Dni mijały szybko, a na drodze nie napotkaliśmy żadnych poważniejszych przeszkód. Po wkroczeniu na teren baronii bertalskiej okazało się, że Taliesin jest tutaj poszukiwanym banitą, na rogatkach wisiał list gończy. Na szczęście podpici strażnicy nie zorientowali się i mogliśmy spokojnie przejechać. Gdy spytaliśmy barda o to co takiego zrobił, odparł że nic takiego, oprócz zbałamucenia córki władcy tych ziem, potężnego barona Ustera von Bertall z rodu Bertallów. Postanowiliśmy pomóc mu się ukrywać, ponieważ nie chcieliśmy mieć żadnych problemów. Kilka dni później, wieczorem, przybyliśmy do małej wioski zwącej się Melfors i pomimo moich protestów zatrzymaliśmy się w niej na nocleg.
Gdy właśnie kończyliśmy nasz posiłek, do karczmy przybył sołtys, niejaki Fortas, z prośbą. Chciał abyśmy w zamian za 6 florenów zabili bestię, która grasuje w pobliżu wioski i zabija jej mieszkańców. Zdania co do tego czy mamy się podjąć tego zadania były podzielone, ale udało mi się przekonać resztę grupy, abyśmy się jednak go podjęli. Przecież nie mogliśmy pozwolić, aby ginęli bezbronni ludzie.
Postanowiliśmy udać się następnego dnia na miejsce ostatniego zabójstwa. Po drodze do tego miejsca napotkaliśmy grupkę banitów, którzy nie chcieli nas przepuścić przez rzekę, dopóki ktoś z nas nie pokona Dużego Dżona, ich przywódcy, w walce na kije. Jak zwykle mnie pierwszego postawiono jako ochotnika, chociaż wcale nie miałem ochoty z nim się próbować. Nie mając wyboru stanąłem do walki, która zresztą była bardzo szybka, bo już po pierwszej wymianie ciosów, skąpałem się w rzeczce. Drugim ochotnikiem był Bagriel, ale skończył bardzo podobnie jak ja, dopiero gdy nasze miejsce zajął Gurney, osobą która wylądowała w rzece był Duży Dżon. Po tym jak wylądował w rzece, bez żadnych pretensji pomógł nam dostać się w poszukiwane przez nas miejsce.
Miejsce to było co najmniej dziwne, ponieważ gdy się tylko do niego zbliżyliśmy uderzyła w nas jego moc. Wszędzie czuło się wielką potęgę, która aż elektryzowała się w powietrzu. Miejscem tym była polana, na której znajdowały się porozrzucane wielkie głazy, niektóre miały nawet 6 metrów wysokości.
Działy się tam naprawdę dziwne rzeczy. Najpierw w Dago uderzył piorun i o dziwo nic mu się nie stało. Później, gdy wróciliśmy, okazało się, że Gurney usnął na kamieniu i stracił przytomność, czego sam sobie nie umiał przypomnieć. Ja nie znalazłem praktycznie żadnych śladów, które naprowadziły by nas na trop bestii, więc postanowiliśmy opuścić to miejsce.
W wiosce jedyną osobą, która nie wzbudzała naszego zaufania był właśnie sołtys Fortas. Nandin bez przerwy powtarzał, że gdzieś już go widział, ale nie umiał sobie przypomnieć gdzie. Nie chcieliśmy drążyć tego tematu, ponieważ w końcu to nie była nasza sprawa. Podczas kolacji postanowiliśmy wrócić na polanę i poobserwować ją w nocy. Jak się okazało bardzo bobrze zrobiliśmy, że się tam udaliśmy, ponieważ byliśmy świadkami dwóch rzeczy, które nas zainteresowały. Pierwszą z nich było to, że w miejscu tym wieśniacy składają dary dla jakiegoś Pana Lasu, a drugą dużo bardziej interesującą rzeczą było małe przedstawienie. Na polanę zaczęła napływać gęsta mgła, aż zakryła prawie całą polanę oprócz miejsca, w którym stały kamienie. Z mgły wyszły dwie osoby, od których wyraźnie czuło się aurę mocy. Osoba, która pierwsza weszła na polanę, podała tej drugiej jakiś napój, po czym obydwie znikły we mgle. Nie bardzo rozumieliśmy, co tu się tak naprawdę stało, ale doszliśmy do wniosku, że najprawdopodobniej ma to coś wspólnego z kultem Pana Lasu. Bogatsi o te informacje wróciliśmy do wioski.
Następnego dnia usłyszeliśmy przykrą wiadomość, a mianowicie Piotr Drwal powiesił się. Nie zwrócilibyśmy na to uwagi, gdyby nie przekonanie kilku ludzi, że on nigdy by tego nie zrobił. Postanowiliśmy to sprawdzić i rzeczywiście, Gurney, po obejrzeniu zwłok, zauważył na jego skroni lekki siniak sugerujący uderzenie. Dodatkowo siniak ten był zamaskowany jakimś specyfikiem. Postanowiliśmy się nie dzielić naszym odkryciem, tylko przyjrzeć się uważniej sołtysowi. Dago dzięki modlitwie wprowadził Nandina w stan hipnozy, dzięki czemu dowiedzieliśmy się, że Nandin spotkał sołtysa lub kogoś bardzo podobnego, 5 lat temu, bardzo daleko stąd, w północno-wschodniej części Imperium, w Phontiss.
Postanowiliśmy zastosować ten sam sposób na sołtysie i tez wprowadzić go w stan hipnozy. Zaprosiliśmy go więc do naszego pokoju, aby tam bez niczyjej wiedzy to zrobić. Nie napotkaliśmy większego problemu, chociaż sołtys był mało przekonywujący, ale dowiedzieliśmy się, że on nigdy nie był w tym mieście. Po całych tych przesłuchaniach sołtys poczuł się zmęczony i postanowił opuścić nas i udać się do swojego domu. Jako że nasze podejrzenia zostały rozwiane, daliśmy sobie z nim spokój. Nasz zapał trochę osłabł, ponieważ nie było żadnych widocznych efektów naszej pracy, ale zdarzyło się coś, co zmieniło sytuację.
Kiedy siedzieliśmy sobie spokojnie w karczmie, Gurney zauważył, że ktoś nas podsłuchuje i nie zastanawiając się długo, ruszył za nim w pościg, skacząc przez okno. Razem z nim wybiegł jeszcze Nandin i Bagriel, po chwili wrócili żeby nas powiadomić, że udało się im złapać podsłuchiwacza. Ja oraz reszta kompanów udaliśmy się w miejsce, w którym Nandin starał się go przesłuchać. Faceta, którego złapali, widzieliśmy pierwszy raz na oczy i nie zachowywał się on jakby się nas bał. Śmiał nawet grozić nam, że jak go nie wypuścimy, to będziemy mieli z tego powodu duże problemy. Oczywiście takie słowa nie przemawiały do nas, ponieważ sytuacja była jednoznaczna, ale nie trwało to długo. Taliesin i Gurney postanowili wrócić na chwilkę do wioski, ale w drodze powrotnej zauważyli jadący w ich stronę spory oddział wojowników. Postanowili ukryć się w trawie, ale nie udało im się to i zostali przez nich znalezieni, a następnie pojmani. My, widząc taką grupę, postanowiliśmy schronić się w lesie. Ja udałem się z Dago, a Nandin i Bagriel poszli osobno.
Przeszukiwania lasu przez najemników trwały bardzo długo i były bardzo dokładne, widać że znali się na rzeczy. Udało nam się jednak dobrze schować i nie wykryto nas. Niestety Bagriel nie miał takiego szczęścia i został pojmany. Jako że nie wiedzieliśmy z kim mamy do czynienia, postanowiliśmy nie wychylać się i popatrzeć jak się rozwinie sytuacja.
Gdy zbliżyliśmy się do wioski, spotkaliśmy znaną nam grupę banitów Dużego Dżona, którzy zaproponowali nam, żebyśmy się z nimi udali do ich obozu, gdzie będziemy mogli się wyspać i odpocząć. Oni natomiast mieli zamiar przypatrywać się ruchom w wiosce. Gdy wrócił jeden z nich, dowiedzieliśmy się, że część najemników ma zamiar przewieść naszych kompanów do Twierdzy Bertall i dzięki temu możemy mieć możliwość odbicia ich.