Kronika

Kroniki XXIV: Szpon i porwanie Mirandy

Tajemniczy list i porwanie Mirandy wciągają Lyrralta w sprawę Szpona, w której tropy prowadzą ku coraz bardziej osobistemu zagrożeniu.

6.06.2026 • Cad • Lyrralt z Tales • Kroniki Lyrralta

30 kwietnia przybyliśmy do celu naszej podróży i udaliśmy się do Louisa po naszą wypłatę. Tam spotkał nas jakiś chłopiec, który wręczył mi pergamin z listem od jakieś nieznanej mi osoby. Na następny dzień próbowaliśmy zrozumieć treść tego listu, ale napisany był on w bardzo specyficzny sposób, więc postanowiliśmy zgromadzić najpierw jakieś informacje związane z treścią tego listu. Ja się wieczorem spotkałem z hrabią Ludwikiem w sprawie Aldar Azuna i umówiłem się z nim na kolejne spotkanie 5 maja.

Mój kolejny dzień bogaty był w najróżniejsze doznania, od tych najbardziej wzniosłych, do najpodlejszych. Jako, że umówiłem się z Lasonem na wieczór, więc z niecierpliwością oczekiwałem tego spotkania. Wieczór był pełen wrażeń, pojechaliśmy do wspaniałego burdelu „Czerwona Karuzela”, gdzie poznałem całkiem ładniutką blondynkę. Poznawałem ją przez całą noc, więc wróciłem nad ranem nie myśląc o niczym innym niż o moim wygodnym łóżeczku. Moi współlokatorzy jeszcze spali, więc obudziłem ich, a sam się położyłem. Jako, że położyłem się trochę późno, więc spałem do późnego południa, ale moi kompani nie próżnowali i starali się dowiedzieć kto wysłał nam ten list. W końcu udało im się to, więc postanowili złożyć tej osobie wizytę. Ja i Bagriel zostaliśmy w karczmie, ponieważ mieliśmy dalej problemy z poruszaniem się.

Wizyta ta okazała się tragiczna w skutkach, ponieważ właściciel domu nie ucieszył się z przybycia moich towarzyszy i gdy ci przekroczyli próg, zaatakował ich jakiś zwierz podobny do psa tylko posiadający 3 głowy i wzrostu dorosłego mężczyzny. Ze spotkania tego niestety Morgassowi nie udało się wyjść cało. Gdy Dago przybył do karczmy i opowiedział nam te wydarzenia, postanowiliśmy sprawdzić co się naprawdę stało. Bagriel i Dago ponownie udali się do mieszkania adresata listu. Na miejscu była już straż, a ciało Morgassa było odtransportowywane. Po krótkich wyjaśnieniach Dago i Bagriel wrócili do karczmy.

Kilka kolejnych dni upłynęło na powracaniu do sił, a spokój ten zakłócony był tylko przez pogrzeb Morgassa. Po tych kilku dniach odwiedził mnie Elindar Dafe i kazał mi zjawić się u niego, ponieważ miał dla mnie jakieś zadanie. Z chęcią poszedłem do niego, ponieważ znudziło mnie już to siedzenie w karczmie, a poza tym, nadal obowiązywała mnie umowa lenna. Gdy spotkałem się z nim w koszarach, dowiedziałem się, że dzisiaj rano dokonano napadu na jubilera, a złodzieje nie dość, że ukradli klejnoty, to dodatkowo jako zakładnika wzięli córkę jubilera. Moim zadaniem było wyśledzić ich i odbić jego córkę, Mirandę. Zaproponowałem Dago i Bagrielowi, aby pomogli mi w wykonaniu tego zadania, za co oczywiście zostaną wynagrodzeni.

Po krótkiej dyskusji zgodzili się, więc nie zwlekając, wyruszyliśmy w stronę miasta Ixos, ponieważ tam właśnie udawali się porywacze. Informacje te zdobyli ludzie Elindara, ponieważ udało im się złapać jednego żywego członka bandy, a ten dzięki bardzo wnikliwym i niemiłym torturom wyjawił część planów. Droga, którą mieliśmy do przebycia biegła bardzo blisko wybrzeża Morza Odkrywców i była stosunkowo często uczęszczana, co nie ułatwiało mi tropienia, a nawet powodowało, że postanowiłem nie opierać się na śladach, a tylko na informacjach zasięgniętych w wioskach. Wiedząc, że mamy trochę straty do uciekinierów, postanowiłem nadać dosyć duże tempo. Niestety w wyniku tego rozpoczęły się problemy z Dago, ponieważ on nie był przyzwyczajony do podróży, która przebiegała w ten sposób. W kolejnych wioskach nie zdobywaliśmy zbyt dużo informacji, ponieważ Szpon albo do nich nie wjeżdżał albo zatrzymywał się u kogoś kto go znał.

Jednak co jakiś czas natrafialiśmy na pożądane informacje, a jedną z takich uzyskaliśmy od karczmarza, u którego w karczmie Szpon ze swoją bandą był bywalcem. Pech chciał, że w tej karczmie przebywał również Kapitan. Brags i jako że Szpon był to dość znanym banitą, rozpoznał go. W karczmie wyniknęła walka, w wyniku której zginął jeden z członków bandy, a Szpon musiał uciekać. Wiedziałem, że przez to ich podróż nieco się przedłuży, jako że byli ranni. My natomiast nie przestawaliśmy forsować naszych koni jak i nas samych. Czym prędzej ruszyliśmy dalej, zdobywając sobie dodatkowe konie, które wypożyczyliśmy od straży.

W mieście Beizu zatrzymaliśmy się w karczmie „Mostowej” i tradycyjnie poszliśmy na miasto dowiedzieć się czegoś na interesujący nas temat. Karczmarz „Złamanej Strzały” wzbudził nasze podejrzenia, więc Dago, dzięki jakiemuś czarowi, zmienił jego nastawienie do nas. Podczas działania czaru, karczmarz powiedział nam, że widział ostatnio Szpona, gdy ten wybierał się do Dermath oraz że jak będzie wracał, to jeszcze do niego wstąpi. Uzyskawszy te informacje, postanowiliśmy śledzić osoby wchodzące do karczmy. Jako że wszyscy byliśmy zmęczeni, ja postanowiłem, że będę wartował jako pierwszy. Zmienialiśmy się po 2 godzinach.

Późną nocą, gdy na warcie był Bagriel, do karczmy weszło kilka osób, a Bagriel uznał że są to poszukiwani przez nas osobnicy. Postanowiliśmy obudzić Dago i z jego pomocą tam wejść. Ja zostałem, aby przez przypadek nasi zbiegowie nie uciekli, gdy my będziemy szli razem z Dago. Podczas nieobecności Bagriela z karczmy ktoś wyszedł, ale nie udało mi się go pochwycić. Gdy przyszedł Dago, spytałem się go, czy nie potrafiłby spowodować, aby wokół nas zaległa cisza, dzięki czemu moglibyśmy wejść niepostrzeżenie. Okazało się, że potrafi to zrobić, ale niestety nie dało to zbyt wielkiego rezultatu, ponieważ zostaliśmy odkryci.

Ekipa w środku już na nas czekała. Gdy my czailiśmy się za drzwiami, jeden z nich próbował wejść do pomieszczenia, w którym byliśmy. Nie zastanawiając się długo wypchnąłem go, a sam wskoczyłem do środka. Reakcja Bagriela nie była tak spontaniczna, ponieważ on poczekał i zobaczył jak rozwinie się sytuacja, a dopiero wtedy ruszył mi na pomoc. Sytuacja nie wyglądała zbyt ciekawie, ponieważ w środku zaatakował mnie Szpon, jeden z jego kompanów próbował ustrzelić mnie z kuszy, zaopatrzonej w zatrute bełty, a drugi systematycznie pozbywał się noży. Bagriel swoim wkroczeniem odwrócił ode mnie choć na chwilę uwagę kusznika. Samemu Bagrielowi nie wyszło to na dobre, ponieważ dostał bełtem i już po kilku minutach leżał na ziemi sparaliżowany. Na szczęście ja w tym momencie rozprawiłem się z nożownikiem i ze Szponem, więc gdy zauważyłem co się gotuje, ratowałem sytuację rzucając w kierunku chłopa swój sztylet. To uchroniło Bagriela od przedwczesnej śmierci, ponieważ w tym momencie uwaga jego została skupiona na mnie. Jako, że nie walczyłem tym razem z 3 przeciwnikami, a tylko z jednym, udało mi się w miarę sprawnie z nim rozprawić. Gdy sytuacja się uspokoiła, wszedł Dago, ale tu pojawił się kolejny problem, a mianowicie czar rzucony przez Dago nie przestawał działać. Więc Dago nie mógł nam pomóc, ponieważ nie był w stanie wypowiedzieć ani słowa. Na szczęście wiedziałem, że ci tam nie wiedzą, że jedyną zdolną osobą do walki jestem ja, więc zaproponowałem osobom znajdującym się w piwnicy, aby się poddali. Nie przyniosło to żądanego efektu poza cichymi pojękiwaniami. Nie wiedziałem czy przez przypadek na dole nie znajduje się ktoś kto trzyma Mirandzie nóż na gardle, więc nie chciałem ryzykować zejścia na dół. Sytuacja była patowa, aż do przybycia straży miejskiej, ponieważ gdy karczmarz usłyszał, że do karczmy wchodzi straż, wyszedł z piwnicy i okazało się, że na dole był tylko on i Miranda. Po krótkich przesłuchaniach doszliśmy do wniosku, że jedyną osobą, która uniknęła sprawiedliwości z naszych rąk jest bandzior Riska, który czekał na Szpona w lesie.

Po spotkaniu z miejscowym kapitanem Obelixem uzgodniliśmy, że wyśle on oddział, który ma go pochwycić. Jako że główny cel wyprawy został osiągnięty, postanowiliśmy powrócić do Dermath. Udaliśmy się tam drogą morską, która zapewniała nam większe bezpieczeństwo. Gdy dotarliśmy na miejsce, oddaliśmy Mirandę w ręce ojca i udaliśmy się do Elindara po naszą zapłatę.