoje pieniądze, kapitan powiedział im, że nie zamierza już płacić, a jeżeli mają jakieś jeszcze problemy, to mogą porozmawiać z nami. Orki widząc, że nawet, jeśli uda im się nas pokonać, to będą mieć bardzo duże straty, postanowiły pomęczyć kogoś, kto nie stawia tak dużego oporu. Chcieliśmy zaproponować innym kapitanom naszą pomoc, ale gdy dowiedzieliśmy się o dokładnej liczebności orków, byliśmy zmuszeni zaprzestać jakichkolwiek działań, ponieważ sami nie dalibyśmy im rady. Zapewne gdy my odjechalibyśmy w dalszą podróż, to orki mściliby się na przewoźnikach.

Podróż mieliśmy za darmo, więc czym prędzej wyruszyliśmy do Kardios – Miasta Najemników. W mieście długo szukaliśmy wieści na temat „Srebrnego Trio”. Okazało się, że są to mordercy do wynajęcia, bardzo groźni. Kiedy doszło do walki między nimi, a mną i Bagrielem, nie było łatwo. Jako fechmistrz poradziłbym sobie z każdym z nich osobna, mimo że byli bardzo dobrzy. Jednakże Trio walczyło specjalnym, wyrobionym przez lata stylem. Każdy z nich osłaniał drugiego, nie sposób było się przedrzeć przez ich gardę. Wzajemnie się asekurowali i groźnie kontrowali. Jednak kiedy udało się poważnie zranić jednego z nich, ich mordercze tempo osłabło, a walka była nasza. Po tym wszystkim postanowiliśmy z Bagrielem wspólnie ćwiczyć, aby w każdej kolejnej walce współpracować i wzajemnie się osłaniać.

W Kardios nie zabawiliśmy długo, dowiedziałem się jeszcze tyko, gdzie mniej więcej znajduje się klasztor, do którego zamierzałem się udać po Jabłko Życia.