Zapłata którą otrzymaliśmy była bardzo sowita, więc postanowiliśmy wydać z tego powodu przyjęcie. Miało ono się odbyć w karczmie, w której mieszkaliśmy, a więc w „Rycerzu śmierci”. Organizacją zabawy, która miała odbyć się za kilka dni, zajęli się Dago i Bagriel, a przygotowaniem karczmarz Beryl. Atrakcjami związanymi z kobietami zajmował się Dago, więc poprosiłem go, aby dla mnie zamówił Ingrid, kurtyzanę którą już spotkałem w „Czerwonej Karuzeli”.
Tego dnia przybył do mnie posłaniec od pewnego czarownika, który chciał się ze mną koniecznie spotkać. Jak się okazało tą osobą był Gallem Lepiss, jeden z arcymagów Kapituły Imperium. Od razu przypomniałem sobie tą osobę, ponieważ spotkałem go już wcześniej – był to mistrz Gurney’a, mojego dawnego towarzysza podróży. To właśnie Gallem wynajął nas parę lat temu, abyśmy zdobyli Księgę Kapituły w miasteczku Bagest, którą ukradli magowie renegaci, zwący się aktualnie Kapitułą Cienia. Misji tej nie udało nam się wykonać, przeżyłem jedynie ja i Morgass. Mnie uratowało odłączenie się od drużyny, po kłótni, do której pomiędzy nami doszło. Z tego co wspominał Morgass to on także dał sobie spokój w pewnym momencie z tym zadaniem, a Kragimor i Gurney zostali schwytani przez Kapitułę Cienia i zamordowani. Wszystkie te wspomnienia wróciły z nagłą siłą, gdy spojrzałem w twarz Gallemowi, w jego rezydencji. Rozmawialiśmy wiele godzin o tym co się wtedy wydarzyło, ale nie potrafiłem udzielić magowi wszystkich informacji na temat tamtejszych wydarzeń – po prostu odłączyłem się od drużyny w pewnym momencie.
Gallem Lepiss w pewnym momencie powiedział, że wiele czasu poszukiwał duszy Gurney’a w zaświatach, ponieważ wyczuł jego nagłą śmierć i podejrzewał, że jego duch nie będzie chciał odejść w Zaświaty. Parę miesięcy temu Lepiss odnalazł Gurney’a, błąkającego się po astralnym świecie, gdzie czasem trafiają zagubione dusze, które nawet nie wiedzą, że nie żyją. Ciało Gurney’a musiało zostać zniszczone, ale dusza przetrwała. Arcymag wiele czasu przygotowywał się do rzucenia potężnego zaklęcia sprowadzenia duszy Gurney’a i szukał osoby, która była z nim blisko związana. Tylko taka osoba byłaby w stanie sprowadzić ducha Gurney’a tak, aby szok przebywania tyle czasu poza światem materialnym, nie zabił młodego maga. Podejrzewałem też, że Gallem Lepiss miał swoje własne plany dotyczące mojego starego kompana – zapewne chciał otrzymać informacje na temat naszej misji z przeszłości, a wyglądało na to, że tylko Gurney wiedział wszystko. Problemem było to, że już nie żył.
Oczywiście zgodziłem się na pomoc czarownikowi i uczestnictwo w rytuale. Gallem poinstruował mnie co mam robić i powiedział mi, że dusza Gurney’a zostanie sprowadzona do nowego ciała, które odpowiada cechami i wyglądem oryginalnemu Gurney’owi. Na moje rozterki co do słuszności zabrania ciała niewinnej osobie, Gallem uspokoił mnie i powiedział, że ciało należało kiedyś do czarodzieja Kapituły, który zniszczył swój umysł pewnym zaklęciem. Razdiel, bo tak się zwał ten mag, już dawno nie żyje, a jego ciało było utrzymywane przy życiu za pomocą magii innych czarowników. Szansa, że Gurney przeżyłby szok sprowadzenia duszy do nowego ciała była tym większa, że ciało to należało do osoby, która także władała magią – była nawet duża szansa, że w swoim czasie Gurney odzyskałby całkowicie swoje zdolności magiczne.
Rytuał odbył się w specjalnie przygotowanej sali. Brało w nim udział, oprócz mnie i Gallema, jeszcze dwóch innych magów niższego szczebla. Pod sam koniec Gurney otworzył oczy i gdy mnie ujrzał uśmiechnął się i zemdlał. Gallem uspokoił mnie, że rytuał powiódł się i teraz trzeba czasu, aby Gurney doszedł do siebie – mag Kapituły zobowiązał poddać go specjalnej terapii i opiece.
Na drugi dzień mogłem w końcu porozmawiać z Gurney’em, który cały czas gdzieś błądził myślami. Ledwo mnie rozpoznawał i póki co pamiętał jedynie Bagest i wydarzenia, które się tam rozegrały. Nie chciał zbyt wiele powiedzieć, ale wywnioskowałem, że jego śmierć spowodowała zdrada kapłana Richitera, Kragimora, który podstępem sprowadził Gurney’a i Gordona przed oblicze Aphorphisa – przywódcę Kapituły Cienia. Więcej nie chciał mi nic powiedzieć, widać czuł wielki ból, gdy wracał do tych chwil.
Po dwóch kolejnych dniach, po Gurney’u było widać znaczną poprawę. Kuracja prowadzona przy pomocy potężnej magii przez samego Gallem robiła swoje. Nie odzyskał co prawda swych zdolności magicznych, ale przynajmniej powoli odzyskiwał wspomnienia i przyzwyczajał się do swego nowego ciała, które było znacznie młodsze niż poprzednie. Gallem Lepiss nagle obwieścił, że aby Gurney odzyskał pełnię swych sił i wspomnień, musi wrócić do dawnego trybu życia, czyli do podróży ze swymi przyjaciółmi – krótko mówiąc miał ponownie wieść życie awanturnika. Trochę było to ryzykowne z uwagi na nienajlepszy stan jego zdrowia, ale według Gallema, było to najlepsze co można było zrobić.
Postanowiłem zbliżającą się imprezę połączyć także z ucztowaniem na cześć powrotu mojego dawnego przyjaciela. Morgass, który myślał, że Gurney już nie żyje, był w sporym szoku, gdy opowiedziałem mu co się stało. Postanowiłem udać się z Gurney’em do krawca Schulza po jakiś odpowiedni strój. Musiałem także kupić mu kilka podstawowych rzeczy, aby mógł normalnie egzystować. Wykorzystałem do tego pieniądze, których trochę dał mi Gallem. To miłe z jego strony, że tak dbał o swego byłego ucznia – widać, że magowie Kapituły dbają o swoich. Gdy już wszystko było gotowe, napisaliśmy jeszcze przemówienie, które miał wygłosić minstrel, gdy my będziemy schodzić na dół po schodach karczmy.
Impreza rozpoczęła się wieczorem, a cała zabawa trwała do samego rana. Przed naszym wejściem na salę, odczytano mowę powitalną, którą zresztą sami ułożyliśmy. Karczma była pełna ludzi, ale my mieliśmy osobny stolik, przy którym czekały na nas nasze kobiety. Dago obiecał mi, że dla mnie specjalnie zaprosi Ingrid i tak zrobił, co mnie bardzo ucieszyło. Na zewnątrz karczmy zebrał się tłum biedniejszych mieszkańców Dermath, którzy zostali zwabieni obietnicą darmowego napitku. Na początku trochę posiedziałem na sali i potańczyłem z Ingrid, a później udałem się z nią na pokoje. Impreza była bardzo udana, karczmę zaszczyciła swoją obecnością znana grupa zwana „Trupadurami”. Dali oni wspaniały koncert pełen różnych efektów wizualnych. Z samego rana umówiłem się z Ingrid na obiad, ponieważ chciałem ją lepiej poznać, niestety podczas naszych wcześniejszych spotkań nie rozmawialiśmy zbyt dużo. Później spotkaliśmy się wszyscy i chwaliliśmy się naszymi podbojami.
Jako że w najbliższym czasie nie planowaliśmy żadnych wyjazdów, postanowiłem udać się na szkolenie, mające na celu podniesienie moich umiejętności w parowaniu bronią. Szkolenie to miało trwać półtora miesiąca, ale nie obawiałem się, że będzie się działo coś ciekawego bez mojej osoby, ponieważ reszta drużyny również uczyła się nowych biegłości oraz nabywała nowe umiejętności. Gurney starał się przez cały ten wolny czas przypomnieć swoją przeszłość, co po części mu się udawało. W późniejszym czasie rozpoczął próby z rzucaniem czarów. Niestety jego starania jak na razie nie przynosiły żadnych efektów.
Jakiś czas później do „Rycerza Śmierci” przybył bard Taliesin. Bardzo się ucieszyłem z jego obecności, ponieważ dawno go nie widziałem. Zaproponował nam wspólną podróż do miasta Tir, znanego z doskonałego piwa tirskiego i innych alkoholi. W mieście miał się odbyć doroczny festyn i ceremonia poświęcenia zbiorów. Jako że nie mieliśmy nic ciekawego do roboty, zdecydowaliśmy się mu towarzyszyć. Udałem się jeszcze do Elindara, aby sprawdzić, czy nie będę potrzebny. Okazało się że mogłem spokojnie wyruszyć. Przed wyruszeniem Dago i Bagriel postanowili zakupić sobie wóz, aby podróż przebiegała im lżej i szybciej.